Smurf Nihiluś w Eldorado Patelniarzy, rozdział 4: Dżesika Połyka

-Za kogo Ty się uważasz? Rzucasz we mnie granatem, zabijasz Fąfiszona, po czym jak gdyby nigdy nic łapiesz mnie za rękę na ułamek milisekundy przed naszą śmiercią. Swoją drogą nie wiedziałem, że złapanie kogoś za rękę w momencie śmierci skutkuje odrodzeniem łapiącego i łapanego w tym samym kręgu. Jeszcze dziwniejsze, jest dla mnie to, że kiedy doszło do odrodzenia trzymałaś mnie nadal za rękę. Wiesz coś więcej niż ja na ten temat?

-Uważam się za kogoś, kto jest na granicy zakochania w Tobie, a trzymanie za rękę w momencie śmierci nie gwarantuje odrodzenia w tym samym kręgu - zdarzyło mi się to już kiedyś robić i odradzałam się z urwaną ręką. Mniejsza o to. Przyjmij moje najszczersze przeprosiny. Nie wiedziałam, że w ramach przyjaźni można oddać za kogoś życie.

-Fąfiszon zrobił to raczej z ciekawości. Piekło eksploruje hobbystycznie.

-Rozumiem, ale wiary tej teorii nie daję.

-Rzuciłaś we mnie granatem. Za co?

-Pomidor.

-Czy Ty się dąsasz?

-Pomidor.

-Jakieś zaległe alimenty?

-Bingo.

-To praktycznie niemożliwe, chyba, że wygrzebałaś z odbytu i wlałaś w macicę.

-Zapłodniłeś mnie przez odbyt, mości pajacu.

-Klawo. A tak w ogóle, orientujesz się, w którym kręgu piekła jesteśmy i gdzie mógł wylądować Fąfiszon?

-Nie zapytasz o dziecko?

-Nie teraz, rezydentko pasa ziemi niczyjej, łączącej zakochanie z czym?

-Z miłością.

-Masz Ty, Arleto Podnieto, fantazję.

-Jestem Dżesika Połyka. A na Ciebie jak wołają?

-Nihiluś Smurf.

-Idziemy go szukać?

-Tak.

-Dziecka?

-Nie.

-Fąfiszona?

-Nie. Tego rogatego efeba, któremu udało się mnie zabić.

-Czyli wspomnianego właśnie dziecka.

-To wiele tłumaczy. Nagadałaś mu o mnie pewnie takie rzeczy, że to on znowu mnie szuka, żeby zabić mnie po raz kolejny.

-Póki trzymasz mnie za rękę, nic Ci z jego strony nie grozi.

-Wiesz co? To ja może jednak pójdę szukać Fąfiszona.

-Idę z Tobą.

-Puść rękę.

-Nie.

-Puść, nie żartuję.

-Jak przeprosisz.

-Puść, kurwa, tę rękę.

-Oj, weź, droczę się z Tobą. - powiedziała Dżesika, ale ręki nie puściła.

-Przepra! - wrzasnąłem, po czym szarpnąłem dłoń, dzwoniąc z impetem głową o zęby dzieweczki.

Dokańczać przeprosin jakoś nie miałem ochoty. Dżesika straciła na chwilę przytomność, a ja odzyskałem coś, co uznałem wówczas za wolność.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Aisak 9 miesięcy temu
    To jest dla pewnej grupy społeczeństwa, ale nie jestem pewna dla jakiej...
    Jedna grupa przychodzi mi na myśl.

    Jest akcja, jest przygoda.
    Jest Dżesika Połyka.
    Jest peel pantoflarz.
    Jest Fąfiszon.
    Jest dziecko.

    Nie moja bajka w każdym razie.
  • NihiluśSmurf 9 miesięcy temu
    Jakaś Ty enigmatyczna jak enigma.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania