Piąta Tajemnica, część 71

Natan, Anna, Bardo

 

Ściany korytarza rozwidlały się. Natan spojrzał na swoją przewodniczkę, lecz ta podwinęła ogon i położyła się.

- Nie znasz drogi? – zapytał.

Jakby w odpowiedzi, panda zaczęła biegać w kółko za swoim ogonem.

- Czyli nie ma znaczenia którą drogę wybiorę?

Zwierzak zatrzymał się i spojrzał znacząco na swojego podopiecznego. Natan mógłby przysiąc, że na dnie jego czarnych jak guziki oczu, zauważył głęboką, przeplecioną pieczołowicie skrywanym strachem troskę.

- Dobrze więc, niech będzie lewo. Mam dziwne przeczucie - stwierdził i ruszył do przodu.

Przewodniczka zakwiliła cicho. Tylko ona wiedziała, co oznacza ten wybór. Prawy korytarz prowadził w kierunku Rose, lewy prosto w ramiona Nagbo. Panda wiedziała, że nie będzie potrafiła się jej przeciwstawić. Była zbyt potężna. Gdzieś w jej małym serduszku pojawił się smutek, który wkrótce zamienił się w niezmierzoną radość, ponieważ wiedziała, że w Bardo nie można umrzeć. Wiedziała, że każde jej poświęcenie tutaj, będzie miało znaczenie dla niezmierzonej ilości istot. Z iskrą w oczach odwróciła się i w mgnieniu oka znikła za rogiem wskazanego korytarza.

Natan podążył za nią. Tunel rozszerzał się, by wkrótce zamienić się w rozległą komnatę bez wyjścia. Pomieszczenie było puste, poza jednym wyjątkiem. Pośrodku, w podłodze, lśniła tybetańska sylaba.

Panda czekała na niego dokładnie w połowie drogi. Ucieszył się na jej widok, lecz kiedy zbliżył się na wyciągnięcie ręki, wyszczerzyła zęby. Łagodny do tej pory pyszczek przybrał dziki, nieprzyjazny wyraz. W przypływie adrenaliny Natan odskoczył w tył.

- Co się dzieje? – spytał łagdodnie. Panda tylko fuknęła. Pomyślał, że chodzi o sylabę znajdującą się za zwierzęciem. Mimo wszystko, po chwili zaczął powoli skracać dystans. Kiedy był już prawie na wyciągnięcie ręki, panda zamigotała, skupiając na sobie tęczowy promień, który niczym reflektor rozbłysnął z relikwiarza zaczepionego u jego boku. Nie minęła nawet sekunda, a na miejscu rudzielca stała wysoka na dwa metry śnieżna pantera. Relikwiarz natomiast wzniósł się na kilka metrów i zawisł w przestrzeni. W ułamku sekundy wystrzelił z niego kolejny promień, obejmując też Natana. Ten miotał się jeszcze przez chwilę, zanim doszło do niego, że został unieruchomiony. Mógł tylko obserwować, co działo się w komnacie.

Wkrótce tam, gdzie dotąd błyszczała sylaba, pojawiła się ogromna maszkara. Miała jajowaty łeb otoczony pomniejszymi, płonącymi czaszkami. Jej pysk przypominał nieco ludzki. Dysponowała trzema oczami, przy czym środkowe wydawało się być zaszyte. Z potwornych zielonych ust wystawały cztery, ostre jak brzytwy kły. Stwór posiadał cztery chwytne łapy. W górnych dwóch trzymał noże, w dolnych zaś półokrągłe ostrze topora i niespodziewanie, pęk lazurowych kwiatów. Nogi poczwary zakończone były szponami.

Pantera nie zdążyła się wiele cofnąć, ponieważ maszkara od razu przypuściła na nią frontalny atak. Odskoczyła jednak na ścianę i sprawnym susem odbiła się od niej wpijając zęby w bok przeciwniczki. Ta zasłoniła się trzymanymi w szponach kwiatami. Najwyraźniej była to broń defensywna. Zanim kot zdążył się pożądnie wgryźć, kwiaty wyparzyły mu na szyji sporych rozmiarów odcisk. Szarpał się przez chwilę ale odpadł wyrywając demonowi porządny kawałek cielska.Wkrótce w sukurs przyszło mu kolejne światło. Relikwiarz zepchnął maszkarę w róg komnaty. Ta natychmiast skryła się za poczwórną gardą i wpatrywała się chwilę w lewitującą, rozświetloną skrzynkę. Nagle, z jej na poły zaszytego trzeciego oka, trysnął strumień czarnego jak smoła światła, omiatając przedmiot całkowicie. Tęczowe światło przestało płynąć, a relikwiarz wraz z Natanem spadł na podłogę. Zanim pantera wykonała kolejny ruch, na powrót stała się przyczajoną, czerwoną kulką z podwiniętym ogonem. Pod wpływem walecznego uniesienia, wiedząc że wszelkie szanse i tak ostatecznie przepadły, zdecydowała się jednak na przeprowadzenie ostatniego, beznadziejnego manewru. Pisnęła, jakby przepraszając Natana za taki obrót rzeczy, po czym chwyciła relikwiarz i dała nogę w korytarz.

Natan pozostał sam na sam z demonem. Dziwnym trafem nie czuł strachu. Podniósł się na nogi, otrzepał i wyczekiwał. Wkrótce sylaba pośrodku podłogi ponownie zamigotała, oślepiając go na krótką chwilę. Kiedy odzyskał ostrość widzenia, tuż przed nim leżała... Anna! Taka sama jaką zapamiętał, piękna, z czarnymi, prostymi włosami, dwudziestoletnia! W jednej chwili powróciły wszystkie wspomnienia sprzed dziesięciu lat. Ich pierwsze spotkanie na wykładzie z filozofii, niezręczne próby nawiązania kontaktu, pierwsze zamienione słowa, randki, pocałunek, miłość gdzieś za kotarą studenckiego klubu. Przypomniał sobie, jak specjalnie dla niej wydał miesięczne stypendium na najnowszy model telefonu, aby mieć z nią stały kontakt, a później te przeklęte wiadomości, które doprowadziły do wypadku!

Powieki Anny uniosły się, a kąciki ust złożyły w dokładnie w ten sam, idealny uśmiech, który zapamiętał.

- Natan?

Nic nie odpowiedział. Teraz jej oczy były już w pełni otwarte.

- Od samego początku w ciebie wierzyłam!

Spojrzał na leżące wokół niej porozrzucane przez demona bronie. Coś w nim drgnęło. Odskoczył gwałtownie, jednak jej dłoń była szybsza. Chwyciła go za kostkę. Upadł. Nie czuł ciężaru. Sytuacja odwróciła się. Teraz on leżał, a ona klęczała.

- Czego ode mnie chcesz!? Czym jesteś!? - krzyknął.

- Wszystko ci wytłumaczę - odparła głębokim, spokojnym głosem - Pamiętasz, jak jechaliśmy do Bielska? Do twojej mamy? Natan, ja umarłam na twoich rękach...

Emocje zawładnęły nim całkowicie. Zaczął się szarpać, odpychać, kopać. Wszystkie te ruchy lądowały jednak gdzieś w przestrzeni. Anna umiejętnie uchylała się przed każdym z nich. Wyczekała na odpowiedni moment, po czym opuszkiem palca dotknęła jego czoła. Kiedy szarpanina ustała, położyła spiącego chłopaka na tance z kwiatów, którą na prędce utkała ze światła płynącego z sylaby.

- Wkrótce wszystko zrozumiesz kochany - szepnęła mu do ucha - A wtedy uciekniemy stąd razem. Ja, ty i nasze dziecko.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • 00.00 3 miesiące temu
    Pochłoną go magiczne moce?
    Wiele się wyjaśniło. Opisy przyrody są moimi ulubionymi fragmentami.
  • drohobysz 3 miesiące temu
    Dzięki!
  • pasja 3 miesiące temu
    Witam
    Sprytna panda i ta sylaba na posadce i ciemne moce i Anna to wszystko zaczyna układać się powoli w całość. Natan jednak zachowuje część zdrowego umysłu i nie dopuszcza myśli, że Anna żyje.
    Pozdrawiam
  • drohobysz 3 miesiące temu
    Faktem jest, że Anna nie żyje. Pytanie, czy aby przypadkiem nie chciałaby powrócić do życia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania