Styks jest okręgiem

Tamtego listopadowego poranka, Noah i Bóg stanęli po przeciwnych krańcach słońca. Mężczyznę otaczały dziesiątki gwiazd: żółtych, spadających, migoczących wyraźnym światłem i przeciwnie – pulsujących słabym blaskiem. Łagodne światło konstelacji koiło oczy, kiedy przechadzał się po długich promieniach. Cała anatomia wszechświata leżała tuż przed nim, tętnice pełne drobnych, skrzących punktów, żyły toczące lepką ciemność i szkielety planet, na które nikt nie miał wstępu. Zmartwił się. Wiedział, że złudzenie piękna doskonałego jest przykrywką, zasłoną przed robaczywym wnętrzem.

— Gwiazdy to martwe dusze — szepnął z żalem w głosie.

Klęknął i zasłonił twarz, ale mimo wszystko – widział.

Po drugiej stronie, na małym, dębowym krześle siedział Stwórca i nawlekał złotawe kształty na niewidzialną nić. Wczepiał rozpaczliwy wzrok w czarną toń, rozkładając ręce tak długo, aż mężczyzna pojął, jak bardzo jest nagi i szkaradny. Zrozumiał też, że sosna zadrżała nie ze współczucia, a jedynie pod ciężarem kolejnego wisielca. Na chwilę, między jej korzeniami zakwitła wiosna, ale gdy zawiał lekki wiatr, gdy zakołysał gałęziami, larwy weszły pod darnię. Później drzewo spróchniało, nie mogąc znaleźć lepszego sposobu na ucieczkę przed kolejnym sznurem. Zbyt wiele niewyartykułowanego szeptu zagnieździło się w korzeniach, zbyt wiele łez zamienionych w szron i tylko dwoje ramion. To za dużo, by dalej służyć za szubienicę.

Bóg spojrzał znad wilgotnych, czarnych rzęs, uniósł zaciśniętą dłoń w kierunku mężczyzny, a następnie podarował mu jeden z żółtych punktów. Gwiazda Noah świeciła krótko. Nie zdążył jej dokładnie obejrzeć, kiedy trafił do miejsca, gdzie jedynym światłem były puste oczy bram.

Ciemno. Czuł kołysanie, lekkie bujanie drewnianej łódki, sunącej po wszechobecnej wodzie. Na rufie stał przewoźnik. Chudy, wysoki, bezbarwny jak widmo. Widać było tylko zarys konturów, tym wyraźniejszy im szybciej poruszał wiosłem. Z wyglądu przypominał ćmę; zlewajacą się z mrokiem, wyrazistą w słońcu. Trzymał papierosa i gasił niedopałki na nadgarstku. To był Noah. Wiózł się sam. Płynął po mętnych wodach Styksu.

— Gdzie Bóg? — spytał.

— Nie ma Boga, są tylko cielce przy drogach, obol pod językiem, ciemna toń, dwie deski i sześć miliardów lat — odpowiedział sobie samemu.

— Płyniemy do światła?

Uśmiechnął się gorzko i zanurzył wiosło w gorącej wodzie. Mężczyzna poczuł, że wszystko jest pustką, że on sam śni się sobie, że nie ma go tu. Ani w niczym innym.

— Do światła? — powtórzył.

Odpowiedź zawisła gdzieś w próżni. W zielonym mroku pływały ciała, skulone niczym embriony, w pozycji najbardziej wygodnej. Dorośli, starcy, a nawet niemowlęta i płody, które nie doczekały się urodzin. Zginęły w bezpiecznym schronieniu, w wilgotnej jamie brzucha. Zbyt słabe, by przeżyć. Nie doczekawszy się nawet poronienia, zmarły wraz z ostatnim tchnieniem kobiet-matek.

Noah spojrzał na przewodnika, na siebie spojrzał i próbował odgadnąć dokąd płyną.

— Tamta sosna — zaczął. — Chciałem znaleźć Sue.

Łódka stanęła. Usiedli na przeciwko. Ból uszedł z mężczyzny spazmem, charczącym kaszlem. I długo jeszcze echo odpowiadało mu tym samym. Przewoźnik otworzył usta, z których wydobyło się coś w rodzaju skrzeczącego rechotu. Gromkiego i donośnego śmiechu, z każdą chwilą pęczniejącego w obłęd. Wyglądali jakby za moment mieli stracić równowagę. Ciała, jeszcze przed chwilą dryfujące po tafli, zginęły w morskiej toni.

— Sue — powtórzył.

— Tu jej nie znajdziesz.

— Dokąd?

— Donikąd.

— W pustkę?

— Pustki nie ma.

— Co jest?

— Śmiech.

— Gdzie Sue?

— Głupcze! — zawył — mówiłem, że nie ma.

— A te ciała? — Wskazał ręką.

— Za słabi na wędrówkę.

Noah zmarszczył brwi i sięgnął pamięcią do momentu zniknięcia kobiety. Odtwarzał w umyśle poszczególne majaki, składał je w jedną całość i wtedy coś zastukało w dno łódki. Wychylił się i zamarł. Patrzył prosto w zielone oczy Sue. Siekanina bladych uśmiechów przecięła smukłą twarz. Mężczyzna próbował zanurzyć rękę w brudnej cieczy i chwycić kobietę za nadgarstki, ale za każdym razem woda była coraz to gorętsza. Jej włosy unosiły się na tafli, brązowe jak sosna, pachnące mchem, lasem. Mech zagnieździł się pod przyciasną wargą, na koniuszkach zębów. Był pod paznokciami.

— Sue, Sue. S...ue... — Obraz rozmył się jak bańka mydlana, choć jeszcze przez moment mężczyzna chłonął każdy szczegół jej twarzy, rozpaczliwie wyciągając ręce w stronę dna.

— Sue płynie inną rzeką. — Znów rozmowa z sobą samym. — Inną — zaakcentował. — Pełną światła, tam gdzie błękitne nenufary śpiewają psalmy, a każdy mrok wykwita tylko po to, by zgnić w zarodku. Dzień i noc nie spotykają się wcale. Woda jest przejrzysta, a podróż to tylko krótka linia prosta.

— A moja?

— Ma kształt okręgu. Jest paranoją, psim śmiechem, rojem co ciągle goni, ciągle tnie.

— Nie ma sposobu?

— Pokutę zadałeś sobie sam.

Ich spojrzenia się krzyżują. Mężczyzna zatyka uszy, by stłamsić odgłos natrętnego stukania i chrobotu desek. W końcu nie wytrzymuje. Krzyczy. Drżą puste oczodoły bram, drżą żelazne ich powieki i wiosła pękają na pół. Krzyczy. Kolejny raz próbuje zaufać swojej popękanej duszy. Wiatr zawodzi trzaskając o niewidoczny brzeg, przewoźnik nuci coś w takt zawodzenia fal.

— Wszystkie rzeki gdzieś się łączą. — Noah zanurza ciało w gorącej wodzie. Płacze. Produkuje litry łez, by ochłodzić spopieloną twarz.

Szuka wyjść z okręgu.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 9

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Edit: Inspirowane tym: http://www.opowi.pl/kikuty-radosci-okruchy-usmiechow-a39588/, a konkretniej zdaniem: "Tego dnia, drogi Edana oraz Boga się rozeszły."

    Polecam :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Kurde, miłe takie cuś. Płonę rumieńcem. Dzienks.
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Canulas No nie wiem, umawialiśmy się na konretną kwotę od każdego poleconego tekstu. Ale ok, tym razem przyjmę i takie podziękowania ;p
  • Canulas 3 miesiące temu
    jolka_ka , ok, zapomniałem. Przelew wyjdzie jutro.
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    Czuje podskornie zajebistosc. Wroce wieczorkiem.
    Teraz ot tak, zaznaczam obecnosc. A bientot :)
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Wróć zatem, Ty ładnie wyłapujesz błędy. ;)
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    jolka_ka czasy mojej swietnosci komentatorskiej dawno minely :/. Jestem w jakiejs fatalnej fazie. Ale postaram sie dla Ciebie spojrzec pod tym katem :)
  • Canulas 3 miesiące temu
    Przeleciałem tak tylko okiem, bo nie moge tera obadać, ale już widzę, że dialogowa wymiana myśli w środkowej części tekstu, jest napisana przewykurwiście.
  • Canulas 3 miesiące temu
    "Wczepiał rozpaczliwy wzrok w czarną toń, rozkładając ręce tak długo, aż mężczyzna pojął, jak bardzo jest nagi i szkaradny. Zrozumiał też, że sosna zadrżała nie ze współczucia, a jedynie pod ciężarem kolejnego wisielca." - o kurwa. Ja pierdzielę, co Ty tu zrobiłaś. To się stanie, Zoe zagrożona.

    " — Nie ma Boga, są tylko cielce przy drogach, obol pod jezykiem, ciemna toń, dwie deski i sześć miliardów lat — odpowiedział sobie samemu." - ok. Jeden z lepszych zapisów szeroko pojętego "ostatnio". I teraz, już na tej wysokości tekstu, mamy paradoks.
    Bardzo się cieszę, że się tam inspiriwałaś czy coś, ale, kurde... Naprawdę nie chcę, by to wyglądało na zwrotną atencyjność, ale już na tym etapie jestem w stanie stwierdzić, że to dla mnie Twój najlepszy tekst.
    Dalej mamy jeszcze ten dialogowy majstersztyk ze środka tekstu, który tylko mnie w tym wszystkim upewnia.

    Ooo, to.

    "— Sue — powtórzył.
    — Tu jej nie znajdziesz.
    — Dokąd?
    — Donikąd.
    — W pustkę?
    — Pustki nie ma.
    — Co jest?
    — Śmiech.
    — Gdzie Sue?
    — Głupcze! — zawył — mowiłem, że nie ma." - bezsprzecznie najlepszy przez Ciebie napisany kawałek. Oniryzm z końca skali.

    Się cofnę kawałek, bo mam wątpliwość, ale pchnę ją drugim komentarzem.
  • Canulas 3 miesiące temu
    Ok. Mianowicie.

    "— Tamta sosna — zaczął — chciałem znaleźć Sue."
    Skoro nie robisz z tego dwóch zdań, narracyjne "zaczął" pełni rolę przecinka. Gdybyśmy więc to zapisali bez narracji, mieli byśmy:
    "— Tamta sosna, chciałem znaleźć Sue." i niby ok. Jednak bardziej tu widzę drugie zdanie od kropki.

    "— Wszystkie rzeki gdzieś się łączą." - i jeszcze dopierdalasz na końcu tym. Dziękuję. Nie mam pytań.
    Sztosix.
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Zdanie poprawione. Początkowo był tam, po pierwszym wielokropek, ale usunęłam niepotrzebnie. W każdym razie, rozbicie na dwa jest lepsze. Dialog tak, też lubię, miał być trochę taki tajemniczy, nieoczywisty.
    Miło mi, że się podoba, a w zasadzie, że udało się stworzyć coś, co nie jest takim gniotem ;D I wcale nie uważam, że to "zwrotna atencyjność" ;)
    Ślicznie dziękuję :)
    Widzisz, Twoje teksty działają bardzo dobrze, najpierw Ozar, potem ja, a na "końcu" NMP z ostatnim tekstem ;)
    Pozdrawiam!
  • Canulas 3 miesiące temu
    jolka_ka - masz ostatnio bardzo niebezpiecznie i całkiem niesłusznie dziwe ciągoty do zaniżania swych tekstów.
    "Cieszę się, że się udało"
    "Dobrze, że nie kompletny gniot".
    Nie wiem co stoi za tym zjawiskiem, co temu przyświeca, natomiast informuję Cię, że nawet skromność nie powinna epatować przesadnością. Czasem o wiele trudniej zmierzyć się z czymś naszym - udanym, niż z tym nieudanym.
    Naprawdę, nie od dziś, w pewnych sferach topujesz. Masz swój nierozwodniony styl i miejsce. Elementy, w których jesteś bardzo silna.
    To wszystko plus rozwój, progres.
    Doceń samą siebie.
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Canulas Doceniam, gdyby tak nie było do kosza poszłyby wszystkie moje teksty, które tu są. Nie jest to fałszywa skromność, ale też nie jest sto procent zadowolenia. Może na tej zasadzie, że miałam przez pewien czas ogromną niechęć do pisania, wszystko się jakoś zburzyło we mnie, potem było ciężko poskładać cokolwiek co mnie zadowoli i teraz takie 50/50. Ale nie, skromnośc to niekoniecznie, raczej takie realne podejście, że można lepiej. Dziękuję.
  • Enchanteuse 3 miesiące temu
    Witaj.

    "Gwiazdy to martwe dusze" - pierwsza perełka. Zobaczymy, co będzie dalej.
    "spruchniało," - o tu się wdarł ortograf. Spróchniało, od próchna. A próchno od prochu, czy jakoś tak.

    "Nie ma Boga, są tylko cielce przy drogach, obol pod jezykiem, ciemna toń, dwie deski i sześć miliardów lat "
    O. Mój. Boże. Leżę. Trafiłaś mnie tym :)

    "...ale za każdym razem woda była coraz bardziej gorąca." - coraz to gorętsza, czy coś w tym stylu. Tak się to poprawnie stopniuje, tutaj nie kłuje w oczy szczególnie, ale stylistycznie trochę gryzie.

    No, no, Jolka. Spłodziłaś prawdziwe cudeńko. Emocjonalnie mnie mija, ale technicznie jest niewątpliwie na najwyższym poziomie. Poza tymi dwoma szczególikami wyżej, jest absolutnie perfekcyjnie.
    Wybacz mi, że tak krótko, ale chyba naprawdę nie mam niczego do dodania. Jak coś jest dobre, to jest dobre, i nie ma się co nad tym rozwodzić :)
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    O kurcze, dobrze, że to wychwyciłaś, nawet wzrokowo jakoś mi nie zgrzytał ten ortograf. Coś by się znalazło jeszcze, ale samemu trudno wychwycić.
    Emocjonalnie mija, bo emocje to chyba nie jest moja dobra strona ostatnio, a może nigdy nie była, a może rzecz gustu ;)
    Dziękuję za przeczytanie.
    Pozdrawiam!
  • Ritha 3 miesiące temu
    „— Nie ma Boga, są tylko cielce przy drogach, obol pod jezykiem, ciemna toń, dwie deski i sześć miliardów lat — odpowiedział sobie samemu” – to mnie zmusiło do skopiowania, dobre (ps. językiem*)

    „Dorośli, starcy, a nawet niemowlęta i płody, które nie doczekały się urodzin. Zginęły w bezpiecznym schronieniu, w wilgotnej jamie brzucha” – to bym zapisała jednym zdaniem (ale to tylko moja opinia)

    kobiet–matek – tutaj dywiz zamiast półpauzy

    Powiem Ci tak – tematycznie trochę nie mój klimat, w sensie – ciężko mi to poczuć, zbyt mało „przyziemne”, ale obroniłaś się prowadzeniem narracji i kapitalnym dialogiem. I imię – Sue <3

    — Głupcze! — zawył — mowiłem, że nie ma. – mówiłem*

    Reasumując - kawał dobrego tekstu. W Twoim pisaniu czuć talent i potencjał.
    Komplet gwiazd i pozdrawiam :)
  • Ritha 3 miesiące temu
    A i sorry za drewniany komentarz. Forma komentatorska średnia chwilowo u mnie ;)
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Ritha Dziękuję. Błędy poprawiłam, tamto zdanie czy połączyć w jedno - przemyślę. Ogólnie tak, trochę abstrakcja, namieszane wszystkiego, więc zdaję sobie sprawę, że nie do wszystkich trafi, ale czasami warto coś innego ;) Co do Się - lubię takie krótkie imiona, Zoe, Sue, Lum itp :D
    Dzięki śliczne!
  • jolka_ka 3 miesiące temu
    Lu*
  • KarolaKorman 2 miesiące temu
    Nie czytałam komentarzy, być może się powtórzę - nie istnieje w języku polskim słowo: darnia, więc nie może być ,,weszły pod darnię'', jest darń i wówczas byłoby: weszły pod darń
    Zastanawiałam się nad dialogami, bo przecież mówi to jedna osoba: pyta i odpowiada sama sobie i mam mętlik. Czy aby to jest poprawne? Dobrze się to czyta, jasno, przejrzyście, więc się nie czepiam :)
    ,,które nie doczekały się urodzin. '' i ,, Nie doczekawszy się nawet poronienia,'' - tu wywaliłabym ,,się''
    Sen na jawie lub jawa we śnie. Podoba mi się, nawet bardzo :)
    Pozdrawiam, nie oceniam :)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Hej. Jeśli się nie odmienia w ten sposób to ok, zmienię. Druga sugestia z "się" zostaje. Dialogi hmm czy poprawne, to mniej więcej jak rozmowa z duchem, można mieć metalik, jasne, ale pozbywając się ich tekst straciłby sens. Dziękuję. Pozdrawiam.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Mętlik*
  • KarolaKorman 2 miesiące temu
    jolka_ka, dlatego napisałam (chodzi o dialog), że początkowo miałam mętlik, ale sprostowałam :)
    Co do ,,się'' - nadmiar wygląda źle i jest traktowany jako błąd, dlatego tam, gdzie można uniknąć tego słowa, po prostu się go nie pisze
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    KarolaKorman A to nie zrozumiałam, potraktowałam to jako samodzielne zdanie, nie powiązałam z poprzednim. Jako powtórzenie to fakt, można usunąć.
  • Zaciekawiony 2 miesiące temu
    Świetny pomysł.
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Dziękuję.
  • Justyska 2 miesiące temu
    Malujesz pięknie słowem. Warto było zajrzeć.
    Pozdrawiam:)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Dziękuję ;)
  • Maurycy Lesniewski 2 miesiące temu
    Bardzo, bardzo mi się podoba! Jest pomysł, jest myśl przewodnia i pobudzasz wyobraznie czytającego do granic moxliwosci.
    Zakończenie rownież w tempo.
    Pięknie!
    Pozdrawiam
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    Hej, Maurycy. Dawno Cię nie było:) Dziękuje i pozdrawiam!
  • Mercedes 2 miesiące temu
    Super tekst, ciekawa tematyka, już dawno nic mnie tak nie wciągnęło jak twoje opowiadanie :). Masz ciekawy styl, "inny" bym powiedziała, co na pewno też przykuwa uwagę. Oby tak dalej! :)
  • jolka_ka 2 miesiące temu
    O. Dziękuje. Miłe to bardzo.
  • stefanklakson 2 miesiące temu
    Ładnie się zaczyna. Stefan.
  • jolka_ka miesiąc temu
    I kończy... bo to skończone opko. Dziękuje.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania