ryjówka

Niemcy mawiają, że black metal to wojna. Ja uważam, że życie to niedokończony Grunwald. Nieustające zmagania z halucynogennymi drewnianymi budami. Zainstalowana publiczność wzniesie okrzyk: kłamstwo! - ale to nie to.

Obrana przeze mnie taktyka nosi nazwę ruch. Być w ruchu notorycznym, wymykając się tym co chcą okraść. Bo świat ma tendencje wysysające. Wszechobecny wysysacz, komar noszący milion masek. Łapczywe jego dłonie, niewrażliwe na zimno zęby. Szok.

Panicznie unieruchomieni zmarli przyprawiają o mdłości. Przybici strzałą Śmierci do drzewa Klęski. Pozbawieni możliwości. Wyschnięci. Zdefiniowani niedzielnym grymasem.

Znam nasączoną zielenią akwarelową przestrzeń. Natchnieni spokojem synogarlicy pejzażyści w objęciach nietypowego erotyzmu. Charyzmatyczni przywódcy trzód. Ich dzieła budzą lęk. Tak samo jest z piewcami pośmiertnych dziur, czarcich mocy i...

Dlaczego natężenie twoje tak duże? Dlaczego zaburzasz mnie? Paranoiczne poranki ściskają mocno, żołądkowa treść wita ponownie gardło, ktoś zaraził. Strzepuję nasienię niepewności nerwowością. Ktoś wstrzyknął. Przypominam przechyloną kaleką budowlę. Ktoś wpuścił. Natychmiastowo odpruwam ospałość, zakładam meksykańskie szybkostrzały wybierając pęd.

Paliłem stodoły zainfekowany dziecięcą radością. Potem mdlałem wyczerpany biegiem, padałem doświadczając zwierzęcego zmęczenia, wypluwałem serce.

Zapuszczanie korzeni, przywiązanie, zatrzaśnięte pułapki na myszy, przekreślający ewentualność ciężar. Jeśli istnieje, piekło jest tym.

Operator kamery płynie cicho jak pociąg widmo, obrazy współistotne ojcu Usaina Bolta, nawałnica, deszczówka wypłukująca świństwa zalegające w duszach, gnojówka chlupocząca pod gumofilcem. Zapachy swojskie, istny kabaret.

Wciąż buzuje żywotność w hermetycznym kartoniku którym jestem. Wyposażony w słomkę drżę, udaję: to tylko pasterski kijek, dajcie spokój.

Uderz w pasterza a owca ulegnie rozkładowi - drą mordy dzicy buntownicy, rzucają chabaniną, lokalizują kozła ofiarnego, epatują brutalnością, uwodzą skutecznie. Oddalony, wyciągam dłoń i stwierdzam: oskarżycielskiego palca brak. Brak przymusu obwiniania. Jestem chory? Czad - tlenek afektywno-węglowy, afrykańska republika dwubiegunowości. Zaszufladkowany, ozdobiony etykietką z napisem: Sahel.

Każdy ma swój azyl, norkę. Szukajcie a znajdziecie - krzyczy duszpasterz akademicki tkwiąc w nocy ciemnej. Biedak stracił wiarę, lecz uparcie na posterunku. Szukam więc. Wiatrem popychany - węszę. Pomiędzy truchełkami, wysuszonymi źdźbłami, nasionami zbóż, zrolowanymi pajęczynami, pestkami. Drepczę. Pochłaniają drewniane szczeliny.

Wciskałem gaz. Prehistoryczny pojazd imponował, mijałem dostawczaki mknąc na Warszawę. Gaz gaz gaz gaz gaz gaz, gaz na ulicach - rozbrzmiewało w aucie. Nonszalancko podjeżdżałem pod blaszane dupki żółwi, trąbiłem, lekkie bluzgi wypuszczałem, rżałem niczym koń. Wariowałem bezpiecznie, mrużyłem oczy, korzystałem z dobrodziejstw idiotyzmu.

Wirując odczuwam ułamek szczęścia. Kolory tworzą bohomazy. Oddzielony od kierunków wyznaczanych przez religię, filozofię, poglądy - zauważam stępienie. Rozcieńczony mózg w oparach strachu, absurdu. Permanentna płochliwość uniemożliwiająca zajęcie konkretnego stanowiska wobec. Gonitwa, bardziej fizyczna niż wewnętrzna.

Ucieczka mym orężem, znakiem rozpoznawczym - pryszcze. Trzydzieści wiosen przeżytych i cały czas trącę adolescencyjnym syfem. Tłuste czerwoności, białe zawartości. Cera trądzikowa, odpychająca. Rozlazły, rozmemłany rekordzista gustujący w mlekowym kwasie.

Paliłem ruskie papierosy zainfekowany dziecięcym terroryzmem. Potem rozgorączkowany trafiałem na cmentarz, by napełnić bak. Czterdzieści razy mdlałem, wstawałem. Zapalałem znicze wbrew sobie, wdychałem śmierć, ważyłem więcej i więcej. Krok - nadludzki wysiłek, łzawiące oczy, płytki oddech, spocone ręce. Nagrobkowa proca? Nic z tego.

Nie lubię słów: krieg, kopfschmerzen, boję się ust precyzyjnych.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    "Obrana przeze mnie taktyka nosi nazwę ruch. Być w ruchu notorycznym, wymykając się tym co chcą okraść. Bo świat ma tendencje wysysające." - no, to mówi wszystko, a sens tej wypowiedzi roztłumaczasz w tekście. I robisz to po mistrzowsku.

    "(...) boję się ust precyzyjnych." - brawa za nośność tej metafory również.
    Tytuł adekwatny do zawartości psyche podmiotu.
    Same plusy.
    5.
  • jagodolas 2 tygodnie temu
    dzięki :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania