ROBERT MORISS I MOTYWACJA

Dotychczas nigdy nie prowadziłem samochodu, nie grałem w kręgle, nie skakałem na bungee, nie widziałem Wrocławia, a nawet Łodzi. Jestem mało światowy, prawdopodobnie z lenistwa i trochę ze strachu. Potrafię za to porządnie przyfasolić, nieźle pływam i gram na harmonijce ustnej. Życie mnie nie rozpieszczało chociaż wierze, że najlepsze jeszcze przede mną. Musze tylko obrać jakiś skuteczny system motywacyjny. Kiedy miałem przy sobie babę było łatwiej, trzeba było jej dogodzić więc chodziłem do pracy i miałem forsę na różne rzeczy. Niestety franca odeszła pieprzyć się z innym. Jako samotny, biedny pisarz gówno cie obchodzi świat. Karmisz się cierpieniem, bólem i najtańszą whisky rozważając każdego dnia sposób by z sobą skończyć.

Jakiś czas temu zadomowiły się u mnie na klatce, pod szafką na buty, dwa małe kocięta. Jeden szary, drugi biało rudy. Były młode i wystraszone, ale dokarmiałem je mlekiem i psimi ciastkami za co szybko stały się wdzięczne. Wpuszczałem je na kilka godzin dziennie do mieszkania gdzie harcowały w najlepsze. Raz straciłem z oczu biało rudego i nie wiedziałem co się z nim dzieje.

-Gdzie się podziewasz mój mały? - Gadałem do siebie.

Bałem się, że może fiknął z balkonu. Chciałem puścić mu też sygnał, ale nie miał numeru. Niedługo potem się odnalazł. Za kryjówkę obrał sobie dziurę pod wanną, drugi za to wsunął całą karmę dla psa. Musiałem mu odkupić bo robił się zazdrosny.

Przyjaźniłem się z tymi zasrańcami kilka tygodni, dopóki dozorca gdzieś ich nie wyniósł bo zaszczały całe piętro. Było mi trochę smutno. Podczas ich obecności miałem dużo siły do walki ze światem. Sporo pisałem, dwa razy więcej niż zwykle, rozglądałem się poważnie nad stałą pracą i organizowałem pierwszą podróż do Łodzi. Koty dawały mi nadzieje, nadawały sens, a nawet poprawiły zdrowie. Wierze, że posiadanie tych zwierząt ratuje ludzkie życie. Wierzę, że posiadanie stu kotów pozwoliło by osiągnąć nieśmiertelność. Taka gromadka...Cholera potraficie to sobie wyobrazić?

Pewnej nocy usłyszałem walenie do drzwi. Wyszedłem się przekonać kogo tam przyniosło. Otworzyłem. Po drugiej stronie progu stał wielki pół człowiek, pół kocur.

-Siemasz Plum. Strzelimy po parę koktajli? - Spytał. Przetarłem oczy ze zdumienia.

-Jasne. Wbijaj – Odpowiedziałem. Usiedliśmy w kuchni. Hybryda wyjęła sześciopak i podała po puszce.

-I jak tam? Widzę, że jesteś zaskoczony.

Dałem grzdyla.

-Dziwisz się ? Nigdy nie widziałem pół człowieka pół kota. Co ty w ogóle jesteś?

-Nazywam się Robert Moriss. Widzisz....Wpadłem się zrewanżować za pomoc. Chociaż te psie herbatniki do dziś mi się odbijają. Mogłeś kupić nam jakieś szprotki albo makrele.

-Nie może być! Kto cie zaczarował? Dozorca?

-Jaki znowu dozorca Plum... Byłem taki od zawsze, tylko nie mogłem się w ten sposób pokazać za dnia więc wpadałem pod postacią kociaka. Gdyby złapali mnie miejscowi spalili by mnie na stosie. Macie tu cholerny ciemnogród. Bezrobocie, wóda i plotkowanie.

-Tak, tak. Masz stary racje. Słusznie. Ale powiedz jak to do kurwy nędzy możliwe? Twoja matka puściła się z kotem?

-Nie wiem stary. Taki już jestem. Po prostu obudziłem się w jakimś chlewiku razem z braciakiem i tyle. Musiałem to zaakceptować.

-A właśnie. Gdzie on teraz jest? - Przerwałem.

-Nie mam pojęcia. Szukam skurczybyka od rana. Pewnie szlaja się po gołębnikach.

-Nie martwi cie to? Był taki ładny, biało rudy.

-Martwi. Dlatego pije. Muszę się stąd zwijać skoro świt. Masz ćmika?

Położyłem paczkę Winstonów na stół. Moriss zaciągnął się dymem.

-Kurwa. Pierwszy raz widzę, jak kot pali szluga.

-Taa. Bo zazwyczaj palę fajkę. Moja kobieta pali papierosy.

-Ooo...Co u niej?

-Dziwka puściła się z lekarzem. Ostatnio tak się spiła winem, że przypaliła sobie nosa. Przyszedł konował, a ta z nim poszła. Rozumiesz?

-One wszystkie odchodzą Robercie. Nic z tym nie zrobimy.

-Pewnie tak. Miau Miau. Muszę znaleźć sobie jakąś bezpieczną metę.

-Możesz zostać tutaj. Motywujesz mnie do działania. Tylko nie rżnij więcej na klatkę. W korytarzu jest kibel.

-Serio? A co na to twoja pani?

-Ona także odeszła Moriss. Napijmy się.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania