Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Stalkerskie opowiadania 14: W imię zasad cz. 5 ost.

- Emisjaa!! – ryknął Antares.

- Musimy znaleźć schronienie! – wrzasnęła Ollie.

- Za mną! Wiem, gdzie! – odpowiedział wrzaskiem Antares.

Luft rozbrzmiał rykiem, zagłuszając wycie syren. Ziemia się zatrzęsła. Kolejny grom potoczył się po

świecie. Oddech Zony nabierał siły. Chmury na wschodzie nabrały nieprzyjemnie pomarańczowego koloru. Stalkerzy puścili się biegiem w górę wilgotnego zbocza. Prowadzący Antares poślizgnął się i wywalił na mokrym mchu metr przed asfaltem. Ktoś pomógł mu wstać. Stanął pewnie na drodze i pobiegł dalej przed siebie. Rzucił okiem za plecy. Za nim leciała Baśka, Ollie, a na końcu Zośka szarpał za rękę Duśkę. Biegli co sił. Niebo zaczęło przybierać coraz mocniejsze odcienie pomarańczu, przechodzącego w czerwień. Coraz więcej złotych błyskawic przeskakiwało między kłębiastymi chmurami do wtóru przetaczających się nad Zoną gromów. Ziemia drżała. Potworny odgłos nie słabł, rozsadzając kanały słuchowe nabierał tylko mocy. Biegli na złamanie karku. Antares prowadził ich do jedynego znanego mu, najbliższego, bezpiecznego miejsca, gdzie mogli przeczekać nawałnicę, która potężniała z każdą sekundą. Po ulicy biegły wyrwy pęknięć. Po lewej zamajaczył dom. Dołem pomalowany na brunatno – brązowy kolor, górą szarobury, kiedyś biały. Przypominał idealną kostkę. Antares odbił w lewo, butem otwarł furtkę w bramie i wpadł na podwórko. Dotarł do pojedynczych, betonowych stopni i w trzech susach, przeskakując po dwa, znalazł się przy wejściu do sutereny. Otwarł blaszane drzwi i wpuścił towarzyszy do środka. Huragan się wzmagał. Baśka, Ollie i Zośka z Duśką przekroczyli próg, wbili się do środka. Z niemałym trudem Antares pchnął drzwi, usiłując je zamknąć. Stalker naparł na nie całym sobą.

Doskoczyli do niego Zośka i Duśka. Pomogli, razem poszło łatwiej. Dziewczyna, chociaż wyglądała

delikatnie i słodko, była silna, nie ma to tamto. Niczym nie ustępowała Basi i Olce. Z trudem dopchnęli i zatrzasnęli wrota. W takiej odległości od Elektrowni taka ochrona była wystarczająca. Będąc bliżej centrum Zony, powinni zatroszczyć się o pewniejsze i lepiej zabezpieczone schronienie. W czasie, kiedy walczyli z ciężkimi drzwiami, Ollie i Baśka zamknęły drugie wyjście z małego pomieszczenia odcinając ich od reszty sutereny. Zamknąwszy odrzwia, opadli zmęczeni na podłogę. W pomieszczeniu zapadła ciemność. Byli względnie bezpieczni. Usadowili się pod ścianami. Mieli sporo czasu. Emisje, zwane czasami też Zwarciami, były potężnymi wyładowaniami nadmiaru energii noosfery, mające źródło w Elektrowni, w centrum Zony. Są śmiertelne dla każdego, kto znajdzie się na otwartej przestrzeni. W związku z tym zalecane jest ukryć się gdziekolwiek, gdzie zapewniona jest osłona. Oddechom Reaktora towarzyszą także efekty dźwiękowe i wizualne, przez co słychać huk i grzmoty, a niebo przyjmuje różne mało ciekawe i nienaturalne kolory. Często trzęsie się ziemia. Zupełnie jak przed chwilą. Podręcznikowy przykład Emisji, która właśnie szalała za ścianami domu na osiedlu Gary.

- A o tym PDA też cię poinformowało? – nie odpuszczał Zośka, zwracając się do Duśki.

- Zośka – stanął w obronie dziewczyny Antares – Może już wystarczy? Daj spokój.

Dowódca usłuchał. Kogo jak kogo, ale jego zdanie cenił sobie bardzo.

- No, dziewczyno – odezwał się do niej Antares, zgadując w ciemności, gdzie siedzi – Może nam coś o

sobie opowiesz? Wygląda na to, że przez pewien czas będziesz na nas skazana. My jesteśmy stalkerami z Posuchy. Naszego dowódcę już znasz. Obok mnie, gdzieś tutaj siedzi Baśka…

- Elo pomelo – odezwała się Baśka.

- … i Ollie…

- Cześć – przywitała się Olka.

- … ja jestem Antares. Teraz ty – skończył stalker.

Duśka nabrała powietrza, wypuściła je. Odchrząknęła.

- No to, w ogóle po pierwsze i najsampierw dziękuję za ratunek…

- Nie ma za co – wciął się jej znowu Zośka, Antares kopnął go w ciemności w nogę.

- Kurwa! – obruszyła się Ollie, najwidoczniej Antares w Zośkę nie trafił – Który to? – ale nie przyznał się.

Zapadła na chwilę cisza. Każdy zbliżył swe kończyny do ciała, obawiając się kolejnych ataków niezidentyfikowanego kopacza.

- Yy, więc kontynuując, dziękuję za pomoc – wznowiła Duśka – Tak jak wy jestem stalkerem. Szukam kogoś. Tu, na tym osiedlu.

Do Antaresa coś dotarło.

- Dzikiego? – zapytał.

- Tak! – potwierdziła Duśka – Skąd wiedziałeś?

- Wiemy wszystko – powiedziała Baśka – Należy ci się słowo wyjaśnienia. Nam zresztą też. Zoś?

Teraz to Zośka odchrząknął i opowiedział wszystko. Dokładnie i ze szczegółami. Duśka słuchała skupiona. Im dłużej Zośka tłumaczył, tym ciężej było jej uwierzyć. Jednakże wersja stalkera podpierana potwierdzeniami i uzupełnieniami jego towarzyszy brzmiała składnie, logicznie i co najważniejsze, wiarygodnie. Kiedy skończył, zapadła cisza przerywana hukiem i zgiełkiem Emisji.

- …więc Tomaszewski zapłacił mu dzieckiem, ale on chciał je odesłać. Poza Strefę, przez co potem przez przypadek trafiła do nas, pamiętacie co mówili na stacji. I tak to właśnie było. Ot zagadka rozwiązana. Misja zakończona – zakończył wywód Zośka.

- To wszystko? – zapytała Duśka.

- Wszystko – odparł Zośka – Tak to wygląda. Ni mniej, ni więcej.

Duśka głośno wypuściła powietrze.

- Skąd jesteś? – zapytała ją Ollie.

- Byłam członkiem Powinności. Ale noszę się z zamiarem wystąpienia. Jestem tego prawie pewna.

Czekam jeszcze, bo nie wiem co ze sobą zrobić. Sama organizacja nie jest już tym, czym była dawniej.

- Jak wszystko – kiwnął głową Antares.

Powinność. Organizacja paramilitarna znana z dyscypliny. Jej członkowie postępują według ściśle

określonego kodeksu. Jako jedyni nie sprzedają unikatowych przedmiotów z Zony ludziom z zewnątrz. Podobno wszelkie artefakty, znalezione przez grupę zostają przekazane naukowcom. Członkowie Powinności za swój podstawowy obowiązek uważają ochronę świata zewnętrznego przed niebezpieczeństwami Strefy. Większość przeprowadzonych przez nich rajdów dotyczy eksterminacji potworów, stąd też ich wypady często oszczędzają stalkerom poważnych kłopotów.

- Chcesz wystąpić z Powinności? – dopytywał się Zośka.

- Raczej tak. Wolę być wolnym strzelcem albo dołączyć do innej grupy. Zarabiać na siebie. Mieć coś z tych wypraw. Ryzykuję życiem, żeby zdobyć artefakty. Coś mi się należy. Chcę czegoś więcej niż marnego żołdu.

- Rozumiem – przytaknął dowódca – A miałaś w Powinności jakieś ładne koleżanki?

Usłyszeli plaśnięcie. Jakby ktoś dał komuś soczystego liścia. Zośka roześmiał się.

- Słuchaj no ty, Duśko moja śliczna… - zaczął.

- Nie wiem jakie mi komplementy będziesz teraz prawił, ale to nie wystarczy! Wpadłeś w gówno, po same uszy!

- Chyba ty…

Drugie plaśnięcie. Antares parsknął śmiechem.

- …i jakich byś nie wymyślił, nie wykpisz się! Nawet nie wiesz jak sobie właśnie u mnie nagrabiłeś! Ta zniewaga krwi wymaga!

Dziewczyna zamachnęła się trzeci raz, ale Zośka był na to przygotowany. Chwycił jej rękę w locie i zaraz złapał też drugą, którą Duśka chciała wykorzystać w przypadku unieruchomienia pierwszej. Wierzgnęła. Antares odsunął się nieco w stronę Baśki, by nie oberwać przypadkowo rykoszetem bądź odłamkiem z walki jaka się tam odbywała. Zośka tak operował rękoma Duśki, że ustawili się tak, iż ta musiała przytulić się do niego plecami. Stalker przytrzymał ją. Mocna była.

- No, no, koleżanko. Dobra. Na poważnie teraz – powiedział, ale dziewczyna nie przestawała się

wyrywać – Jesteś pewna, że chcesz wystąpić z Powinności?

- Bo co? – oklapła nieco w jego uścisku.

- Tak się składa, że mamy wakat. Rozprowadzamy pomidory. Jesteś zainteresowana?

Dziewczyna odwróciła się do niego i patrząc mu w oczy rzekła:

- Mów dalej.

- Ci tutaj, to moi przyjaciele...

- Od kiedy? – zapytała z uśmiechem Baśka.

- Cicho! – przerwał Zośka, ale zaraz zwrócił się do Duśki - Oprócz nich jest nas jeszcze kilku w obozie. Mnie wołają Zośka.

- Zośka? – roześmiała się dziewczyna – Pewnie wybrali ci takie przezwisko, bo się obrażałeś jak baba!

Ha, ha!

- Ty… - Zośka puścił jej przeguby i zaczął łaskotać.

- Ej! Przestań! Przestań mówię! Bo oberwiesz trzeci raz!

- Obejdzie się – Zośka przestał atakować dziewczynę - To co? Idziesz z nami? Chcesz?

- To nie jest jakaś ściema? – zapytała Duśka.

- W żadnym razie – potwierdził Antares.

Miał w głosie coś, co sprawiło, że Duśka przekomarzała się jeszcze jakiś czas z Zośką, ale ostatecznie się zgodziła. Antares nie rejestrował już dokładnie o czym rozmawiają. Wyjął i zjadł mokrego batonika energetycznego, a później nawet udało mu się zasnąć na chwilę. Kiedy się przebudził Zośka i stalkerka gruchali sobie jak dwa gołąbki. Uśmiechnął się i obrócił na drugi bok. Emisja wciąż szalała na zewnątrz.

- Ale śmierdzisz – powiedziała Duśka do Zośki, co obudziło go kolejny raz.

- Ja? A ty? Ja jestem tylko po pas w gównie, nie to co ty…

Antares nie chciał być później posądzony o podsłuchiwanie, więc spróbował zasnąć ponownie. Spojrzał na zegarek. Na zewnątrz zapadła już noc. Emisja cichła. Znowu lało. Słyszał szum deszczu. Baśka i Olka też spały. Wkrótce i on zasnął po raz kolejny na zimnej, twardej ziemi. Jako pierwsza obudziła się Baśka i ona obudziła Antaresa. Przyłożyła palec do ust. Gestem nakazała mu ciszę i żeby się podniósł. Uśmiechając się szeroko, pokazała mu Zośkę. Ten pod pachą miał dziewczynę. Oboje uwalani w błocie spali sobie razem, przytuleni jak dwa aniołki.

- Słodziasznie wyglądają – szepnęła Baśka do Antaresa, uśmiechając się rozczulająco.

Antares bezlitośnie nie dał im ani sekundy dłużej. Kopnął lekko spód buta Zośki. Czas naglił.

- Wstawaj, Casanova Pomidorów i Zony – powiedział – Rusz się, zabierz swą nową, słodką koleżankę i chodźcie. Trzeba wracać. Emisja się skończyła.

Zośka niechętnie, bo niechętnie, ale przytaknął. Duśka także wstała. Kiedy wszyscy byli już na nogach, otwarli drzwi do sutereny. Powitał ich śliczny poranek. Niebo było tylko częściowo zasłonięte przez niegroźne obłoczki. Świeciło słońce. Przepełniona świeżym powietrzem Zona schła i podnosiła łeb po batach Emisji. Stalkerzy wraz z Duśką ruszyli z domu z powrotem do rowu w ziemi. Tam okazało się, że Dziki ożył i usiłował wydostać się z zagłębienia. Ollie przekreśliła jego starania strzałem z UMP. Zośka pochwalił się zdobycznym AUG-iem. Zdecydował, że Galil zostanie w suterenie domu, która posłużyła im za schronienie i uchroniła przed losem, jaki podzielił Dziki. Zebrali sprzęt, rozmontowali i zwinęli stanowisko linowe. Duśka i Zośka próbowali za pomocą noży zdrapać warstwę błota ze swoich mundurów. Nie bardzo im to szło. W międzyczasie spożyli na śniadanie coś, co nie zamokło przez całą noc. Gdzie było to potrzebne, zostały wymienione opatrunki. Okazało się także, że Duśka nosiła bardzo ciekawą i interesującą broń. Zaprezentowała im bezkolbowe, brytyjskie L-85. Karabin szturmowy budową nieco przypominający nowego AUG-a Zośki. Pokazała też swoją broń dodatkową, wyposażoną w tłumik, włoską Berettę. Pozbierali cały sprzęt, jakiego używali przez atakiem Emisji i przygotowali do wymarszu. Gdy byli już gotowi, dowódca zarządził wyjście i opuszczenie Garów. Byli już właściwie w Posusze. Udali się dalej spękaną drogą asfaltową, wzdłuż starych, zapuszczonych domów, między którymi panoszyła przyroda, aż do zejścia po dziurawych jumbach do mostu wiszącego. Po drodze ominęli powstały po Emisji „grawikoncentrat” i „bąbel”. Po zejściu z kładki, mieli przejść pod mostem obwodnicy miasta. Tam grasowało kilkanaście zombiaków. Musieli użyć broni. W ruch poszedł AUG, L-85, UMP, MSBS i MP5. Okazało się również, że Duśka świetnie strzela, po raz kolejny imponując Zośce, pokazując talent i zdolności strzeleckie. Uporawszy się z żywymi nieżywymi, przemknęli szybko przez nadbrzeżny łęg na krawędzi placu targowego, w którym zniknęły widziane poprzednim razem anomalie. Przez cały czas mieli na uwadze szybującego daleko nad centrum miasta latawca. Poszli ulicą Tarnowskiego, gdzie rozpleniły się „karuzele” i „trampoliny” na całej szerokości szosy. Ciskając znacznikami ledwo zmieścili się pomiędzy nimi. Potem po moście i obok browaru. Ominęli „wir”, założyli maski, by ostrożnie przefrunąć obok liceum, przez Trójkąt. Znaleźli się przed podstawówką. Z ciemnego wnętrza budynku błyskał ślepiami burer. Stalkerzy wspięli się po jednych schodach, potem po drugich. Emisja szczęśliwie usunęła z ich drogi „popielniczkę”, ale za to obdarzyła „kometą” w rowie ulicy na samej górze, skutecznie tarasując przejście do północnej części miasta. Po wspięciu się na 29 stycznia, byli niemal w obozie. Kolejna misja została zakończona, ale z tej wyprawy nie wszystkim dane było powrócić.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania