Seks to nie wszystko

Rozłożyła nogi przywołując mnie kokieteryjnym spojrzeniem. Z założoną chwilę wcześniej gumką, nachyliłem się nad nią i wsuwając między uda patrzyłem na jej rozwierające się usta. Docisnąłem. Westchnęła głośno. Łapiąc regularny rytm, zaczęła się wraz ze mną kołysać w przód i w tył. Dodałem do tego pojedyncze, szybko rwane pocałunki, delikatne muskanie koniuszkami palców, pieszczenie piersi. Już po paru dłuższych chwilach słyszę, że jest blisko. Napieram na nią lędźwiami jeszcze mocniej.

Jako, że to nasz pierwszy raz to powstrzymam się z udziwnieniami i poprzestanę na typowym schemacie, czyli misjonarz, jeździec, by zakończyć wszystko wzięciem jej od tyłu, kiedy jest zupełnie uległa i czuję się wtedy jak cholerny Pan i Władca. I wiecie co? To wszystko jest gówno warte. Co z tego, że rżnę mocne osiem na dziesięć, że dwa miesiące zajęło mi jej rozpracowywanie zanim wreszcie dotarliśmy do tej chwili? To udawanie, że zależy mi na niej, że chcę poważnego związku… Co za bullshit! Już teraz jest dla mnie tylko jak ładne opakowanie, po zdarciu którego okazuje się, że w środku nie ma nic ciekawego. Równie dobrze mógłbym pieprzyć worek ziemniaków. Problem chyba z tym, że to tylko popęd, przecież jej nie kocham, mam na nią wyjebane. Nie wiem czym jest miłość. Sądzę, że w życiu jeszcze nigdy nikogo nie kochałem. Kilka razy wierzyłem, że jednak. Zmarnowałem nawet cztery lata życia na byciu w związku. Po zerwaniu bardzo szybko uświadomiłem sobie, że łączące nas uczucie było kłamstwem. Chciałem w to wierzyć, ponieważ dawało mi to poczucie uczciwości wobec niej i samego siebie. W rzeczywistości związek i towarzyszące im wyznania stanowiły piękną fasadę dla prozaicznej prawdy, że mnie chodziło wyłącznie o seks, a jej o poczucie bezpieczeństwa materialnego. Dziś już świetnie rozumiem moje niespodziewane wahania nastroju, gdy próbowałem się od niej odpędzić, jak od natrętnej muchy, moje wybuchy z byle powodu, wyrzuty sumienia o nieznanej genezie. Mimo, że sam sobie wszystko wspaniale wmówiłem, to moja podświadomość znała przyczynę i natarczywie próbowała się z nią przebić na powierzchnię. Od tamtej pory postanowiłem się więcej nie okłamywać. Ale jestem facetem i popęd to nieodłączna część mnie. Widzę jego bezsens, widzę, że wszystko niepotrzebnie komplikuję, ale nie potrafię odciąć go całkowicie od mojego życia. Szarga mną często na przemian z poczuciem winy. Jednego dnia przeważa moja racjonalna strona, która mówi mi, żeby skupić się na tym, co w życiu jest ważne. Próbuję się wtedy zdystansować od wszystkiego i wszystkich, układam me priorytety. Drugiego, dominuje jednak mój instynkt, ponownie umawiam się z tą samą lub kolejną kobietą, nawet jeśli przyzwoitość ostatnim razem kazała mi odwołać spotkanie i znowu pędzę szaleńczo w oczywistej intencji, w oczywistym celu. Na końcu standardowo - obserwuje jak się kołysze z zamkniętymi oczami pode mną. Jestem znudzony. Jakichkolwiek byśmy cudów w tym łóżku nie zrobili to i tak nie opuszcza mnie wrażenie, że nie ma to żadnej wartości. Moim największym marzeniem jest spotkać kobietę, która autentycznie olśniła by mnie swoją osobowością. Wszyscy czują się wyjątkowi, ale prawda jest taka, że nie są. Miliardy szaraczków, którzy nie mają nic do powiedzenia. Bezideowi głupcy idący z głównym nurtem lub jeszcze więksi, którzy idą pod prąd, bo tak, bez wyraźnej przyczyny, ale sam fakt sprawia, że czują się lepsi od innych. Tęsknie za ludźmi, którzy ze sobą coś reprezentują. Często przed zaśnięciem wyobrażam sobie moją idealną partnerkę. Buduję mozolnie kolejne stopnie jej osobowości podobne do tych prowadzących do świątyni w Mulkirigala. Kształtuję jej nietuzinkowe poczucie humoru. Kreuje jej przeszłość oraz nasze wspólne przeżycia, które moglibyśmy mieć. Tworzę również po najdrobniejsze szczegóły jej wygląd zewnętrzny, ale to sprawa drugorzędna. I nie, nie jest jak miss world. Jest z pozoru zwyczajna, ale ma w sobie skrywany urok, który tak rzadko dostrzegam w realnym świecie. Składając te wszystkie strzępki w całość widzę kogoś, kogo bym mógł kochać, z kim mógłbym spędzić całe życie i fizyczna bliskość wcale nie byłaby na pierwszym planie. Może nawet wcale by jej nie było. Rozkoszowałbym się po prostu naszym pokrewieństwem dusz, długimi rozmowami, subtelnymi gestami. Spojrzeniem. Szkoda, że istnieje wyłącznie w moich fantazjach. Łudzę się, że kiedyś naprawdę kogoś takiego poznam. Wciąż mam nadzieję.

Doszedłem. Z wyraźną ulgą jeszcze kilka razy wsunąłem zanim ostatecznie pozwoliłem jej obrócić się na plecy. Położyłem się obok bezwiednie obejmując w talii. Zapadła dłuższa cisza przerywana tylko przez nasze oddechy.

– Robert. – Dobiegł mnie jej głos spod ciemnych włosów.

– Mmm... – odmruknąłem.

– Będę musiała już iść, ale przyjedziesz w sobotę do mnie? – zapytała, delikatnie przesuwając dłoń po mojej twarzy i przywierając ustami do policzka.

– No pewnie – odpowiedziałem z udawanym entuzjazmem.

Średnia ocena: 3.2  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 2 tygodnie temu
    óó, komuś nie przypadło do gustu.
    A, to życie. Zwyczajne, szaro blade, udawane, maskowane życie.
    bo, to co piszesz, jest udawane. seks jest związany z naszym jestestwem.
    napisałeś o żonie, taką będziesz miał drugą połówkę, spokrewniona duszyczkę, z ktorą będziesz miło spędzał niedzielne wieczory, by te piątkowe spędzić z Mariolą na tylnym siedzeniu fiata 126 p xD

    niezłe, niezłe.
  • Basileus 2 tygodnie temu
    Pewnie moja była to przeczytała x)
  • Kim 2 tygodnie temu
    Całkiem ciekawe przemyślenia. Wydają się nieco spersinalizowane, ale zakładając, że to literacka fikcja, podoba mi się kreacja głównego bohatera. To zderzenie ze światem. Taki trochę kryzys egyzstencjalny. Werter przybija piąteczkę. I nawet język całkiem zacny.
    Jestem mocno na tak!
  • Wrotycz 2 tygodnie temu
    Ależ mnie zniechęcił początek, tylko lektura poprzednich tekstów, nadzieja pokładana w już przewidywalnej konstrukcji odwróceń, tylko naprawdę ona, ta zasada pozwoliła przejść dalej.
    Spoko, po dobrnięciu do cech ideału, zrozumiałam dlaczego prolog taki... sztuczny, toporny.

    Czytam tak sobie z uśmiechem komentarz pierwszy i na Twoim miejscu odparowałabym Aisakowi, że ideał miałby w nosie realizowanie popędów partnera na boku. To tylko zwierzęcość silnie wpisana w instynkt rozrodczy.
    Podczas którego realizowania raczej się nie prowadzi zajmujących dyskusji.
    Choć zdarza się, że idealne pary potrafią słowami podkręcać erotykę do nieba:)
  • pkropka 2 tygodnie temu
    Podoba mi się. Proste prawdziwe - nic dodać, nic ująć.
  • Szalokapel 2 tygodnie temu
    Dobre. To zakłamanie jest cholernie przykre. A człowiek często nie potrafi go rzucić.
  • Pan Buczybór 2 tygodnie temu
    dobry tekst. Zamknięty krąg bezsensowności, poszukiwanie tej jedynej i mechaniczne przeżycia kierowane przez popęd, rutynę, może frustrację. Niby nic odkrywczego, ale przedstawione ciekawie i z sensem. Pozdro
  • Biały Gaj ponad tydzień temu
    I tyle mój komentarz :)
  • Basileus tydzień temu
    Dzięki wszystkim powyżej. Zabawne, że wystarczyło w tytule umieścić jedno słowo na "s", by popularnością ten tekst przebił wszystkie moje pozostałe razem wzięte... x)
  • Kim 4 dni temu
    Basileus taka proza życia, cóż począć
  • ausek 4 dni temu
    Hej. Przeczytałam i dobrze, że sączę drinka. ;) Zaglądam tu rzadko i to pierwszy Twój tekst, jaki przeczytałam. Przyznaję, że mnie nie zachwycił. Wali sztucznością na kilometr. Co to jest miłość? Każdy z nas ma swoje wyobrażenie na jej temat. Ile ludzi, tyle opinii. Zastanawiają mnie komentarze. Prawdziwe? Dobre? Niet. Już nie czepiam się interpunkcji, która woła o pomstę do nieba, i nie wspomnę też o ścianie tekstu. Panuje tu chaos. Postaraj się podzielić tekst w akapity. Nawet w krótkich formach wypowiedzi pisemnej, warto poświęcić jednej osobie lub jednej myśli JEDEN akapit. Ok, na tym kończę, bo musiałabym wypić kolejnego drinka. ;)
  • Basileus 4 dni temu
    No weź, tyle tankować w środku tygodnia? ;D Dzięki za opinię. Krytykę zawsze cenię najwyżej.
  • ausek 4 dni temu
    Basileus, co znaczy tyle? Napisałam sączę, no. Brakuje tu ludzi, dzięki którym zachciało mi się poderwać dupę trochę wyżej. Jeśli się chce i ma się odpowiednią motywację, to ten portal potrafi zmobilizować do popłynięcia dalej. I tego Ci życzę.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania