Proszę, zabierz mnie

Przytłacza mnie odór śmierci.

Ciężki, słodkawy oddech unosi się w ciasnym pokoju. Resztki padliny. Okruchy człowieczeństwa, jakie pozostawiło życie.

Cisza skuliła się w ciasnym kącie. Zdeformowane cienie ludzkich istnień, nieudolnie próbują wedrzeć się w moją głębię. Tajemnica niepokoi i przeraża. Irytuje, by w ostatecznym stadium zadać cios ostrzem strachu.

I zabić...

Sześć butelek. Oryginalne i dziecinnie proste narzędzie niezbędne przy wdrażaniu planu samobójstwa w marności życia. Tych sześć butelek, to jedyni przyjaciele pozostali w dusznej samotni.

Woda kapiąca z kranu przywodzi na myśl monotonny dźwięk pogrzebowego dzwonu. To już dziewiąty raz. Ulica utonęła w grudniowej powłoce nocy. Sylwetki zagubionych ludzi nikną za rogiem ulicy, wpadając w śliską i gęstą błonę ciemności.

Tam, wśród brudu, zarazków i porozrzucanych resztek istnień, znajduje się wylęgarnia zła. Tuż za rogiem moich myśli.

Stara fotografia z młodymi twarzami na piedestale radości. Urwany lewy róg zdjęcia. Życie dzierży w swoich dłoniach zaostrzony sztylet kłamstwa, tnąc równomiernie najwspanialsze chwile.

„Krew spływa do kieliszka”. Biały płyn błyskawicznie znieczula podatne na wrażliwość zakamarki umysłu. Dwadzieścia pięć białych pocisków, napełnionych śmiercią. Ułożone w rzędzie, jak żołnierze gotowi na śmiertelne poświęcenie. Prymitywnie proste domino, u kresu, którego rozpoczyna się wyboista i niekończąca się droga poprzez ból, cierpienie i koszmar samotności. Zakrętka w okrytej szronem butelce popuściła uścisk, niczym spust damskiego pistoletu. Zginąć z rąk kobiety, lub odejść w odosobnieniu. W izolującej ciszy...

Obraz staje się mglisty i gęsty. Powietrze jest ciężkie. Z trudem łapię resztki oddechu. Ulica opustoszała. Zdezorientowany bezdomny pies szuka schronienia w dzielnicy cieni.

Moje wnętrze jest pustką, wypaloną częścią tego, co powoduje dyskomfort i strach u innych. U tych, którzy pragną żyć.

Czy ja umarłem w życiu bez miłości? Czy wciąż chwieję się, to w przód, to w tył, balansując pomiędzy (nie) realnym końcem, a (nie) rzeczywistym początkiem?

Jeszcze ostatnia seria. Drżąca dłoń. Słodkawy zapach potu.

Ile dusz pochłonęło dziś piekło? Ile istnień zjednoczyło się w astralnej podróży? Czy na dziś bilety zostały wyprzedane? Ostatnie karawana odjechała w głąb lodowatej nocy.

Upadłem. Ze związanymi kończynami. Z pętlą zaciskającą się na mojej duszy. Upadłem, zatapiając twarz w alkoholowej hybrydzie. Lepkie macki ściągają mnie na dno, na granice życia.

Psychodelika sytuacji i miejsca. Drogowskaz prawości ukazuje ślepą drogę; cierpienie, rozterki, pragnienie i pożądanie. Ona nie istnieje. Nie żyje. Nie kocha.

Samotność choroby zabalsamowała mnie i moją przyszłość, kładąc na sercu brzemię otaczającej mnie pustki. Drogowskaz lewej strony życia krzyczy krwawą czerwienią; podążaj za pragnieniem ulgi i spokoju, ożyw upiory spragnione samobójstwa.

Potworny ryk rozrywa ciszę. Wkrada się w senne obrazy. Ostatni pocisk. Złoty strzał. Unicestwienie duszy i umysłu.

Przytłacza mnie odór śmierci. Wiodę rozstrzelonym wzrokiem po gołych ścianach. Cienie ulicznych latarni tworzą pejzaże zguby.

Jestem nagi. Pragnąłbym dotykać jej rozgrzanego ciała. Zatopić się w pachnącym aksamicie pożądania.

Naciskam spust. Wulkan wymiocin ożywia uspany umysł.

A jednak nie umarłem.

Nie zasłużyłem na łaskę.

Leżę obok własnych zwłok.

W powietrzu unosi się słodkawy oddech odchodzącej śmierci.

Proszę, zabierz mnie...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Justyska ponad tydzień temu
    Kurczę, ten tekst przeczytałam jako drugi, a miało być odwrotnie. łączą się prawda? To jest świetnie napisane moim zdaniem. Jest klimat mroczny i ciekawy język. Super jak dla mnie.
    "Ulica utonęła w grudniowej powłoce nocy. Sylwetki zagubionych ludzi nikną za rogiem ulicy, wpadając w śliską i gęstą błonę ciemności." - dobry opis"
    więcej mogłabym wyciągnąć. Bardzo na tak
    Pozdrawiam
  • Aisak ponad tydzień temu
    Robi wrażenie.
  • pasja ponad tydzień temu
    Dobry wieczór
    Prośba o śmierć i w jakiś sposób spowiedź samobójcy. Samotność i obrazy uciekające z oczu. Trzeba mieć cholerną odwagę by stoczyć walkę ze śmiercią.

    Ile dusz pochłonęło dziś piekło? Ile istnień zjednoczyło się w astralnej podróży? Czy na dziś bilety zostały wyprzedane? Ostatnie karawana odjechała w głąb lodowatej nocy... można na gapę, przecież w tej podróży kanarów nie ma, tylko trzeba wziąć dwie monety dla Harona.

    Ostatnie karawana ... Ostatnia karawana ( literówka)

    Pozdrawiam i miłego wieczoru
  • kalaallisut ponad tydzień temu
    Okropny obraz, przedstawiony w bardzo mrocznych, cienistych, pełnych bólu i samotności barwach, ta ilość tak barwnych obrazów jest jak emocjonalne bagno, czytając ten tekst czytelnik również w nim grzęźnie. Taki psychodeliczny tekst pułapka, jak coś czym się brudzisz oblepia duszę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania