Piąta Tajemnica - część 52 i generalnie Wesołych Spokojnych Świąt

Nataniel Senior, Krystian Tatajno, I Wyprawa '86

 

- Jak myślisz, co oznacza ten schemat? – zwrócił się do Nataniela Krystian.

- Wygląda to na jakąś geometryczną łamigłówkę. Mamy pięć boków, a w środku pola jest tybetańska sylaba szri. Co do tego nie mam wątpliwości.

- Sylaba oznaczająca pogodzenie ze śmiercią...

- Jeśli mógłbym coś dodać, sylaba szri jest także symbolem świadomego odrodzenia – wtrącił Brylski.

- Cenna uwaga – Nataniel zmarszczył brwi - Tylko do czego to wszystko może prowadzić?

- To z pewnością jakiś rodzaj kodu - dodał asystent - Sylaba szri bardzo rzadko występuje sama. Zazwyczaj inkantuje się ją w mantrze: Om Ami De Ła Szri.

- To by się zgadzało! – wyrwało się Krystianowi.

Nataniel zwrócił ku niemu wzrok. – Wokół siedzisk, w narożnikach ogrodu znajdują się cztery kamienie z wygrawerowanymi sylabami. Zastanawiałem się dlaczego brakuje głazu z ostatnim symbolem, aż do momentu kiedy wskazała go nam diamentowa mozaika! Powinniśmy szukać w okolicach oznaczonej stupy. Zaczniemy od jutra. Czy wszyscy się zgadzają?

Grupa archeologów przytaknęła, po czym mężczyźni rozeszli się do namiotów. Na polu pozostał jedynie asystent Brylski, który jeszcze przez chwilę bawił się latarką. Po chwili też wrócił do namiotu, a w ogrodzie koronacyjnym Norbugang zapanowała cisza zakłócana jedynie przez pojedyncze, urywane nawoływania cykad. Położył się pryczy. Przez improwizowany wizjer do namiotu wpadało światło księżyca. Noc była bezwietrzna. Gdzieś w oddali, rozśpiewywał się również słowik.Wszystko to sprawiało, że Brylski nie mógł zasnąć. Jego błyskotliwy umysł analizował obrazy i fakty zebrane za dnia. Pamięć fotograficzna wyświetlała co chwila kolejne strony przeczytanych niegdyś książek, przejrzanych map i analiz. Nagle otworzył oczy i zerwał się z koi. To musi tam być, po prostu nie ma innej opcji. Na starych zdjęciach tuż pod dębem koronacyjnym widniały młynki modlitewne! Po cichu zawiązał buty i wymknął się z namiotu. Przyświecił latarką po wszystkich siedziskach, jednak nic nowego nie zauważył. Raz jeszcze przywołał w pamięci stare zdjęcie młynków modlitewnych. Znajdowały się one nad centralnym tronem. Teraz jednak nie było tam nic prócz sznurków z wielobarwnymi flagami. Kiedy przyjrzał się im dokładniej, zauważył, że na barwnych szmatkach widniały sylaby z odkrytego niedawno schematu. Jego mózg połączył fakty w kilka setnych mikrosekundy. Kiedy pociągnął za sznurek z sylabą Szri, jego zwinięta część rozplotła się i spadła na ziemię. Ostatnia część układanki wpasowywała się właśnie w swoje miejsce. Podniósł sznurek i zahaczył w miejscu, gdzie na stupie, dzięki diamentowi, wyświetliła się ona wcześniej. Po chwili niewidoczne do tej pory młynki, ukryte gdzieś pośród rozłożystej korony dębu, zaczęły kręcić się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Pomyślał, że ktoś zadał sobie sporo trudu, aby to wszystko ukryć. Świadczyło to też jednak o tym, że artefakt mógł tu naprawdę być. Całe jego ja było teraz całkowicie na nim skoncentrowane. Nie pozwoli nikomu go sobie odebrać. Tymbardziej, że coś na górze właśnie się przestawiło, a z tyłu dębu dało się wysłyszeć stłumiony dźwięk odchylającej się kamiennej płyty. Brylski natychmiast przeskoczył przez siedziska. Zauważył tam właz z drabiną prowadzącą na dół. Nie bacząc na procedury obowiązujące naukowców w takich sytuacjach, chwycił za obręcze i przyświecając latarką zanurzył się w środku. Kiedy dotarł na dół, uderzył go zapach przed chwilą gaszonych świec. Czyżby pomieszczenie miało rezydenta? Rozejrzał się wokół. Znajdował się w wyciosanej z kamienia, przestrzennej komnacie o wymiarach około sześć na sześć metra. Na ścianach znajdowały się wygaszone przed chwilą lampy naftowe. Pomieszczenie musiało być w stałym użytku. Pomyślał, że mnisi, których wygnali poza Norbugang, mieli tu jakieś sekretne dojścia. Po bokach rozstawione były ławki modlitewne, natomiast na wprost znajdował się wyciosany z kamienia ołtarz. Nie wyglądał on jednak na ornamentykę buddyjską. Gdy przyświecił wyżej, zauważył chrześcijańskie tabernakulum. Taki obrót spraw zupełnie zbił go z tropu. Szukał czarnej korony buddyjskich lamów, a okazało się, że pod samym sercem ich królestwa znajdowała się chrześcijańska kapliczka! Po lewej i prawej stronie tabernakulum podwieszone były ikony. Boże jedyny, przeszło mu przez głowę i omal nie upuścił latarki. Pierwsza z nich przedstawiała najwyraźniej wizerunek człowieka z czarną koroną na głowie. W rękach wzniesionych ku górze trzymał bochenek chleba. Obok niego przedstawione było powyginane ciało mężczyzny. Obraz dopełniała inkrustowana, drewniana skrzynka z otwartym wiekiem, trzymana przez klęczącego sługę. Ikona po prawej przedstawiała te same osoby, jednak postać, która wcześniej trzymała bochenek chleba, obejmowała teraz zupełnie zdrową sylwetkę leżącego wcześniej na ziemi zmarłego. Czyżby to...? To na pewno nie może być... - wymamrotał pod nosem, po czym przemógł paraliżujący strach i podszedł do tabernakulum. Drzwiczki nie stawiały oporu. Uspokoił oddech i spojrzał do środka. Spoczywała tam ta sama drewniana skrzynka. Wziął ją w ręce i próbował otworzyć, jednak nie wydawała się mieć wieka na żadnej ze ścianek. Kiedy odwrócił się, odruchowo uskoczył, tracąc niemal równowagę. Po środku pomieszczenia stał mały buddyjski tulku, przyodziany w pomarańczowe szaty. Na głowie dumnie dzierżył czarną koronę. Była ona nieproporcjonalnie duża w porównaniu do niewielkich rozmiarów dziesięciolatka. Brylski opuścił nieco latarkę, aby nie oślepiać dziecka. Podniósł otwartą dłoń, próbując załagodzić sytuację.

- Wszystko w porządku, nie chcę cię skrzywdzić – wyszeptał, mając świadomość po jakim lodzie stąpa. – Skąd się tu wziąłeś?

Tulku nie odpowiedział, wskazał natomiast palcem na skrzynkę w rękach archeologa. Znienacka, cała przejrzystość myśli Brylskiego gdzieś pierzchła.

- Nie mogę ci tego oddać, to własność rządu Polski Rzeczpospolitej Ludowej. – słowa płynęły przez niego jakby z oddali. – Tak samo, jak korona którą masz na głowie.

Chłopiec wciąż trzymając palec wskazujący skierowany w Brylskiego, skrzywił się i wykrzyczał coś w języku, który naukowiec znał tylko z wycinków archaicznych tekstów. Domyślał się, że była to jakaś starożytna odmiana aramejskiego. Sytuacja stawała się coraz bardziej nierealna. Postawił krok naprzód. Chłopiec nie poruszył się ani na jotę. Docent ponownie skrócił dystans pomiędzy nimi. Gdy był już na wyciągnięcie ręki, chłopiec niespodziewanie wyskoczył do przodu i uczepił się skrzynki trzymanej przez archeologa. Nie wiadomo kiedy, gdzieś pomiędzy błysnął nóż. Brylski zwalił się na ziemię przygniatając malca. Wciąż nieświadomy bólu, zerwał mu koronę, a szkatułę przykrył własnym ciałem. Tulku wyciągnął nóż z boku docenta i wywinął się spod niego. Archeolog zdążył jednak wytrącić mu nóż i wymierzyć go w stronę chłopca. Zauważył, że brak korony na głowie wyraźnie go zdeprymował. Ten w mgnieniu oka skoczył na drabinę i zanim archeolog zdążył zorientować się, co się wydarzyło, rozmył się w ciemności. Dopiero teraz do Brylskiego dotarło, że jest cały we krwi. Zdał sobie sprawę, że bez błyskawicznej pomocy, zostało mu może kilka minut życia. Mimo wszystko nie wypuszczał świeżo zdobytych artefaktów z rąk. Oddychanie zaczęło mu sprawiać wiele trudności. Ostatkiem sił, wygramolił się na górę. Noc zalała go srebrnym światłem księżyca, w którym ślady krwi które pozostawiał za sobą, wydawały się manifestować ciepłym odcieniem purpury. Jeszcze kilka metrów - pocieszał się - Dam radę! Umysł, zazwyczaj tak giętki, zaczynał płatać mu figle. Widział, jak skrzynka, którą wlókł za sobą, pulsuje złocistym światłem, które wpływa w niego. Czuł, że wypełnia go nim. Dodaje sił. Jego płytki oddech zlewał się jednak coraz bardziej z pieśnią słowika, która powoli chwytała go i unosiła do góry. Ostatnim wysiłkiem spróbował odchylić wejście do namiotu Nataniela, jednak jedyne co pozostawił, to ślad krwi na materiale tropiku. Słowik dopełnił reszty.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak pół roku temu
    Zdrowych, Radosnych, Pysznych Świąt
    &
    Szczęśliwego Nowego Roku 2019 :)
    Dużo weny!
  • drohobysz pół roku temu
    rowniez Tobie!
  • 00.00 pół roku temu
    Wesołych!
    Wydaje się te wydarzenia tak nierealne jak być powinny.
    Z jakich źródeł czerpiesz informacje o tych miejscach?
  • drohobysz pół roku temu
    To wszystko osobisty research. Byłem w Norbugang i pod Kanczenconga.
  • pasja 5 miesięcy temu
    Witam.
    Czasem wydaje nam się, że jesteśmy poza granicą za którą nic nie może się wydarzyć. Asystent Brylski postąpił bardzo nierozważnie wchodząc sam we właz. I jeszcze nocą. Czy był lojalny wobec grupy, czy chciał coś wziąć dla siebie. Los okazał się okrutny i ukarał go. Czy przeżyje?

    Co kryje tajemnicze wejście i kim był chłopiec?
    Ciekawie wciągają w historię i ciekawie opisujesz tajemnicę artefaktu.

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i pozdrawiam serdecznie

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania