Podsłuchane w lesie

Szlak turystyczny piął się łagodnie zboczem góry. Dawno już zostawiłem w dole ostatnie domy wioski i dochodziłem do okrągłej kotliny otoczonej lasem.

W pewnej chwili usłyszałem szczekanie kozła sarny, a zaraz potem fukniecie dzika ruszonego z legowiska. Te dwa odgłosy – chociaż w lesie normalne – usłyszane jeden po drugim w tym samym miejscu, wydały mi się nienaturalne. Zaraz potem dołączyło do nich krakanie kruka i skrzek sójki.

W miarę zbliżania się do środka kotliny słyszałem coraz więcej głosów naraz i coraz wyraźniej. Gdy przeszedłem dalej, głosy ucichły. Zaintrygowany tym zawróciłem i głosy znów się pojawiły. Chodząc tam i z powrotem, znalazłem miejsce, gdzie były najlepiej słyszalne. Wyglądało na to, że byłem w ognisku jakiegoś dziwnego zwierciadła akustycznego skupiającego i wzmacniającego odgłosy z całej doliny. Mój inżynierski rozum zaraz zaprotestował przeciw temu, bo przecież kawałek porośniętej lasem kotliny nie mógł wzmacniać dźwięku. Echo w tamtym miejscu byłoby zrozumiałe, ale nie jakieś wzmocnienie. Zjawisko było irracjonalne, ale tak fascynujące, że stanąłem i zasłuchałem się w ten leśny koncert.

Niestety, po chwili zakłócił go dźwięk rozmowy wzmocnionej na tyle, że mogłem rozumieć jej treść. Dwoje ludzi obgadywało... moją żonę i mnie. Właściwie to mówiła kobieta, a mężczyzna tylko od czasu do czasu kwitował jej wywody krótkimi: „aha” lub „no”.

Z bezinteresowną babską złośliwością krytykowała figurę mojej żony, jej sposób ubierania się i mówienia. Nie podobało jej się też, jak spędzamy wolny czas i bardzo interesowało, skąd mamy na to pieniądze.

Byłem zaskoczony, bo nie przypuszczałem, że ktoś się tak nami interesuje i tyle o nas wie. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy kobieta powiedziała:

– A teraz ten stary osioł zaczął pisać jakieś durne opowiadania i publikuje je w Internecie.

– Skąd wiesz, że są durne? Przeczytałaś choć jedno? – zapytał mężczyzna i chyba zaraz tego pożałował.

– Wiem, bo Maryśka czytała – odfuknęła kobieta. – Czytała, bo myślała, że to będzie o miłości jak u Grocholi albo tej od rozlewiska.

– A to jest o czym?

– O niczym, głupoty jakieś. Jakby napisał coś dla dzieci, to może bym Oskarkowi poczytała.

– A gdzie on to publikuje? – zapytał mężczyzna. – Może bym coś z tego przeczytał?

– Nie wiem. Maryśka wie. Ją zapytaj – odburknęła kobieta. – A ty nie masz co robić, że chcesz to czytać? Okna byś lepiej pomył.

Na tym rozmowa się urwała, a chwilę później zobaczyłem właścicieli usłyszanych głosów. Nie chcąc ich spotkać, odszedłem nieco w las i ukryłem za drzewem. Gdy mnie mijali, ze zdziwieniem rozpoznałem sąsiadów, którzy zawsze uprzejmie się z nami witali, pytali o zdrowie i byli bardzo mili.

Po jakimś czasie doszedłem do schroniska położonego na rozległej hali. Pogoda była piękna, więc siedziało przed nim sporo osób, a wśród nich i moi znajomi.

– O! Witamy panie sąsiedzie! – ucieszyli się na mój widok. – Którym szlakiem pan przyszedł?

– Zielonym – skłamałem. – A państwo którym?

– Niebieskim, ale schodzić będziemy zielonym.

– Szkoda – odpowiedziałem. – Moglibyśmy pójść razem, ale ja nie lubię wracać tą samą drogą.

Choć najchętniej skopałbym im tyłki, to jednak uprzejmie porozmawiałem o tym i o owym. Na szczęście wkrótce pożegnali się i poszli w swoją stronę. Posiedziałem jeszcze trochę przy schronisku i też ruszyłem w drogę.

Z początku byłem na nich zły, ale z czasem mi to przeszło. W końcu nic się nie stało. Oni sobie pogadali, a ja dowiedziałem się jacy to ludzie. W połowie zejścia cała ta historia zaczęła mnie nawet bawić, a pod koniec drogi wpadłem na pomysł napisania o niej opowiadania.

Może Maryśka je przeczyta?

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • kalaallisut 3 miesiące temu
    Miejmy nadzieję:) Fajne panie Marianie z ciekawym elementami akustycznymi ;)
  • Marian 3 miesiące temu
    Dzięki za przeczytanie i komentarz. Maryśka chyba jeszcze nie przeczytała.
  • Dekaos Dondi 3 miesiące temu
    Marianie!→Naprawdę bardzo mi podeszło. Już sam początek z tymi odgłosami zwierzaków... taki dziwny. Może też obgadywały sąsiadów.
    Jak jeszcze Maryśka przeczyta pochlebne komentarze, to dopiero będzie o czym gadać:)) Pozdrawiam* * * * *
  • Marian 3 miesiące temu
    Dzięki Dekados za odwiedziny i komentarz. Nie wiem, jak to z tą Maryśką będzie. Pewnie się nie ujawni.
  • Agnieszka Gu 3 miesiące temu
    Witam,
    Bardzo pomysłowe to opowiadanie :)
    Pozdrawiam
  • Marian 3 miesiące temu
    Dzięki Agnieszko za wizytę i miły komentarz.
  • illibro 3 miesiące temu
    Na początku mi to stylem Lema zapachniało. A lubię Lema. I życiowe opowiadania wzbudzające uśmiech ;) Super ;)
  • Marian 3 miesiące temu
    Do Lema to mi daaaaaaaaaaleko, ale dzięki za porównanie. Miło mi, że Ci się podobało.
  • Bożena Joanna 3 miesiące temu
    Bardzo z życia wzięte. Może trochę boleć, że ludzie, których lubimy i zdają się sympatyczni, okazują się wredni, szczególnie kobiety. One szczególnie lubują się w krytykowaniu przedstawicielek swej płci. Poza tym fajne przeciwstawienie dźwięków natury przyjemnych dla ucha i nieprzychylnych głosów sąsiadów. Nie wiem czy potrafiłabym się zachować podobnie jak Ty. Pozdrowienia!
  • Marian 3 miesiące temu
    Dziękuję Bożeno za wizytę i miły komentarz.
    Oj te kobiety! One tak mają.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Wrotycz 3 miesiące temu
    Pamiętam Twój wiersz. W kontekście przed chwilą przeczytanej historyjki (fajny pomysł ze wzmocnioną akustyką - daj namiary, może część Opowijczyków się skusi i usłyszymy prawdę o naszej tfurczości:) powiem, że proza leży Ci znacznie bardziej.
    Dobre, porządnie napisane opko.
    Pozdrawiam:)
  • Marian 3 miesiące temu
    Dzięki za odwiedziny i komentarz. Namiarów nie dam, bo ludzie by się za dużo o sobie dowiedzieli. :)
  • pasja 2 miesiące temu
    Witam
    Ciekawe i ponadczasowe opowiadanie. Jak często język ludzki strzępi się na darmo.
    Pozdrawiam
  • Marian 2 miesiące temu
    Dziękuję Pasjo za dobre słowo.
    Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania