Poprzednie częściPustostan cz. 2  

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Pustostan cz. 3

"Znowu szary, pusty dom,

gdzie schroniłem się

I najmilsza z wszystkich, wszystkich mi

na witraża szkle

Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,

w życie się zanurzyć,

chociaż w ręce jeszcze tkwi

lekko zwiędła róża...

 

A po nocy przychodzi dzień

A po burzy spokój

Nagle ptaki budzą mnie

Tłukąc się do okien..."*

 

Stoję przed lustrem. Mój dom bez ludzi, uczuć i tętniącej codzienności jest pustostanem. Moje życie pozbawione barw i energii jest pustostanem. Ale największym pustostanem jestem ja sama. Nie ma we mnie już niczego. Cena za podniesienie się z upadku jest duża. Zbyt duża. W lustrze jest robot. Już nigdy nic nie będzie takie samo i to jedyna pewna rzecz. Kroczki jakie stawiam są mikroskopijne. Dwa do przodu, jeden w tył. Mały sukces, kwadrans bez myśli, spazmy płaczu. Kołowrotek. Nie poddałam się do tej pory, nie poddam się wcale.

 

Kiedy zaprogramowałam w sobie maszynkę, odstawiłam tabletki. Przestałam chodzić do kolorowego pokoiku z uśmiechniętą panią. Była niedouczona. Dwie rzeczy zapamiętałam jednak na całe życie. Kontrola myśli i segregacja emocji. Trochę pomogła, nie neguję. Mówiła, że lepiej jakbym machała łopatą w taki i taki sposób. Ale to ja machałam. To mnie bolały łapy, to po mnie spływał pot, to mi wbijały się drzazgi. Częstoskurcze stały się nieodłaczną częścią życia. Wstawanie i automatyczne załatwianie obowiązków było i tak sporym sukcesem, jednak odporność na najmniejszy nawet stres nie istniała. Moje serce łomotało, a klatka piersiowa zawiązywała węzeł. Tonęłam wewnątrz, mając nos tuż nad taflą wody. Jak zakleszczona pomiędzy światem, a pustką. Robot w lustrze. Gdzie jest ta dziewczynka, która miała najbardziej umorusaną buzię na podwórku, wyczyniała nawiększe piruety na trzepaku i zawsze była Geri, kiedy bawiłyśmy się w Spice Girls? Co miała w sobie Geri? Przecież Victoria była bardziej kobieca, a Mel C wysportowana. Dlaczego chciałam być Geri? Co w sobie miała? Przebojowość? Radość? Siłę? Gdzie jest moja przebojowość? Spontaniczność? Jestem wydmuszką. Totalną wydmuszką.

 

Ale jestem.

 

Tasuję karty. Chcę lepsze rozdanie. Chcę nauczyć się kantować. Chcę być drapieżnikiem. Będę nim. Jak twoja złość?

- A jak, kurwa, myślisz?!

Okej, ten etap mamy za sobą.

 

Przestałam się modlić. Robię to tylko czasami. Nic nie spłynęło samo. Żaden cud. Sama wydrapałam ten tunel na powierzchnię. Nikt mnie nie podciągnął do góry. Nic nie stało się ot tak. Wszystko trwało. Trwało i trwało. Miesiące, ba, już nawet latami można zliczać. Kawałek życia. Przełom pomiędzy czasem nastoletnim, a dorosłością straciłam bezpowrotnie. Jestem wściekła. Jestem sama. Zawsze. Z wszystkim. Jestem wkurwiona. Wkurwiona! Czy jestem złym człowiekiem? Żyję równolegle z lękiem. Trzymam rękę na pulsie. Na pulsie, który zwariował. Ale trzymam. Coraz mocniej. Czy moje życie już zawsze będzie musiało być jedną, wielką kontrolą? Czy już zawsze będę robotem?

 

Słyszę jak nauczycielka wyczytuje moje nazwisko. Wstaję, idę. Cała klasa się trzęsie. Czuję te emocje. Coś mi się porobiło z łbem. Wyłapuję nastroje z powietrza. Wyczuwam je, jak wyszkolony pies dragi. Jestem obserwatorem. Nie wyglądam jak obserwator. Wyglądam, jakbym miała wszystko gdzieś. Wszystko i wszystkich. Ale nie mam. Zachowałam jakiś perfekcjonizm i skrupulatność. To, plus pustka w środku, daje dziwny efekt. Potrafię się zaprogramować. Jak żołnierz. Na cel. Zadaniowo. Potem umieram na łomocące serducho i spazmy smutku, ale dopiero jak zrobię, co muszę. Co powinnam. Co... mogę. Smutek jest ze mną zawsze. Przyczepił się. Jest jak narośl. Nie mogę się go pozbyć.

 

Odzyskałam kontrolę nad własnym ciałem i wtedy wszystko zaczęło się komplikować. Nie jest już tak jednoznaczne - przeżyć, nie zwariować, funkcjonować. Teraz czuję się jakbym otworzyła szafę masek i po kolei je przymierzała. Powoli, z ciekawością, przeglądała się w każdej, mieszała je, zestawiała. Szukam tej najsilniejszej. Ona będzie robocza, na codzień. Wypróbuję wszystkie i znajdę maskę cyborga. Znajdę nową siebię. Stworzę ją z maski. Dopasuję się do niej, nawet jeśli będzie niewygodna. Nawet jeśli będzie gniotła. Nawet jeśli będzie mnie piekła skóra. Mam taki kaprys. Mogę mieć kaprys, bo odzyskałam wolną wolę. Chcę być żołnierzem. W dzieciństwie obejrzałam z tatą wszystkie filmy ze Stallone. Mama marudziła, że mała dziewczynka nie powinna tego oglądać. Ale mnie ciekawiło. Relaksowało. Lubiłam. Rocky był Włochem. Kochałam ten akcent. Wbiegał po wysokich schodach. Chciał być lepszy, najlepszy! Chciał wszystkich pokonać, ale najpierw musiał pokonać samego siebie. To był bardzo ważny film, kiedy miało się dziesięć lat. Miałam dziesięć lat i nie widziałam filmu o boksie. Widziałam film o pokonywaniu samego siebie.

 

Jestem pod tablicą. Nic nie mówię, na nikogo nie patrzę, słychać tylko stukot kredy. Wiem, że jest dobrze. Jestem pewna. Nie boję się nawet przez moment. Stres uderzy z opóźnieniem. Jest przed i po, ale nie w trakcie. Dziwne. Odbieram to jako plus. Umiem rozwiązać to zadanie. Geometria przestrzenna. Banalne. Rzuć mi pochodne, ciągi, cokolwiek, no dalej, chcę coś trudniejszego! Chcę się wykazać! Potrzebuję tego. Nauczycielka spojrzała na obliczenia. Powiedziała ludziom, żeby brali ze mnie przykład. Powiedziała to im. Żeby brali przykład. Ze mnie. Siadaj, pięć. Siadam. Nie uśmiecham się. Jestem pusta. Wypełniłam zadanie, chcę kolejne. Robot. Zawsze dobrze rozwiązuję te jej działania. Przychodzę ze szkoły i zanim zacznę płakać, rozwiązuję zadania. Dużo zadań. To mnie tak cholernie relaksuje. Zajmuje myśli. Kocham to. Robię te, które zadała i kolejne, na przód. Nie czytam lektur, rozwiązuję zagadki. Będę najlepsza z matmy w tej klasie. To bardzo dobre liceum w mieście. I trudny profil. A ja będę najlepsza. Rywalizacja... Adrenalina... Hm.

 

Anka też jest dobra, ale to humanistka. Nigdy nie byłam humanistką. Emocjonalne blondyneczki, które stulają co to niby autor miał na myśli. Klepią jęzorem. Leją wodę, zero konkretów, nie mój świat. Czy kiedyś będę zastanawiać się, co ktoś miał na myśli? Boże, empatia to wyższy poziom. Czy żołnierze na wojnie mają empatię? No właśnie... Na razie dam sobie spokój. Wczoraj dostałam pałę z polskiego. Kurwa, nienawidzę polskiego. Nienawidzę tej mimozowatej kobiety. Szesnasty był i wiedziałam, że mnie zapyta. Mój numer. Taka nieprzewidywalna, wow! I co autor miał na myśli? Czytałaś Konrada Wallenroda? Nie. (Chuj mnie to obchodzi, czytałam Brigdet Jones w weekend, streścić ci?) Nie czytałaś. A chociaż fragment z podręcznika? Fragment owszem. I o czym to? Nie wiem. Nie odpowiesz, nie pomyślisz, nie zastanowisz się? Nie. (Nie pochyliłam się nad tym, rozumiesz babsztylu, miesiąc temu miałam problem przebrać majtki, chuj mnie obchodzi Konrad Wallenrod, już i tak mam za dużo bodźców, pierdol się, nienawidzę ludzi.) Powiedz mi, jak to jest? Masz same piątki z wypracowań... I jedynki z odpowiedzi ustnych. Wyjdzie ci trzy. A przecież mogłabyś mieć piątkę. Czwórkę na pewno. Dlaczego masz problem odpowiadać?

 

Wolę pisać, pani profesor.

 

*"Jest taki samotny dom" Budka Suflera

Następne częściPustostan cz. 4  Pustostan cz. 5  Pustostan cz. 6  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Okropny dwa lata temu
    chuj mnie obchodzi Konrad Wallenrod, już i tak mam za dużo bodźców, pierdol się, nienawidzę ludzi. - podsumowanie Okropnego w liceum. Tak było.
  • Ritha dwa lata temu
    Wierze ;)
  • Karawan dwa lata temu
    Nie miałem tych problemów. Jak się zmienia szkoły jak spodnie to jest problem z połapaniem się gdzie się jest. Pamiętam, że do matury najlepszym miejscem do nauki był cmentarz - cisza i spokój.
  • Ritha dwa lata temu
    Ciekawe... Na cmentarzu bywa zimno, nie dla mnie. :) Polecam powyrzucać ze łba, człowiek jakby lżejszy.
  • Karawan dwa lata temu
    Ritha To samo mówiła pani z pokoiku, ale sama wiesz, że to niełatwe. Dzięki.
  • Adam T dwa lata temu
    No pięknie, na początku jeden z moich ukochanych.
    Muszę Ci powiedzieć, że jest to bardzo dobry tekst. Łapiesz mnie za gardło, podnosisz do góry bez wysiłku, to mnie brakuje tchu, a Ty mi nucisz "A po nocy przychodzi dzień.
    A co by było, gdybym to ja sam siebie tak podnosił albo przygniatał do ściany, dławiąc oddech i nucił sobie z sadystycznym uśmieszkiem Budkowy utwór? Co trzeba sobie zrobić, żeby wyrwać się z własnego uścisku? Czy maska pomoże?
    Zresztą nie o tym chciałem, jeszcze chwila, a walnę tutaj 15 części kolejnej masakry. Ale nie o to chodzi.
    Cholernie dobre to Twoje pisanie bez masek
    Chylę czoła ;)
  • Ritha dwa lata temu
    Dziękuję Adamie. Kocham ten utwór. Slucham go czasem na zapetleniu cala drogę do pracy. Od 3 minuty zaczyna się najbardziej emocjonalne "nucenie". <3

    Maski to byl etap. Byly dla mnie cholernie "osobne", w sensie - ja i maska. Ona wrosla, ona mnie nauczyla jakos zyc, zrobila ze mne tego "drapieznika", ktory owszem - jest wrazliwy, widzi piekno swiata/chwili, ale nie da sie zlamac. Nie tak latwo. Tak mysle. Tak czuje.

    Kiedys poszlam do psychiatry, jak chciałam zmienic prace, 5 lat temu, potrzebowalam 2 tyg. chorobowego, opowiedzialam o depresji, powiedzialam, ze boje sie, ze wroci, ze praca w windykacji mnie wykancza blablabla. I wiesz co mi powiedziala? Dam pani to chorobowe, bo wiem jaki jest rynek pracy w Polsce. I wierze w Pani przeżycia z depresja. Ale wie Pani co - pani to juz nie grozi. Pani mi tu wpadla do gabinetu emanujac sila i wypelniajac pokoj energia. Zycze lepszej posady, bo zdrowia juz nie musze. Tyle. Haha. Wyszlam od niej i geba mi sie cieszyla do wieczora:D
  • Canulas dwa lata temu
    " przed i po, ale nie w trakcie." - przezajebiste, ale ja nie o tym...

    Posłużę się przy podsumowaniu wymyśloną na prędce historyjką.
    Jadymy.

    Otóż był pewien skoczek. Skoczek w zwyż. Się Sotomayor zwał.
    Zajebał ten skoczek raz 2:45. Dwa jebane metry i prawie pół. No skurwysyn. Dostał owacje, brawa, chuje na kiju i staniki z widowni (obojga płci). Było przegit.

    Następny skosk, w innym miejscu (lecz nie w odległym czasie) wywinął ów (Zaciekawiony, nie bij: może "owy"?) skoczek Jump na 2:41. Kolejny, wykurwisty skok.
    Oczywiscie na widowni szum, są gratulacje itd., ale staniki już nie latają pod nogi. Zdumiony Sotomayor pyta:
    - Kurwa, czemu aplauz jest mniejszy, przeca zajebałem właśnie 2:41. Drugi najlepszy Skos tego sezonu. Kurwa, odbiłem się wyżej, niż jebana piłeczka od pingpongowego stołu. Czemu nie ma lecących w mą stronę garderobianych części?
    Organizator myśli, analizuje. Nawet komputer włączył. W końcu odpowiada.
    - Sotomayor, ki chuj chcesz. Fakt, dodałeś zajebisty skok, cii tu - wskazuje na widownię - widzieli, jak w poniedziałek zajebales 2:45. Szanują te 2:41, ale to nie robi już, aż takiego wrażenia.

    Tera, jak to odnieść.
    Ty właśnie w dwójce, zajebales 2:45. Pokazałaś się taką, jakiej ja Cię jeszcze nie widziałem. Zburzylas jebany mur.
    Tera oddajesz kolejny kapitalny skok. Kolejne, tym razem 2:41. Wciąż to jeden z najlepszych skoków w tym sezonie. Przezajebisty. Ale jako że, między tym, a tamtym, minęło raptem kilka dni, mój metaforyczny stanik zostaje na korpusie.

    Słowem, kolejny, przekapitalny tekst, ale błędnie przez sam pryzmat zbyt bliskiego (w sensie upływu czasu) sąsiedztwa z tamtym.

    Kapitalna robota, ale poprzeczkę podniosłaś przewysoko.
    5 i pozdrawiam. Idę, bo azot w ciele zaczyna działać.
    Adios.

    Kapitalny tekst.
  • Canulas dwa lata temu
    Błędnie - blednie. - te i inne błędy są spowodowane tym, że prawie nie widzę na oczy i autokorektą.
    Oo
  • Ritha dwa lata temu
    Wszystko zostanie odkomentowane, ino żem wyszla na miasto w tym momencie. I zaliczylam psie gówno pod butem :) Bede potem:)
  • Ritha dwa lata temu
    Jezdem panie! Pierwsze primo - cudna historyka! :) Satomayor :D

    "Otóż był pewien skoczek. Skoczek w zwyż. Się Sotomayor zwał. 
    Zajebał ten skoczek raz 2:45. Dwa jebane metry i prawie pół. No skurwysyn. Dostał owacje, brawa, chuje na kiju i staniki z widowni (obojga płci). Było przegit." <3

    "Pokazałaś się taką, jakiej ja Cię jeszcze nie widziałem. Zburzylas jebany mur. " - nie widzialo mnie takiej 95% osób jakie znam/mnie znają, a pozostale 5% i tak nie czaji sedna, howk!

    Wiem o czym piszesz, wszystko kumam, ale musialam to napisac od A do Z na jednym ciągu, bo ja tu mam zycie, man, robote od siodmej do piętnastej, łobowiazki, zakupy, pranie, chuje muje, a od wtorku do piątku wyrwalo mnie z korzeniami z rzeczywistości, calkowicie, totalnie. To nie byly teksty, ktore moge rozciagnac w czasie, bo wlasnie czas i, bo mnie troche sponiewieraly. Jak kac gigant. Kumasz. W pewnym sensie, zaskoczylam sama siebie, nie planowalam pisac takiego czegos, ale mialam swietny humor we wtorek, usiadlam w nocy, i zobaczylam, gdzies tam wewnatrz siebie, niteczke. Wystawala, suka. Mysle, pociagne... I fuch!

    No. Tyle. Grazie. :)
  • Ritha dwa lata temu
    czai* czaji(?) już sama nie wiem
  • Tanaris ponad rok temu
    Kolejny etap w życiu. Polonistyki zawsze czepialskie :D
  • Ritha ponad rok temu
    Dokładnie ;)
  • Agnieszka Gu rok temu
    Witam,
    "Sama wydrapałam ten tunel na powierzchnię. Nikt mnie nie podciągnął do góry. " - piękne
    "Potrafię się zaprogramować. Jak żołnierz. Na cel. Zadaniowo. Potem umieram na łomocące serducho i spazmy smutku, ale dopiero jak zrobię, co muszę. " - świetne spostrzeżenie i bardzo trafne zresztą

    "Szukam tej najsilniejszej. Ona będzie robocza, na codzień. " - doskonała strategia
    "Wypróbuję wszystkie i znajdę maskę cyborga. " - tu się trochę uśmiechnęłam pod nosem, wybacz ;) Wiem, że to opis trudnych zmagań z samym sobą, ale ... ;)

    Przeczytałam starannie od deski do deski. Bardzo mnie wciągają te twoje pustostany, ale trzeba je dozować, bo tyle tam refleksji i przemyśleń przemycasz, że głowa mała. Dzięki i pozdrowionka :)
  • Ritha rok temu
    Heh, teraz bywam śmieszkiem, wtedy mi nie było do śmieszku. Nie poznałabys mnie wtedy, sponiewierana bezksztaltna maź. Powrót do tamtych emocji dość trudny, być moze patrzac z dystansu przerysowany. Ale jak patrzysz w lustro, nie wiesz kogo widzisz, boisz sie wejsc do autobusu i nie masz sily isc do wc, a pewnego dnia chcesz sie pozbierac, to marzysz o skrajności w druga strone, pragniesz jej, az Ci leb rozwala. Chcesz byc cyborgiem (psych). Dynia Ci krzyczy w srodku. Stąd to przerysowanie :)
    Dużo refleksji, fakt, trzeba dozować, dziękuję za wizytę Aguś :)
  • Adelajda 2 miesiące temu
    Ta część również emocjonalna, ale nie poszła mi w pięty jak dwie ostatnie. Fajnie się to czyta, jest w tym taki dynamizm, że nawet niewiadomo kiedy, a już się kończy. Lubię tę piosenkę :-)
    Pozdrawiam.
  • Ritha 2 miesiące temu
    Tak, jeszcze czworka jest z lekkim melodramatycznym powiewem, potem juz lajt ;)
    Dziekuję Ci pięknie i tutaj :)
    Pozdrawiam również

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania