Przygoda w autobusie - spotkanie z Magical Girls

Było już bardzo późno i właśnie zbierałam się, aby zakończyć ostatni kurs, kiedy do środka autobusu weszła młoda, może trzynastoletni dziewczynka. Znałam ją tylko z widzenia. Nazywała się Julia. Wyglądała na bardzo zdenerwowaną, choć starała się to ukryć. Trzymała coś mocno zaciśnięte w ręku, po czym szybko włożyła to do plecaka. Po kupieniu biletu pobiegła na sam koniec autobusu. Poza nią, w środku nie było nikogo.

Nie spodziewałam się wtedy niczego niezwykłego. Jak co dzień miałam odstawić autobus na przystanek i zakończyć pracę. Było bardzo cicho, a że nie lubiłam ciszy, to dałam głośniej radio. Akurat podawali wiadomości i znów mówili o serii tajemniczych zniknięć ludzi z różnych zakątków świata, o niezwykłych dziurach w nietypowych miejscach na świecie i nieznanych nikomu stworów o których opowiadali różni ludzie.

— Co za bzdury ludzie gadają… — westchnęłam. Wiele osób spekulowało, że to pewnie sprawka kosmitów, ale ja w to nie wierzyłam. Zaginięcia się zdarzały, dziury ktoś mógł wykopać dla zwrócenia na siebie uwagi, a te nieznane istoty? Cóż, choroby psychiczne w połączeniu z jakimiś środkami odurzającymi coraz częściej dawały o sobie znać.

Nagle poczułam mocne szarpnięcie. Było ono na tyle silne, że siedząca na tyłach Julia aż spadła z fotela. Autobus gwałtownie się zatrzymał. Chciałam sprawdzić, co się stało, ale wtem dziewczynka podbiegła i stanęła mi na drodze. Coraz trudniej było jej ukryć wyraźne zdrenowanie, choć bardzo się starała to ukryć. Kłóciła się ze mną, że nie możemy teraz się zatrzymać, że się spieszy, bo inaczej mama nie pozwoli jej więcej wyjść z domu. Marna wymówka. Próbowałam jej na spokojnie wytłumaczyć, że nie wiem, co się stało i muszę to sprawdzić. Nie zauważyłam jeszcze wtedy, że wokół autobusu zaczęły się zbierać naprawdę przerażające postacie w długich, białych szatach.

— Proszę, to dla mnie naprawdę ważne!! – Tupnęła nogą. Zachowywała się zupełnie inaczej niż grzeczna i miła dziewczynka, za którą do tej pory ją miałam.

— Ja wiem, ale…

— PADNIJ!! — krzyknęła mała pasażerka i w ostatniej chwili popchnęła mnie na podłogę. Do Sali wpadła tajemnicza, gorąca kula światła. Dosłownie milimetry dzieliły ją od nas. Dziewczynka szybko szukała czegoś w plecaku, gdy już to znalazła, oddała go mi z prośbą, abym się z nim ukryła. Nad moją głową przelatywało co raz więcej świetlistych kul i broni, którą do tej poryw widziałam tylko w bajkach.

Z zewnątrz słyszałam, jak napastnicy żądają oddania jakiegoś szmaragdu czy klejnotu? Nie wiem, z nerwów zapomniałam. Julia jeszcze raz poprosiła, abym ukryła jej plecak i unosząc rękę w górę, coś krzyknęła, po czym wszystko przysłoniła łuna niebieskiego światła, wystrzeliwująca z jej dłoni. Po chwili ujrzałam ją znowu w niebieskiej, pancernej sukience z łukiem w ręku i strzałami w ręku, a jej czarne, długie włosy zaplotły się w długi warkocz. Oczy też miała jak nie z tego świata. Duże i błyszczące. Wróg próbował już wedrzeć się do autobusu przez sufit. Niektóre z tych dziwnych „aniołów” (bo nie wiem, jak inaczej je nazwać) chciały dostać się do środka przez okna i już bardzo blisko. Mała wojowniczka wycelowała kilka strzał naraz i trafiła potwory, ale na ich miejsce szybko zaczynały pojawiać się nowe. Wrzuciłam plecak pod siedzenie kierowcy i sama bezskutecznie próbowałam odpalić silnik. Wojowniczka osłoniła mnie jakąś barierą i wyleciała (tak, wyleciała).

Przez okno kierowcy widziałam, jak białe potwory ją atakowały. W jej stronę poleciał ogromny łańcuch, który mocno owinął się wokół niej, kiedy odpierała ataki innych osobników. Swoimi strzałami wybijała kolejno potwory, aż któryś z nich wytrącił jej łuk z dłoni. Chciałam pomóc, więc zaczęłam grzebać w jej plecaku. Znalazłam tam, oprócz zwykłych, szkolnych rzeczy, fioletowy, błyszczący kamień, który pewnie miałam chronić. Znów wrzuciłam plecak pod siedzenie i wyjrzałam przez okno. Wojowniczka przegrywała. Zobaczyłam, że w oddali jest jeszcze jeden, największy biały potwór, który wyglądał, jakby nad tym wszystkim czuwał. Pomyślałam, że to pewnie on zatrzymał autobus. Wybiegłam na zewnątrz i pochwyciłam leżący na ziemi łuk i strzały. Wycelowałam w tego potwora, ale gdy tylko wystrzeliłam, strzała gwałtownie zawróciła, uwalniając jedną rękę Julii. Ta, przy jej pomocy, uwolniła drugą. Rzuciłam jej łuk, a ona w ostatniej chwili wycelowała w najważniejszego z demonów.

***

Obudziłam się jakiś czas później, przy autobusie, na którym nie było ani śladu żadnych zniszczeń. Obok mnie stała ta dziewczynka, już w zwykłej postaci, ale bardzo złym stanie fizycznym.

— Proszę, niech Pani nie mówi nikomu, co tu Pani – rzekła. Zapadła chwila ciszy. Starałam się zebrać myśli. Nie wiedziałam, co zrobić. – Bardzo proszę, to ważne.

— I tak nikt by mi w to nie uwierzył… Ale o co tu chodzi?

— I może nawet lepiej… — Zarzuciła plecak na ramię i pobiegła przed siebie.

 

KONIEC.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pan Buczybór 3 tygodnie temu
    hmm, przydałaby się kontynuacja. Zaciekawiłaś mnie. Może opis walki był trochę chaotyczny, ale "madokowy" klimat zadziałał. Bardzo spoko opko.
  • Pan Buczybór 3 tygodnie temu
    A, co do tytułu - ja bym jednak nie bawił się w angielski i dał po prostu "spotkanie z Magiczną Dziewczyną". Wydźwięk podobny, nikt nie ucierpi, a pełny polski tytuł jest według mnie atrakcyjniejszy.
  • madoka 3 tygodnie temu
    Nie mam pomysłu na kontynuację. :c

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania