Poniedziałek

Wyobrażam sobie światło z okien naprzeciw-

mały gest życzliwości.

 

Noszę się jeszcze ze snem jak ze starymi butami,

zamykam oczy i słyszę, jak ziewa ulica;

najmniejsza latarnia wspina się na wyższe piętra domu,

by zrównać się z brzaskiem.

 

Wyobrażam sobie Stwórcę niczym pogodnego mleczarza,

łagodnego policjanta – co upomni, miast karać.

 

Lato, szybciej niż zwykle, cofa się w chłód powietrza,

stawia twarz na baczność.

Dzień w dopiero co umytych rękach pachnie cierpliwością

i proszkiem do prania.

 

W pokoju śpi żona.

sen kobiety:

oddech zaczyna się od podkurczonych nóg,

ramiona otwartym łukiem dzielą sen na dłonie.

Sen pachnie wolniej, niczym tajemnica, którą kocham,

kocham, zanim otworzy oczy.

Przez chwilę świt lekko mąci się z jej oddechem, przypomina

arabską herbatę: cukier nietknięty, na dnie wstającego dnia.

 

Wyobrażam sobie Boga i wiem, że za moment odwróci wzrok -

ma szczęście – wychodzi z pokoju na palcach.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz tydzień temu
    Ładne nuty w opisach poranka, szczególnie snu. I ten rozdźwięk między ukrytym dobrem a realizowanym złem codzienności w scenariuszu od poniedziałku do poniedziałku.
    Winy własne, winy cudze. W tym uprzywilejowana pozycja Boga. Może poprzestać na patrzeniu na to, co kocha.
    Sacrum i profanum człowieka.
    1:10
    A przecież można odwrócić proporcje.
  • abi tydzień temu
    W ostatnim wersie Bóg pozwala nam decydować, przecież to my, realizujemy własne życie, czasami mamy jakieś pretensje do B na tym polega nasza walka. Na szczęście, kiedy jest, bardzo źle, wraca do nas na palcach-prawo wolnej woli.
  • Wrotycz tydzień temu
    Aha, nie odczytałam znaczenia cukru na dnie:)
    Już rozumiem.
  • Florian Konrad tydzień temu
    bardzo fajne

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania