The Last TW 3.0: Wampirza wolność

//hahaha, nikt się nie spodziewał opowijskiej inkwizycji! Jak widać, nadal nie mam pojęcia, co to znaczy pisać na czas, ale, no, napisałem, więc życzę miłej lektury//

 

Postać: Nauczyciel krwiopijca

Zdarzenie: Całkowita zagłada pożeraczy mięsa

Miejsce: Szkoła dla elfich uchodźców

 

Krew lub mięso. Tak to wyglądało w tym świecie. Z jednej strony wampiry, z drugiej cała reszta. Oczywiście krwiopijców było znacznie mniej. Nikt się jednak nimi nie przejmował, więc mała ich populacja była spowodowana czynnikami naturalnymi, a nie tępieniem lub prześladowaniami. Właśnie w tym momencie warto zauważyć, że w tej krainie tego rodzaju potworem mogła zostać jedynie dziewica. Tak więc społeczność wampirów składała się tylko i wyłącznie z osobników płci żeńskiej. Mogłoby to dziwić, gdyby inne nocne potwory, na przykład gargulce lub wilkołaki, były w większości samcami, ale tak się złożyło, że praktycznie wszystko, co złe, ciemne i nikczemne uosabiało się tutaj w postaci kobiet, dziewcząt lub, bardzo rzadko, starych babć. W zasadzie nikt nigdy się nad tym nie zastanawiał. Przyjęto wręcz taką postać rzeczy jako coś naturalnego i normalnego, bo w opozycji stały rasy prawe i szlachetne, w których to przeważała "płeć brzydka" (oczywiście to tylko uproszczone dane, bo oczywistym jest, że kobiety też tam występują; w niektórych miejscach lub regionach nawet bardzo licznie).

Tak czy siak świat, w którym przyszło egzystować Verii, naszej szanownej bohaterce, nie był zbyt kolorowy, a wręcz przez ten podział płciowy wyjątkowo wręcz dziwny. Oczywiście historia zna krainy o wiele dziwniejsze, jak na przykład Muderię lub Nabnię, ale nie jest to fakt zbyt ważny. Ważniejsza jest wspomniana wampirzyca i jej dziwna przygoda, która doprowadziła do końca znanego jej świata. Oczywiście była tylko i wyłącznie świadkiem tego wiekopomnego wydarzenia, ale nie byłbym szczery, gdybym nie powiedział, że Veria, patrząc na ostatniego pożeracza mięsa, pomyślała...

— Gdzie twoja praca domowa? — Czerwone oczy świdrowały każdy skrawek notesu.

— Zapomniałem.

— Siadaj — Odesłała ucznia na miejsce. — Ubalel, jedynka — wpisała ocenę skrupulatnie do dziennika.

Veria i lekcja - to było jej krwiożercze życie. Od maleńkości interesowała się nauką. Ukończywszy studia planowała zostać sekretarką na dworze królewskim, ale jej plany zostały brutalnie zniszczone przez małe ugryzienie komara. Dobra, nie komara, ale Veria na pewno nie mogła inaczej nazwać małej wampirzycy, która nie była wyższa od noszonych przez nią kozaków. Ukąszenia praktycznie nie poczuła, ale jej duma została całkowicie skruszona. Jeszcze gorsze było to, że po przemianie jest się przez pewien okres czasu (zazwyczaj dziesięć ludzkich lat) całkowicie podległym rozkazom tego, kto przemiany dokonał. Tak więc się stało, że ambitna studentka nauk wszelakich przez dziesięć lat musiała żyć z małym, wampirzym kurduplem o durnych blondwłosach. Veria, po paru nocach głębokich przemyśleń, postanowiła zaakceptować swój los i zdać się na łaskę Huesci - jej wampirzej panii. Dziewczynka ta, jak się później dowiedziała, została wampirem równie przypadkowo; bawiła się w piaskownicy, gdy została niespodziewanie zaatakowana przez krwiożerczego potwora (który swoją drogą był takim samym dzieckiem jak ona). Huesca potem dużo opowiadała o wiążącej ją i jej dawnego mistrza przyjaźni, a Veria udawała, że słucha, odliczając kolejne dni przymusowego niewolnictwa. W gruncie rzeczy po pewnym czasie zdążyła się tego przyzwyczaić, ba, nawet dość Huescę polubiła, ale ze względu na swoją ambicję wolała kierować myśli w stronę przyszłości. Po dziesięciu latach opuściła blond dziewczynkę, ale ta, zdesperowana i stęskniona, zmusiła Verię do dalszego utrzymywania kontaktu. Korespondowały ze sobą od tamtego czasu i nawet teraz, kiedy już była nauczycielką na pełen etat, znajdowała czas by odpisywać na dziecinne i nudne listy Huesci. Co dziwne, sprawiało jej to przyjemność, bo swoją ex-mistrzynię wspominała miło. Być może był to tylko syndrom sztokholmski, a nie prawdziwa, szczera sympatia, ale Veria nigdy nie miała czasu by o tym myśleć.

W zasadzie cały czas była zajęta nauką swoją i swoich elfich uczniów. Rzadko się zdarzało by wampir (bądź co bądź rasa ciemna i dość prymitywna) kierował kształceniem światłych umysłów szlachetnych elfów. Na tyle rzadko, że na wszelkich zebraniach patrzano na Verię jak na dzikie zwierzę, które w jakiś dziwny sposób wpełzło do gmachu szkoły. Zdążyła się do tego przyzwyczaić, ale często duma nie pozwalała jej ignorować pogardliwych, elfich spojrzeń. A były to spojrzenia wyjątkowo pogardliwe, bo od dawien dawna krążyła legenda o rzekomym pochodzeniu wampirów od elfów. Długoucha rasa, znana ze swej przesądności, w większości przyjęła tę legendę za prawdę i na każdym kroku starała się udowodnić swoją niechęć do potworów nocy. W podaniu tym był fragment mówiący o tym, że pierwszy wampir powstał z odbicia pewnego elfa w przeklętym lustrze. I właśnie to mogło stanowić o sile przekonywanie tej, skądinąd, wyssanej z palca legendy.

Veria jednak, jako prawdziwa profesjonalistka, nie mogła sobie pozwolić na zajmowanie się tymi uciążliwymi uszczypliwościami. Zależało jej na swojej pracy i nie mogła dopuścić do tego, by tę pracę straciła.

Niestety, jak to często bywa, złowrogi los obrócił jej postanowienia w perzynę.

— Ugryzła pani ucznia. To niewybaczalne. Karygodne.

— Nie zabiłam go — odpowiedziała Veria głosem ponurym i głębokim.

— Nie obchodzi mnie to. Proszę odejść.

— Czy chce pani, szanowna dyrektorko, bym jednak kogoś ukatrupiła? — Wampirzyca nie wiedziała już, co mówi. Gniew, mrok i żądza krwi opanowały jej rozsądek.

— Słucham? — Elfka lekko się przeraziła.

— Czy chce pani, bym kogoś jednak ukatrupiła? — powtórzyła niepokojąco mechanicznie.

— Nie wiem, o czym pani mówi. Proszę wyjść z mojego biura — w głosie dyrektorki wybrzmiewała irytacja i strach.

To była scena, którą chciała zobaczyć Veria. Dumny elf bojący się rozgniewanego wampira. Naprawdę rzadki widok. A może jednak częsty? Mówi się przecież, że prędzej się uwierzy szatanowi niż wampirowi.

— Proszę już wyjść — machnęła ręką. — Pani już tu nie pracuje, więc proszę nie stać w moim biurze.

"Bardzo ładnie. Maskujesz strach irytacją. Głupi elf. Taki dumny, a taki strachliwy. Urocze... I te twoje oczka. Ciągle krążą, wędrują. Boisz się moich oczu, prawda? Boisz się ich."

Całkowicie straciła kontrolę. Nie myślała już jako Veria, lecz jako wampir - mroczny, prymitywny. Choć, mimo wszystko, nie chciała się opierać. Miała dość, miała już po prostu dość.

Rzuciła się przed siebie. Wbiła pazury w cienką, elfią szyję. Szybka śmierć. Poczuła kruszące się w dłoni kręgi szyjne, pękające żyły, rozrywane tkanki. Oderwała ją. Zerwała jak płatek rumianku. Nie chciała nawet pić wypływającej zewsząd krwi. Teraz, będąc w szale, będąc opanowana przez mrok, nie miała najmniejszej ochoty na kosztowanie obrzydliwiej, elfiej krwi.

To jej nie wystarczyło. Więcej, więcej trupów. Więcej krwi. Więcej łamanych kości. Wybiegła z gabinetu. Wyglądała jak upiór. Dłonie skąpane w czerwieni, czarne, długie włosy, krwiste oczy i demoniczne spojrzenie. Zabijała każdego, każdego, kogo napotkała. Już nie myślała. Przestała się przejmować. Teraz nareszcie była prawdziwym wampirem. Wcześniej czuła, że tylko udaje, podlizuje się tym elfom. Kiedyś, będąc człowiekiem uznałaby takie życie za sukces, a teraz, kiedy jest potworem nocy... We wnętrzu siebie wiedziała, że nie może tak być. Z resztą nawet Huesca jej o tym pisała w listach. Wampiry są wolne, są przerażające i właśnie takie powinny być.

Nie zauważyła nawet, kiedy rzeź się skończyła. Obudziła się w klasie, cała we krwi. Na zewnątrz było już jasno. Nie przejmowała się tym. W tej krainie światło nie szkodzi wampirom; na całe szczęście. Poczuła się wolna. Nie, w zasadzie uwolniona. Wszystkie elfy były już martwe. Wszyściuśkie.

Gdy wróciła do domu, napisała list do Huesci. To był pierwszy raz, gdy ona zaczynała konwersację. W normalnych warunkach nie wiedziałaby pewnie, co napisać, ale teraz, po tym wszystkim, co zrobiła, słowa same układały się na papierze.

Mała, blondwłosa wampirzyca przybyła do mieściny parę dni później.

Pierwszym przystankiem była szkoła, w której uczyła Velia. Obecnie całkowicie opustoszała i śmierdząca trupami.

— Ojej, jak dużo krwi — Huesca z podziwem oglądała wszystkie pobrudzone czerwonym płynem ściany. — Na oko wystarczy ci jej na cały rok.

— Trochę mnie poniosło — odpowiedziała Veria z lekkim uśmiechem. — Naprawdę nie chciałam, by tak to wyglądało.

— Co ty gadasz, Veria — ex-mistrzyni zbliżyła się do ex-uczennicy. — To naprawdę piękna rzeź. Nawet ja bym tak nie potrafiła.

— Dziękuję. Mimo wszystko nie zrobiłam tego świadomie. Wiesz, że to nie pasuje do mojego charakteru.

— To nie ma znaczenia. Mało wampirów rzeczywiście nad sobą panuje.

Rozmawiały dalej, przechadzały się po zawalonych trupami korytarzach. Huesca co jakiś czas zatrzymywała się by przeanalizować, co bardziej zmasakrowane zwłoki. Opowiadała przy tym dużo o ludzkiej anatomii, a Veria była pewna, że wiedza ta nie pochodzi z książek. W końcu zatrzymały się na dłużej.

— Patrz! Ten jeszcze żyje.

Podeszły bliżej. Ostatni, jeszcze dychający elf. Był nieprzytomny, cały zachlapany krwią, ale na sto procent żywy.

Veria, patrząc na ostatniego pożeracza mięsa (no, głównie warzyw) w tej szkole, pomyślała:

"O, cieplutka krew."

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • fanthomas 7 miesięcy temu
    Powrót do przeszłości
  • Pan Buczybór 7 miesięcy temu
    heh, w sumie tak
  • Karawan 7 miesięcy temu
    Mniej "więców" na początku i mamy ideał. ;) Bardzo ładnie uśmiechnięty pseudo Tarantino ;) Dziękuję. 5
  • Pan Buczybór 7 miesięcy temu
    dziękuję za komentarz
  • Trening Wyobraźni 7 miesięcy temu
    Brawo! Witamy nowy tekst! :)
    Z drobnym poślizgiem ;)
  • Elorence 7 miesięcy temu
    Przeczytałam, ale nie jestem pewna co przeczytałam... Teoretycznie powinnam czuć się oburzona. Zrobiłeś z kobiet krwiożercze potwory, no ale jak się nad tym tak dłużej zastanowić, to w sumie kobiety nie muszą być wampirami, aby tracić nad sobą kontrolę :D
    Było mega dziwnie... Narracja prowadzona jakby z punktu widzenia jakiegoś bajarza, który już całkiem sporo wypił, ale chciał zabawić publiczność :D
    Buczy, co Ci siedziało w głowie? xD
    Pozdrawiam!
  • Pan Buczybór 7 miesięcy temu
    nie wiem, co mi siedziało w głowie. W zasadzie tekst powstawał z przerwami przez jakieś dwa tygodnie, więc gdzieś po drodze zmieniała mi się wizja. Dzięki za komentarz :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania