Poprzednie częściPuls - Rozdział 1  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Puls - Rozdział 2

Stała w rozkroku niewzruszona, oddech miała płytki, a łuk idealnie wzniesiony do oddania strzału w czerwony punkt na tarczy treningowej. Pomimo wielkiego poważania wśród najznamienitszych postaci Fallovis, nie wybrała pałacowych wygód i postanowiła jako miejsce zamieszkania wybrać swoje pierwsze, drewniane mieszkanie, umieszczone na dachu jakiegoś budynku, z którego właściciele wynieśli się lata temu.

Budynek ten nie różnił się wiele od innych zamieszkanych przez innych mieszkańców ojczyzny elfów. Elficki styl budowania nie różnił się wiele od ludzkiego, pomimo jednego, znaczącego elementu. Był nim fakt, że elfy najczęściej budowały swoje konstrukcje wśród drzew. Nie w nich, ale wśród nich. Ale to raczej ludzki nie różniej się wiele od elfickiego, bo to elfy były na tym świecie pierwsze, a ludzie przybywając tu z dalekiej północy, zza morza, wiele nauczyli się od elfów. Ale lata miłości i wspólnej życzliwości nie trwały długo w porównaniu do tego, ile już czasu te narody sobie dogryzają i wzajemnie grożą eksterminacją i podbojem ziem. Elfy w tych sporach, wydawać by się mogło, że zostawały w tyle. Wszakże jak dwukrotnie mniejsze pod względem terytorialnym państwo ludzi lasu może równać się z potęgą ludzi?

Ale elfy pokazały ludziom, że nie są tak bezsilne na jakie wyglądają. Jedną z wyrównujących siły umiejętności była zdolność dogadywania się z innymi. Jako jedyne zyskały sobie wszędobylskie krasnoludy jako bardzo dobrych przyjaciół. Nieposiadające własnej ojczyzny, rozpoznawalne po niskim wzroście i bogatej budowie ciała, krasnoludy wędrują po całym świecie. Często również osiadają na wybranych przez siebie ziemiach. Nieznających się słuchaczy opowieści o krasnoludach może zmylić ich wygląd. Wbrew pozorom krasnoludy są jednymi z najzwinniejszych istot w świecie, drygiem do niespotykanego refleksu ustępując tylko zwiadowcom elfów. Bo drugim atutem wyrównującym siły podczas starć z ludźmi byli elficcy zwiadowcy. Potrafili robić rzeczy z taką zwinnością i szybkością, że ludzie wpadali w szał wiedząc, że tylko paru z nich może w bezpośredniej walce konkurować z takim zwiadowcą, których w Fallovis są setki. Zwiadowcami w Fallovis zostawały elfy z pewnymi wyjątkami.

Takim wyjątkiem była Akaria. Pochodziła z Edyru, w którym spędziła lata młodości, aby w przeciągu jednego dnia zostać wygnaną z niewiadomych powodów. Została pozostawiona na mrozie w najmroźniejszy dzień tamtego roku. Ale nie było jej pisane umrzeć. Przynajmniej nie tam i nie wtedy. Została odnaleziona przez Leariza, który wtedy jeszcze nie był władcą elfów. Był bardzo wysoko postawionym zwiadowcą, który królem został po niespodziewanej śmierci wcześniejszej królowej - Lorelier.

Stała równoważąc oddech, musiała być ekstremalnie skoncentrowana, nie było miejsca na pomyłkę. Odczuwała każde najmniejsze muśnięcie wiatru spotykające w swoim leniwym locie niezachwianą jej osobę, każdy zapach wypełniający stare, ale niezawodne mieszkanie. Gdy drewniana podłoga zaskrzypiała, przeszła do czynów.

Wypuściła strzałę, która z ogromną siłą uderzyła w sam środek tarczy, powodując przy tym stłumiony odgłos rozrywanego materiału. Za nią, momentalnie wyciągnięte z kołczanu, pogoniły dwie kolejne, również uderzając w centralny punkt tarczy, każda bezlitośnie rozpłatując poprzednią na dwie równe części i wybijając się w jej miejsce.

Cały zabieg pozbawił kołczanu w sumie sześciu strzał… i trwał nie więcej niż półtorej sekundy.

Był to popisowy numer Akarii, którego opanowanie zajęło jej wiele czasu, ale dawało jeszcze więcej satysfakcji.

Po wszystkim dziewczyna zdjęła opaskę założoną jeszcze przed wycelowaniem w tarczę i spojrzała z niekrytym zadowoleniem. Ale strzał trochę było jej szkoda.

Odwróciła się w stronę stołu, który stał naprzeciwko schodów biegnących po prawej ścianie, patrząc z pozycji Akarii podczas swojego popisowego numeru. Schody, kończąc się u góry, po swojej prawej stronie miały wyjście na drewniany dach, również drewnianego, budynku. Po lewej zaś znajdowało się szerokie przejście na podest znajdujący się nad miejscem, w którym stała tarcza ćwiczebna Akarii.

Nie było to duże mieszkanie, ale całkowicie zaspokajało potrzeby dziewczyny.

Ale coś innego zwróciło jej uwagę. Coś było nie tak. Poczuła na sobie obcy wzrok i usłyszała, a słuch miała doskonały, szmer. Jakby ktoś chciał nagle zaatakować ją z podestu za nią.

Tajemniczy kształt w mgnieniu oka rzucił się w stronę dziewczyny, która stwarzała pozory zdezorientowanej. Jego płaszcz podczas lotu wydawał dźwięki, które dziewczyna dobrze znała. Ostatnio słyszała je w twierdzy okupowanej przez Amakir. Akaria zareagowała równie szybko. Była jedną z najlepszych w swoim zawodzie i próby skrytobójstwa zaczęły już ją nawet nudzić. Gdy ich ciała się spotkały, trwali przez chwilę we wspólnym tańcu, który z perspektywy osoby trzeciej, która oglądałaby to całe zdarzenie, niechybnie wyglądałby na zmieszanie się dwóch kolorów, które całkowicie przypadkowo mieszałyby się i rozłączały. Ale tak nie było. Każdy ruch obojga z nich był idealnie zaplanowany i sprecyzowany.

Po tym czasie teatralnego tańca, stanęli oboje w bezruchu.

On ze sztyletem na jej gardle, a ona ze strzałą naciągniętą wprost między jego oczy.

- Jesteś coraz lepsza. - z uśmiechem powiedział Adrian.

- Ty nie. - odpowiedziała Akaria mrużąc oczy i również lekko się uśmiechając .

Nagle sztucznie utrzymywana, napięta atmosfera opadła i oboje roześmiali się, opuścili broń i wrócili do innych zajęć.

Adrian usiadł na kanapie ciągnącej się po prawej i tylnej ścianie, pośrodku której stał wcześniej wspomniany stół. Akaria zebrałą nienadające się już do niczego strzały i zaczęła hobbystycznie postrzeliwać do tarczy, szykując się do rozmowy, którą wiedziała, że Adrian będzie chciał nawiązać.

- Wielu rzeczy się tutaj nauczyłaś. - zaczął obserwując dziewczynę.

- Wszystkiego. - odpowiedziała nie przestając strzelać. - Wszystkiego się tu nauczyłam.

- Nie myślisz czasami o Edyr?

Precyzyjne strzały Akarii na chwilę straciły swoją precyzyjność.

- Nie mam co myśleć. - przestała strzelać. - Nie mam żadnych wspomnień stamtąd. Porzucili mnie. Jak jakieś śmieci wyrzucili za próg. - zrozumiała, że do tej rozmowy będzie trzeba przyjąć nieco bardziej taktowną pozycję.

Odwróciła się i usiadła obok Adriana.

- Ja pochodzę stąd, z Fallovis. - odwróciła się do chłopaka, krzyżując nogi w kostkach. - Tu jest mój dom.

Poczuł świeży zapach lasu. Akaria uwielbiała używać perfum o subtelnym, leśnym zapachu. Ci, którzy ją znali, po zapytaniu o nią niechybnie w swoim bogatym wylewie zasług, które Akaria uczyniła dla spotkanych w swojej drodze życia osób, wspomnieliby o tym, że uwielbiała otaczać się tym zapachem.

- Rozumiem. - oparł łokcie na kolanach. - Boję się jednak czegoś. Bardzo przywiązałaś się do tego miejsca, ludzi... nie chciałbym, żebyś potem cierpiała z tego powodu.

- Co masz na myśli?

- Dobrze wiesz co mam na myśli. - niecierpliwie rzucił jej nieco rozdrażnione spojrzenie. - Nie popełnij tego samego błędu co ja. Wygnanie tak naprawdę przyniosło mi więcej korzyści niż szkód, spojrzałem na wszystko z innej perspektywy. Gdy trzymasz się czegoś za mocno... boli o wiele bardziej gdy to tracisz. Staraj się o to, ale pamiętaj, że nie możesz zatrzymać pewnych spraw. Mówię ci to - spojrzał jej prosto w oczy. - bo widzę jak bardzo jesteś związana z Fallovis i że nie cofniesz się przed niczym, gdy będzie wymagała tego sytuacja.

- Zrozum, to coś więcej niż dom. - dziwnie zaniepokoiła się słowami Adriana, a jej głos przybrał jeszcze więcej przekonującej barwy, tracąc tym samym odrobinę nachalności. - Jeśli będzie trzeba, poświęcę wszystko żeby je ocalić.

Adrian wrócił do poprzedniej pozycji.

- Właśnie tego bałem się usłyszeć.

Nieco zawiedziony, chłopak zwrócił rozmowę w całkiem innym kierunku, postanawiając zostawić ten temat.

- Pamiętasz swoje... ,,ludzkie'' imię? ,,Natalia"... - zrobił teatralną pauzę. - Chyba najładniejsze ze wszystkich ich imion.

Akaria usiadła wygodniej na kanapie i poczuła ulgę związaną ze zmianą tematu, ale jednak nowy nie był jej wybawieniem od trudnych myśli.

- ,,Akaria" brzmi, moim zdaniem, lepiej. - lekko się uśmiechnęła. - Nie pytaj mnie czy chciałabym zacząć używać starego imienia i czy nie tęsknie za ludzkimi imionami, bo znasz moją odpowiedź, a wiem, że chcesz to zrobić.

Podjęła decyzję przejęcia kontroli nad całą rozmową. Nagle melancholijny nastrój zniknął i chciała zaznać trochę pozytywnych emocji po całorocznej rozłące ze swoim przyjacielem, który do Fallovis trafił niewiele później od niej.

Bo Adrian zaś nie trafił do Fallovis tak jak Akaria. Strażnicy graniczni dostrzegli go idącego w strone granicy od strony Amakiru. Było to o tyle dziwne, że posługując się czystą logiką można wywnioskować, że samotne dziecko w mrozie nie zaszłoby tak daleko. A jednak. Przyprowadzili go do królowej Lorelier. Ta, nieczująca wstrętu do rasy ludzkiej, postanowiła przyjąć dziecko do swojego narodu. Dała mu dom, na jaki zasłużył. Od razu przypadli sobie z Akarią do gustu, oboje ludźmi i oboje ze smykałką do kradzieży.

- Dotychczas nie było okazji, żeby o tym porozmawiać. - założyła nogę na nogę i zwróciła głowę w stronę chłopaka. - Jak w ogóle znalazłeś się wtedy, w dzień bitwy, w twierdzy Amakiru, jeszcze na dodatek, co wywnioskowałam po kierunku, z którego nadleciał sztylet, który uratował mi życie, stojąc w ich szeregach? Za dużo tutaj przykładowych zbiegów okoliczności.

- Myślę, że trafiłem tam mniej więcej tak samo - rozłożył ręce na oparciu kanapy. - jak ty trafiłaś do szeregów Edyrskich.

Spojrzała na niego pytająco.

- Po wygnaniu musiałem jakoś utrzymać się przy życiu. Ze względu na moje umiejętności, imałem się raczej prac związanych ze śledzeniem, kradnięciem, ,,przekonywaniem"... czasami ktoś stracił życie. - zaraz po tym gdy dziewczyna spojrzała z niemałym wstrętem połączonym z niedowierzaniem, chłopak podniósł ręce w geście obrony. - Zawsze byli to źli ludzie! - powiedział najszybciej jak umiał.

- Poza tym, to wasz król mnie wygnał, więc po części to jego wina. Musiałem jakoś przeżyć, a życie, co bardziej uświadomiłem sobie po opuszczeniu Fallovis, lubię bardzo.

Nie mogła z tym dyskutować i nie chciała, bo ciągle czuła niemały wstyd za to, że tamtego dnia nie stanęła murem próbując bronić Adriana.

- Tak więc jak już mówiłem - nie doczekując się odpowiedzi, kontynuował - Gdy dostałem od pewnej osoby wieść o tym, że mnie szukasz, postanowiłem zasięgnąć pomocy u kolegów po fachu i wejść w życie militarne Amakiru. Trudniej było wymyślić co dalej... wszakże osiągnąłem dostęp do informacji tajnego wywiadu, ale namierzenie cię było trudniejsze niż myślałem. Ale jednak pojawiła się szansa. Dowiedziałem się, że Amakir będzie chciał odzyskać kawałek ziemi na zachodniej granicy, więc była to idealna okazja na próbę odnalezienia ciebie. Bo wiedziałem również, że ty jesteś w Edyrze i że również wpadniesz na podobny pomysł.

- Czyli zbieg okoliczności był w tym przypadku niewyobrażalnie fortunny. - odchyliła głowę do tyłu.

- Nie wierzę w zbiegi okoliczności czy przypadki. - posłał jej poważne spojrzenie. - Raczej przeznaczenie.

- Dość... dziwnie i nazbyt wyolbrzymienie powiedziane, ale niech będzie.

- Pierwszy raz zauważyłem cię jeszcze przed rozpoczęciem walki. Pojawiłaś się nie wiadomo skąd, nie dostrzegłem cię z początku... a to bardzo dziwne, bo wejście na miejsce zbiórki obserwowałem naprawdę dobrze.

Akaria lekko uśmiechnęła się, czego Adrian nie zauważył.

- Po dość... nieprzyjaźnie poprowadzonej, co wywnioskowałem z impulsywnych ruchów, rozmowie z Edyrkiem generałem, którego imienia niestety nie znam, zniknęłaś wśród tłumu. - położył nogi na kanapie. - Następnym razem widziałem cię już gdy byłaś trzymana przez próbującego zabić cię Donalda... resztę już znasz. - ogarnął go niemały, czysty smutek, gdy przypomniał sobie, że musiał zabić człowieka, którego, co prawda, nie znam zbyt dobrze, ale jako jedyny, w przeciwieństwie do reszty, wydawał się nie mieć problemu z obecnością Adriana w twierdzy okupowanej przez Amakir.

Akaria widząc to, poczuła silne poczucie winy i postanowiła natychmiast zmienić temat rozmowy.

- Lepiej powiedz mi jak tobie podoba się twoje nowe imię. - równie szybko pozbyła się ciężkich emocji i skupiła się na tym optymistycznym wydźwięku obecnej sytuacji i szczerze zaśmiała się. - ,,Xaskiru"... pasuje do ciebie, wiesz?

- Doprawdy? A dlaczegóż to? - i on nie chciał wracać do tamtego wydarzenia i przybrał równie optymistyczne nastawienie.

- Od dawna już potrzebowałeś elfickiego imienia. Od tak dawna, że każde by pasowało idealnie.

- No tak. - również się zaśmiał się.

- Świetnie poradziłeś sobie podczas Nadania Imienia. Znaczy prawie, bo zamiast ,,Farverah" powinieneś powiedzieć ,,Fervader", ale Leariz zdawał się nawet nie wyłapać tej pomyłki.

- Dobrze, że w ogóle cokolwiek z tego co mi powiedziałaś zapamiętałem. Elficki nigdy nie był moim ulubionym... wolę mówić we wspólnym a jeśli już, to już bardziej podobają mi się dźwięki w językach z północy. Na przykład z Antaly lub Grismolu... coś wspaniałego.

- A to ciekawe. - odwróciła uśmiechniętą twarz w stronę chłopaka. - Nie wiedziałam tego o tobie.

Ruchem rąk wskazał swoją osobę, uśmiechając się przy tym i przymykając oczy.

- Bawię i zaskakuję.

To spotkanie czekał jeszcze jeden temat który Adrian chciał poruszyć. O wiele świeższy, bo zdarzył się dzień i kilka godzin temu.

- Czy... wczoraj, na audiencji, nie wydawało ci się, że Leariz zachowywał się nieco... dziwnie?

- Chyba za wiele od niego wymagasz. - wstała i rozciągnęła się z zamiarem powrotu do strzelania. - To król, oni wszyscy tacy są. Szczególnie, gdy musi przyznać się do błędu przed swoim poddanym.

- Może masz rację. - spuścił nieco głowę marszcząc czoło. - Ale wydaje mi się, że jest w tym coś jeszcze. Mam do ciebie prośbę.

- Czy to znów jedna z tych ,,nie przywiązuj się, nie mieszaj się, samo wyjdzie"? - zakpiła sobie Akaria.

Chłopak wstał i zaczął kierować się w stronę schodów.

- Niestety tak. - spojrzał na nią głęboko się zastanawiając. - Proszę, nie ufaj zbytnio nikomu tutaj, nawet Learizowi. Nie jest tutaj tak jak rok temu, wszystko jest takie... tajemnicze.

- To elfy, zawsze jest wokół nich tajemniczo. Naprawdę przesadzasz, daj sobie trochę czasu na zaaklimatyzowanie się i zobaczysz, że nie ma czym się martwić.

Akaria przyjęła pozę do strzału. Adrian wszedł na schody i już wychodząc z mieszkania w ostatnim momencie odwrócił głowę i powiedział do dziewczyny.

- Nie kręć się jutro, w godzinach porannych, w okolicach królewskiego pałacu.

- A dlaczego? - przestała strzelać.

- Po prostu tego nie rób.

Wyszedł nie dając czasu dziewczynie zadać kolejnego pytania. Stała przez chwilę zdziwiona i próbowała zgadnąć, o czym Adrian wiedział a ona nie. Bez skutku. Nie odpuszczając myślom, wróciła do strzelania, na którym teraz nie skupiała się praktycznie w ogóle.

A i tak trafiała.

Następne częściPuls - Rozdział 3  

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan ponad tydzień temu
    Poczekam na CD. Na start 5 ;)
  • AlwaysGiveUp! ponad tydzień temu
    A dziekuje, dziekuje ;] o/
  • aryuna ponad tydzień temu
    super znowu, czekam co dalej C:
  • Kapelusznik 4 dni temu
    A Ja nadal nieprzekonany
    Ludzie w służbie elfów... no ok...? Trochę nie pasuje do ogólnego obrazu
    Ze zwiadowcy do króla - czyli co - monarchia elekcyjna?
    Elf - jeszcze by tak strzelał z łuku - ale człowiek NIE - chyba że go ziółkami nafaszerowały elfy
    Pomysł z nadaniem imienia ok.
    Czemu król osobiście miał przeprosić sługę - zwyczajne ogłoszenie byłoby wystarczające jeśli widzi problemy
    nadal za dużo akcji i loru w zbyt małej powierzchni
    4 z przymrużeniem oka
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania