Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Puls - Rozdział 1

Stała, wpatrując się w najwyższy punkt mostu przed nią, z którego dochodziły okrzyki i nawoływania do, jak można się domyślić w tej części świata, brutalnego, szybkiego, i jak najkrwawszego mordu, jaki krzyczący mogliby tylko sobie wyobrazić. Drgnęła lekko wiedząc, że za nie więcej niż dziesięć minut będzie stała pośrodku tego bezwstydnego tłumu i razem z nimi w tym mordzie weźmie udział. Wiatr rozwiewał jej rozpuszczone włosy i płaszcz, który jak nigdy musiała dziś założyć, bo pomimo, że nie planowała umrzeć, to była gotowa na wszystko, a jak to mawiają elfy ze stron w których spędziła znaczną część swojego życia - ,,jak umierać, to w wielkim stylu i w najlepszym stroju". Łuk, który był jej nieodłącznym towarzyszem, miała przewieszony na plecy, tak, że w ułamku sekundy mogła zdjąć go, wybrać strzałę, którą miała ochotę w tym momencie strzelić, wymierzyć prosto w serce ofiary i wypuścić celny strzał myśląc przy tym co zje na kolację.

Rzeka, która znajdowała się po jej prawej stronie, płynęła w znaczącym tempie i była krystalicznie przejrzysta. Uwielbiała to miejsce, nieskażone arogancją ludzi, którzy bezwstydnie stwierdzili, że mogą bezkarnie robić z otaczającym ich światem co chcą. Widok rzeki, w której można by zgasić pragnienie nie martwiąc się, że w ciągu kilku dni po takim incydencie mogłoby zapaść się na jakąś dziwną chorobę, która niechybnie doprowadziłaby do śmierci pijącego, przyzywał wspomnienia o pięknych lasach elfów, które w ludzkich opowieściach są jedynie legendą. Bardzo tęskniła za swoją ukochaną ojczyzną, Fallovis. Ale nie mogła poddać się wtedy, gdy po miesiącach beznadziejnych poszukiwań była już tak blisko.

Dzieliła ją tylko ściana mostu. Miała szczęście, most, pamiętający wiele bitew, był przystosowany do szybkiej wspinaczki. Nie minęło kilka minut i była na szczycie. Tutaj wszystko nabrało jeszcze gorszych barw.

- Akaria! - usłyszała gromki głos człowieka który miał dowodzić tą zgrają ludzi mających się za żołnierzy. - Jesteś wreszcie, ciągle nie potrafię cię zrozumieć, czy wspinaczka po najmasywniejszym moście w tej części Edyru jest wygodniejsza od zwykłego marszu na miejsce zbiórki w grupie?

- Tak. - bez emocji odpowiedziała dziewczyna, zdając się nie przejmować się swoim współrozmówcą i mierząc wzrokiem przeciwny koniec mostu, który prowadził do wrót twierdzy, przed którą w swoich charakterystycznych niebieskich zbrojach zdążyli pojawić się już wojownicy z Amakir.

- Posłuchaj, ja też wolałbym, żeby cię tu nie było, ale ty potrzebowałaś dostępu do... informacji, a ja ludzi do bitwy, więc dotrzymaj swoj...

- Zamknij się i patrz. - Akaria wskazała niecierpliwym ruchem ręki na niebieską gromadę gotowych do walki wojowników na przeciwległym końcu mostu. - Jest ich dwu... nie, trzykrotnie więcej niż was. Pytam cię, Ronaldzie, czy naprawdę chcesz posłać swoich ludzi na pewną śmierć tylko dlatego, że Amakir upomniał się o to, co twój król mu zabrał? - Dziewczyna cięto spojrzała w oczy generała i jak mogła się domyślić, nie znalazła w nich nic, prócz pustej złości niepoprzedzonej jakimkolwiek zastanowieniem się nad stanem rzeczy.

- Ty niewydarzona gówniaro od tych popapranych elfów! Jedyną niewłaściwą rzeczą, którą nam miłościwie panujący król Orkuis zrobił, było przydzielanie cie do którejkolwiek z grup wojskowych! Jeszcze jedno słowo i...

- Jeszcze jedno słowo i będziesz leżał na tej zimnej ziemi ze strzałą między oczami. - gładko przerwała Akaria, w czym miała wprawę, bo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy musiała użerać się z wieloma ludźmi, których zapędy do podboju krain, w tym pięknym Fallovis elfów, szły za szybko i w złym kierunku.

Zginęła wśród tłumu i poczęła głębsze rozeznanie. Sprawa dla Edyrczyków wyglądała gorzej niż źle. Amakir był jak drapieżnik polujący na zwierzynę, a ta grupa z generałem Ronaldem na czele mogłaby zostać odebrana jako oczywiste odwrócenie uwagi oponenta od prawdziwego ciosu mającego nadejść z każdej innej strony.

Tak jednak nie było. Brygada ,,Ronald" była tą największą odpowiedzią na jaką Edyr się zdecydowało. Przynajmniej w tej części wojny.

Akaria oczywiście nie miała zamiaru pomagać Edyrczykom. Może zostanie to odebrane jako obraza honoru i może doprowadzi to do pogorszenia się jej kontaktów z Edyrczykami do stopnia śmiertelnego, ale Akaria wiedziała po co tu przybyła i nie był to udział w kolejnej niechybnie przegranej bitwie ludzi. Usłyszała od nich więcej, niż kiedykolwiek mogłaby sobie wyobrazić... Nie mogła uwierzyć, że już zdążyli zapomnieć, że to gdyby nie elfy, ich miłościwie panujący król Orkuis nie dożyłby dzisiejszego dnia. Tymczasem Orkuis żyje, a jego plany podboju ziem elfów coraz to bardziej przybierają na śmiałości.

Wszystko zaplanowała. Dwie strony już niemalże zaczynają na siebie szarżować. Błyski metalu z tej i przeciwległej strony przybierały na jaskrawości i częstotliwości. Gdy nikt nie będzie już zwracał uwagi, skoczyć za most i przedostać się na drugą stronę. Nic trudnego Aka, mówiła.

Zaczęło się.

Ruszyli w przeraźliwym tempie. Ziemia zaczęła drgać pod naciskiem setek stalowych butów, szybko i pewnie uderzających w ziemię, biegnących na spotkanie ze śmiercią. Punkt kulminacyjny osiągnęły też w tamtym momencie okrzyki, którymi obrzucały się dwie strony. Gdy zaś kolor czerwony i niebieski zderzyły się na środku mostu, a brzęk zderzającego się metalu poniósł się echem w całej dolinie, dziewczyna była gotowa do działania. Była szybsza niż kiedykolwiek, w ułamku sekundy znalazła się na brzegu mostu, momentalnie skoczyła i zniknęła z zasięgu wzroku.

Na drugi koniec.

Gwar bitwy, zderzającego się metalu, krzyk ludzi umierających w wyniku jak najbrutalniej zadawanych ciosów był nie do zniesienia. W powietrzy uniósł się metaliczny zapach krwi, który coraz to bardziej przybierał na sile, wdzierał się do nosa, penetrował usta, przeszywał całe ciało. Mało brakowało, a spadające ciało Edyrczyka... albo Amakirczyka ubrudzonego krwią strąciłoby ją prosto w dół, gdzie chciwie wystające, ostre jak brzytwa kamienie tylko czekały na jej upadek. Bo pod nią nie było już rwącej, zimno-błękitnej rzeki, ale ziemia z szarymi kamieniami. Oznaczało to, że jest już na końcu mostu. Zwinnym ruchem wspięła się i z gracją wylądowała na twardym kamieniu mostu. Ale popełniła błąd.

Nie widziała jak Amakir zostawiał żołnierzy z tyłu. Potężne uderzenie zwaliło ją z nóg, aby znów zostać podniesioną tym razem z czymś chłodnym i ostrym na gardle. Poczuła strużkę krwi cieknącą po jej szyi, ale nagle stało się coś czego spodziewać się nie mogła. Lecąca z zabójczą prędkością rzecz, pięknie błyszczała odbijając światło słońca w zenicie, aby równie szybko trafić prosto w głowę żołnierza trzymającego Akarię. Nikt nie potrafi tak rzucać...

- Uważaj! - Usłyszała znajomy głos. Po to tu przybyła.

Lecz wnet coś z ogromną siłą uderzyło ją, w głowie jej zakotłowało, ale po paru chwilach wszystko zaczęło się rozpływać. Przestała odczuwać ból jaki do tej pory jej towarzyszył i bez kontroli opadła na zimny kamień. Przed oczami zrobiło jej się ciemno. Zemdlała.

Gdy obudziła się po raz pierwszy, była ciągle niesiona.

- Cholerni głupcy! Dlaczego chcieliście ją zabić?! - usłyszała gromki głos najprawdopodobniej generała Amakirskiego wojska. - ona jest z plemion elfów, nie widzicie farby?! Przyda nam się jeszcze... idioci.

Nie zdążyła nawet połączyć wątków w głowię, bo paraliżujące zmęczenie znów spłynęło na nią delikatnie, jak woda z leniwego wodospadu.

Znów zemdlała.

Gdy obudziła się po raz drugi, była już w zimnej celi. Szare ściany i brak okien świetnie odbierały nadzieję na chociażby próbę ucieczki. Była wyczerpana, a ból ciągle pulsował jej w głowie. Bez uzbrojenia nie mogła nawet podjąć próby otwarcia zamka celi, a bez płaszcza jej śmierć, o ile po wykorzystaniu jej do swoich celów postanowią ją zabić, na którą była już gotowa, nie będzie w wielkim stylu.

Nie udało się. Zawiodłam. Tak blisko... tak blisko. Łza popłynęła jej po policzku... potem następna... i kolejna.

- Przestań płakać, dziwko. - syknął strażnik obserwujący ją z rogu sali. - Nawet twoi elficcy bogowie już ci nie pomogą. - splunął.

Ten nie miał już niebieskich barw. Widocznie w ikoniczne, niebieskie barwy Amakiru, ubierano tylko żołnierzy, którzy mięli zaprezentować się przed wrogiem na polu bitwy.

Ostro, jakby wstąpiło w nią tysiąc demonów na raz, spojrzała na owego strażnika.

- Idź do diabła. - powiedziała łapiąc się rękami krat celi. - Powinieneś zginąć tam tak jak twój pieprzony kolega który prawie poderżnął mi gardło.

Strażnik nie zdążył nic odpowiedzieć. Huk wystrzału ogłuszył obojga skutecznie, w sali widoczność zmalała do całkowitego minimum, ponieważ za wystrzałem, salę wypełniły gęste obłoku kurzu i kawałków stropu. Z powstałej po nim dziury w suficie w jednym momencie skoczyła postać, której płaszcz zakrywał twarz, przez co Akaria nie mogła poznać kto mógł zrobić coś tak ryzykownego. Człowiek spadł jak grom na strażnika i wbijając mu sztylet prosto w serce, uśmiercił.

- Obyś nie spotkał litości od elfickich bogów w zaświatach, dziwko.

Akaria poznała ten głos.

Postać stanęła przed celą i gdy kurz opadł, dziewczyna zobaczyła jego uśmiechającą się wybawicielskim uśmiechem twarz i zauważyła krótko ścięte, brązowe włosy.

- A... Adrian! - Dziewczyna rzuciła się na kraty celi ze łzami w oczach.

Jednak się udało.

- Wielu nauczyłaś się przez ten rok gdy się nie widzieliśmy. - powiedział Adrian otwierając drzwi celi kluczami zabranymi strażnikowi. - Ale powinnaś popracować nad rozumieniem poleceń. Gdy krzyczę ,,uwaga!" masz uważać! - ciepło powiedział po czym drzwi skrzypnęły i przejście stanęło otworem.

- Powinniśmy się śpie... - nie zdążył dokończyć.

Akaria rzuciła mu się na szyję i pozostali tak w uścisku przez kilka sekund, które trwały kilka wieczności.

- Posłuchaj! - mówiła dziewczyna ze łzami w oczach ciągle nie mogąc uwierzyć w to co się stało. - Król elfów... Leariz, on się pomylił, żałuje, że cię wygnał... przepraszam, że... że cię nie broniłam, ale naprawdę nie mogłam, ale gdy powiedział, że doszedł do tego, jak naprawdę potoczyły się sprawy w Lesie Amavvet i że chce, abym cię odnalazła, wyruszyłam natychmiast! Proszę, wybacz nam wszystkim! - spojrzała szykując się na najgorsze słowa.

- Nie po to, zaraz po otrzymaniu listu od zaufanego człowieka, od razu wyruszyłem w drogę, żeby powiedzieć tylko, że nie możecie nawet liczyć na moje przebaczenie. - lekko spoważniał, ale ciągle nie tracił optymistycznego nastawienia. - Fallovis czy Edyr... Amakir, Grismol, Antaly... czy za samo Morze, mógłbym iść gdziekolwiek. Nie jestem już do żadnego miejsca przywiązany.

- Nawet nie wiesz przez co przeszłam próbując cię odnaleźć... - znów łzy pojawiły się w oczach.

- Ja też, bardzo ciężko cię wytropić... - był najszczęśliwszy na świecie z tego spotkania.

- Wrócisz do Fallovis? Potrzebujemy twojej pomocy.

- Wrócę, po roku zdążyli już pewnie zatęsknić za mną!

Zamienili jeszcze ze sobą parę słów, nie śpieszyło im się. Prawie zapomnieli, że znajdują się w samym środku paszczy Amakirskiego lwa.

- Dobra - powiedziała Aka powracając do swojej niewzruszonej postawy. - Musimy się stąd szybko wydostać, strażnicy na pewno już są pod drzwiami tej sali, słyszeli wybuch.

- A, jeszcze coś. - dał jej łuk, kołczan i płaszcz, które ciągle miał na plecach, ale nie było czasu ale zwracać na to uwagę. - To chyba twoje.

- Tak, dziękuję. - ubrała i uzbroiła się dziewczyna.

- Wyjdziemy tą dziurą. - powiedział Adrian wskazując na wielką dziurę w suficie. - Wszedłem do twierdzy oknem i tym samym oknem stąd wyjdziemy. - Szybko!

I popędzili. W mgnieniu oka przeszli dwa, bogato obsadzone w straż segmenty i wyskoczyli z okna. Miękko wylądowali na koronach drzew, z których zwinnie zeszli i pokierowali się w tylko sobie wiadome strony świata. Było ciepło. Przyjemnie.

Ale to jeszcze nie był koniec. Ścieżka, którą obrali, zaprowadziła ich prosto do serca Fallovis, narodu elfów. Mięli zadanie do wykonania, które w późniejszych obrotach spraw, przybierało coraz to nowe, lepsze bądź gorsze oblicza. Jednak świat nie był do końca gotowy na ich udział w jego losach. A może wręcz przeciwnie. Ludzie mięli splugawione serca, ale nic nie jest czarno-białe i nie da się podzielić nacji na złe i dobre, w końcu, nawet, jak by się mogło zdawać, zawsze wspaniałomyślne i perfekcyjne elfy, miały swoją ciemną stronę. Czasami nawet mięli jej więcej, niż, jak by się mogło zdawać, barbarzyńscy ludzie. Ale nic nie było czarno-białe. Udali się więc do narodu elfów.

Następne częściPuls - Rozdział 2  Puls - Rozdział 3  

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • dannkys 2 miesiące temu
    świetne! nie mogę się doczekać następnych rozdziałów!
  • stefanklakson 2 miesiące temu
    Nie poddawaj się!
  • AlwaysGiveUp! 2 miesiące temu
    kc haha
  • aryuna 2 miesiące temu
    ciekawe i przyjemnie się czyta, chce się wiedzieć co będzie dalej, czekam na ciąg dalszy <3
  • stefanklakson 2 miesiące temu
    Nie poddawaj się!
  • Canulas 2 miesiące temu
    Tu to już wogóle. Sami nowi użytkowicy i pierwsze komentarza od razu tutaj. I że świetne :)
    Ech. Cały czas to samo.
  • AlwaysGiveUp! 2 miesiące temu
    Tak, sa to moi znajomi, ktorych zachecilem do przeczytania i ocenienia. Moze zostana na dluzej i zaczna czytac tez inne opowiadania z Opowi.pl Jakis problem? ;)
  • stefanklakson 2 miesiące temu
    AlwaysGiveUp! Masz cudownych znajomych. Nie poddawajcie się!
  • AlwaysGiveUp! 2 miesiące temu
    stefanklakson \o/ nie mam zamiaru sie poddawac :D Bardzo podoba mi sie pisanie, mimo, ze robie to od niedawna. Pozdrawiam :^)
  • Canulas 2 miesiące temu
    AlwaysGiveUp! , nie. Jeśli tak piszesz, to właśnie git. Bardzo dobrze. Bo tutaj się różne cuda dzieją. Na szczęście Ciebie nie dotyczą.
    Pozdrox
  • AlwaysGiveUp! 2 miesiące temu
    Canulas coz, jestem tu od wczoraj, wiec jeszcze nie wiem co ske tu dzieje, ale publikowac raczej nie przestane (poki mam checi to wh6 not ;D), takze pewnie zdaze sie dowiedziec
    dzieki za komentarz!
    Pozdrox o/
  • stefanklakson 2 miesiące temu
    Nie poddawaj się!
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Więc tak błędy ortograficznymi się nie zajmuję czy interpunkcją, skupię się więc na samej historii

    "Farby"? Znaczy że żołnierze pomalowani? Trochę bez sensu, "barwy" jeszcze bym zrozumiał, że mają płachty czy materiał okrywający zbroję.
    Bohaterka super OP i badass na samym starcie - wybacz ale to dla mnie wielki minus. Sam tak pisałem zanim zrozumiałem że nie jest to dobry pomysł - bo ucinasz rozwój i dojście bohaterki do tego poziomu.
    Twierdza była tuz za mostem - prawda? Po cholerę obrońcy wyszli na spotkanie wrogowi? Z murów obsypać ich strzałami, bełtami i kamieniami - wyrżnąć z daleka nie narażając elitarnych żołnierzy w płytowych zbrojach - bez sensu.
    Rozwalenie sufitu - czyli proch, albo magia. Jeśli magię tylko elfy używają - ok. Jeśli proch - czemu ludzie nie mają hakownic albo innej prymitywnej broni palnej?
    Sama pogaduszka w lochach za długa - już by ich otoczyli i zabili.
    Zbyt dużo loru twojego uniwersum w zbyt krótkim fragmencie tekstu - zacząłem się już gubić.
    Prawie brak opisów wyglądów - zobaczyłem "random_fortress_034" i czerwonych i niebieskich rycerzy.

    Z pozytywów
    Wartka akcja
    Fajne dialogi
    I wywołanie zaciekawienia

    Jak na razie 4
    Pozdrawiam
    kapelusznik
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Przy okazji - widzę że mało komentarzy pod innymi pracami - odwiedzaj innych to oni odwiedzą ciebie
    Podobnie jest limit na ilość wstawianych tekstów 2 na 24 godziny - jeśli wstawisz więcej - przepadną one w opowijkowym piekiełku :D
    Pozdrawiam raz jeszcze
  • AlwaysGiveUp! 2 miesiące temu
    ^ Nie jestem profesjonalnym pisarzem - zrobiłem to raczej z nudów, ale, patrząc tylko na wymienione przez ciebie rzeczy, nie rażą mnie one tak bardzo. W wielu miejscach mogłem wstawić inne słowa, ale w tamtym momencie wydawało mi się że ,,farba" będzie bardziej oryginalne... i w sumie ciągle tak myśle. Co do taktyki... co mam powiedzieć, przecież nie jestem generałem Amakirskich wojsk ;) może chodziło o czystą, honorową walkę. Co do sufitu, występowanie wybuchowych materiałów nie od razu musi skutkować rozprzestrzenieniem się tego na pole militarne, z resztą, Adrian również interesował się magią. Co do rzadko pojawiających się kolejnych części - tak jak mówiłem, robilem to z nudów i czysto hobbystycznie i może być tak, że np już dziś wyjdę i nigdy nie wróce - wszystko zależy czy będzie mi się chciało ;) No i miałem ostatnio sporo na głowie, może pojawi się 4 część w najbliższym czasie
    Pozdrox

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania