Poranek.

Dzień razem z mrokiem, czasem wszystko wychodzi bokiem.

Obudzić się aby przed zmrokiem.

W głowie pustka, słabo trochę.

Najlepiej zamoczyć usta w porannej kawie.

Już gorzej być-nie będzie.

Szczęście coraz drożej chodzi, wcale nie słodzi,

szkoda, że nie mam choć grama w rękawie na czarną godzinę.

Poraz kolejny u mnie w duszy straszne bez końca pranie.

Człowiek musi trochę złapać oddechu bo upadnie na kolana.

Moja cała szafa wspomnień powinna być wyprana.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania