Pies

Uwięziony pies na długim łańcuchu. Biegał w obrębie jego długości.

Ujadał zaciekle, szczerząc zęby, bliski był obłędu w oczach. Wyglądem przypominał szkielet istoty jedzącej tylko gruszki, które sporadycznie spadały przy jego budzie z drzewa. Widok tego szarego cienia, który z niego został zbudzał strach i żal jednocześnie.

Przechodząc obok niego zawsze pełzłam po ścianie, powoli jak ślimak. Przejście było bardzo wąskie, między wejściem do domu, a jego terenem, po którym się poruszał. Stawał na dwóch łapach, podskakiwał w miejscu, chcąc chwycić mnie kłami. Śledziłam go wzrokiem, wpatrując się w jego zażarcie wściekłe spojrzenie.

Tego dnia był wyjątkowo spokojny. Tak jakby na coś czekał, może oprócz głodu oczekiwał czegoś jeszcze. Był taki łagodny, że z dziecięcą naiwnością podeszłam do niego, wyciągnęłam rękę. Przebiegł kilka razy dookoła moich nóg, oplatając mnie łańcuchem.

Nikogo nie było na podwórku. Tylka ja i on, wpatrzona byłam w te ślepia, które wzbudzały tyle uderzeń serca, co przy szybkim biegu.

Teraz nie czułam strachu, ogarnął mnie dziwny spokój, taka cisza wewnętrzna. Wyciągnęłam do niego rękę, nie musiałam się nachylać; był dużym wilczurem. Dotknęłam jego czarnego nosa. Ten ruch zadziałał jak czerwony przycisk, który włączył atak agresji. Skoczył mi łapami na ramiona i poczułam jego zęby przy oku. Wrzasnęłam tak głośno, jak tylko potrafiłam, i z całej siły go od siebie odpychając. Łańcuch rozluźniony spadł ze mnie na ziemię. Rzuciłam się do ucieczki, kiedy byłam już za furtką poczułam ciepło przy oku. Przetarłam ręką twarz i zobaczyłam na niej krew. Ugryzł mnie w powiekę.

Teraz mam trzy punkciki w postaci blizny, na górnej powiece.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Julsia 7 miesięcy temu
    Do agresywnych psów się nie powinno podchodzić. Ładnie napisane 5
  • Szudracz 7 miesięcy temu
    Dziękuję:) Raz mi wystarczyło takie podejście.
  • Zdzisław B. 7 miesięcy temu
    Ładne opowiadanie, zwłaszcza że, jak przypuszczam, życiowe.; a takie lubię czytać. 4. Byłoby 5, gdyby nie drobne zastrzeżenia do zapisu i jego stylu, jak niżej. Pozdrawiam :)

    Drobne sugestie:
    * Biegał w obrębie jego długości. (można opuścić. To praktycznie powtórzenie pierwszego zdania)
    *po nim został zbudzał strach - z niego został, wzbudzał strach
    *jak by - jakby (odpowiednik: jak gdyby, piszemy razem. Oddzielnie "jak by" - kiedy jest zaimkiem pytajnym, np. Jak by to zrobić?)
    *łagodny, z dziecięcą (łagodny, że z dziecięcą)
    *wyciągnęłam do niego rękę - wyciągnęłam rękę (powtórzenie: do niego - do niego). W kolejnym akapicie znowu jest "wyciągnęłam do niego rękę". Dobrze było zmienić to powtórzenie.
    *,dziwny spokój - ogarnął mnie dziwny spokój (aby nie pisać w opowiadaniu bezokolicznikami)
    *nachylać był dużym - nachylać; był dużym
    *głośno jak tylko potrafiłam i z całej siły go od siebie odpychając. - głośno, jak tylko potrafiłam, i z całej siły odepchnęłam go od siebie.
    * Łańcuch rozluźnione spadły ze mnie (czy po odepchnięciu psa łańcuch by się poluźnił czy naprężył?)
    *teraz mam trzy punkciki w postaci blizny, na górnej powiece. (ten fragment zdania zapisałbym jako oddzielne zdanie, od nowego akapitu - jako podsumowanie miniaturki).
  • Szudracz 7 miesięcy temu
    Dziękuję za poprawki.
    Moje wspomnienie tamtej sytuacji.
    Pozdrawiam serdecznie:)
  • Zdzisław B. 7 miesięcy temu
    Szudracz Tak przypuszczałem, że wspomnienie :)
    Bardzo lubię psy, od maleńkości. Chyba wyczuwają, gdyż miałem wiele sytuacji i jeszcze żaden z nich mnie nie ugryzł.
    Atak psa wywołany został prawdopodobnie przez dotknięcie jego nosa. To bardzo czuły organ u niego.
  • Szudracz 7 miesięcy temu
    Zdzisław B. Zgadzam się, to była prowokacja. Dobrze, że mam oko.
  • KarolaKorman 7 miesięcy temu
    Ja uwielbiam wszelkie zwierzaki i raczej im ufam, ale nieznajomych psów nie zaczepiam. Tego, który mnie ugryzł znałam od szczeniaczka, był psem mojej sąsiadki, do której chodziłam czasem i dwa razy dzienne. W przed dzień mojego ślubu zabrakło mi białych nici, tyle miałam do modernizowania swojej sukni ślubnej, a tu taki pech. Udałam się więc do zaprzyjaźnionej sąsiadki. Jak zawsze pies biegał luźno po podwórku. Objęłam jeden z prętów bramki, wkładając do środka kciuk, by ją pchnąć. Pies rzucił się, chwycił mój kciuk i szarpał. Przemawiałam do niego pieszczotliwie, choć łzy same płynęły mi z oczu, ale on nie puszczał tylko wciągał moją rękę głębiej na swoją stronę. Zareagował dopiero kiedy mąż sąsiadki kopnął go kilka razy, na wołanie i odciąganie nie reagował. Od tego dnia zawsze był na uwięzi, dla bezpieczeństwa dzieci, które krążyły tam i z powrotem kilka razy dziennie. Nikt nie wiedział, dlaczego tak się stało, a ja do ślubu szłam w białej sukni i plastrami.
    Zostawiam piąteczkę :)
  • Szudracz 7 miesięcy temu
    Dziękuję:) Przykra sytuacja, ale zwierzaki są czasam nieobliczalne w swoich zachowaniach.

Napisz komentarz