Spacer

Grudniowego wieczoru dziewczyna spacerowala polnymi ścieżkami se swoim pupilem. Pies spuścił po sobie uszy i podkulil ogon, beztroska dziewczynka nie poczuła gęstniejacej aury w okół niej, ani tego, że piesek już nie chciał dalej spacerować... chcial do domu, w bezpieczne miejsce. Każdy jego psi mięsień hamował właścicielke.

- Ale ty dzisaj jesteś niegrzeczny! - powiedziała do kundelka, czując ze stawia osli upór, wzbraniając się zadkiem i przednimi łapkami przed dalszą podróżą. Było już późno, wieczór był w pełni, a dziewczynka wybrała za plac spacerowy miejsce, gdzie jedynym, słabym źródłem światła był blady, zachmurzony księżyc.

- Chodź! Uparciuchu! - pies ani drgnął, usiadł na ziemi i białkami przestraszonych oczu łypał na kota na płocie popiskując cicho.

- Chyba nie wystraszyles sie kotka? - zachichotala, i spojrzała na zwierzę siedzące na ogrodzeniu. Ich wzrok sie spotkał. Opuścił ją uśmiech, kot był czarniejszy niz późny wieczór dookoła nich. Tylko dzięki tej mocnej czerni potrafiła, o ironio, w ciemnościach rozpoznać kształt tego zwierzęcia. Poczuła, że za jego żółtymi świecącymi ślepiami czai się jakaś nie ludzka inteligencja. Przecież to tylko kot. Piesek zaskomlał. Nie wyczuwając zagrożenia, zaczęła ciągnąć psa na siłę.

- chodź głupi kundlu! Jeszcze kawałek i wracamy.

- Miauuu - usłyszała tuż przy uchu. Cienkie strugi strachu przepezły po jej ciele.

- Niemożliwe! - Pomyślała - on przecież był tak daleko. Odwróciła sie powoli, gdyż strach lekko sparaliżował jej ciało, czuła, że coś jest nie tak. Kot dalej siedział na swoim miejscu, wpatrywal sie teraz hipnotycznie, tak, że dziewczynka, nie mogła juz oderwać od niego wzroku. Była tylko ciemność i jego oczy zionące żółtym blaskiem w tym mroku. Przekrzywil mocno głowę na jedną stronę. Po chwili zeskoczyl ze swego miejsca i wolnyn krokiem zaczął przybliżać się do dziewczynki z pieskiem. Ciarki strachu zaczęły swobodnie podróżować po jej ciele, nogi drgały tak mocno, że musiała opaść na kolana, była sparaliżowana i choć bardzo chciała, nie mogła oderwać wzroku od tych oczu. Pies zaczął piszczeć jak oszalały podszedł do właścicielki i wtulił sie w nią mocno po psiemu. Kot im bliżej był tym robił się większy - nie wynikało to z perspektywy odległości, on naprawdę rósł z każdym krokiem. Dziewczynka kurczowo trzymała się sierści swojego pieska, czuła jak cały drży, czuła również jak ona sama cała drży. Nie mogla nic zrobić, a kot był juz blisko, tak ze można bylo usłyszeć jego nienaturalne mroczne kocie mruczenie. Podszedł. Był większy niż jej kundel. Czuła zapach zgnilizny, pies dalej piszczał i drgał jak za mocno szarpnięta struna w jej objęciach. Kot stał nad nimi i pastwil sie ich rosnącym strachem.

- miauu - rozleglo się głośno i przerażająco zniekształcone, obnażył przy tym swoje krzywe nienaturalnie wielkie połamane kły.

Łzy nabiegły do jej oczu. Żołądek wywracał się na wszytkie możliwie strony, cała zalała się zimnym potem. Wtuliła się mocniej w wystraszonego jak ona kundla.

- Czy... czy... on się uśmiechnał? - jej skołatany, zniszczony strachem umysł, zdołał jedynie sformuowac taką racjonalną myśl. Nagle poczuła, że jej pies przestał drżec... a pod palcami poczuła ze jego sierść sie lepi.... piszczenie psa ustało a na jego miejsce pojawił sie narastający mrożący krew w żyłach warkot. Miała jego łeb tuż przy swojej głowie... spojrzała na swoją psinke. Jedynie chęć przeżycia sprawiła, że nie zemdlała bo potworny widok aż zamroczył jej w głowie - odmieniony pies pod drżacymi w złości wargami okazał jeszcze paskudniejsze kły ociekajace lepka gesta cięcza, w oczach pojawił się obłęd pod postacią czerwonego dymu wijacego sie w jego zrenicach. Ugryzl ja haniebnie w ramie i odskoczyl stając na równi przy piekielnym kocie. Dziewczynka w szoku upadła na ziemie i ciągle sparaliżowana patrzyła na dwie ogromne piętrzące sie przed nią osaczające ją koszmarne bestie. Nie mogla nic zrobić... bledsza od księżyca obserwowala tą masakre. Z pyskow bestii rozległ sie śmiech... demoniczny, brzmiący ludzko śmiech. Hahahaha, śmiały sie coraz głośniej i co raz szerzej otwierały przy tym swoje plugawe pyski, jakby siła tego śmiechu miała sprawić że zaraz oderwa im sie żuchwy... Jej mroczne przewidywania spełniły się i tak się stało, demoniczny śmiech z łatwościa swoim rozmachem oderwał bestiom szczęki od czaszek. Krew zaczęła płynąć z ich rozszarpanych rozwartych ponad normalny zakres paszcz a one śmiały sie dalej. Uszy dziewczynki wypełniła bulgoczaca w krwi makabryczna karykatura śmiechu. Bluźniercza kakofonia trwała. Zacisnęła mocno powieki i krzyknęła najgłośniej jak potrafiła... Kiedy strach przejął kontrolę nad jej potrzebami fizjologicznymi... Zemdlała...

Piesek grzecznie spał kiedy zalana zimnym potem, drżąca diewczynka obudziła się w swoim łóżku...

- uhh to tylko zły sen - pomyślała obracając się na drugi bok, próbując zasnąć ponownie. Nie zauważyła, że za oknem na płocie, siedział i wpatrywał się w nią złowrogo czarny kot...

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas pół roku temu
    Masz sporo literówek. Często gubisz kropki nad literami lub ogonki. (w słowie "się" nagminnie). Wszytko możesz poprawić w edycji.
    Tekstu nie oceniam póki co.
    Jakoś bardzo straszny nie jest. Jeśli zaś idzie o stronę techniczną, czeka Cię trochę pracy.
    Pozdro.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania