Psychofan

Sara Carter była dziewiętnastoletnią, niezwykle atrakcyjną kobietą. Jej długie jasnoblond włosy, delikatna twarz oraz niesamowicie duży biust bardzo często przykuwały uwagę wielu mężczyzn. Ona jednak była bezgranicznie zakochana w swoim chłopaku, z którym notabene rok temu się zaręczyła

Już jako małe dziecko posiadała niezwykły talent muzyczny, toteż rodzice posłali ją do szkoły, by córka mogła rozwijać swoją pasję. W wieku siedemnastu lat została zauważona przez jedną z wytwórni i za jej pośrednictwem wydała swoją pierwszą płytę zatutuowaną: "Droga do sławy", która notabene rozeszła się w nakładzie trzydziestu tysięcy sprzedanych kopii. Przysporzyło to Sarze niezwykłego wręcz rozgłosu i już kiedy skończyła osiemnaście lat była znana w całym kraju jak i poza nim

Rodzice byli z niej niezwykle dumni. Cieszył ich fakt, iż córka coś w życiu osiągnęła, podczas, gdy oni byli zwykłymi szarymi ludźmi

 

Sara obudziła się o szóstej trzydzieści. Co prawda wybierała się do studia dopiero o dziewiątej, lecz z racji tego, że już od rana panowała ładna pogoda i promienie słońca wpadały do jej pokoju dziewczyna nie mogła dłużej zmrużyć oka

Czym prędzej wygramoliła się z łóżka, a następnie udała się do łazienki, by wziąć prysznic. Gdy już z pod niego wyszła - owinięta dużym niebieskim ręcznikiem - odczekała chwilę, a potem za pomocą suszarki wysuszyła sobie włosy. Stojąc przed lustrem i spoglądając na siebie zaczęła robić sobie szybki makijaż. Była co prawda kobietą i lubiła się stroić, aczkolwiek jako że jechała dziś do studia nagraniowego nie musiała robić się na bóstwo. W końcu poza jej narzeczonym nie musiała się nikomu podobać

Kiedy już skończyła, poszła do swojego pokoju. Otworzyła dużą dwudrzwiową szafę i przez chwilę przebierała w odzieży, zastanawiając się, w co się ubrać. Po namyśle doszła do wniosku, że najlepiej będzie włożyć na siebie delikatną wełnianą spódniczkę oraz lekką przewiewną koszulę

Następnie udała się do kuchni, gdzie przygotowała sobie szybkie śniadanie w postaci sałatki warzywnej. Bardzo często zjadała takie posiłki, ponieważ lubiła swoją wagę i ze wszechmiar starała się nie przytyć

Kiedy już zjadła wyszła z kuchni i powolnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia. Wzięła torebkę wiszącą w korytarzu, zawiesiła sobie ją na ramieniu, a potem wyszła zamykając za sobą drzwi

Gdy stała na ganku chowając klucze do torebki, nagle poczuła, że wdepnęła nogą w coś miękkiego. Pochyliła się i zauważyła, iż jest to koperta. Zdziwiło ją jednak to, że nie było na niej widać adresu odbiorcy. Postanowiła to jednak zignorować i powoli otworzyła kopertę. Zauważyła w niej list, który najprawdopodobniej był zaadresowany do niej. Był on następującej treści:

 

Kochana Saro

 

Na wstępie owego listu pragnę Ci oznajmić, iż jestem wręcz zachwycony Twoim nieziemsko pięknym głosem. Moim skromnym zdaniem wyrastasz na przyszłą kobietę sukcesu, gdyż nie tylko jesteś niezwykle uzdolniona muzycznie, ale także niesamowicie piękna

Prawdę mówiąc zakochałem się w Tobie już od chwili kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Cię na koncercie. Od tamtej pory marzę jedynie o tym, by mieć Cię zawsze przy sobie

Chciałbym móc kiedyś Cię spotkać i powiedzieć Ci jak wiele dla mnie znaczysz. Może któregoś dnia będzie mi to dane

Twój największy wielbiciel

 

Po przeczytaniu rzeczonego listu Sara natychmiast wróciła do domu i czym prędzej wyrzuciła go do kosza

Jako artystka występująca na scenie dostawała wiele podobnych listów. Z początku bardzo jej się to podobało, jednakże po jakimś czasie zaczęło być męczące i dziewczyna postanowiła więcej nie zawracać sobie nimi głowy. Dla niej liczył się tylko jej narzeczony

 

Sara spojrzała w stronę swojego garażu, a następnie ruszyła w jego kierunku

Wewnątrz stał zaparkowany czarny Volvo, którego rodzice kupili jej na osiemnaste urodziny. Dziewczyna otworzyła drzwi od strony kierowcy, a potem usadowiła się na fotelu. Zapięła pas, po czym delikatnie zamknęła drzwi i przekręciła klucz w stacyjce. Samochód zapalił od razu i Rose ruszyła w drogę

Jadąc samochodem pogrążyła się w myślach

Nawet w najpiękniejszych snach Rose nie przypuszczała, że jej życie może być aż tak cudowne. Kiedy jeszcze chodziła do podstawówki nauczyciele zawsze jej powtarzali (za sprawą dość miernych wyników w nauce), że niczego w życiu nie osiągnie. To, iż miała ładny głos i potrafiła śpiewać wcale nie oznaczało, że zrobi w przyszłości karierę. Sara jednak nigdy się nie poddawała. Jej marzenia (dzięki wytrwałości i ciężkiej pracy) w końcu się spełniły. Mając siedemnaście lat została w końcu zauważona i wydała swoją pierwszą płytę. Wkrótce po tym poznała swojego narzeczonego - Johnny'ego Curtisa, którego kochała ponad życie

Teraz jechała do studia, by nagrać singiel promujący jej najnowszą płytę: "Moje życie", która jednocześnie miała być przełomem w jej karierze. Sara była w doskonałym nastroju i nawet nie dopuszczała do siebie myśli, że cokolwiek mogłoby go popsuć

Była na miejscu kwadrans przed czasem. Wygramoliła się z auta, zamknęła je na klucz i czym prędzej weszła do budynku, w którym mieściło się studio nagraniowe

Wewnątrz było wiele sprzętów - od mikrofonów, po wielkie głośniki, na konsolach do nagrywania kończąc. Sara z racji tego, że już wielokrotnie bywała w tym miejscu zdążyła się do niego przyzwyczaić. Jednak gdyby ktoś wszedł tu pierwszy raz zapewne oniemiałby z wrażenia

Na wielkim obrotowym krześle siedział jej przełożony - Nick Dolan. Był to otyły mężczyzna o krótkich ciemnych włosach, średniego wzrostu, mający duży gęsty zarost. Ubrany był w białą koszulę z wielkim napisem: "HAPPY" pośrodku oraz krótkie wełniane spodenki w kratkę. Liczył sobie trzydzieści lat

Kiedy zobaczył Sarę raptownie zdusił niedopałek papierosa w popielniczce stojącej obok konsoli do nagrywania. Doskonale wiedział, że dziewczyna nie lubi przebywać w zadymionym pomieszczeniu

- Witaj Saro - przywitał się spoglądając na pracownicę

- Cześć Nick - odpowiedziała serdecznie Sara, po czym zerknęła na zegarek i dodała: z uśmiechem - Na całe szczęście się nie spóźniłam

Nick słysząc to ironicznie się uśmiechnął

- Nie przejmuj się - powiedział - Dziś nie ma szefa, więc nawet gdybyś się spóźniła, nic by się nie stało

- Dobrze wiedzieć - przyznała Sara odetchnąwszy z ulgą - Będziemy mogli pracować w spokoju

- Dokładnie

Przez chwilę Sara rozglądała się w milczeniu. Po prawdzie nie mogła się już doczekać kiedy nagra swój singiel. Uwielbiała, gdy ludzie zachwycali się jej piosenkami i nawet w najpiękniejszych snach nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że kiedyś będzie występowała na scenie

Kiedy już wyrwała się z objęć własnych myśli, rzekła:

- Czy możemy zabierać się do pracy? Chcę skończyć jak najszybciej

- Pewnie - odpowiedział Nick kiwając głową

Sara bez słowa ustawiła się tuż przy statywie z mikrofonem czekając, aż jej przełożony włączy podkład. Zamiast tego Nick otworzył szufladę i wyjął kartkę z tekstem piosenki o której Sara kompletnie zapomniała

- Proszę - powiedział wręczając jej kartkę.

Sara chwyciła ją i przyglądała jej się przez chwilę. Prawdę mówiąc znała już tekst na pamięć, aczkolwiek nie zaszkodziło, by miała go przed sobą. Im mniej razy się pomyli, tym szybciej skończy na dziś pracę

- Gotowa? - spytał Nick

- Tak, jasne - odpowiedziała Sara

Po chwili w całym pomieszczeniu zaczęła rozbrzmiewać melodia, zaś Sara wsłuchując się w nią zaczęła śpiewać swoim delikatnym wręcz anielskim głosem

 

Mówiąc szczerze, między nami

Życie nie jest usłane różami

Każdy dzień różni się

Raz jest dobrze, a raz źle

 

Kiedy Sara kończyła śpiewać pierwszą zwrotkę, w jej torebce zaczął dzwonić telefon. Z całą pewnością nie usłyszałaby go, gdyby nie fakt, że pomyliła słowa i gestem ręki poprosiła Nick'a, by zatrzymał nagrywanie

- Daj mi chwilę - poprosiła

Nick skinął głową

Dysząc ze zmęczenia Sara sięgnęła po torebkę leżącą na sofie. Otworzyła ją i wzięła do ręki telefon. Spojrzała na wyświetlacz i Zauważyła, że dzwoni matka Johnny'ego. Odebrała natychmiast

- Tak, słucham? - powiedziała

Nie doczekała się żadnej odpowiedzi. Zamiast tego usłyszała tylko ciężki zduszony szloch

- Saro... - zaczęła Stella zapłakanym głosem - Mój syn...Johnny...on

- Coś nie tak? - zapytała Sara. Serce zaczęło walić jej jak młotem, zaś po twarzy spływały kropelki potu - Mam nadzieję, że nic...

- Został... przejechany przez... samochód kiedy przechodził... na zielonym... świetle - przerwała jej Stella jąkając się - Jest w bardzo... ciężkim stanie

Słysząc to Sara omal nie zemdlała. Zamiast pozwolić dokończyć Stelli rozłączyła się i czym prędzej wybiegła ze studia. Nick próbował ją nawoływać, zapytać, co się stało. Dziewczyna jednak mimowolnie go zignorowała. W tej chwili liczył się dla niej tylko jej ukochany

Wsiadła do samochodu stojącego przed budynkiem i jak najszybciej pognała do szpitala

 

Droga, która normalnie powinna jej zająć trzydzieści minut, tak naprawdę zajęła jej niecałe dwadzieścia. Sara tak bardzo martwiła się o swojego ukochanego, że jadąc do szpitala w ogóle nie zwracała uwagii na znaki drogowe, ani tym bardziej światła. Inni kierowcy trąbili na nią, gdyż swoją brawurową jazdą bardzo łatwo mogła spowodować wypadek. Dziewczyna jednak ani trochę się tym nie przejmowała. Dla niej w tej chwili najważniejszy był jej narzeczony

Kiedy dotarła na miejsce pospiesznie wysiadła z samochodu zamykając go na klucz. Wchodząc do budynku szpitala udała się do recepcji, by zapytać, w której sali przebywa Johny

Za ladą obsługiwała młoda recepcjonistka o krótkich blond włosach, podkrążonych oczach i bladej twarzy, na której malowało się zmęczenie. Wyraźnie było widać, iż kobieta pracowała na nocną zmianę i wręcz nie mogła się doczekać, aż skończy pracę

Widząc Sarę, która wbiegła do środka jak poparzona spytała zmęczonym tonem:

- W czym mogę Pani pomóc?

Sara przez dłuższą chwilę nie mogła złapać oddechu. Gdy wreszcie jej się to udało rzuciła pospiesznie:

- Czy mój narzeczony został tu przywieziony?

- Nazwisko?

- Johnny Curtis

Recepcjonistka zaczęła przeglądać rejestr pacjentów w komputerze, po czym odparła:

- Tak. Pół godziny temu

- Gdzie dokładnie przebywa?

- Na OIOM - ie. W sali numer dziesięć

- Którędy mam się udać? - zapytała Sara ciężko dysząc

- Korytarzem do końca, a potem schodami na drugie piętro - poinstruowała ją kobieta i za chwilę dodała: - Ale obawiam się, że w tej chwili...

Sara nie pozwoliła jej dokończyć. Otworzyła duże oszklone drzwi i jak szalona pobiegła przed siebie ignorując nawoływania recepcjonistki, która prosiła, by się zatrzymała

Kiedy wchodziła po schodach niespodziewanie potknęła się i runęła jak długa. Zdawała się jednak tym nie przejmować, gdyż szybko się podniosła i wbiegła na drugie piętro

Sala numer dziesięc znajdowała się na środku korytarza. Odgradzały ją od niej duże zielone drzwi. Gdy Sara już chwytała za klamkę, by wejść do środka, nagle usłyszała niski kobiecy głos:

- Proszę Pani. Tam nie wolno wchodzić

Czym prędzej odwróciła się i zauważyła pielęgniarkę w średnim wieku o długich ciemnoblond włosach ubraną w biały fartuch

- Tam jest mój narzeczony! - krzyknęła zdesperowana Sara - Muszę sprawdzić jak się czuje!

- Rozumiem Pani zdenerwowanie, jednakże w tej chwili...

- Niczego Pani nie rozumie - przerwała jej Sara i ponownie spróbowała chwycić za klamkę

Zobaczywszy to pielęgniarka złapała ją za rękę

- Czy do Pani nic nie dociera? - zaczęła nieco podniosłym tonem - Bez zgody lekarza nie możemy nikogo tam wpuścić

Sara wyrwała się z uścisku pielęgniarki i rzekła:

- To niech go Pani zawoła!

- Dobrze. Zaraz po niego pójdę

Prawdę mówiąc nie musiała jednak tego robić, ponieważ ni stąd ni zowąd lekarz pojawił się tuż przed nią. Był to młody elegancki mężczyzna o krótkich ciemnych włosach na oko mający nieco ponad trzydzieści lat. Miał na sobie biały kitel na którym wisiał indentyfikator z jego imieniem i nazwiskiem

- Co to za hałas? - zapytał zdziwiony

- Panie doktorze. Ta kobieta usiłuje...

- Niech Pani przestanie! - krzyknęła oburzona Sara, po czym raptownie zwróciła się do lekarza: - Chcę tylko zobaczyć narzeczonego

Doktor milczał przez chwilę, po czym rzekł:

- Nie wiem, czy to dobry pomysł

- Panie doktorze - zaczęła Sara czując jak łamie jej się głos - Muszę go zobaczyć

- Pacjent jest w bardzo ciężkim stanie. Odwiedziny nie są w tej chwili wskazane

- Wiem, ale...

Doktor widząc smutek na twarzy Rose szybko zdał sobie sprawę, że dziewczyna tak łatwo nie odpuści. A że był człowiekiem mającym w sobie dużo empatii, toteż postanowił zezwolić na krótką wizytę

- No dobrze - odparł z westchnieniem - Może Pani wejść na chwilę

Sara słysząc to mimowolnie się uśmiechnęła

- Dziękuję Panie doktorze - rzekła uradowana

- To jeszcze nie wszystko - ciągnął doktor

Sara spojrzała na niego pytająco

- A o co chodzi?

- Może Pani wejść tylko na pięć minut

Na dzwięk owych słów Sara skrzywiła się lekko. Pięć minut, to było stanowczo za mało. Chciała posiedzieć co najmniej pół godziny. Po szybkim namyśle doszła jednak do wniosku, że nie ma sensu się wykłucać w obawie, że lekarz może zmienić zdanie

- W porządku - powiedziała - Tyle powinno wystarczyć

- Na dłuższą wizytę w tej chwili nie wyrażę zgody - oświadczył stanowczo doktor, a potem spojrzał na pielęgniarkę i dodał: - Panią proszę, by poczekała przy drzwiach i zawołała Panią Carter, gdy wizyta dobiegnie końca

- Oczywiście Panie doktorze - odparła pielęgniarka

Lekarz przeszył wzrokiem obie kobiety, po czym raptownie się oddalił. Sara natomiast drżącą ręką chwyciła za klamkę i weszła do sali numer dziesięć

 

Sala była niezbyt dużych rozmiarów. Znajdowało się w niej jedynie jedno szpitalne łóżko oraz zestaw aparatury podtrzymującej życie, która wydawała z siebie głośne piknięcia

Na łóżku leżał narzeczony Rose - Johnny Curtis. Jego twarz była cała pokieraszowana, głowa zabandażowana, zaś na czole dało się zauważyć ogromną ranę. Miał na sobie maskę tlenową, dzięki której mógł oddychać. Wyraźnie było widać, iż jego życie jest poważnie zagrożone

Gdy tylko Sara ujrzała swego ukochanego natychmiast popłakała się dając upust swoim emocjom. I o ile w towarzystwie lekarza jak i pielęgniarki jakoś dała radę się pochamować, tak teraz nie próbowała nawet się powstrzymać tylko pozwoliła, wyrazić swoje cierpienie

- Kochanie - powiedziała szlochając - Kto ci to zrobił?

Rozejrzała się w poszukiwaniu czegoś, na czym mogłaby usiąść. Gdy zauważyła drewniany taboret stojący pod oknem przysunęła go obok łóżka i usiadła na nim. Po chwili złapała Johnny'ego za rękę. Gdy poczuła jego dotyk rozpłakała się jeszcze bardziej

W jednej chwili zaczęła rozmyślać o tym, jak kruche jest ludzkie życie. Ludzie robią wszystko, by zdobyć władzę, pieniądze, a wystarczy dosłownie sekunda, by wszystko się skończyło

Przez chwilę Sara próbowała w jakiś sposób dotrzeć do John'ego, lecz ten nie reagował. Dziewczyna w myślach modliła się, by chłopak jak najszybciej wyzdrowiał

Czas odwiedzin bardzo szybko dobiegł końca i niespodziewanie drzwi otworzyła pielęgniarka

- Musi Pani już iść - rzekła

Sara bez słowa podniosła się z krzesła, pocałowała narzeczonego w usta i wyszła bez pożegnania

 

W nocy nie spała najlepiej. Wszystko dlatego, że bardzo martwiła się o narzeczonego, a na dodatek krótko po północy rozszalała się straszliwa burza, co zaowocowało tym, że Sara obudziła się już o siódmej rano kompletnie niewyspana

Kiedy po wyjściu z łóżka doprowadziła się do porządku szybko zdała sobie sprawę, że powinna zadzwonić do Nick'a. Bądź co bądź wybiegła ze studia jak szalona o niczym mu nie mówiąc. I choć zapewne Nick mniej więcej wiedział, co się stało, to na pewno chciał znać szczegóły. Sara sięgnęła zatem po telefon leżący w pokoju na jej biurku. Czym prędzej wybrała numer Nick'a i wcisnęła zieloną słuchawkę. Przez chwilę było słychać tylko sygnał połączenia, lecz w końcu jej przełożony odebrał

- Tak, słucham? - powiedział leniwym tonem

- Cześć Nick - przywitała się Sara

- Witaj Saro - odpowiedział Nick

- Wybacz, że wczoraj wybiegłam tak nagle, ale...

- Spokojnie. Rozumiem to - przerwał jej Nick - To normalne w takiej sytuacji

- Dziękuję - rzekła Sara z ulgą w głosie. Prawdę mówiąc bała się, iż za samowolne opuszczenie miejsca pracy będzie miała problemy. Tym bardziej, że zdarzyło jej się to po raz pierwszy. Cieszyła się jednak, iż Nick był tak wyrozumiały

- Powiedz mi lepiej jak się czuje twój narzeczony - prosił Nick

- No wiesz - zaczęła Sara z westchnieniem - Nie wygląda najlepiej. Jest podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Lekarze mówią, że...

Sara nie zdołała dokończyć, ponieważ głos zaczął jej się łamać

- Widzę, że nie jest ci łatwo o tym mówić - przyznał Nick

- Niezupełnie - odparła łamiącym się głosem Sara

- W takim razie chyba lepiej będzie, jeżeli weźmiesz sobie kilka dni wolnego - powiedział stanowczo Nick

- Mogę?

- Pewnie. W tym stanie i tak nie byłabyś zdolna dzisiaj pracować

- Raczej nie...

Przez chwilę na linii panowała cisza, aż w końcu przełożony Sary odezwał się:

- Musisz tylko przyjechać na chwilę i podpisać urlop - oznajmił

- Dobrze - powiedziała Sara półszeptem - Będę za dwie godziny

- Nie ma sprawy

Dziewczyna rozłączyła się bez pożegnania

Przez dłuższą chwilę siedziała w fotelu rozmyślając o wczorajszym dniu. Wciąż nie dawało jej spokoju to, kto przejechał jej narzeczonego. Wielokrotnie zadawała sobie pytanie, czy był to tylko nieszczęśliwy wypadek, czy może celowo ktoś chciał go zabić?. Jako artystka występująca na scenie Sara miała wielu fanów, ale także wielu wrogów, więc z całą pewnością ta druga opcja wydawała się tak samo prawdopodobna jak pierwsza. Ale kto mógł to zrobić?

Z namysłu wyrwał ją głośny trzask, który sprawił, że dziewczyna aż podskoczyła w fotelu. Siedziała na nim jeszcze przez kilka sekund, chcąc się otrząsnąć, po czym wstała i udała się do drzwi. Kiedy już do nich dotarła ze zdziwieniem zauważyła, iż są otwarte na oścież

- To dziwne - pomyślała sobie w duchu - Przecież zamykałam drzwi na noc

Sara z racji tego, że mieszkała sama, za każdym razem zamykała drzwi na dwa zamki, a zanim kładła się spać sprawdzała jeszcze kilkakrotnie, czy rzeczywiście były zamknięte. Czy jednak tym razem mogła o tym zapomnieć?

Stała na ganku wciąż o tym rozmyślając. Gdy już miała wejść do środka wnet poczuła silne uderzenie w tył głowy

A potem była już tylko ciemność...

 

Sara ocknęła się z potwornym bólem głowy. Była przywiązana do drewnianego krzesła, zaś usta miała zaklejone taśmą

Znajdowała się w dużym oposzczonym budynku bez okien, których brak powodował, że wewnątrz pomieszczenia panował półmrok

Sara za wszelką cenę próbowała się uwolnić, jednak nie przynosiło to żadnych rezultatów. Jej ręce były związane tak mocno, że czuła iż krew przestaje jej dopływać. Usta natomiast były zakneblowane tak, by dziewczyna nie mogła wydobyć z siebie żadnych słów

Była śmiertelnie przerażona. Teraz miała już pewność, że potrącenie jej narzeczonego miało związek z usiłowaniem zabójstwa i że już za chwilę ujrzy swego oprawcę

Nie myliła się. Po niedługiej chwili (która zdawała się jej trwać wieczność) Sara zauważyła jak zza rogu wyłania się sylwetka człowieka. Był to średniego wzrostu, szczupły mężczyzna mający około dwudziestu sześciu lat. Jego krótkie ciemne włosy były w strasznym nieładzie. Wyglądały na niemyte od bardzo dawna. Mężczyzna był ubrany na biało i w pierwszej chwili Sara pomyślała, że ma na sobie piżamę. Jego twarz była zarośnięta jakby nie golił się od miesięcy, zaś źrenice były powiększone, a oczy zdawały się wychodzić z orbit

Szedł powolnym krokiem w kierunku Sary, która widząc go była coraz bardziej przerażona. Ze strachu serce waliło jej jak oszalałe i miała wrażenie, że zaraz dostanie zawału

- Cześć ślicznotko - powiedział z ironią mężczyzna podchodząc do dziewczyny

Sara zaczęła się szamotać. Próbowała krzyczeć, lecz z racji tego, że miała zakneblowane usta z jej gardła wydobywał się tylko zduszony jęk

- Oj. Widzę, że nie możesz się wysłowić - rzekł mężczyzna spoglądając na Sarę

Dziewczyna w dalszym ciągu próbowała się uwolnić, czując coraz większy strach. Mężczyzna widząc jej starania odparł z ironią:

- Możemy zawrzeć pewien układ

Sara raptownie przestała się wiercić, chcąc się dowiedzieć o co chodzi

- Oswowodzę ci usta - zaczął powoli - Ale pod warunkiem, że będziesz grzeczna. Zgoda?

Sara powoli skinęła głową dając znać, że się zgadza. Mężczyzna zbliżył się do niej jeszcze bardziej, po czym spojrzał jej głęboko w oczy i rzekł:

- To świetnie skarbie. Mam tylko nadzieję, że dotrzymasz słowa. Bo jeśli nie...

Powoli włożył rękę do kieszeni swoich spodni, a następnie wyjął z niej malutki nożyk. Delikatnie przyłożył go do twarzy Sary uśmiechając się szyderczo. Dziewczyna widząc to od razu uświadomiła sobie, że facet nie żartuje. Naprawdę był zdolny do wszystkiego

- Zapytam jeszcze raz - powiedział chowając nóż do kieszeni - Będziesz grzeczna złotko?

Sara ponownie skinęła głową na co mężczyzna uśmiechnął się

- To cudownie - odparł, po czym jednym zdecydowanym ruchem zerwał taśmę z ust dziewczyny z taką siłą, że Sara aż jęknęła z bólu

- Kim jesteś Czego chcesz? - zapytała po chwili drżącym głosem

- Może wpierw odpowiem na pytanie pierwsze - powiedział mężczyzna z ironią w głosie - Nazywam się Mike Hoover. Jestem twoim największym fanem

Sara przez chwilę spoglądała na niego, chcąc sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek gdzieś go widziała. Po namyśle jednak wydał jej się on kompletnie obcy. Zresztą nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę fakt jak wielu wielbicieli miała

- Nie kojarzę cię - przyznała już nieco spokojniej

- Nic w tym dziwnego - odparł Mike - Od kilku miesięcy przebywam w szpitalu, więc rzadko kiedy bywam w tych stronach

Słysząc te słowa Sara od razu zdała sobie sprawę, że chodzi o szpital psychiatryczny. Było to oczywiste zważywszy na to, jak ów mężczyzna wyglądał

- Udało mi się jednak z niego zbiec - przyznał szczerze Mike i za chwilę dodał: - Wszystko po to, by móc cię spotkać kochanie

Wypowiedziawszy owe słowa przykucnął naprzeciw Sary powoli zbliżając do niej swoje usta. Dziewczyna widząc to ponownie zaczęła się wiercić

- Nie zbliżaj się do mnie - krzyknęła przerażona

Mike jednak nie reagował na jej prośbę czego oczywiście można się było spodziewać. Zależało mu jedynie na tym, by posiąść Sarę, by mieć ją tylko dla siebie

W pewnym momencie dziewczyna próbując nie dopuścić, by mężczyzna zaczął się do niej dobierać zdecydowanym ruchem uderzyła w niego głową z taką siłą, że Mike'a odrzuciło do tyłu. Z jego czoła natomiast zaczęła ściekać krew

W pierwszej chwili Sara pomyślała, iż po tym, co się stało mężczyzna zabije ją z zimną krwią. On jednak wytarł krew rękawem swojej koszuli i zaczął śmiać się jak obłąkany

- Bardzo dobrze - powiedział kiedy już się opanował - Bardzo dobrze kochanie

Widząc radość w jego oczach Sara mimowolnie zdała sobie sprawę z jego niepoczytalności

- Czego ty ode mnie chcesz? - spytała przerażona czując jak pierwsze łzy spływają jej po policzku. Mike podszedł do niej, otarł je wierzchem dłoni i odrzekł półszeptem:

- Chcę, abyś została moją żoną!

Na dzwięk tych słów Sara doznała paraliżu. Odjęło jej mowę

- Coś nie tak najdroższa? - zapytał mężczyzna - Chba nie będzie z tym problemu, co?

- Jesteś chory - rzuciła Sara przez łzy

Mike raz jeszcze uśmiechnął się szyderczo

- Wiem Saro - przyznał - Chociaż wolałbym określenie: "szalony"

Przez moment wewnątrz budynku panowała głucha cisza, aż w końcu Sara przerwała milczenie:

- Więc to ty - mruknęła jakby sama do siebie

Mężczyzna zrobił zdziwioną minę. Nie miał pojęcia, co Sara ma na myśli

- Więc to ty przejechałeś Johnny'ego! - krzyknęła ze złością

- Oczywiście, że tak skarbie - odrzekł Mike z entuzjazmem i dodał po chwili: - Szkoda tylko, że nie udało mi się go od razu zabić

- Ty draniu! - krzyknęła raz jeszcze dziewczyna próbując się uwolnić - Nienawidzę cię! Nienawidzę!

Mike widząc jej desperację mimowolnie się zezłościł. Wiedział co prawda, że nikt jej tu nie usłyszy, aczkolwiek mimo wszystko nie mógł ryzykować. Nie bacząc na to, że sprawi jej ból zamachnął się i uderzył Sarę pięścią w twarz tak mocno, że głowa dziewczyny odskoczyła

Sara raptownie umilkła, czując przeszywający ból szczęki

- Chyba o coś cię prosiłem! - ryknął mężczyzna po raz kolejny wyciągając nóż i przystawiając go do jej twarzy

Dziewczyna nie odpowiedziała. Całe to zdarzenie przypominało jej prawdziwy koszmar, z którego chciała się czym prędzej obudzić

- Bądź grzeczna, albo potnę ci tę śliczną twarzyczkę - oświadczył mężczyzna z radością

Sara nadal milczała

- Słyszsz, co do ciebie mówię?

Dziewczyna wciąż nie była skora do odpowiedzi, więc Mike delikatnie przejechał ostrzem noża po jej policzku

- Zabij mnie - odezwała się nagle Sara, czując chłód ostrza na twarzy - Jeśli Johnny'emu coś się stanie, moje życie bez niego nie ma sensu

- Aż tak bardzo go kochasz? - zapytał mężczyzna nieco zdziwiony

- Tak. Jest dla mnie najważniejszy

Mike słysząc to westchnął głęboko

- No tak. Miłość - mruknął do siebie, a potem zaszedł dziewczynę od tyłu i powoli zaczął rozwiązywać jej ręce. Sara widząc to nagle poczuła nadzieję, choć szczerze nie sądziła, że mężczyzna zamierza ją uwolnić

- Co ty robisz? - zapytała nie kryjąc zdziwienia

- Wiesz - zaczął mężczyzna - Myślałem, że jeśli zabiję twojego narzeczonego, wtedy ty pokochasz mnie. Widzę jednak, że na to się nie zanosi

- No jasne, że nie! - warknęła Sara - Johnny jest...

- Zamknij się!

Sara wzdrygnęła się nie mówiąc nic więcej

- Mógłbym zabawić się tobą, gdybyś była związana - mówił dalej Mike - Ale szczerze mówiąc wcale mnie to nie satysfakcjonuje

- Co zamierzasz zrobić? - spytała dziewczyna czując jak uścisk sznura na jej nadgarstkach staje się coraz luźniejszy

- Chcę, żebyś się broniła - ciągnął mężczyzna - Zwykłe zgwałcenie ciebie nie daje mi żadnej satysfakcji. Chcę mieć świadomość, że nie przyszło mi to łatwo

Z jednej strony Sara była tym faktem przerażona. Z drugiej jednak zrozumiała, że dzięki temu będzie miała szansę przeżyć. Postanowiła jednak tego nie komentować tylko cierpliwie czekała, aż Mike ją rozwiąże

W pewnej chwili poczuła, że uścisk na jej nadgarstkach zupełnie zelżał i może się ruszać. Uśmiechnęła się w duchu i czym prędzej podniosła z krzesła zrzucając z siebie sznur, którym była obwiązana

Mike widząc, że dziewczyna jest już wolna zaczął śmiać się jak wariat, zaś jego śmiech niósł się echem po całym budynku

- Zaczynamy zabawę maleńka - oświadczył tonem szaleńca, a następnie wyjął nóż z kieszeni spodni i powolnym krokiem zaczął się zbliżać do Sary

Dziewczyna mimowolnie wpadła w panikę i zaczęła biec w kierunku drzwi. Szybko chwyciła za klamkę i potrząsnęła nią energicznie. Drzwi jednak ani drgnęły i Rose uświadomiła sobie, że mężczyzna musiał je w jakiś sposób zabarykadować

- Nie mam wyjścia - pomyślała z przerażeniem dziewczyna - Muszę się jakoś bronić

Mike widząc jak duża odległość dzieli jego i Sarę raptownie zaczął biec w jej stronę. Sara zdziwiła się jak bardzo był szybki. W ciągu zaledwie dwóch sekund przebiegł cały budynek i znalazł się niemal tuż przy swojej ofierze szczerząc zęby w uśmiechu

Dziewczyna widząc, że mężczyzna dobiegł już niemal do drzwi w ostatniej chwili wykonała cios z pół obrotu uderzając napastnika w klatkę piersiową. Zdumiało ją to, jak świetnie potrafi się bronić. Tym bardziej, że nigdy z nikim na poważnie się nie biła. Była osobą z natury spokojną, wręcz nie znoszącą przemocy. Po chwili uzmysłowiła sobie jednak, iż na jej zwinnośc z pewnością ma wpływ wysoki poziom adrenaliny spowodowany stresem i wolą przetrwania

Mike chwycił się za tors obiema rękami, a potem upadł na kolana Dziewczyna od razu wykorzystała tą sytuację. Zaszła napastnika od tyłu, złapała go za głowę i zaczęła uderzać nią o drzwi tak mocno jak tylko zdołała mając jednocześnie nadzieję, że Mike straci przytomność. Nie miała zamiaru go zabijać. Chciała go jedynie ogłuszyć i jakoś się stąd wydostać

Jej plan jednak się nie powiódł, ponieważ mimo tego, że Sara uderzyła jego głową kilka razy Mike ocknął się zadziwiająco szybko, a następnie wstał na równe nogi i szybkim ruchem uderzył dziewczynę łokciem w brzuch. Sara nie zdążyła zareagować na cios i nagle poczuła niesamowity ból. Zanim zdążyła się z niego otrząsnąć mężczyzna z całych sił szarpnął ją za włosy. Odchylił jej głowę do tyłu i przyłożył nóż do gardła

- Tak łatwo ze mną nie wygrasz kochanie - oznajmił szyderczym tonem

- Nie bądź taki pewny! - odbąknęła Sara, a potem z całych sił nadepnęła mu na stopę i napastnik natychmiast ją puścił. Korzystając z okazji, że Mike jest nieco zdezorientowany Sara bez zastanowienia odwróciła się i uderzyła go pięścią w twarz. Mężczyzna zachwiał się do tyłu, a dziewczyna wyprowadziła następny cios. Tym razem kolanem w brzuch. Mike upadł na ziemię głośno się śmiejąc

Nie było jej jednak dane zbyt długo się tym cieszyć, ponieważ Mike podniósł się w mgnieniu oka i niczym szczupak rzucił się na dziewczynę przewracając ją ciężarem swojego ciała

- Mówiłem ci, że ze mną nie wygrasz skarbie - powiedział ciężko dysząc. Z jego ust natomiast ściekała krew

- Zamknij się - rzuciła Sara nieco zrezygnowana. Prawdę mówiąc nie obchodziło ją co się z nią stanie. Życie bez Johnny'ego zupełnie straciło dla niej sens

- Muszę ci coś wyznać najdroższa - odezwał się Mike

Sarę jednak kompletnie to nie interesowało

- Podnieca mnie twoja agresja wobec mnie - mówił mężczyzna - Im mocniej mnie bijesz, tym większą sprawia mi to przyjemność

Dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym uszom. Spotykała wprawdzie w życiu różnych ludzi, ale z kimś tak niepoczytalnym miała po raz pierwszy do czynienia

- Ty psycholu! - rzekła z nienawiścią na co Mike zareagował uśmiechem

- Kocham tę twoją agresję - oznajmił z zachwytem, a następnie przyłożył nóż do twarzy dziewczyny i dodał: - Nic mnie bardziej nie podnieca jak twoja złość. Gdy się złościsz jesteś jeszcze piękniejsza

Dziewczyna próbowała się uwolnić, lecz nie miała żadnych szans. Mężczyzna leżał na niej przyciskając ją łokciem do ziemi tak mocno, że Sara ledwie mogła oddychać

W pewnym momencie przejechał jej ostrzem po twarzy rozcinając skórę. Krew polała się strumieniem tworząc wielką otwartą ranę, zaś Sara zaczęła krzyczeć w niebogłosy. Ból był tak potworny, że dziewczyna zobaczyła mroczki przed oczami

- To na pamiątkę misiaczku - oświadczył Mike śmiejąc się jej w twarz. Dziewczyna jednak zdawała się tego nie słyszeć, gdyż całą swą uwagę skupiła na przeszywającym ją bólu

Jej wola o przetrwanie słabła z każdą sekundą. Mężczyzna widząc, że Rose zaczyna stawiać mniejszy opór uznał, że gra jest już skończona. Postanowił zatem to wykorzystać i jednym zdecydowanym ruchem zerwał z niej bluzkę, pod którą był ukryty biały stanik. Zdjął go także do połowy, a potem zaczął całować piersi dziewczyny. Trwało to kilkanaście sekund, a kiedy już się nasycił (doznając przy okazji silnego wzwodu) próbował zdjąć z niej ciemnoniebieskie dżinsy. Sara w dalszym ciągu opierała się, jednak już nie tak intensywnie jak wcześniej

W pewnym momencie w głębi swojej podświadomości wyobraziła sobie swojego narzeczonego - te wszystkie chwile, które razem spędzili - od razu pomyślała sobie, jakby zareagował Johnny, gdyby dowiedział się, że Rose coś się stało. Wiedziała, że kochał ją nad życie i nigdy nie pogodziłby się z jej stratą

Wszystko to sprawiło, że Rose w jednej chwili odzyskała wolę walki. Ostatkiem sił kopnęła napastnika w brzuch, co spowodowało, że zleciał on z niej. Czym prędzej wstała na równe nogi i nie dając możliwości, by Mike mógł się podnieść zaczęła kopać go gdzie popadnie. Nie zastanawiała się już nawet nad tym, czy go zabije. Wiedziała, że policja potraktuje to jako obronę konieczną

Sara kopała swego oprawcę bez opamiętania przez dobrą minutę, aż w końcu doszła do wniosku, że ma już dosyć. Mike leżał na ziemi strasznie poturbowany. Jego twarz przypominała krwawą miazgę Ciężko dyszał jednak w jego oczach widać było niesamowitą wręcz radość

- Och Saro - mówił - Jesteś taka cudowna kiedy się wściekasz

- Zamknij się! - nalegała Sara - Nie mam zamiaru cię więcej słuchać

- Jaka szkoda - odparł z niezadowoleniem mężczyzna

Dziewczyna nie odpowiedziała. Czekała w nadzieji, aż ktoś wreszcie się zjawi i jej pomoże

W końcu się doczekała. Po upływie chwili drzwi opuszczonego budynku wyleciały z hukiem i stanęło w nich trzech policjantów mierząc do niej z broni

- Ręce do góry - krzyknął jeden z nich rozglądając się dookoła

Sara widząc funkcjonariuszy odetchnęła z ulgą. Podniosła ręce do góry i zamierzała już iść w ich kierunku. Cieszyła się, że to już koniec

Nie wiedziała jednak jak bardzo się myliła, ponieważ gdy tylko ruszyła się z miejsca Mike szybko podniósł się, złapał Sarę za włosy i przyłożył jej zakrwawiony nóż do gardła

- Ani kroku, bo ją zabiję! - krzyczał zdesperowany

Sarę ponownie ogarnęła panika

- Nie wygłupiaj się Mike. Nie masz szans - powiedział jeden z policjantów mierząc do niego bronią

- Myślicie, że zależy mi na życiu? - zapytał Mike

Żaden z policjantów tego nie skomentował

- Dobrze wiem, że na resztę życia trafię do szpitala psychiatrycznego - mówił Mike - A jeśli tak ma się stać, to wolę umrzeć

- Mike, nie wygłupiaj się - prosił policjant - Znajdziemy jakieś wyjście z tej sytuacji

Mężczyzna nie odpowiedział. Zamiast tego rzekł:

- Nie pójdę na dno sam. Zabiorę ze sobą moją ukochaną

Kiedy Mike przemawiał Sara płakała

- Zostaw ją natychmiast! - krzyknął policjant z lewej

- Mike pomożemy ci - zapewniał drugi - Postaramy się, byś nie trafił do szpitala

- Mówisz serio? - zapytał Mike, choć szczerze w to nie wierzył

- Tak. Tylko na litość Boską, puść tą dziewczynę

- Dobrze - oznajmił Mike z cichym westchnieniem - Umowa stoi

Sara słysząc te słowa w myślach odetchnęła z ulgą. Była już niemal pewna, że wszystko dobrze się skończy

Nie było jej jednak dane zbyt długo się cieszyć, ponieważ napastnik w akcie desperacji zamiast odjąć nóż od gardła ofiary z największą brutalnością przejechał po nim. Krew trysnęła jak z fontanny, zaś Sara mimowolnie upadła na podłogę i zaczęła ciężko charczeć

W tym samym momencie wszyscy trzej policjanci zaczęli oddawać strzały w kierunku chorego psychicznie Mike'a Hoover'a. Mężczyzna już po pierwszym strzale zaczął powoli osuwać się na podłogę. W jego oczach jak również na twarzy malowało się zadowolenie. Wyraźnie było widać, iż niesamowicie pragnął śmierci

Sara tymczasem bezwładnie leżała na ziemi w powiększającej się kałuży krwi, mając coraz większe problemy z oddychaniem. Wszystkie bodźce zewnętrzne docierały do niej jakby z oddali. Nawet strzały wymierzone naraz z trzech pistoletów zdawały się jej dobiegać z bardzo daleka

Dziewczyna ostatkiem sił odwróciła głowę i spojrzała w prawą stronę. Gdy ujrzała leżącego obok siebie martwego oprawcę mimowolnie się uśmiechnęła

A potem straciła przytomność...

 

Sara została wypisana ze szpitala po siedmiu dniach. Dzięki szybkiej interwencji policji, (którzy wpierw zatamowali krwawienie, a później wezwali pogotowie) dziewczyna niemal cudem uniknęła śmierci

Niestety nie można było powiedzieć tego samego o jej narzeczonym. Johnny Curtis zmarł bowiem dwa dni po tym, jak Sara została wypisana do domu

Choć od tamtego feralnego dnia minęły już cztery lata Sara nadal obwiniała się o śmierć Johnny'ego. Tak bardzo podłamało ją to psychicznie, że raz na zawsze skończyła z karierą piosenkarki. Od tamtej pory nie związała się również z żadnym innym mężczyzną. Doskonale wiedziała, że choćby nie wiadomo jak bardzo się starała nigdy nie zdoła zapomnieć o tym, co się wydarzyło. Nic nie będzie w stanie wyleczyć ran powstałych na jej ciele i duszy. Nawet fakt, że Johnny zawsze jej powtarzał: "Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło"

- W tym przypadku nie miałeś racji skarbie - powiedziała sobie w duchu Sara, stojąc nad grobem narzeczonego

A potem zaczęła płakać. Płakała tak długo, aż zabrakło jej łez...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania