Ćmy

Tamtej nocy siedziałem razem ze swoim bratem w pokoju. Było już późno, za oknem były całkowite ciemności, a my mieliśmy następnego dnia wstać do szkoły, jednak żaden z nas jakoś nie śpieszył się, by iść spać. Bo po co komu sen, skoro można mieć internet?

Michał, mój brat, czytał pasty na telefonie, a ja przeglądałem kiepskie strony z teoriami spiskowymi. W tamtym czasie było to dla mnie standardem, potrafiłem godzinami siedzieć na stronach poświęconych corocznemu świętu końca świata i czytać o kolejnych spiskowych teoriach. Spędzałem też całe dnie nieprzerwanie szykując się na wypadek wojny albo kataklizmu. Kilka razy próbowałem nawet samemu podłączyć wodę do naszej piwnicy, albo zebrać tam zapasy żywności, ale moi rodzice w końcu uznali, że mi odbija i omal nie zaprowadzili do psychologa. Długo kłóciłem się z nimi, by pozwolili dalej mi to robić, ale po groźbie dożywotniego zakazu przeglądania stron o teoriach spiskowych, postanowiłem przygotowywać moją rodzinę do III wojny światowej tylko poprzez edukowanie ich.

Przeglądałem właśnie stronę o jednej z moich ulubionych teorii. Czwartej gęstości. Mówi ona, że wszechświat dzieli się na sześć części - gęstość roślin, gęstość zwierząt, ludzi, istot ponadludzkich, zbiorowych świadomości i boga. Istnieje wiele jej wariacji, ale prawda jest taka, że istoty z czwartej gęstości komunikują się istotami z trzeciej tylko i wyłącznie wtedy, gdy chcą zabrać kogoś poziom wyżej. Robią to głównie, by odebrać wysłanych obserwatorów, powstrzymać od niebezpiecznych działań naukowców i mistyków znających prawdę, albo awansować tych, których uznają za godnych.Kontakt ma miejsce z reguły tylko raz na kilkanaście lat, a ci, którzy to widzą, zazwyczaj są potem uznawani za szaleńców.

Przeczytałem taki właśnie artykuł i gdy tylko go skończyłem, wystawiłem odpowiednią ocenę. Miałem ochotę pokazać go swojemu bratu, ale wiedziałem, że tylko by mnie wyśmiał. Dlatego włączyłem inną stronę, którą miałem przygotowaną już od kilku dni.

Ta mówiła o zombie. Był to prosty zbiór najbezpieczniejszych punktów i schronień, lista najważniejszych przedmiotów do zabrania w razie ataku, kluczowe oznakowania alfabetu mors'a, łamanie popularnych szyfrów, podręcznik tworzenia broni, instrukcja rozpoznawania jadalnych roślin, etc. To był naprawdę przydatny i bardzo sensowny poradnik. Istna kopalnia prawdziwej wiedzy, diablo praktycznej podczas rzeczywistego konfliktu.

Zawołałem swojego brata i pokazałem mu to cudo. Rozłożyłem kilka zakładek i chciałem opowiedzieć mu o każdym aspekcie mojego odkrycia po kolei, ze wszystkimi istotnymi szczegółami, ale zdążyłem tylko wytłumaczyć mu co to, nim westchnął z irytacją.

-Jezu, ile czasu spędzasz na tych forach dla foliarzy? Mózg ci się już od tego pierdoli.

-Poczekaj! To wszystko wkrótce pierdolnie, a wtedy...

-Dobra, kurwa, nie zaczynaj nawet. - powiedział, wiedząc, że mam zamiar zacząć nie pierwszą już tyradę na temat końca świata. Już wiele razy próbowałem szkolić go na taką okoliczność, nigdy jednak nie chciał mnie specjalnie słuchać. Najwyraźniej fakt, że ten artykuł był o tematyce zombie, nic tu nie pomagał. - Powiedz lepiej, czy chcesz herbaty?

-Jasne, czemu nie.

-To mi też zrób. Mózg odpocznie ci od tych gówien.

Mój brat najwyraźniej uznał rozmowę za zakończoną, bo wrócił do tego, co czytał w swoim telefonie. Westchnąłem tylko, włączyłem drukarkę, by przypiąć części artykułu do tablicy korkowej przy moim biurku, a potem poszedłem do kuchni. W sumie, to faktycznie miałem ochotę napić się herbaty.

Nalałem wodę do czajnika, po czym ustawiłem go na gazie. Czekając aż się zagotuje, myślałem o tym, co powiedział mój brat.

Wiele bym dał, żeby podzielać jego optymizm. Żeby też móc wierzyć, że wszystko to o czym czytałem to były tylko głupie hipotezy i wymysły. Chciałbym mieć jego wiarę. Jego niewinność. Jego głupotę. Ale nie mam. Niestety.

Nagle poczułem, jak na mojej ręce ląduje mała, szara ćma. Przerażony potrząsnąłem gwałtownie ręką, próbując ją przegonić, ale to stworzenie dalej na mnie siedziało. Wstrzymałem oddech. Po chwili pojawiła się druga, a za nią trzecia.

Przez ułamek sekundy prosiłem, modliłem się, błagałem, by był to tylko jakiś przypadek, wyjątkowo pojebany i nieśmieszny zbieg okoliczności.

Ale nie był. Wiedziałem o tym.

Po kilku sekundach, kuchnia była już pełna ciem. Wlatywały przez każdą szczelinę, wychodziły przez kratki wentylacyjne, wypełzały jak spod ziemi. Wszystkie pojawiały się jak znikąd i kierowały wzrok w moją stronę.

Chciałem, żeby to się nie działo. Tak bardzo, tak cholernie chciałem, by to się nie działo.

To trwało jednak krótko. Po chwili zrozumiałem, że to nieuniknione i ogarnęła mnie rezygnacja. Wziąłem głęboki oddech i podszedłem do okna, za którym widziałem już jego sylwetkę.

Był tam.

Stał tuż przede mną, poruszając lekko swoimi gigantycznymi skrzydłami. Jego czerwone oczy przeszywały mnie na wskroś.

Nie chciałem z nim iść. Naprawdę nie chciałem, ale nie miałem wyboru.

Cieszę się, że dali mi choć tyle czasu z nimi. Ludzie to wspaniałe istoty i nie mogę znieść faktu, że tylko tak wolno nam je obserwować.

A ty Michał, jeśli ta historia do ciebie dotarła, to wiedz, że przykro mi, że musiałem z nim odejść. Mam nadzieję, że pamiętasz choćby o cząstce tego, co ci przekazałem. Że jednak zajrzysz na tamtą stronę, albo pamiętasz choćby o wszystkich tych poradnikach dla myśliwych, o których ci wspominałem. Chociaż wiem, jak mała jest na to szansa.

Proszę cię, przygotuj się. Zrób to dla mnie, bo masz jeszcze trochę czasu.

Ja zaś muszę już odejść.

Pocieszam się przynajmniej, że pozostało ci kilka dni, w czasie w których możesz się jeszcze opamiętać.

Bądź co bądź, transportu zawsze dokonujemy jeszcze na kilka dni przed katastrofą.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania