Sny o Ninie - Sen 3

Ocknął się w mieszkaniu Niny. Stał przy drzwiach, w przemoczonych butach. Najwyraźniej padało, kiedy tu szedł. Albo jego umysł chciał dodać scenie dramatyzmu. Arturowi się to nie podobało. Chłopak rozebrał się i przeszedł do jej pokoju, otwierając półprzymknięte drzwi. Siedziała na łóżku w jeansach i kanarkowo żółtym sweterku, patrząc w ciemne okno, muskając po drodze wzrokiem liście aloesu w doniczce.

- Cześć Maleństwo. – Zagadnął młodzieniec. Nie odpowiedziała. Artur usiadł obok Niny. Chciał ją przytulić, ale coś go powstrzymało, jakby ten gest był nieodpowiedni. – Wszystko w porządku? – Zapytał niepewnie.

- Dlaczego cię nie było? – Głos dziewczyny był zimny, lodowaciejąc pod wpływem spowijającego go smutku.

- Byłem na imprezie. Po alkoholu nie mam snów. I nie wziąłem tabletki. – Artur nie okłamywał Niny. Zawsze woleli rozmawiać o problemach, niż je ukrywać. Może był to błąd.

- Dobrze wiesz, że jak się upijesz, to nie śnisz. Nie chcesz mnie widzieć? – Chłopak nie odezwał się. Znała odpowiedź. – Tu jest tak pusto i ciemno… Nie chcę być sama. Nie powinnam być sama. Powinnam być wtulona w ciebie, przy butelce wina i filmach z Lesliem Nielsenem. Ale nie przyszedłeś. – Dziewczyna odwróciła gwałtownie twarz, patrząc na studenta wzrokiem pełnym bólu, który momentalnie zalał Artura, wypełnił go po brzegi i napęczniał, jak cierniowe ciasto.

- Nina… Ja potrzebuję czasami przerwy. Odrobiny oddechu…

- Przerwy ode mnie? – Zapytała z wyrzutem.

- Nie, ja…

- Miałeś trzy miesiące przerwy. Teraz, kiedy znowu możemy być razem ty chlejesz i się ode mnie oddalasz. Znowu. – Artur nie mógł wykrztusić słowa. Nie chciał tego mówić. Chciał objąć Ninę, scałować z niej wszystkie troski, wydobyć smutek jak jad z rany. Wiedział jednak, że to nie pomoże. Czuła jego niepokój. Milczenie tylko zwiększało i tak już nieznośne napięcie między nimi.

- Nie wiesz jakie to trudne. – Zaczął.

- Co jest takie trudne?

- Nie wiesz ile wysiłku kosztuje mnie każdy krok w twoją stronę. Nie wiesz jak trudno jest mi cię kochać.

- Dlaczego? – Szept Niny był słaby, dławiący, niemal płaczliwy.

- Bo pomimo wszystkich starań… - Artur zająknął się i wziął głęboki wdech. – Wiem, że jesteś tylko w mojej głowie. Wiem, że wkrótce się obudzę w świecie, w którym cię nie ma. Każde takie przebudzenie to jak jeszcze jeden cios, kolejne kilogramy, które biorę na swoje barki. Budzę się czując w powietrzu twój zapach, twój dotyk na mojej skórze… I wiem, że to wszystko iluzja, że tak naprawdę już nigdy nie będziemy razem. To naprawdę nie jest łatwe.

- To po co wracasz?! – Krzyknęła. Rzadko krzyczała. Właściwie, zdarzyło jej się to w przeszłości tylko jeden raz. – Skoro jestem dla ciebie tylko kłamstwem, jakimś cholernym ciężarem, to dlaczego wracasz?!

- Bo jesteś wszystkim, co mam. – Powiedział stanowczo. Nina zaczęła się delikatnie trząść, jak zawsze, kiedy mówił jej, że ją kocha. – Nie potrafię bez ciebie żyć. Próbowałem. Jedyne, czego wtedy pragnąłem, to śmierć. Trudno jest mi cię kochać, ale tylko ty trzymasz mnie przy życiu. Wolę cierpieć z tobą, niż próbować być szczęśliwy bez ciebie. Wiem, że i tak nie będę. – Chłopak chciał brzmieć zdecydowanie, jednak głos mu drżał i z trudem opuszczał pierś, jak spłoszone zwierzę. Młodzieniec rozluźnił napięte w skupieniu mięśnie, co wyglądało, jakby zmalał i lekko rozlał się po pościeli. Nina odwróciła szklący się wzrok, oparła łokcie na kolanach i podłożyła jedną dłoń pod głowę, obejmując policzek. Zawsze tak robiła, gdy coś ją martwiło. Całe małe ciałko napinało się przy tym, koncentrując wszystkie siły na poszukiwaniu rozwiązania problemu. Artur wyciągnął dłoń w kierunku dziewczyny, która spuściła tylko wzrok i pokręciła lekko głową. Młodzieniec wiedział, że pozostało mu jedynie wyjść. Nina musiała pomyśleć, a on nie mógł jej przeszkadzać. Nawet, jeżeli nie była prawdziwa. Nawet, jeżeli była częścią jego umysłu i to właśnie on teraz nieświadomie myślał. Chłopak musiał użyć całej siły woli, sięgnąć w najgłębsze zakamarki umysłu poszukując odpowiedniego bodźca, żeby wstać. Odwrócił się w stronę drzwi, jak skazaniec stający tyłem do plutonu egzekucyjnego. Nie potrafił zmusić się do kroku. Zrobił go. Nie wiedział, kiedy wstała. Nie zauważył, jak podeszła i objęła go od tyłu, krzyżując przedramiona na jego piersi i chwytając drobnymi dłońmi za barki. Artur ujął ją za ręce chłonąc wytęsknione ciepło, którym tak hojnie emanowała.

- Bardzo cię kocham. – Powiedział. Dziewczyna wbiła paznokcie w jego ciało. Nie dbał o to. Była tak ciepła... Tak gorąca… Chłopak zamknął oczy. Spod dłoni Niny nieśmiało wyjrzał pomarańczowy języczek ognia, do którego po chwili dołączyły kolejne, liżąc jej palce. Pokój rozświetlił się, rzucając na ściany tańczące żałobne tango cienie. Wkrótce para płonęła spokojnym płomieniem, który strawił ich oboje, stojących jak posąg postawiony ku czci miłości. Miłości tak bolesnej i tak silnej, że nawet śmierć żałowała swojej decyzji. Ogień w końcu zgasł, a Nina i Artur połączyli się w jedną kupkę gorącego, szarego popiołu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania