Szukanie siebie

Przestałem czytać. Przestałem pisać. Dokładniej; przestałem czuć potrzebę pisania. Za każdym razem, gdy myślę o tej czynności, pojawia się w głowie pytanie; jaki to ma sens? Świata przecie nie zmienię, ludzkich przekonań o wyższości Bachanaliów nad Świętami Wielkanocnymi, również nie – więc po co? No, niekoniecznie musi być wyższy cel, mówię sobie. Może przecież być bajka, czy opowiastka dla chętnych słuchaczy. Taa... Fachowcy od pisania mówią, że prawdziwie zajmująca jest taka opowieść, która wciąga. A wciąga, gdy Czytelnik jest zainteresowany. To zaś zależy od tego, czy piszącemu uda się wzbudzić emocje. To obco brzmiące słowo oznacza silne wzruszenie, a więc gniew, strach, radość, nienawiść itd. Czy można pisać o uczuciach bez uczuć? Pewnie, że tak! Tyle że taka lektura zainteresuje wyłącznie badaczy emocji, bo będzie rzeczowym sprawozdaniem z zarówno z tego, co się wydarzyło, ale i jakie wzbudziło u uczestniczących w zdarzeniu uczucia. Tu warto zauważyć, że samo wydarzenie jest „bezpłciowe”. Przykładem jest ulewa. Dwu mokrych i ich reakcje; „ach, jak dobrze, że wreszcie porządnie lunęło – nie będę musiał znowu podlewać ogródka” albo; „nie dość, że zgubiłem klucze od mieszkania to jeszcze ta cholerna pompa”. Proste, prawda? No tak, ale... Zawsze jest jakieś „ale”. Tym razem, wędrując za emocjami, „ale” pojawia się z niejaką Elizą, dawną zmorą maturzystów co to popełniła „Nad Niemnem”. Mało kto (poza byłymi ofiarami systemu szkolnictwa lub obecnymi studentami filo czegoś tam) porwał się na przedarcie przez sążniste opisy tak zwanej przyrody. Księga znana i uznana jako kanon – przypominam. No i owo „ale” wygląda następująco: Elizie nie udało się wciągnąć Czytelnika! Takie przynajmniej wśród większości zwykłych, szarych czytelników krąży zdanie.

Czy, w odniesieniu do opisów przyrody, a szerzej do wszelkich opisów, jest w ogóle możliwe, by wzbudzić emocje? Wszak gdym łaził po lesie było mi miło, ba, chciałbym by inni zobaczyli ową wspaniałe grę świateł, cieni, kolorów, dźwięków i zapachów. To samo dotyczy wszelkich innych krajobrazowych walorów. Kto wędrował – wie, że gdy wychodzisz na jakikolwiek szczyt, czujesz się po trosze zdobywcą świata. Emocja jak cholera! Ale jak to napisać, by czytający chciał się trudzić, pocić, kląć, leząc w skwarze, spocony, spragniony z uporem metr po metrze po zboczu nachylonym nie dla normalnych łazęgów? Uważni Czytelnicy już widzą, że to się da, ale ile przy tym roboty i dłubania? Jeden pisacz wie!

To tylko jeden z powodów, dla których muszę szukać siebie, sposobu wyrażenia tego, co chciałbym by poczuł czytający. Boję się pisać. Boję się oceny, jaką wystawię tej stercie wyrazów, która miała poruszyć, rozweselić, zasmucić, a przede wszystkim spowodować, aby czytający chciał wrócić do ciągu dalszego. Wszak każdy piszący wie doskonale, że żadna z opowiadanych historii nie ma końca. Wie, że mógłby napisać to samo inaczej, że istnieje ciąg dalszy, że każda opowieść to tak naprawdę niekończąca się historia. Że, po prostu, to piękne dziecię naszej wyobraźni, które z reguły okazuje się niepełnosprawnym, jest z jednej strony czymś, co musieliśmy wyrzucić z siebie, lecz z drugiej – wcale nie jest powodem do dumy.

Odszedł Nachszon. Ten fakt poruszył mnie jak zapewne innych. Napisał między innymi: „Trzeba przedrzeć się przez chwasty depresji i twórczej niemocy, trzeba wziąć się w garść i tyrać, czasem ze łzami w oczach zwykłego zmęczenia lub ohydnej bezsilności”. Nie napisał skąd wziąć siłę. Czasem wizja opowieści jest tak silna, że stanowi motor napędowy. Na krótkim dystansie to się u mnie sprawdzało, ale na długim... Skąd wziąć siłę? Można, za radą poety, mieć wszystkich w dupie, ale nie da się mieć wszystkiego tamże. Na pewno! Z drugiej zaś strony wszelkie próby perfekcjonizmu w pisaniu zabijają pisanie. Czy już dotarłem do tych właśnie drzwi? Czy dlatego muszę szukać siebie? Za innym poetą powtórzę z nadzieją; „... Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę”...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Mane Tekel Fares 2 miesiące temu
    Cóż...
  • Karawan miesiąc temu
    Dziękuję :)
  • Marzyciel 2 miesiące temu
    Napisałbym, że brakuje Ci weny, ale nie wierzę w wenę. Dla mnie pisanie to rzemiosło. Reprezentuję zbyt niski poziom, żeby zostać zawodowcem, więc traktuję to hobbystycznie. Jeden skleja statki, inny zbiera znaczki, ja piszę. (czasem maluję). Robię to, ponieważ lubię. Robię to dla siebie, więc świat zewnętrzny nie ma większego znaczenia. Nie mam zamiaru nikogo zadowalać, nie mam żadnych oczekiwań. Dzięki temu nigdy nie jestem zawiedziony. Dlatego piszę codziennie...

    Wszak każdy piszący wie doskonale, że żadna z opowiadanych historii nie ma końca. Wie, że mógłby napisać to samo inaczej, że istnieje ciąg dalszy, że każda opowieść to tak naprawdę niekończąca się historia. Że, po prostu, to piękne dziecię naszej wyobraźni, które z reguły okazuje się niepełnosprawnym, jest z jednej strony czymś, co musieliśmy wyrzucić z siebie, lecz z drugiej – wcale nie jest powodem do dumy.

    Świetny fragment. Pisz w taki sposób Swoją prozę, a na pewno znajdziesz wielu czytelników. :)

    Pozdrawiam.
    M.
  • Karawan miesiąc temu
    Dzięki za komentarz, zawarte w nim przesłanie i pozdrowienia. :)
  • Zaciekawiony miesiąc temu
    Wena się czasem zdarza i trwa krótko. Żeby napisać coś dłuższego trzeba pisanie umieć i mieć trochę samozaparcia.
  • Keraj 2 miesiące temu
    Zawsze znajdzie się krytyk literacki który myśli że wie wszystko lepiej, chce pouczać, ale jak mu powiedzieć pokaż jak ty byś to sam napisał często chowa głowę w piasek. Krytykować innych jest łatwo, a przyznać do błędy trudno. Poruszyłes ważny temat. Pozdrawiam serdecznie 5
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Ktoś mi kiedyś powiedział, że kluczem do zadowolenia Czytelników jest brak chęci, aby ich zadowolić.
    I to sama prawda. Niech piszący wku...ia ich, i siebie czasem, niech obraża świętości, niech zabija zwierzęta, ludzi mniej, niech napisze, że wszystko gówno oprócz moczu, a Czytelnik będzie kupiony. To moim zdaniem najlepszy sposób, aby wywołać emocje.
    I tylko Piszący ma władzę stwórczą, aby wybierać, jakie "bluźnierstwa" zamieścić w tekście.
    Oczywiście są też techniki, aby wywoływać emocje i ich trzeba się nauczyć. I osobiście mam wrażenie, że jeśli użyje się takich technik, to tekst wcale nie staje się sztuczny, techniczny. Staje się bardziej ... emocjonalny, również dla piszącego.

    Dobry tekst, choć bez emocji. He he he ;)

    Pozdrawiam.
  • Pan Buczybór 2 miesiące temu
    Kurde, bardzo mocno rozumiem ten tekst. Ostatnio praktycznie przeżywam to samo. Nie pierwszy raz z resztą... Ja jestem jednak na wczesnym etapie, to dopiero, prawie, trzy lata, więc czuję, że mam prawo do takich wątpliwości. Póki co emocji i sposobów na zaciekawienie czytelnika poszukam w książkach, bo jeszcze wiele mam ich do przeczytania, zanim poznam granice "technik" pisarskich. Także świetny artykuł i szukajmy pisarskiego siebie. Pozdro
  • Karawan miesiąc temu
    Szukam, a odnośnie praktyków to stara dykteryjka; jaka różnica między kibicem(krytykiem) a impotentem? Żadna! Każdy znich wie doskonale jak się to robi, ale żaden nie potrafi. :)
  • Karawan miesiąc temu
    Karawan krytyków a nie praktyków!!
  • Bogumił 2 miesiące temu
    Przykład Orzeszkowej i jej "Nad Niemnem" to podręcznikowy przykład rzucania pereł przed wieprze. Stąd często słyszane postulaty wielu nauczycieli by ograniczyć liczebnie liczbę lektur, zawęzić ich ofertę do literatury z ostatnich czterdziestu lat, najlepiej do zagranicznej, czy wręcz jakiejś kolaboranckiej, czy obrazoburczej. Czyli ci, którzy mają te perły rzucać to takie same wieprze, jak i adresaci tych pereł. Niestety, ale tylko ci twórcy, obojętnie czy literaci, czy poeci, którzy zajmowali się problematyką ojczyzny, względnie w drugim planie problematyką społeczną nazywani są dziś wieszczami, mistrzami, wielkimi poetami, czy literatami. Pozostali, o ile nawet osiągali jakiś przejściowy sukces szybko są zapominani.
    Cóż 90 procent społeczeństwa to wieprze, często z tytułami naukowymi, ukończonymi licznymi fakultetami, ale pustką intelektualną w głowie. Bo kto miłość do Boga i własnej Ojczyzny utracił jest miałki, nie jest w stanie wydać z siebie nic interesującego, poza grafomanią. Prawdziwy literat musi przede wszystkim kochać swoich czytelników, przejmować się ich problemami. Oni nie chcą czytać o chorych wizjach zrodzonych w jego głowach. Oni chcą czytać o sobie.
  • Bogumił 2 miesiące temu
    Celem prawdziwego literata powinno być wydźwignięcie swoich czytelników na wyższy poziom intelektualny i moralny, a nie schlebianie ich tanim, atawistycznym gustom, a tym bardziej swojemu prymitywizmowi.
  • Bogumił miesiąc temu
    Bogumił

    :) dzięki, bardzo cenne uwagi
  • Zaciekawiony miesiąc temu
    Bogumił sam sobie odpowiedziałeś i pochwaliłeś siebie za odpowiedzenie sobie?
  • Bogumił miesiąc temu
    Zaciekawiony takie spsiałe czasy nastały, skoro gospodarz nie spełnia honorów domu, to człek musi sobie jakoś radzić;)
  • yanko wojownik 2 miesiące temu
    "wszelkie próby perfekcjonizmu w pisaniu zabijają pisanie"!!!

    →☆☆☆☆☆
  • Karawan miesiąc temu
    :) dzięki.
  • pkropka 2 miesiące temu
    "Że, po prostu, to piękne dziecię naszej wyobraźni, które z reguły okazuje się niepełnosprawnym, jest z jednej strony czymś, co musieliśmy wyrzucić z siebie, lecz z drugiej – wcale nie jest powodem do dumy" - tym mnie kupiłeś. Czyli umiesz, ale masz kryzys. Zdarza się, z każdego dołka da się wyjść, czego Ci serdecznie życzę.
  • Karawan miesiąc temu
    Dziękuję. Próbuję ;)
  • konfiguracja miesiąc temu
    "Z drugiej zaś strony wszelkie próby perfekcjonizmu w pisaniu zabijają pisanie. " - nadzieja, przepraszam, ale wyłącznie grafomanów. Znasz twórczość np. Nabokova? Każdy detal dopracowany maksymalnie.
    Bez oceny, bo rozumiem, że to jedynie głos w portalowej dyskusji. Aliteracka forma wypowiedzi.
  • konfiguracja miesiąc temu
    Jednak nawet ta forma nie uprawnia do stawiania kropki w tytule.
  • Karawan miesiąc temu
    Dziękuję. Kropka zbędna i błędna - fakt. Nabokov to nie cała literatura a już na pewno nie definicja formy, bo tą wybiera każdy artysta sam (NIE jestem artystą! - piszę o artystach!). Fachowcy od pisarstwa zgodnie twierdzą, że treść ważniejsza od formy. Perfekcjonizm jest efektem, a nie celem samym w sobie. Przytoczone zdanie przestrzega przed zabijaniem emocji, treści, czy przekazu na rzecz perfekcjonizmu, bo czytający dostanie sprawozdanie z badań, a nie historię, która go wciągnie.
    Będę zobowiązany za wyjaśnienie co rozumiesz przez aliteracką formę wypowiedzi. Jam laik nie pisarz, ani artysta. Wdzięczny będę za uściślenie i wyjaśnienie, nauki nigdy za wiele, a inaczej pozostanę w przekonaniu iż jest to tylko Twoja subiektywna i niczym nie poparta ocena, Dziękuję :)
  • konfiguracja miesiąc temu
    A sądzisz, że grafomania może być literacko perfekcyjna? :) To byłby oksymoron.

    Co mam tłumaczyć? Odniosłeś się do nieliterackiej wypowiedzi Nachszona i swoich rozterek. To ma być literacki dziennik? Jeden opublikowany tekst jeszcze do tego nie uprawnia.
  • konfiguracja miesiąc temu
    Karawan, dodam, że Twoja wypowiedź jest interesująca i warto tu zajrzeć. Teksty autematyczne, ale okołoliterackie też mają duże znaczenie dla literatury.
    A teraz znikam, obowiązki pozanetowe wzywają.
  • Karawan miesiąc temu
    konfiguracja Dziękuję. Nie wiem na jakiej podstawie podstawie stwierdziłeś nieliterackość wypowiedzi Nachszona, wszak literat to; "autor utworów prozaicznych lub poetyckich" (SJP). Opozycja moja wynika stąd, że z natury przeciwny jestem podziałom, (które jednak i sam popełniam!). Z reguły bowiem okazuje się, że wynikają one nie z istoty, a braku definicji podstawowych pojęć. Nasza percepcja jest różna, jak my sami, zaś brak określenia na wstępie rozmowy, o czym mówimy nieuchronnie musi doprowadzić do rozbieżności. To z kolei powoduje, że dwu obojętnych sobie emocjonalnie ludzi, nagle staje w obliczu własnych konfrontacyjnych postaw. Opowi, jak twierdzę uparcie i jest to moje subiektywne zdanie, jest portalem około literackim. Nie aspiruje do zamkniętego gremium demiurgów literatury, nie aspiruje nawet do literatury, choć pisujący tu nie raz pokazali, że, nie będąc profesjonałem, można "popełnić" utwór wartościowy. Opowi przyciąga swoją swobodą i zaangażowaniem ludzi (w tym profesjonałów), którzy pomagają innym dostrzec ich błędy i zachęcić do dalszych prób. Gdybym miał określić Opowi inna nazwą to "przedszkole literackie" wydaje się być właściwe. Nie krzyczymy na maluchy, zachęcamy i cieszymy się gdy komuś uda się rosnąć. Oczywiście zdarzają się konflikty, awantury i inne ekscesy, ale generalnie tak właśnie postrzegam Opowi. Dziękuję :)
  • konfiguracja miesiąc temu
    :))) Literat zawsze pisze tekst literacki? A cóż to za argument? Kiedy Nachszon składa ( na przykład) swoje CV w banku, to uprawia literaturę?

    „Już nie zatańczę” - Nachszona nie jest tekstem literackim. Mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że nieźle by Ci się oberwało od niego za takie przyporządkowanie. Wiesz dlaczego? Akurat on wypełnia to, co nazywa się perfekcyjnym pisaniem. Niesamowita dbałość o atrakcyjność treści i estetyzm jej zapisu. Nie można w tekście literackim ich oddzielać. Literatura jest formą zapisu myśli odautorskich. Myśl i jej werbalne ukonkretnienie w tekście literackim to nierozerwalna jedność, tu zapis myśli i sama myśl są jak rzeźba. Bryła, jej forma i treść, to jeden artystyczny byt.
    Lub jeden kicz, lub jedna grafomania.

    W innych wypowiedziach, forma nie wpływa na treść aż tak znacząco. Nawet z bełkotu można coś tam wyłowić. Są artefakty artystyczne i użytkowe. I właśnie „Już nie zatańczę” jest tekstem użytkowym, pożegnalnym (a niech to szlag!) Nachszona. A Twoje „Szukanie siebie” - jeśli jest felietonem, jak pisze poniżej Adelajda – wpisuje się w publicystkę kulturalną.

    Co do reszty „napomnień' – dobrze byłoby, gdyby Opowi stało się portalem, gdzie publikuje się teksty literackie. Rozwrzeszczana część znacząco starszych zerówkowiczów, która nigdy (opór wewnętrzny) nie dorośnie do miana choćby przeciętnego literata, nie powinna być pod żadną ochroną. Na szczęście nie jest tu większością.
    Od siebie powiem, że aby pisać, trzeba mieć coś do powiedzenia. Doświadczenia i interesującą osobowość oraz chęć pracy nad warsztatem pisarskim. I pokorę w pisaniu.

    Pozdro:)
  • Karawan miesiąc temu
    konfiguracja "Literat zawsze pisze tekst literacki?" No i widzisz sam; ja pytam na jakiej podstawie stwierdziłeś nieliterackość wypowiedzi Nachszona. Ty zaś uznajesz, że ja coś uważam :)
    Szczęście, że kawałek dalej "rozkminiasz" sprawę i to w detalach o które mi chodziło. Próbujesz przy tym podać Twoją definicję tekstu literackiego (bo, jak z definicją sztuki, czym jest tekst literacki lub nie - rozmowa baaardzo długa). Podoba mi się to co napisałeś. Jest precyzyjne i logiczne. Dziękuję! Zanim jednak (przekora ;) ) powstanie rzeźba godna Fidiasza są i palce poranione i materiał zniszczony i ciągła wątpliwość czy to już czy jeszcze nie, a wreszcie konstatacja; "mogło być lepiej, ale jeszcze nie potrafię". Tak mam ilekroć wracam do tego co popełnił. Może inni nie, ale dlatego też i nie mam aspiracji by zostać pisarzem. Ograniczam się do prób opowiedzenia tego co domaga się ode mnie wyrzucenia. Dziękuję i pozdrawiam.
  • konfiguracja miesiąc temu
    Karawan, w punkt. Grafoman nigdy palców poranionych w ciągłej wątpliwościach nie ma. Mania pisania, dziesięć tekstów na dzień, zero wątpliwości.
    Zdarza się również, raz na parę milionów pisacieli, taki jeden, który ma Talent i pióro go kocha. Pisze codziennie, dużo, szybko... i rodzi literaturę. Jest pisarzem, artystą słowa, geniuszem. To wyjątkowy przywilej od losu.

    Dzięki za wymianę zdań:)
  • Karawan miesiąc temu
    konfiguracja Przyjemnością było czytanie Twoich uwag. Dziękuję bardzo!!
  • Adelajda miesiąc temu
    Ja pisać zaczęłam, aby dać upust emocjom, z początku do szuflady i wyłącznie dla siebie. Później pomyślałam, że fajnie byłoby poznać ludzi, którzy darzą pisanie takim samym uczuciem jak ja. Nigdy nie dążyłam do perfekcji. Faktem jest, że z czasem pisanie uległo metamorfozie i człowiek sam wobec siebie wymagał więcej i więcej, co z czasem było męczące.
    Podoba mi się ta swobodna forma wypowiedzi. Ja bym powiedziała, że taki trochę felieton. Każdy szuka czegoś innego w pisaniu, jedenemu wystarczy sama możliwość i radość z pisania, inny będzie chciał piąć się coraz wyżej.
    Czytałam dość dawno taki esej, gdzie autorka twierdziła, że w pisaniu nie chodzi o to, aby nieustannie zaskakiwać i wynajdować nowe twory, ale trzeba wyciągnąć te "stare" historie i opowiedzieć je z naszej perspektywy - czy jakoś tak :) Pewnie coś pomieszałam.
    Bardzo przyjemnie było przeczytać. Można coś dla siebie "zabrać".
    Pozdrawiam.
  • Karawan miesiąc temu
    Dziękuję za odwiedziny i komentarz. :)
  • Ritha miesiąc temu
    Dzień dobry!

    „Czy można pisać o uczuciach bez uczuć?” – oczywiście! Ja tak robię nieustannie, gdyż pomimo że jestem dość emocjonalną osobą, to te najbardziej naszpikowane emocjami teksty piszę zupełnie niewzruszona. Z mojego doświadczenia wynika, że najważniejsze to określić jakie uczucia chcesz wzbudzić w czytelniku (a nie jakie Ci towarzyszą pisząc). Zaobserwowałam wręcz, że im bardziej chłodno podchodzę do tekstu, tym bardziej rusza to odbiorców. To oczywiście sprawdza się w przypadku thrilleropodobnych opowiadań. Jeśli chce się wzbudzić pozytywne emocje, no to już nie pomogę, bo nie wiem.

    „Czy można pisać o uczuciach bez uczuć? Pewnie, że tak! Tyle że taka lektura zainteresuje wyłącznie badaczy emocji, bo będzie rzeczowym sprawozdaniem z zarówno z tego, co się wydarzyło, ale i jakie wzbudziło u uczestniczących w zdarzeniu uczucia” – no i właśnie nie. Jeżeli obetniesz emocje całkowicie, to owszem, ale jeżeli w trakcie pisanie będziesz zastanawiał się, co czułbyś gdybyś to czytał z pozycji nie twórcy a odbiorcy, jakie uczucia by to w Tobie wzbudziło, co byś poczuł, to wtedy łatwiej jest Ci naszpikować tekst takimi rzeczami. Zawsze o tym myślę pisząc, że – jak to wygląda po drugiej stronie. To jak takie lustro. Ubrałeś się jakoś, uczesałeś glacę ;) i masz mniej więcej pojęcie jak możesz wyglądać z boku, ale nie upewnisz się jeśli nie spojrzysz w lustro (czyli tak jakby oczami innych), to samo jest z pisaniem. Poza tym trzeba się w jakiś sposób utożsamić z postacią, wejść w skórę bohatera (to jest najbardziej zajebiste w samym procesie pisania), być blisko (nawet gdy jesteś niewzruszony, to wyobraźnia w zakresie opisywanej sytuacji musi zapierdzielać na wysokich obrotach). A i widzisz, jak piszę jednostrzały to jestem zdystansowana i raczej chłodna (myślę jedynie o emocjach czytelnika), ale! Ale jak piszę serię, to już się wczuwam maksymalnie. Pisząc jeden rozdział Cmyka tak mocno wlazłam w łeb Maxa, że na klawiaturę lały się łzy, a potem śnił mi się w nocy. W dłuższych tworach, które się pisze tygodniami raczej ciężko pisać na chłodno. Jak widzisz sama mam różne metody, w zależności nad czym dłubie, są subiektywne oczywiście.

    „Przykładem jest ulewa. Dwu mokrych i ich reakcje; „ach, jak dobrze, że wreszcie porządnie lunęło – nie będę musiał znowu podlewać ogródka” albo; „nie dość, że zgubiłem klucze od mieszkania to jeszcze ta cholerna pompa” – no i co – ziewnęłam. Co by tu pomogło? Narracja trzeciosobowa. Np.: „Doszczętnie przemoczony, z wciąż skapującymi z nosa kroplami deszczu, usilnie przeszukiwał kieszenie, próbując odnaleźć klucze do mieszkania.
    Bezskutecznie.
    — Szlag… — syknął pod nosem. Do tej pory dostrzegał plusy ulewy, dzięki której nie będzie musiał podlewać ogródka. Teraz jednak, nie mogąc dostać się do własnego domu, uderzył dyskomfort sytuacji.”
    To tak na szybko, ale ja osobiście nie jestem zwolenniczką narracji pierwszoosobowej (przynajmniej nie zawsze), bo jeżeli nie zrobi się tego dostatecznie dobrze, to czytelnik nie wczuje się w postać prowadzącą narracje i masz Ci babo placek. A z pozycji bocznego obserwatora zawsze więcej widać, no i manewrów, moim zdaniem więcej.

    „sążniste opisy tak zwanej przyrody” – nie ma, kurwa, nic gorszego niż opisy przyrody w literaturze, brrrrrr

    „Czy, w odniesieniu do opisów przyrody, a szerzej do wszelkich opisów, jest w ogóle możliwe, by wzbudzić emocje?” – tak jak wyżej, negatywne emocje łatwiej wzbudzić, bo są jakieś takie silniejsze chyba. Strach w lesie to chyba nie trudno. Jeśli chciałbyś opisać piękno lasu i pozytywne emocje wynikające ze spaceru po nim, to uciekłabym w porównania (tu językowo trza się powyginać deczko) tudzież uderzać we wspomnienia (np. dzieciństwa, bo poznawanie czegoś jako dziecko, jest zawsze odkrywaniem nowego, a to z kolei jest zawsze ekscytujące).

    Ok, wkleję, nim mmi się utnie i zaraz czytam dalej.
  • Karawan miesiąc temu
    Dziękuję Ritho. Udało Ci się osiągnąć to, co mnie przychodzi z trudem - lustro. Zazdrościłem i zadroszczę. O ile na krótkich dystansach jest to jeszcze do osiągnięcia, o tyle w długich... No, ale wiosna, osłabienie wiosenne itd. itp. może jeszcze się rozkręcę :) Dziękuję bardzo.
  • Ritha miesiąc temu
    Nie skończyłam!

    No i najważniejsze. Nie możesz napisać po prostu, że Twój bohater, powiedzmy Krzyś się bał, odczuwał lęk, czy cokolwiek, co jednoznacznie narzuci czytelnikowi jedyny, „właściwy” sposób myślenia. Czytelnik musi poczuć ten strach i tu właśnie opis jest narzędziem. Jestem wyznawcą zasady, że im mniej tym lepiej, ubóstwiam chociażby lakoniczne dialogi w niektórych scenach, dlatego rzadko mam problem z tym, że opowiadanie mi się rozrosło, czy że napisałam monolit treści (w zasadzie nigdy). Nuda to porażka twórcy.

    „Kto wędrował – wie, że gdy wychodzisz na jakikolwiek szczyt, czujesz się po trosze zdobywcą świata. Emocja jak cholera! Ale jak to napisać, by czytający chciał się trudzić, pocić, kląć, leząc w skwarze, spocony, spragniony z uporem metr po metrze po zboczu nachylonym nie dla normalnych łazęgów?” – no właśnie dokładnie w ten sposób, pokaż trud bohatera zdobywającego szczyt, a dopiero na końcu rezultat. Jeśli zaczniesz opisywać gałęzie po drodze i piękny widok na szczycie to wiesz – dużo jest fotografii w necie, gdyby człek chciał zobaczyć takie okoliczności przyrody to raczej by sobie pooglądał obrazki. Tu natomiast trzeba stworzyć obrazek za pomocą słów i, o ile nie jest to proza poetycka (bo tam można szaleć dowoli z różnymi metaforami i to zwykle robi robotę opisową niebanalnie), to masz do tego narzędzie w postaci bohatera. To jego musisz „sprzedać”, a wszystko co wokół w gratisie.

    „Boję się pisać” – i to jest najgorsze co możesz uczynić. Katastrofa. Odrzuć lęk, Karawanie, na Boga!

    „Wszak każdy piszący wie doskonale, że żadna z opowiadanych historii nie ma końca. Wie, że mógłby napisać to samo inaczej, że istnieje ciąg dalszy, że każda opowieść to tak naprawdę niekończąca się historia” – tak oczywiście, ale Ty masz pokazać jej najbardziej interesujący wyimek. Bohaterowie żyją tak jak i my, tylko że w fikcyjnym świecie. W Twoim (moim, każdym) życiu są ciekawsze i nudniejsze etapy, są przygody i okresy stagnacji. Masz dwie opcje – możesz pisać o nudzie ale w ciekawy sposób, opierając się na wygibasach językowych i lotnych porównaniach, czy żywych dialogach, lub też używając nawet zwykłego języka opisać wyimek świata i „niekończącej” się historii, ale taki, który będzie ciekawy fabularnie. Można pisać o wszystkim, kurde mol, to jest tak niegraniczone pole możliwości, że nie mogę pojąć jak można tego nie lubić :)

    „Że, po prostu, to piękne dziecię naszej wyobraźni, które z reguły okazuje się niepełnosprawnym” – negacja, defetyzm, pesymizm, a gdzie… pasja? Masz chęć pisać, ale nie odczuwasz z tego przyjemności, a przyjemności nie odczuwasz, bo się blokujesz wewnętrznie jakimiś lękami itp. Koło się zamyka, nie wiem jak je przerwać, bo ja czystą miłością do literatury (zarówno czytania jak i pisania) pałam.

    „Czasem wizja opowieści jest tak silna, że stanowi motor napędowy. Na krótkim dystansie to się u mnie sprawdzało, ale na długim..” – to u każdego tak, sama mam kilka pootwieranych historii. Elastyczność, Karavanos, czasem się nie da, nie ma czasu/chęci, wiadomo, ale potem wstaje słoneczko, wieje nowy wiatr i wracasz do gry. Nigdy nie będzie zawsze zajebiście, a technik/metod/sposobów jest cała masa. Trza znaleźć własne, najlepiej metodą prób i błędów.

    „Z drugiej zaś strony wszelkie próby perfekcjonizmu w pisaniu zabijają pisanie” – taa, można się wpędzić w ślepy zaułek profesjonalizmu, wtedy dwa kroczki do tyłu, rzut okiem z dystansu, snickers i jedziesz dalej. Pokonywanie własnych barier i jakiś tam literacki rozwój idzie moim zdaniem równolegle z cichym dążeniem do perfekcji, ale na pewno nie jest tożsamy.

    No dobszz, poruszane przez Ciebie tematy są mi bliskie, dlatego pozwoliłam sobie przelać ciutkę refleksji.
    Pozdrawiam i życzę czerpania przyjemności z pisania, no i… znalezienia siebie :)

    Ps. Wyrzuć te ohydną kropkę z tytułu! :P
  • Karawan miesiąc temu
    Ritha Piękny komentarz. Gdybyśmy poszli do tyłu w czasie i gdybyś zobaczyła swoje komentarze z przed dwu lat... No! Nic dodać i nic ująć. Dziękuję i tyle. Dziękuję!
  • Zaciekawiony miesiąc temu
    Opisy przyrody mogą być dobre i mogą budować atmosferę tak samo, jak w filmach robi to scenografia. Aby w ten sposób wywołać emocje trzeba albo odwołać się do dobrze rozumianej symboliki, albo samą przyrodę uczynić częścią fabuły.
  • Karawan miesiąc temu
    Zaciekawiony Dziękuję z wizytę i komentarz. To jest tak; jeśli coś się umie - to łatwo, jeśli nie - ... :c Dzięki! :)
  • Ozar miesiąc temu
    Karawan Pytanie, dlaczego ktoś pisze jest pytaniem na które nie sposób odpowiedzieć ani jednym, ani tysiącem zdań. Dla jednego to ego, dla drugiego jakaś potrzeba wykazania się, czasem także wobec siebie samego, dla innego podzielenie się czymś co chciałby powiedzieć innym. Pominę tu prozę i poezję, a wypowiem się tylko z mojego podwórka. Sam wiesz jak często masz inne zdanie na taki, czy inny temat zapodany prze zemnie na opowi. Ja pisze, bo chcę coś przekazać, choć i u mnie powoli już się ogień wypala. Pisanie moim zdaniem powinno po pierwsze cieszyć autora, a dopiero później czytelnika. Jeśli tego nie ma to czasami daje się wyczuć sztuczność (pomijam błędy , choć nie te merytoryczne). Można co prawda pisać na siłę, tak jak ja to coraz częściej robię w tekstach o historii, ale przy prozie czy poezji to nie ma sensu. Sam wiem, że czasami nachodzi mnie myśl, czasem tylko hasło z którego potem powstaje jakiś lepszy, albo gorszy tekst.
    Napisałeś „Boję się pisać. Boję się oceny, jaką wystawię tej stercie wyrazów, która miała poruszyć, rozweselić, zasmucić, a przede wszystkim spowodować, aby czytający chciał wrócić do ciągu dalszego" – cóż też tak kiedyś czułem i bałem się napisać choćby jeden wyraz. Czułem wstyd i strach. Ale to już przeszłość. Teraz wiem co potrafie, a czego nie napisze nigdy, bo za wysokie progi. Jednak największą karą dla kogos, kto chciał kiedyś byc pisarzem, jest prawda że się do tego nie nadaje. Tak było i jest u mnie. Wtedy trzeba samego siebie przeprosic, ego zakopać bardzo głeboko i albo dac sobie spokój z pisaniem, albo pisanie potraktować jako hobby, bez żadnych oczekiwań.
    Napisałeś "Skąd wziąć siłę? - No własnie, skąd? Czasami mam wrażenie że bez takiej własnie wewnętrznej siły nie da się tworzyć szczególnie rzeczy nowych. Czasami pomaga ktoś z zewnątrz pisząc w komentarzu że chętnie poczyta dalej. Jednak jak wiem z własnego doswiadczenia to nie wystarcza.
    Napisałeś "Z drugiej zaś strony wszelkie próby perfekcjonizmu w pisaniu zabijają pisanie". Każdy z nas powinien dążyć do pisania perfekcyjnego, jednak musimy sobie zdać sprawę z przykrego dla nas faktu, że nie damy rady dojśc nawet średniego poziomu. Patrząc tak w zasadzie nie powinniśmy wcale pisać, albo poprawiać setki razy a to jest bez sensu.
    Napisałeś "Czy dlatego muszę szukać siebie?" - ja bym to lekko zmienił i zapytał "Czy znajdę jeszcze siłę do daszego pisania?
  • Karawan miesiąc temu
    Miło, że wpadłeś i próbujesz wspierać. Dzięki. To jednak trochę jak z bólem zęba; wszyscy ci współczują, ale boli tylko ciebie. Musi przejść ;) Dzięki.
  • jesień2018 miesiąc temu
    Karawan, ja tylko powiem, że cieszę się, że to napisałeś i że ja przeczytałam. "Niepełnosprawne dziecko" - właśnie tak. Mój pomysł zawsze wydaje mi się nieporównywalnie lepszy od wykonania... Życzę Ci radości pisania i pozdrawiam!
  • Karawan miesiąc temu
    Dziękuję i nawzajem; radości i chęci!
  • Justyska miesiąc temu
    Swietny tekst. Wiesz tak sobie myślę, że cale zycie to szukanie. Malarze szukają wciaz doskonalszych kolorów, biegacze nowych dróg, inni zwyczajnie szukaja celu, milosci albo hobby. Kazdy czegos szuka. I to jest najpiekniejsze. Gdy by pisarz wszystko znalazl ( srodki wyrazu, doskonala technike itp) stalby sie doskonaly i tym samym nudny. Dlaczego ten portal zyje? Bo wszyscy tu czegos szukaja. Czy moze byc piekniejszy sposob poszukiwan niz proba opowiedzenia o nich? Wyrazenia choc ulamka naszych rozterek np w poezji? Karawanie pisz i szukaj. Może nigdy nie znajdziesz siebie, cokolwiek to znaczy, ale znajdziesz w drodze wiele piękna.
    Szczescia życzę i wielu zapisanych stron!
  • Karawan miesiąc temu
    Masz oczywiście rację. Jesteśmy poszukiwaczami. Czasem tylko dopada nas chandra, zmęczenie czy przesyt. Dziękuję za odwiedziny i życzenia. Weny i chęci życzę :)
  • 00.00 miesiąc temu
    Karawan owe rozterki, były i będą Tobą szarpać i dobrze. Kiedy dojdziesz do sedna, skończy się etap rozwoju.
    Patrz zawsze wyżej niż masz głowę.
  • Karawan miesiąc temu
    Wątpliwości to niestety nieodzowny atrybut postępu. Dziękuję Szu za odwiedziny :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania