Sny o Ninie - Rozdział 7

Potworny kac znacznie utrudnił Arturowi dotoczenie się na poranne zajęcia. Ból głowy i kwaśna, popielata suchość w ustach, pomimo litra wypitej przed wyjściem wody, przesłaniały świecące Słońce, które oczom innych przechodniów ukazywało subtelne, często niezrozumiałe piękno Łodzi. Student nie dbał o uroki miasta. Obchodziły go jedynie sztorm w żołądku i batalia pod czaszką. Na seminarium połowa grupy Artura również wyglądała jak cienie samych siebie. Podkrążone oczy wciśnięte głęboko w pobladłe twarze nie mogły skupić wzroku na żadnym przedmiocie, gapiąc się gdzieś w przestrzeń, w której czeluściach pogrzebane były strzępki wspomnień ostatniego wieczoru. Niezgrabne, wzbraniające się przed posłuszeństwem dłonie wydawały się drżeniem robić wyrzuty swoim właścicielom, że zostały zmuszone do dostarczania zgubnego płynu do popękanych z odwodnienia ust. Unoszący się w pokoju odór metabolizowanego z trudem alkoholu nie umknął uwadze asystentowi prowadzącemu prelekcję, jednak młody lekarz skwitował stan studentów jedynie uśmiechem, zapewne wracając pamięcią do własnych wybryków sprzed kilku lat. Artur nie miał najmniejszej ochoty słuchać o objawach ostrego odmiedniczkowego zapalenia nerek. Siedział na krześle, owinięty bielą pogniecionego fartucha i pozwalał słowom rozbijać się o jego otamowaną świadomość. W pewnym momencie młodzieniec poczuł wibrację na swoim udzie. Wyjął z kieszeni komórkę i odblokował ekran. Kornelia przysłał mu SMS-a. – Kto to, kurwa, jest Kornelia. – Zastanawiał się przez chwilę chłopak. W końcu przypomniał sobie seksowną brunetkę, którą poznał… Na jakiejś imprezie? Wycieczce? Przez Internet? Jakoś ją poznał, chyba około roku temu. Dziewczyna była dwa lata młodsza i z jakichś niewiadomych powodów pałała do niego zwierzęcym pożądaniem. Regularnie wysyłała mu swoje nagie zdjęcia podpisane zaproszeniami do Torunia, na wspólne spędzenie weekendu. Artur wielokrotnie miewał ochotę zgodzić się na niezobowiązujący ruchaton, jednak pojawiająca się równocześnie w jego umyśle Ona, skutecznie zapobiegała tym impulsom. Poza tym, Kornelia okupiła fizyczne wdzięki zdolnościami umysłowymi. Była żenująco wręcz głupia, zarówno światopoglądowo, jak i życiowo. Na dodatek była feministką. Artur zawsze kpił z wszelkich haseł na temat jakiejkolwiek równości. Ludzie nigdy nie byli i nie będą równi, w jakimkolwiek sensie czy aspekcie, chyba że ta „humanitarna” i „postępowa” propaganda tak bardzo wymiesza najróżniejsze geny, że wszyscy staną się identycznie głupi. Student odczytał wiadomość.

- Chłopak mnie rzucił. – Ból głowy powstrzymał młodzieńca przed roześmianiem się. Kornelia w ciągu roku ich znajomości była w czterech związkach, z których najdłuższy trwał trzy miesiące. W międzyczasie dziewczyna otwarcie mówiła o swoich jednonocnych przygodach, za każdym razem podkreślając, że teraz kolej Artura na wizytę w jej łóżku. Ewentualnie w jej kuchni, albo salonie. Student nie chciał zwiedzać dziewczyny w żadnym z pomieszczeń, w których każdy możliwy przedmiot oferujący odrobinę płaskiej powierzchni został obficie ochrzczony płynami fizjologicznymi.

- Mówiłem Ci, że wytrzymacie najwyżej dwa miesiące. – Odpisał młodzieniec. Odpowiedz pojawiła się niemal natychmiast.

- Wiem. Jaka ja jestem głupia… Rzucił mnie przez telefon. Faceci to chuje. Muszę znaleźć kogoś porządnego. – Artur nie mógł nigdy wyjść z podziwu dla ludzkiej hipokryzji i ignorancji. Kornelia puszczała się bezustannie do tego stopnia, że musiała przejść operację zszywania ściany pochwy, chodziła na randki z przypadkowymi facetami, którzy zabierali ją do drogich restauracji lub na zakupy. Prezentowała dość dyskusyjną postawę moralną, sama wymagając od innych szlachetności, ciepła i wierności. Trzeba włożyć coś z siebie, aby potem móc coś wyjąć. Dziewczyna prawdopodobnie wyznawała zasadę, że to w nią inni mają wkładać wszystko, co mają do zaoferowania.

- Jesteś, nie przeczę. – Wystukał chłopak na ekranie telefonu. – Powodzenia w poszukiwaniach. – Dopisał jeszcze, zanim nacisnął ikonkę wysłania wiadomości.

- Jesteś okropny. – Oświadczyła komórka zimnymi literami.

- Powinieneś mnie pocieszyć. Przyjedź. – Kolejny SMS przyszedł zaraz po poprzednim, a następnie pojawił się MMS. Artur pobrał zdjęcie, na którym Kornelia leżała naga w wannie, ściskając uda i zakrywając przedramieniem sutki obfitych piersi.

- Mam zajęcia. Trzymaj się. – Odpisał chłopak. Brakowało mu cierpliwości, był kompletnie pozbawiony zrozumienia… Choć czasami podejrzewał, że dziewczyna spragniona prawdziwej, romantycznej miłości spotkała się z rzeczywistością, w której taka właśnie miłość już dawno zdechła opluta, wyśmiana i obdarta ze skóry przez nowoczesny świat, podporządkowany żądzom i perwersyjnym pragnieniom. Świat zmył z siebie prawdziwe uczucia, ubierając się wstydliwie w szaty farbowane wolontariatem i działalnością charytatywną, humanitaryzmem oraz równością, które imitować miały rzeczywistą, rodzinną, a przede wszystkim ludzką, a nie społeczną empatię oraz miłość. Tak czy inaczej, Artur nie miał zamiaru pocieszać Kornelii. Zbyt wiele razy próbował skłonić dziewczynę do zmiany jej postępowania. Dalsze porażki nie wchodziły w grę. Zwłaszcza na kacu.

Grupa studentów dotrwała do końca seminarium i wytoczyła się z zatęchłego pokoju, kierując się do kawiarni. Dwadzieścia minut przerwy przed wejściem na oddział zdawało się umęczonym młodym ludziom odpoczynkiem od wiosłowania na niewolniczej galerze. Po zaopatrzeniu się w papierowe kubki z mocną, czarną kawą, towarzystwo usiadło przy okrągłych stolikach, napawając się trzeźwiącym aromatem. Dopiero kilka minut milczenia i parę długich łyków gorącego napoju umożliwiły studentom wydanie z siebie dźwięku innego niż postękiwania i przypadkowe przekleństwa.

- Ja już nie piję. – Odezwał się Krzysiek, którego zwykle blada cera pozieleniała, nadając mu wygląd goblina.

- Zawsze tak mówisz. – Zauważył Artur, masując skronie.

- Tym razem serio! – Krzysiek zaprotestował nieco głośniej, co spotkało się z grymasami na otaczających go twarzach.

- Nie drzyj mordy. – Jęknął Kacper. Artur już przed rozpoczęciem zajęć dowiedział się, że on i Basia opuścili klub około piątej. Oboje mieszkali na dalekich obrzeżach Łodzi, nie tak daleko od siebie, jednak Kacper na jednym ze skrzyżowań po drodze postanowił wysiąść z taksówki ubrany jedynie w koszulę i dokończył podróż pieszo.

- Mama trochę się zdziwiła, jak padłam na łóżko w ciuchach. Jeszcze lepszą miała minę, kiedy wstałam tak, jak wróciłam i wyszłam na zajęcia. – Zachichotała Basia.

- Alkoholicy. – Pokręcił głową Kamil, który nie dołączył do wczorajszej zabawy i irytował innych swoją rześkością.

- Następnym razem się nie wymigasz. Będziesz cierpiał z nami. – Oświadczyła Basia, unosząc głowę, jako dumna starościna grupy.

- Lepiej porozmawiajmy o ważniejszych sprawach. Ministerstwo nadal ma w dupie protest głodowy medyków. Musimy w ten weekend jechać do Warszawy na manifestację. Wszyscy! – Powiedział Kamil, uciekając od tematu.

- Pojedziemy, pojedziemy. – Mruknęła grupa, wracając do parujących kubków. – Możemy o tym porozmawiać po zajęciach? Albo jutro? Widzisz, w jakim dziś jesteśmy stanie.

- No dobra, ale nie odpuszczę wam! Manifestacja na Piotrkowskiej się udała, byliśmy tam razem… - Przerwał Kamil, patrząc na Artura. - Ale w Warszawie będzie kilka tysięcy ludzi. Rząd będzie musiał nas wtedy wysłuchać.

Artur już dobrą chwilę wcześniej wyłączył się z rozmowy. Czuł mdłości. Głowa bolała jak wściekła. Młodzieniec miał dziwne poczucie, że jedynie ta sączona przez niego kawa trzyma go przy życiu. Przedłuża jego wegetację. Chłopak podniósł kubek i przycisnął go do piersi. Ciepło rozlało się przyjemnie po jego ciele, zupełnie jak… Student otworzył przymknięte w rozmarzeniu oczy i rozejrzał się. Kompani byli kompletnie zajęci sobą. Artur zamknął więc powieki ponownie. Upił łyk kawy i przytulił naczynie. Rozgrzewający dotyk, zarówno od zewnątrz, jak i od środka, przypomniał mu Jej ciepło. Zawsze była tak cudownie ciepła. Emanowała tą temperaturą tak, że zimą powietrze wokół Niej niemal widocznie wibrowało. W umyśle Artura pojawił się dokładnie widoczny, plastyczny i namacalny moment, kiedy się w Niej zakochał. Wracali z zajęć. On pieszo, Ona tramwajem. Drogę na przystanek pokonywali wspólnie. Padał rzęsisty, zimny deszcz. Artur pożegnał się z Nią i poszedł w swoją stronę. Z jakiegoś powodu odwrócił się jednak, na ułamek sekundy. Ona również odwróciła głowę. Strugi deszczu na okularach, rozmywające błyszczące oczy, ciężkie od wody kosmyki włosów, przemoczona kurtka… I jedna jedyna kropla, spływająca z Jej nosa. Artur nie wiedział czemu nastąpiło to właśnie wtedy. Być może w tej samotnej kropli deszczu, która zatrzymała się pomiędzy milionami spadających sióstr zobaczył refleks przyszłego szczęścia? Może ta drobinka wody, zbłąkana wśród równoległych światów nieba i ziemi, niosła ze sobą wiadomość, była drogowskazem, ostatnią łzą żalu i pragnienia przebaczenia wylaną przez zamęczonego, umierającego boga. Czymkolwiek była, sprawiła, że Artur kochał Ją od tamtej właśnie chwili, nieprzerwanie i niezmiennie.

- Obudź się. Idziemy na oddział. – Głos Krzyśka i dźwięk szurających krzeseł wytrącił chłopaka z zadumy.

- Idę, idę. – Powiedział Artur. Po kilku zatrważających snach, młodzieniec znów bał się nocy. Teraz jednak chciał ponownie wrócić do mieszkania, zażyć tabletkę nasenną i położyć się do łóżka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania