Real sen mara

Strzeliłeś kota z pseudoefki, lub spotkałeś na mieście futro, biedny, za trzy złote kanciarzu, z psem krytej matki synu. Wybacz. Twój liquid śmierdzi skarami oraz niemytym po kaszubsku. Śledzisz mnie, ty? Twoje oczy - chcesz być normalny, wiem - dziury pożerające świat należący do nas banalnych, przewidywalnych, ty? Wykolejony kolejarz-stulejarz twierdzi, że położy kiedyś komuś coś, kładź więc, zatykając uszy, bo śmiech przypadkowej gawiedzi odbierze ci wówczas śmiałość Bolesława, czaisz? Twoje teksty: brudne szyby, zacieki, ścieki, kurz notorycznie wcierany w zbyt długi jęzor. Czarny opuszek. Oczy uciekające od wzywających do obowiązków, wzywających-sztywnych, bo połknęli zbyt wiele obietnic bez pokrycia. Niech zatem nie dziwi szanownego nadmierna oszczędność ruchowa, okej?

Dajcie bit, dajcie mi, mit z jakimkolwiek endem, pędem bo padam. W pierwszej minucie zapalę, w drugiej, z niepokojem w nogach zawołam do Boga, w trzeciej będzie za późno, żeby uciekać. Zgnieciesz mnie żelaznym uściskiem spoconego samca. Semi sweet, gdy spanie myli się ze ssaniem. Bełkoty. W czwartej zamach rozbity o moją fasadę facjaty - tysiące kawałeczków ozdobi podłogi gustowne panele. Oto policzkowy ślad. Pustynia w ruchu - bezślad (fatamorgana), śladowe ilości śladu (real). Wosk kapie z kaganka na bose stopy, przyspieszam, przebieram nogami uniki czyniąc: tu i ówdzie, mebel ciężki, komody, niemody, staromodnej, brzydkiej kawalerki kawalera do wzięcia. Niby wiem, taki level ten, brak przygotowania na barbarzyństwo właśnie wychodzi. Spać.

Skomplikowane systemy hamulcowe, bez instrukcji szwankują. Wszystko co ma swój uroku pełen początek, ciąg dalszy, milszy środek, gorszy wtorek, beznadziejną niedzielę i taktyczną beznadzieję, wszystko to objęte być musi wątłymi ramionami klamry. Tak oto spięta pomyłka umożliwi bezszelestne wysunięcie z matni. Przychodzi moment, kiedy w towarzystwie partnera zakładasz maskę kelnera. Zalaminowana, ochroniona część ciebie, dociera tam, gdzie inne miejsce, inny czas, raj utracony. Zaczyna śmierdzieć stokrotkami - to już coś. Marzenia windują wysoko: patrz, tam w dole człowiek z tatuażem na klacie, jakieś ścieżki na blacie wiodące do zardzewiałej jamy kichawy.

Ubywa mnie w świecie, przybywa we śnie.

Budzę się w lesie. Wydeptaną ścieżką suną konie, karoce, a w nich damy. Wszystkie przypominające portretową Marię Antoninę. Mech tworzy wygodne siedzisko, rozleniwienie i zachwyt jak bukietowy przeplataniec, wieniec pachnący przeładowaną łąką. Postanawiam jednak pójść, bo dziewczynie samej w lesie, prędzej czy później, nuda solidnego kopa zasadzi. Po upływie bliżej nieokreślonego czasu dostrzegam suknię na ciele. Ciekawość obrysowana srebrną nitką, popycha ciepłą dłonią. Orszak płynie, ja za nim. Graby i wiązy kłaniają się nisko, kurtuazja przyrody - brawo wy. Docieramy do polany, słonecznej wyspy pośród morza drzew. Rząd gilotyn na drewnianym piedestale - sercem bezdrzewia. Nieszczęśliwi mężczyźni, obok kaci, obojętni, jakby nieobecni. Marie Antoniny nie opuszczają swych wypasionych kariolek, karoc, wozów jakby z innej epoki - nienadeszłej.

Subtelny gest dłoni wypomadowanej ślicznotki wystarcza - ostrza opadają, głowy wpadają do wiader. Jeden z oprawców podnosi za włosy znajomą część kukły, kukły, z którą planowałam spędzić kawał życia. Onegdaj.

- Oto człowiek! - woła zakapturzony, czarny jegomość. Krew wciąż kapie, niczym czarny deszcz do blaszanego. Sen znika.

Zemsta jako klejnot pilnie strzeżony, otwiera drogi dwie. Trwogą nazwać można niewyczerpalność zemsty, jeśli nasycenie stanowi pozór.

Mój oprawca śpi słodko. Miziam go po policzku bez czułości.

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • JamCi 3 miesiące temu
    O kurczę, straszny hardcore. Boję się Ciebie. Chyba muszę parę razy i przetrawić.
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Nie bój, dzięki za wpadzik :)
  • JamCi 3 miesiące temu
    Jagodolas chyba trzeba było w środku nocy wyrwana ze snu. Zaczynam łapać. Lepiej późno niż wcale :-)
  • jagodolas 3 miesiące temu
    JamCi , dzięki. No i przepraszam za wyrwanie ze snu
  • JamCi 3 miesiące temu
    jagodolas sama się wyrwałam ale nocą to sie inaczej czytało, tak włłaśnie ze środka snu. Jakieś było bardziej tam, gdzie trzeba :-)
  • Freya 3 miesiące temu
    "Czarny opuszek ." – kropek uciekł do przodu
    "- Oto człowiek! - woła zakapturzony ,” – a tutaj kurdupel (przecinek)
    Całkiem fajne – taki przeplataniec samozwaniec, kalejdoskop, prompter, rzutnik, kinematograf kadru wyobraźni tegesu obcesu :) Pozdr
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Cieszę się, że się podobało całkiem, pozdro!
  • Francis - Gorzalka 3 miesiące temu
    O matko suka twoja mać, to je dobre. Wyobraźnia rozstrzelana jak zez rozbieżny. Rusztowanie składające się z różnych epok, realia pomieszane z marzeniami. Zajebisty tekst, tylko dlaczego takie pustki pod nim.xddd
  • JamCi 3 miesiące temu
    Ja tu śledzę. Ale za glupiam na pisanie tego Faceta :-)
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Dzięki za miły koment, podniósł mnie nieco :)
  • jagodolas 3 miesiące temu
    To do Gorzałki
  • Canulas 3 miesiące temu
    Pęd w myśli, ale czytam pod wiatr. W sensie: tekst mnie nie ściga. Twoje myślowe wywody skaczą często, ale nie aż tak jak np. u Rubia. (również świetny).

    "Ubywa mnie w świecie, przybywa we śnie. " - to zdanie (dla mnie) zdobywa wienieć laurowy w the best of 48h na opowi.
  • jagodolas 3 miesiące temu
    No i dzięki wielkie. Chybam nie zasłużył na laury :)
  • Florian Konrad 3 miesiące temu
    zajebiste
  • Florian Konrad 3 miesiące temu
    napisane w stylu Aleksandra Wata, konkretnie - Ja z jednej strony i Ja z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Dzięki. Bardzo miło czytac taki koment
  • TrzeciaRano 3 miesiące temu
    Bełkot, ale z klasą
  • jagodolas 3 miesiące temu
    Tak czy owak dzięki

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania