Piąta Tajemnica - część 53 i generalnie udanego 2019!

Czasy obecne, wyprawa, Rakesh, Kardynał Perucci, Gabriela, Rose

 

Rakesh gorączkowo odgarniał śnieg. Na szczęście Rose leżała dość płytko i od razu zdołał odsłonić jej twarz. Przyłożył jej palec pod nos. Z ulgą stwierdził równomierny wdech i wydech. Natychmiast wydobył jej ciało na powierzchnię. Rany na nadgarstkach zdążyły się już nieco zasklepić, więc stwierdził, że nie były zbyt głębokie. Następnie opatulił ją w termiczny koc i ułożył w bezpiecznym miejscu. Wciąż nie odzyskiwała przytomności. Sam natomiast zaczął torować sobie drogę ku wrakowi. Spod grubych hałd śniegu wciąż wystawały elementy powyginanych śmigieł. Z plecaka wyciągnął rozkładaną łopatkę i wbił się w śnieg. Czas płynął nieznośnie powoli, a lodu pod spodem wydawało się wciąż tylko przybywać. W końcu jednak ostrze szufli zazgrzytało o metal. Przyspieszył i po chwili jego oczom ukazało się wnętrze kabiny odgrodzone pancerną szybą. Kiedy przyświecił latarką, ktoś w środku poruszył się. Był to kardynał Perucci, który wskazał mu powyginany właz. Nie było chwili do stracenia. Minęło kolejne pięć, może piętnaście minut, zanim Tybetańczyk utorował sobie drogę do wskazanego miejsca. Wieko włazu opierało się przez chwilę, a kiedy odpuściło, do wnętrza kabiny wsypało się mnóstwo białego puchu.

- Wszystko w porządku? – głos Rakesha odbił się metalicznym echem od metalowej konstrukcji.

- Nie mogę się ruszyć, mam przygniecioną rękę - zasygnalizował kardynał - Lepiej pomóż Gabrieli! Jest nieprzytomna!

- A Antonio?

- Nie żyje... - Perucci ledwo wypowiadał słowa.

Rakesh opuścił się na same dno kabiny. Leżały tam zwłoki dwóch pakistańskich komandosów, a między nimi twarzą w dół, umiejscowione było wątłe ciało Gabrieli. Pomyślał, że żołnierze zamortyzowali dla niej skutki uderzenia. Natychmiast sprawdził puls, jednak nic nie wyczuł. Spróbował po raz kolejny, tym razem na drugim nadgarstku. Skoncentrował całą swoją uwagę, wstrzymał oddech, a czas spowolnił. Czuł wręcz jak receptory opuszka kciuka rozpaczliwie oczekują na choćby najmniejszy impuls. Kiedy już miał odpuścić, gdzieś głęboko, ostatkiem sił, krew Gabrieli dała oznakę życia.

- Wciąż jest z nami! - odetchnął, po czym nie wahając się ani chwili, wydobył jej kruchą sylwetkę na wierzch i odpowiednio opatulił.

- Przyjacielu... – Perucci ledwo otwierał usta.

- Już do Ciebie idę!

- Zostaw mnie tu.

- Co powiedziałeś, Nikodemie?

- Dawno mnie już nikt tak nie nazwał: Nikodem Brylski. Wciąż go pamiętasz?

Przewodnik spojrzał na kardynała, a w jego oczach dało się zauważyć ten sam wyraz, którym mały tulku obdarował młodego asystenta, ponad trzydzieści lat temu w ciosanej komnacie pod dębem. Nic nie odpowiedział. Przeczołgał się tylko i ujął w dłonie głowę Nikodema.

- To było w innym życiu, byliśmy zupełnie innymi ludźmi – wyszeptał w końcu ze łzami w hardych, tybetańskich oczach.

- Wybaczyłem ci już na samym początku, ale ty się uparłeś. Nigdy nie rozumiałem twoich niepohamowanych wyrzutów sumienia. A teraz, proszę, daj mi umrzeć po raz drugi. – Ostatkiem sił, Brylski wyciągnął nóż schowany pod połami płaszcza.- Weź go, to ten sam. Miałem przeczucie, że się znów przyda.

Rakesh przyjął narzędzie. Czuł, że żaden opór nie miałby teraz sensu.

- Czy to przeznaczenie, Nikodemie? - szepnął kardynałowi do ucha.

- To nasza karma, przyjacielu. Jestem gotowy - Brylski skinął na znak aprobaty i zamknął oczy.

- Zatem, do zobaczenia wkrótce. – wypowiedział mnich łamiącym się głosem, po czym szybkim, zdecydowanym ruchem wbił ostrze w bok człowieka, którego już raz pozbawił życia.

Na pięciu szczytach Kanczencogi wiatr ustał na chwilę, a ich władcy mogli usłyszeć śpiew słowika w oddali. Chyba próbował ich przed czymś ostrzegać. Śpiewał tak pięknie, że nawet usługujące bogom czerwone pandy nadstawiły uszu. Żadna z nich nie potrafiła jednak rozszyfrować słowiczej mowy. Wychwytując niezręczność sytuacji, wiatr ponownie otulił uszy nieśmiertelnych, a ci dali znak, by pandy powróciły do swych codziennych zajęć.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • pasja 3 tygodnie temu
    Witam i tu
    Powracamy do czasów obecnych i poznajemy małego tulku... Rakesh i Nikodema Brylskiego jako Kardynała Peruicci. Czyżby korona i skrzynia uczyniły z asystenta kardynała? Dlaczego Rakesh zabija Nikodema?
    Całe szczęście, że mama Natana i Rose żyją.
    Znowu słowik i śpiew.
    Zadziwiająca opowieść. Nie wiemy co z Natanem.
    Pozdrawiam
  • drohobysz 3 tygodnie temu
    dziękuję i na pewno wkrótce pytania będą powoli znajdowały swe odpowiedzi :) pzdr
  • 00.00 3 tygodnie temu
    Zaznaczam, że byłam. :)
  • drohobysz 3 tygodnie temu
    fajnie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania