Totalny kosmos - rozdział 16

Siedziałam w fotelu gapiąc się w przestrzeń kosmiczną. Blane prowadził jak stary dziadek i zaczynało mnie to irytować. Rozumiem, że to nie typ łamiący przepisy, ale na litość boską. Jego brat jest właśnie w drodze do szpitala, nie powinien się spieszyć? Nie chciałam lecieć z K. Nadal nie rozumiem, co się właściwie stało. Powiedział, że chce, żebym była jego, ale spotyka się z tym kocim szlaufem, bo nie jest mną? Że co, kurwa? Czy tylko ja nie widzę w tym logiki? Sama nawet nie wiedziałam, co czuję. Jak powinnam się czuć po czymś takim? Może powinnam się cieszyć, że chce być ze mną? Albo ubolewać, że spotyka się z nią, bo ona nie jest mną? Ja pierdole. Zaraz mi łeb rozsadzi.

- Pokłóciliście się z K? - głos Blane'a przywrócił mnie do rzeczywistości.

- Niee, czemu? - rzuciłam poirytowana.

Jego obecność coraz bardziej działała mi na nerwy. Zaczynałam żałować, że nie zostałam z K.

- Moim zdaniem powinniście iść do łóżka i w końcu zakończyć to udawanie, że między wami niczego nie ma.

- Popierdoliło cię?

- Nie widzisz, że to zaczyna wykraczać poza was dwoje? Dzisiaj oberwał mój brat, kto będzie następny?

Zacisnęłam dłonie w pięści, jednocześnie zaciskając szczękę. Chciałam mu coś odwarknąć, ale dotarło do mnie, że miał rację. Mieliśmy z Shanem zadanie specjalne, ale to nie znaczy, że wszystko było jego częścią. Prawdę mówiąc, pozwalałam mu na więcej niż to konieczne, bo wiedziałam, że K patrzy. Chciałam, żeby był zazdrosny. Żeby zobaczył, że umiem się bawić bez niego. Żeby poczuł to, co ja czuję, kiedy widzę go z nią. Shane został ranny po części też przeze mnie. Nie spodziewałam się, że K odwali coś takiego.

- Prawda w oczy kole, co? - odezwał się Blane.

- Kurwa, Blane, czy ty musisz prowadzić jak stary dziad? W takim tempie nie dolecimy tam nawet za dwa lata. - warknęłam.

- Ja, w przeciwieństwie do K, przestrzegam przepisów.

- Chłopie, ale bez przesady. Twój brat pewnie już jest operowany.

Statek nagle bardzo zniżył wysokość, jeśli tak to można nazwać pośród wszech otaczającej nas próżni.

- Zamieniamy się. - zarządziłam odpinając pasy.

- C-co? - Blane wyrównał lot i teraz patrzył na mnie zaskoczony.

- Oddawaj stery, dziadku. Idź stresuj się gdzie indziej. - prawie siłą wypchnęłam go z fotela.

Usiadłam na sterami zadowolona zapinając pasy. No to teraz zobaczymy, na co stać to dwuosobowe cacko.

- Zapiąłeś pasy, dziadku? - zapytałam zwiększając moc silników.

- Czuję, że tego pożałuję. - jęknął.

Uśmiechnęłam się pod nosem i rozpoczęłam test. Blane zbladł jeszcze bardziej. Kiedy na niego spojrzałam, wyglądał jakby miał zaraz zejść.

- Wyluzuj. - zaśmiałam się i zrobiłam beczkę.

- Kurwa, patrz gdzie lecisz! Ja pierdole, zabijesz nas! Co ja ci zrobiłem?!

Wybuchnęłam śmiechem. Nie wiedziałam, że z niego taki panikarz. Gdy dolecieliśmy do kwatery głównej MAO, Blane był cały mokry.

- Nigdy więcej z tobą nie lecę. - wydusił z siebie i szybko uciekł ze statku.

Poszłam złożyć raport, ale na miejscu okazało się, że K już to zrobił. Wróciłam do swojego statku i w drodze na Thanagar zadzwoniłam do Diablo.

- Za pół godziny, sala treningowa. Lepiej, żebyś tam był na czas. - warknęłam zanim zdążył się odezwać i rozłączyłam się.

Czułam, że moje udawanie, że nie ruszyło mnie to, co powiedział K dobiega końca. Dłużej już nie wytrzymam. Czułam się okropnie, nóż w sercu dalej tkwił i nie zapowiadało się, że gdzieś się wybiera. Wydawało mi się, że przez to, że pozwoliłam K dotknąć skrzydła, teraz boli mnie jeszcze bardziej. Gdyby Diablo mnie nie postrzelił, nie doszłoby do tego. Zamierzam mu skopać dupę. Może mi trochę ulży. Prychnęłam. Ta, ulży mi, chyba dopiero po śmierci... Tego kociego szlaufa. Jeśli tak dalej będzie, obawiam się, że będę musiała pomyśleć o zmianie partnera. Mimo, że nie wyobrażałam sobie, że mogłabym pracować z kimś innym niż K, że mogłabym przestać go widywać, że mógłby stać się jeszcze bardziej nieosiągalny niż jest. Chyba wolałam dalej z nim pracować pozwalając, by moje serce krwawiło, a potem w domu zapijać smutki. Jestem pieprzoną masochistką czy tylko mi się wydaje? W domu szybko się przebrałam i wyskoczyłam przez okno, żeby lecieć na spotkanie moich pięści z twarzą Diablo. Oczywiście on sobie nie zdawał sprawy w jakim stanie jestem i był dopiero w połowie drogi na salę treningową. Szedł przez pustą przestrzeń między wojskowymi hangarami i innymi budynkami, kiedy go zaatakowałam. Nie był nawet zaskoczony. Sparował wszystkie ciosy. Pieprzony demon. To nie fair! Bez słowa unikał moich ataków albo je parował. Wściekłość zaczynała ustępować innym emocjom. Niedobrze.

- To wszystko przez ciebie! - wrzasnęłam uderzając go w klatę. - Dlaczego mnie postrzeliłeś, kretynie?! Po jaką cholerę kazałeś mu wyciągać te pociski?! To twoja wina! - wrzeszczałam cały czas okładając go pięściami. - Przez ciebie pozwoliłam mu dotknąć skrzydła!

Odepchnął mnie. Zniknął mi z oczu i sekundę później poczułam jego oddech na karku.

- Skoro mu pozwoliłaś, to możesz mieć pretensje tylko do siebie. - usłyszałam jego głos tuż przy uchu.

Zaczęłam biec przed siebie i wzbiłam się w powietrze. Musiałam zmienić taktykę. Dolatywałam do niego i odlatywałam, ale dalej nie miałam z nim szans. Od kiedy zaczęłam z nim trenować, moja szybkość, zwinność i siła znacznie wzrosły. Ale w dalszym ciągu nie mogłam go zaskoczyć. Zabawa się skończyła, kiedy on też rozłożył skrzydła. Nawet nie wiem kiedy, przestałam atakować, a zaczęłam uciekać. Doleciałam do niewielkiej latającej wyspy pokrytej trawą i wylądowałam. Diablo już był naprzeciwko mnie.

- Skończyłaś? - zapytał.

Spojrzałam na niego zaskoczona.

- Skończyłaś się już na mnie wyżywać? - powtórzył.

Wpatrywał się we mnie tymi swoimi oczami w kolorze płynnego srebra. Nie potrafiłam powiedzieć, czy jest zły czy nie.

- Tak. - odpowiedziałam odwracając wzrok. - Możesz już lecieć.

Podeszłam do krawędzi wyspy i usiadłam zwieszając nogi. Chciałam być sama ze swoim smutkiem. Diablo usiadł obok mnie.

- Wiesz, możesz dalej się oszukiwać i winić mnie, ale to tylko pogorszy sytuację. - powiedział.

- Znawca się znalazł. - prychnęłam. - Masz dla mnie jeszcze jakieś złote myśli?

- O co ci chodzi? - zmarszczył brwi.

- Nie potrzebuję twojej pomocy i głupich rad.

- Łał, naprawdę jesteś dobra w oszukiwaniu samej siebie. Ale nie dam się nabrać. Nie zadzwoniłabyś, gdybyś nie potrzebowała pomocy.

Przygryzłam wargę. Skąd on to wie? Pożyczył sobie moc od Toby? Przecież jest facetem. Oni nie ogarniają takich rzeczy. Przeważnie. Nic nie odpowiedziałam. Siedzieliśmy w milczeniu dobrych kilka minut. Jeśli nie dłużej.

- Nie możesz mi pomóc. - powiedziałam w końcu.

- Jesteś pewna? - zapytał. - Myślę, że jednak mogę.

- A co ty możesz wiedzieć o mojej sytuacji? - warknęłam.

- Ja też zakochałem się w człowieku, do cholery! - naskoczył na mnie. - Zapomniałaś już?

No tak. Toby jest człowiekiem. Faktycznie zapomniałam. Nie myślę o niej w kategoriach rasowych. Nigdy nie myślałam. Jest dla mnie jak siostra i tyle. Nieważne czy ma skrzydła czy ogon albo czułki.

- Wiem, czego się boisz. - powiedział. - Boisz się, że dopuścisz go do siebie, a on nagle powie, że to jednak nie to i pójdzie do innej. To normalne, że się boisz.

- Serio? - prychnęłam.

- Myślisz, że ja się nie boję?

Spojrzałam na niego zaskoczona. Coś takiego jak strach nie pasowało do niego.

- Czemu się tak dziwisz? Jesteśmy inni niż oni. My zakochujemy się raz na całe życie, a oni... Przeważnie o tym nie myślę, ale czasami się nie da nie myśleć. Toby jest teraz ze mną i powinienem się cieszyć z każdej chwili spędzonej z nią. Może kiedyś powie, że już mnie nie kocha. A może nigdy się to nie zdarzy i będziemy razem do końca życia. Kto wie?

- Toby nigdy cię nie zostawi. - powiedziałam patrząc przed siebie na bezchmurne niebo. - Wydaję mi się, że ona nie jest w pełni człowiekiem.

- Mówisz tak, bo ma moc? Zdarza się, że ludzie mają nadnaturalne zdolności.

- Tak? I jeszcze mi powiedz, że nigdy o tym nie myślałeś. Ja spotkałam jej ojca i to na pewno nie jest człowiek. Nie wiemy kim była jej matka.

- Nawet jeśli nie jest człowiekiem, to nie oznacza, że nie zakocha się w kimś innym.

- A może właśnie oznacza. Kto wie?

- Tym lepiej dla mnie. - uśmiechnął się i wstał. - Lecę wykorzystać każdą chwilę, póki Toby jeszcze mnie kocha.

Zaśmiał się i usłyszałam trzepot skrzydeł.

- On nie dotknąłby twoich piór, gdyby nic do ciebie nie czuł. - usłyszałam głos Diablo tuż przy uchu, a potem zobaczyłam jak odlatuje.

 

 

Siedziałem na kanapie i gorączkowo myślałem, co mi odpierdoliło, żeby coś takiego powiedzieć F. Powinienem najpierw pomyśleć, a dopiero potem mówić. Byłem zły na siebie, że tak to spieprzyłem. Mogliśmy się wtedy pogodzić, gdybym tylko nie powiedział o zdanie za dużo. Debil, debil, debil. Nie mogłem przestać myśleć o tym, co się stało, gdy dotknąłem piór F. Im bardziej o tym myślałem, tym głośniej coś we mnie krzyczało: MOJA! MOJA! MOJA! Jeśli jeszcze raz zobaczę, że jakiś facet ją dotyka, to go zabiję. Gołymi rękami go wypatroszę. Złapałem się rękami za głowę. Co się ze mną dzieje?

- Josh, wszystko w porządku? - zapytała Iris wyrywając mnie z zamyślenia.

Zapomniałem, że jest obok. Praktycznie zapomniałbym, że w ogóle istnieje, gdyby o sobie nie przypominała.

- Odkąd wróciłeś z tamtej misji jesteś jakiś dziwny, przygnębiony, zamyślony. - powiedziała przybliżając się do mnie. - Co się dzieje?

- Bo widzisz, na ostatniej misji... Agent, który z nami współpracował został ranny przeze mnie. - wcale nie skłamałem, chociaż to nie był główny powód mojego nastroju.

Męczyły mnie wyrzuty sumienia, że Shane oberwał przeze mnie. Ale bardziej dobijało mnie to, co się stało między mną i F.

- Josh... Nie martw się, na pewno z tego wyjdzie. - powiedziała i przytuliła się do mnie.

W tym momencie wolałbym, żeby jej tu wcale nie było. Nie mogłem się zebrać, żeby jej powiedzieć, że nie chcę się z nią dłużej spotykać. Nie miałem do tego głowy, bo moje myśli ciągle zajmowała F.

*

- Za duże?! - Shaun prawie wrzasnął.

Przewróciłem oczami. Mogłem mu nic nie mówić. Po jaką cholerę zaczynałem ten temat?

- Jak facet może powiedzieć, że laska ma za duże piersi? Jesteś chory? - patrzył na mnie niedowierzając. - Jesteś gejem? A może zmieniłeś płeć?

- Shaun, do cholery, nic mi się nie stało. To znaczy stało, ale nic z powyższych.

- Jednym słowem: F. - westchnął. - Stary, ale cię wzięło. Ile to czasu już cię trzyma? Myślałem, że dałeś już sobie z nią spokój.

- Też tak myślałem, ale nie umiem, nie mogę i nie chcę. Jeśli nie będę z nią, to nie będę z nikim.

- Stary, no nie przesadzaj. Co ci nie pasuje w Iris? Oprócz tych wielkich piersi, czego dalej nie ogarniam.

- Nie przesadzam, po prostu nie pasujemy do siebie. Jakbyś spotkał F, to byś zrozumiał.

- Dobra, poddaję się. Do ciebie nic nie dociera oprócz tej twojej F. - westchnął Shaun. - Powiedziałeś już Iris?

- Nie, jeszcze nie.

- Mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno i nie złamiesz jej tym serca.

- Ja też.

Zapadła cisza, którą przerwał dopiero charakterystyczny dźwięk. Wzywali mnie.

- Powodzenia. - Shaun poklepał mnie po ramieniu i wyszedł.

Przebrałem się szybko, założyłem maskę i chwilę później już byłem w drodze do MAO. Ledwo mogłem się skupić na prowadzeniu statku, bo cały czas myślałem o F. Będziemy mogli normalnie porozmawiać? Czy znowu nie będzie się odzywać? Może będzie odwalać jakieś fochy? Na miejscu okazało się, że F czeka na mnie pod szefostwem.

- Siema, F. - powiedziałem.

- Siema, K. - odpowiedziała i przybiliśmy piątkę.

Spodziewałem się raczej, że żadnej piątki nie będzie, F odwróci się plecami i wejdzie po wytyczne nie czekając na mnie. Czyli wszystko w porządku? Dostaliśmy wytyczne i polecenie, by znowu lecieć tym dwuosobowym statkiem. Jak zwykle ja siedziałem za sterami, a F po mojej prawej. Lecieliśmy w ciszy. Nic nowego. Chciałem jakoś zagadać, ale nie wiedziałem jak. Co jej miałem powiedzieć? "Hej, nie gniewasz się za to, co ci ostatnio powiedziałem? Bo w sumie to nie o to mi chodziło?" Ja pierdole, to idiotycznie brzmi w mojej głowie, a co dopiero jakbym to rzeczywiście powiedział. Westchnąłem i poczułem na sobie wzrok F, ale kiedy na nią spojrzałem, patrzyła gdzieś w przestrzeń kosmiczną. Nic nie zmieni tamtych słów, więc po co mam się produkować? F pewnie i tak by mnie zaraz zgasiła jakąś docinką albo zaczęła wyzywać. Oszczędźmy sobie tego. Na miejsce dolecieliśmy w ciszy. Opuściliśmy statek i ruszyliśmy prosto przed siebie. Szliśmy, oczywiście, nie odzywając się do siebie. Weszliśmy w las i zrobiło się dziwnie cicho. Jakby do tej pory tak nie było. Jednak ta cisza była inna od tej, która panowała między mną a F. Po kilku następnych krokach, wpadliśmy w zasadzkę. Wyskoczyła na nas grupa zamaskowanych mężczyzn należących do różnych ras. Zaczęliśmy walczyć i straciłem F z oczu. Kiedy znokautowałem swoich przeciwników, rozejrzałem się. Przeciwnicy F leżeli nieprzytomni na ziemi, ale jej nigdzie nie widziałem.

- F? Jesteś cała? - zawołałem.

- Taa... - usłyszałem gdzieś zza pleców.

Odwróciłem się i zobaczyłem jak F zrzuca z siebie ostatniego, nieprzytomnego faceta. Wstała i zaczęła się otrzepywać z liści, mchu i ziemi.

- Wpadłam w pieprzone krzaki przez tego debila. - powiedziała.

- Nic ci nie jest? - zapytałem.

- A co, nie widać? - syknęła.

Zaczyna się. Ruszyliśmy dalej w milczeniu. Jak zawsze. Boże, kiedy znowu będzie jak kiedyś? Kiedy znowu będziemy normalnie rozmawiać? Nagle F złapała mnie za rękę i pociągnęła gdzieś w głąb lasu zbaczając ze ścieżki.

- F, co ty robisz?

- Chodź, a nie gadaj.

Przedzieraliśmy się przez krzaki i zwisające gałęzie, aż w końcu F się zatrzymała i przybiła mnie do drzewa. Chropowata kora wbijała mi się w plecy, ale F tak napierała swoim ciałem na moje, że ledwie to rejestrowałem. Patrzyła na mnie wzrokiem pełnym pożądania. Zrobiło mi się gorąco. Co jej się tak nagle stało? Jej dłonie zaczęły błądzić po moim ciele, a ja zaskoczony nie wiedziałem, co robić. Czułem, że coś jest nie tak.

- Co robisz, F? - zapytałem starając się trzymać ręce przy sobie.

- Musisz pytać? Serio? - zamruczała mi do ucha i przygryzła jego płatek.

Pocałowała mnie namiętnie, a ja oddałem pocałunek. Nie mogłem się już dłużej powstrzymywać. Złapałem ją za pośladki i podniosłem, a ona objęła mnie nogami w pasie. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Obróciłem się z F i teraz to ona opierała się plecami o drzewo. Rozpięła swój kombinezon i moje usta automatycznie znalazły się na jej szyi i dekolcie. Cały czas czułem, że coś jest nie tak i w końcu to zauważyłem. Dziwne, niewielkie, sinofioletowe plamki na jej skórze.

- F, zaczekaj. - wydyszałem przestając ją całować, żeby przyjrzeć się plamkom.

Ale ona nie dawała za wygraną. Dalej mnie całowała ściskając nogami w pasie. Próbowałem jakoś uciec od jej ust, ale to nie było takie proste.

- F, poczekaj... Poczekaj... F... Co to jest?

Puściłem jej pośladki i w końcu udało mi się od niej trochę oderwać, ale na koniec musiała jeszcze przygryźć moją dolną wargę. Do krwi. Dziwne plamki były wszędzie. Na jej twarzy, szyi, piersiach. Rozpiąłem dalej jej kombinezon odsłaniając brzuch i tam też były. Zdjąłem jej rękawiczkę. Plamki pokrywały również jej dłoń.

- Nie musieliśmy przerywać, żebyś mógł mnie rozebrać. - zamruczała.

- Skąd to masz? Miałaś te plamki już wcześniej? - zapytałem.

W końcu przestała ściskać mnie nogami w pasie i stanęła na ziemi.

- Jakie plamki? O czym ty mówisz? - spytała poirytowana.

- Nie widzisz tego? - dalej trzymając jej dłoń uniosłem ją do góry, prosto pod jej nos.

- Dlaczego wszystko psujesz? - wyrwała swoją dłoń z mojej. - Wymyślasz jakieś plamki! Weź mnie tu i teraz, do cholery!

Znowu zaczęła mnie całować oplatając rękami moją szyję. Chwyciłem ją za ramiona i próbowałem odsunąć od siebie. Coś było nie tak. Przez te plamki była taka, ale dlaczego ona sama ich nie widziała?

- F, przestań... - mówiłem starając się unikać jej pocałunków. - Musimy... Się dowiedzieć... Co to za plamki...

Siłowałem się z nią dobrych kilka minut, ale zamiast odsunąć ją od siebie, straciłem równowagę i wylądowaliśmy na ziemi. Przygniotłem ją swoim ciałem i wydawało mi się, że jestem na wygranej pozycji. Ale gdy tylko podniosłem się na czworaki, F wkroczyła do akcji i nawet nie wiem kiedy znalazłem się pod nią.

- Pragnę cię. - zamruczała mi do ucha. - Pieprz się ze mną.

Wiła się jak kot ocierając o moje ciało, a w szczególności o nabrzmiałego członka. To było jak najlepszy sen i jednocześnie najgorszy koszmar. Też jej pragnąłem. Chciałem ją wziąć tu, na tej ziemi, wśród krzaków, ale ona nie była sobą. Czułem to, ale nie wiedziałem jak długo będę w stanie się jej opierać. F rozpięła mój kombinezon i jej dłonie zawędrowały do moich bokserek.

- Nie, F. Przestań... - jęknąłem.

- Nie? - zabrała dłonie i pochyliła się nade mną prawie wsadzając mój nos między jej piersi. - Nie chcesz mnie?

- Proszę cię, przestań... Nie jesteś sobą. - powiedziałem.

- Nie chcesz się pieprzyć, to chociaż... - oblizała wargi. - Zadowolę cię w inny sposób.

Moje serce oszalało. Tak samo jak mój członek. Patrzyła mi w oczy, kiedy jej dłoń znalazła się przy moich bokserkach, a potem zacisnęła się na pulsującym członku. O tak! To znaczy... Nie! O nie! Prawie się poddałem. Nie mogę tego zrobić. Ona nie jest sobą, nie mogę jej wykorzystać. To tak jakbym wrzucił jej tabletkę gwałtu do drinka i... Nie, nie, nie. Nie zrobię tego. Będę później pokutował w postaci bólu jąder, ale trudno. Czego się nie robi z miłości? Złapałem F za przedramiona i odsunąłem od siebie. Sięgnąłem po broń.

- Wybacz. - powiedziałem mierząc do niej i patrząc w jej zaskoczone oczy.

Nacisnąłem spust i osunęła się na ziemię sparaliżowana. Schowałem broń i zasunąłem swój kombinezon ciężko oddychając. Doprowadziłem się do stanu użytkowania i spojrzałem na F. Co teraz? Co mam z nią zrobić? Nie mogę jej paraliżować w nieskończoność. Te plamki musi zobaczyć jakiś lekarz. Kiedy zapinałem jej kombinezon, zauważyłem, że plamek jest zdecydowanie więcej. Niedobrze. Wziąłem ją na ręce i ruszyłem przed siebie. Musieliśmy wyjść z tego lasu, żebym mógł wezwać statek. Nie wiedziałem jak długo będzie działać pocisk paraliżujący, więc musiałem się spieszyć. Nie chcę znów się z nią szarpać. Las zaczął się przerzedzać i zobaczyłem jakieś budynki. Przyspieszyłem i po chwili stałem już po środku wioski. Jej mieszkańcy dziwnie na mnie patrzyli. Niektórzy uciekali, a inni olewali. Wszyscy mieli zieloną skórę, czułki wystające z czubka głowy i czerwone oczy. Poza tym wyglądali jak ludzie.

- Macie tu jakiegoś lekarza? - zapytałem.

Patrzyli na mnie jak na debila i zaczęli coś szeptać między sobą w nieznanym mi języku. Świetnie. Nikt mnie nie rozumie. Było się uczyć w szkole języków obcych.

- Ktoś z was wie, co to za plamki? Ktoś mnie rozumie?

Znowu to samo. Nic tu po nas. Muszę ją zabrać do MAO. Powoli sinofioletowy kolor zaczynał dominować na twarzy F. Na reszcie ciała musiało być podobnie. Co się stanie jak plamki pokryją całą skórę? Co jeśli nie zdążę dolecieć z nią do kwatery głównej? Rozejrzałem się wokoło. Mieszkańcy wioski otoczyli mnie, ale trzymali dystans.

- Ktoś z was wie, co to jest? Jak jej pomóc? - zapytałem patrząc po zielonych twarzach.

Zaczęli między sobą rozmawiać dotykając swoich twarzy, więc chyba coś zajarzyli. Spojrzałem na sparaliżowaną F. Zaczynała ogarniać mnie panika. Może nie wiedziałem, co to za plamki, ale czułem, że to coś niedobrego.

- Trujący bluszcz. - usłyszałem i podniosłem wzrok.

Przed tłum wystąpił jeden z mieszkańców.

- Trujący bluszcz. - powtórzył.

- Przez ten bluszcz jest fioletowa? - zapytałem, a on skinął głową.

Nie podobało mi się określenie "trujący". F wpadła w krzaki, kiedy walczyliśmy. Pośród nich musiał być ten przeklęty bluszcz.

- Jest na to lekarstwo? - zapytałem.

Jako odpowiedź otrzymałem tylko skinienie głowy. Nie zna więcej słów w moim języku?

- Pomożesz mi? - zapytałem. - Proszę, ja...

Uciszył mnie podnosząc dłoń do góry.

- Chodź. - powiedział i zniknął pośród tłumu.

Szybko ruszyłem za nim. Przeszliśmy wzdłuż chyba całą wioskę. Kierowaliśmy do najbardziej odległego budynku, który wyglądał bardziej jak chatka. W środku nie było żadnych mebli, tylko coś jakby basen wypełniony białym płynem. Na podłodze rozstawionych było kilka świec i nic poza tym.

- Co to jest? - zapytałem.

- Specjalne mleko. - odpowiedział.

Mleko? Dobra, niech będzie co chce, jeśli to ma pomóc F.

- Jedna godzina w mleku. - powiedział.

- Mam ją tam wsadzić na godzinę? - upewniłem się.

Skinął głową i wskazał palcem na mnie.

- Ty też.

- Ja też? Przecież nie wpadłem w bluszcz.

Machnął ręką zniecierpliwiony.

- Ty też. - powtórzył.

- Dobra, ja też.

- Jedna godzina. - powiedział i wyszedł.

Usłyszałem jakiś dziwny hałas. Jakby ktoś przesuwał coś ciężkiego pod drzwi chatki. Położyłem F na podłodze i poszedłem sprawdzić. Drzwi ani drgnęły. Zamknął nas tu. Co to za świr? Może to pułapka? Wejdziemy do tego "specjalnego" mleka i umrzemy w męczarniach albo się utopimy. Ale czy miałem jakieś wyjście? Gdyby nie świece, które dawały zaskakująco dużo światła, panowałby tu mrok. Spojrzałem na F. Musiałem zaryzykować, bo co innego mi pozostawało? Rozebrałem się do naga i zacząłem rozbierać F. Nadal była sparaliżowana i czułem się jakbym rozbierał lalkę. Bardzo głupie uczucie. Gdy była już naga, przeraziłem się, bo prawie cała jej skóra była już sinofioletowa. Porwałem ją na ręce i wszedłem z nią do basenu. Mleko okazało się być przyjemnie ciepłe. Miałem nadzieję, że nie wystygnie przez tą godzinę. Zanurzyłem się z nią prawie po szyję i czekałem. Nie mam pojęcia ile czasu minęło, ale zaczynały mi powoli cierpnąć ręce. Nagle twarz F znalazła się zdecydowanie za blisko mojej.

- K... - zamruczała.

Spanikowałem, złapałem ją za głowę i wsadziłem pod wodę. To znaczy pod mleko. Boże, co ja robię? Puściłem ją i wynurzyła się kaszląc.

- Chcesz mnie, kurwa, utopić? - warknęła patrząc na mnie wściekle.

- Chcesz się ze mną pieprzyć? - zapytałem z sercem bijącym jak dzwon.

Musiałem ją sprawdzić. Nie byłem pewny, czy była już sobą. To był najlepszy sposób.

- Że co, kurwa? - warknęła, a ja odetchnąłem z ulgą.

- Wróciłaś. - uśmiechnąłem się.

- Wróciłam? Co ty pierdolisz, K?

- Wpadłaś w trujący bluszcz i dobierałaś się do mnie. Rozbierałaś mnie, siebie i...

Specjalnie uciąłem. Patrzyła na mnie jak na wariata. Nie pamiętała nic?

- Nie pamiętasz? - zapytałem.

- Pamiętam, tylko... - odpowiedziała i zamyśliła się na dłuższą chwilę. - Wszystko jest jakby zamglone. Zaraz... Czy ty mnie przeleciałeś?

- Co?

- Pytam się czy wykorzystałeś sytuację?

- Zwariowałaś?

- Nie mów, że mnie nie przeleciałeś jak miałeś okazję!

- Za kogo ty mnie, kurwa, masz?! Nie jestem jakimś pieprzonym zwyrolem! Nie dotknąłem cię! To znaczy dotknąłem, ale nie w taki sposób jak myślisz!

- Przestań pierdolić! Pamiętam jak mnie macałeś i całowałeś przybijając do drzewa!

- To pamiętasz! A nie pamiętasz już tego, co było potem, co?! Jak się z tobą siłowałem próbując cię ode mnie odkleić?! Wiedziałem, że nie jesteś sobą, jak tylko zobaczyłem te plamki!

Aż się gotowałem ze złości. Jak mogła myśleć, że byłbym w stanie zrobić coś takiego? Rozumiem, że ma luki w pamięci, ale bez przesady. Nie musiała od razu zakładać, że kłamię.

- Jakie znowu, kurwa, plamki?

- Spójrz na swoją skórę.

Uniosła swoje ręce ponad poziom mleka i zaczęła się im uważnie przyglądać. Plamek było mniej, ale nadal tam były. Spojrzała na mnie zmieszana chowając ręce z powrotem do mleka.

- I co? Zatkało? - warknąłem krzyżując ręce na piersi. - Takie plamki masz na całym ciele.

- Skąd to niby wiesz? Ty... - zaczęła, ale przerwała, bo chyba zrozumiała.

- Nie wiem czy zauważyłaś, ale jesteś naga. Nie przerywaj mi. - powiedziałem szybko, bo już otwierała usta. - Przecież musiałem cię rozebrać, żeby cię tu wsadzić. A żeby cię tu przynieść, musiałem cię sparaliżować, bo...

- Wiem. Już pamiętam. - syknęła.

Nastała między nami cisza. Skoro pamięta, to nie muszę się już produkować, żeby wyjaśnić całą sytuację.

- Naprawdę myślisz, że mógłbym cię wykorzystać? Że mógłbym zrobić ci coś takiego wiedząc, że nie jesteś sobą? - zapytałem przerywając ciszę.

- Ja...

- W ogóle mnie nie znasz. - prychnąłem odwracając głowę, żeby na nią dłużej nie patrzeć.

Nie powiem, zabolało. Myślałem, że mi ufa. Przecież znamy się nie od dziś. Partnerzy powinni sobie ufać. Tym bardziej powinna mi ufać po tym wszystkim, co razem przeszliśmy. Przecież łączy nas coś więcej. Usłyszałem hałas i do chatki wszedł ten sam gość, który mnie tu zaprowadził. F akurat znowu oglądała swoje ręce z nadal widocznymi plamkami.

- Jedna godzina. - powiedział i zabrał nasze rzeczy.

- Jeszcze? - zapytałem.

Kiwnął głową potwierdzając.

- Ale ja chyba mogę już wyjść, co?

Miałem nadzieję, że tak i będę mógł trochę odreagować w samotności, zamiast siedzieć tu z nią. Sama wpadła w te krzaki, to niech sama sobie tu siedzi. Pomogłem jej, a w zamian ani "dziękuję", ani "przepraszam".

- Nie. Jedna godzina. - odpowiedział i wyszedł razem z naszymi kombinezonami.

- Zajebiście. - mruknąłem pod nosem.

Spojrzenia moje i F się spotkały, ale szybko odwróciłem głowę. Pewnie będziemy tu siedzieć dopóki nie znikną jej te pieprzone plamki. Tylko po co mu były nasze rzeczy? Żebyśmy nie uciekli? Przesunąłem się w kierunku ściany tego dziwnego basenu i wyczułem coś na kształt półki, mniej więcej w połowie wysokości. Chyba służyła do siedzenia i rozciągała się na całą szerokość basenu. Skoro mamy tu spędzić jeszcze godzinę albo i dłużej, to lepiej sobie siądę. Oparłem łokcie o brzeg i odchyliłem głowę do tyłu zamykając oczy. F pewnie dalej stała na środku basenu. Nadal byłem zły i urażony, więc lepiej niech tam zostanie. Nie wiem ile tak siedziałem, ale w końcu usłyszałem lekko zachrypnięty głos F:

- Przepraszam.

Czy ja się przesłyszałem, czy ona właśnie mnie przeprosiła? W każdym razie nie zareagowałem.

- Przepraszam. - powtórzyła. - Słyszałeś?

Podniosłem głowę otwierając oczy i spojrzałem na nią. Była dużo bliżej niż przedtem.

- Słyszałem za pierwszym razem. - odparłem. - I co? Mam ci bić brawo?

- O co ci chodzi? Przecież przeprosiłam.

- Przeprosiłaś? I myślisz, że jedno głupie "przepraszam" załatwi sprawę? Zdajesz sobie sprawę o co mnie oskarżyłaś?

- To było nieporozumienie...

- Nieporozumienie? - wstałem zaciskając dłonie w pięści. - Jakie, kurwa, nieporozumienie? Oskarżyłaś mnie o gwałt! O gwałt, kurwa!

F zaskoczona aż się cofnęła.

- Nie mógłbym tego zrobić żadnej kobiecie, a tym bardziej tobie! Nawet jeśli sama tego chciałaś, to byłaś pod wpływem tego pieprzonego bluszcza! - uderzyłem pięścią w powierzchnie mleka ochlapując nas oboje. - Dlaczego mi nie ufasz?! Mało razy udowadniałem ci, że mi na tobie zależy?!

F patrzyła na mnie zszokowana, jakbym wykrzykiwał jakieś niestworzone rzeczy. Dlaczego się nie odzywa? Czemu nic mi nie odwarknie? Tym swoim milczeniem tylko dolewała oliwy do ognia. Nie pamiętam, żebym był na nią kiedyś tak wściekły, jak teraz. No dobra, może raz. Tylko czemu musiała mnie wkurzyć w takich okolicznościach? Kiedy jesteśmy sami i nadzy. Moglibyśmy... Nie, nie. O czym ja w ogóle myślę? Przecież jestem wściekły. Chociaż seks na zgodę byłby w sam raz. Nie obraziłbym się. Patrzyłem na F, a ona na mnie z rozchylonymi ustami, jakby chciała coś powiedzieć. Czekałem, aż w końcu się odezwie, ale ona nadal milczała. Spuściła głowę. Pewnie, żebym nie zobaczył łez spływających jej po policzkach. No cóż, za późno.

- No i czego ryczysz? - warknąłem.

Spojrzała na mnie zaskoczona, ale prawie natychmiast odwróciła wzrok. Myślała, że nie zauważę? I znowu będziemy milczeć? Odwróciłem się do niej plecami. Coraz bardziej wkurzało mnie jej milczenie, ale nie mogłem patrzeć jak płacze. Przez jej łzy, moja złość zaczynała się gdzieś ulatniać. Zaczynałem czuć się winny i chciałem do niej biec, by porwać ją w ramiona. Ale przecież to nie moja wina. Sama jest sobie winna. Musiałem się odwrócić, bo jeszcze zacząłbym przepraszać. Mimo, że nie miałem za co. Zacisnąłem dłonie w pięści i walczyłem ze sobą, by się nie odwrócić.

- Znałam kiedyś kogoś, kto był mi bliski. - zaskoczony odwróciłem się, by na nią spojrzeć. - Był dla mnie jak brat i ufałam mu bezgranicznie. Znałam go tyle lat i nie mogłam sobie wyobrazić, by mógł skrzywdzić kobietę w ten sposób. A jednak to zrobił. - podniosła głowę i spojrzała mi w oczy.

- Skrzywdził cię? - zapytałem zaciskając pięści jeszcze bardziej.

- Nie mnie. Zrobił to dziewczynie, którą kochał, ale nie mogła być jego. Znałam ją, widziałam ślady na jej ciele... Z resztą nieważne, on już nie żyje... W każdym razie nie powinnam była porównywać cię do niego. Przepraszam. - odwróciła wzrok i objęła się rękami.

Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Niby sytuacja się wyjaśniła, niby rozumiałem dlaczego mnie oskarżyła nie czekając aż wróci jej pamięć, ale w środku dalej czułem się urażony.

- Wybacz mi. - powiedziała tak cicho, że ledwo usłyszałem.

Westchnąłem i zacząłem iść w jej stronę, żeby ją przytulić. Zanim do niej dotarłem, drzwi chatki się otworzyły i wszedł nasz znajomy z ręcznikami i naszymi ciuchami. Podszedł do brzegu basenu i obejrzał ręce F, które wystawiła ponad poziom mleka. Kiwnął głową i wyszedł zostawiając to, co przyniósł. No nareszcie, możemy stąd wyjść. F wyszła pierwsza z basenu i nie mogłem się powstrzymać, by nie patrzeć. Po części uważnie patrzyłem, czy aby na pewno nie ma już ani jednej plamki, a po części dla przyjemności. I to był błąd, bo jak ja teraz wyjdę z basenu z członkiem stojącym na baczność? F zdążyła się już wytrzeć i zaczęła się ubierać, więc szybko wyszedłem z mleka i złapałem ręcznik. Po kilku minutach oboje byliśmy ubrani. Opuściliśmy chatkę, podziękowaliśmy i wyruszyliśmy, by dokończyć misję. Nie zajęło nam to dużo czasu, więc niedługo potem siedzieliśmy już w statku. Właśnie miałem odpalić silniki, kiedy F nachyliła się w moją stronę.

- Dzięki. - powiedziała i pocałowała mnie w policzek.

Odwróciłem się w jej stronę i sięgnąłem dłonią do jej policzka, żeby ją przytrzymać i pocałować, ale odsunęła się.

- Nie wyobrażaj sobie za dużo, K.

 

 

Gdy byłam już w domu, sprawdziłam na internecie ten trujący bluszcz. Dowiedziałam się, że na każdego działa inaczej. U mnie trafiło na pożądanie, więc chyba dobrze, że byłam wtedy z K, a nie z którymś z bliźniaków. Wyczytałam też, że gdy plamki pokryją całą zdrową skórę, pojawia się wysoka gorączka, omamy i powoli organy wewnętrzne przestają pracować. Gdy tylko zauważy się plamki na skórze, należy wykąpać się w specjalnym mleku pochodzącym od zwierząt żywiących się tym bluszczem. Trucizna w ich organizmie przetwarzana jest na antidotum, które kumuluje się właśnie w mleku. Gdyby K nie zauważył plamek i nie zaniósł do tej wioski, pewnie byłoby już po mnie. A ja głupia oskarżyłam go o to, że mnie wykorzystał. Jestem totalną kretynką. Zamiast poczekać aż wspomnienia wrócą zza mgły, oczywiście musiałam na niego naskoczyć. Najpierw robię, potem myślę. Przez następne kilka dni użalałam się nad sobą, jaka to jestem beznadziejna na przemian ze złoszczeniem się na samą siebie. Oczywiście nie obyło się bez powracających myśli, że pewnie w tym momencie K odreagowuje teraz złość z kocim szlaufem, co dobijało mnie jeszcze bardziej, przez co pochłaniałam jeszcze więcej lodów. Jeśli tak dalej pójdzie to stanę się gruba i K nie będzie mnie więcej chciał. W końcu dostałam wezwanie i poleciałam do MAO. Jednak na miejscu zamiast K, czekał na mnie Blane. Podobno nie chciał nawet na moment zostawić Shane'a samego, więc wysyłają go na misję. Ze mną. Dobrze wiedzieli, że zaraz go ustawię do pionu. Misja była prosta i nie wymagała za dużego wysiłku. Wykonaliśmy ją bez problemów, ale kiedy wracaliśmy odczuwałam ból w barku, gdy ruszyłam ręką. Podczas walki, jakiś kretyn wykręcił mi prawą rękę do tyłu, a ja się szarpnęłam. Nie było tak źle, ale kiedy Blane palnął coś głupiego i chciałam go trzepnąć, syknęłam z bólu. Zauważyłam, że pewnych ruchów nie dam rady wykonać tą ręką. Blane niestety też to zauważył i nakablował na mnie podczas składania raportu. Wysłali mnie do lekarza, który wysłał mnie do fizjoterapeuty, bo przeciążyłam bark. A tak się właśnie złożyło, że MAO zatrudniło na zastępstwo nowego fizjoterapeutę, który akurat był w kwaterze głównej, więc musiałam do niego iść. Jedna z pielęgniarek w skrzydle szpitalnym zaprowadziła mnie do jego gabinetu. Nie było go w środku, bo gdzieś tam łaził, więc musiałam na niego czekać. Usiadłam na krześle i wywaliłam nogi na biurko. Równie dobrze mogłam iść do fizjoterapeuty na Thanagarze. Nie musiałam tu czekać, aż łaskawie pan nowy się do mnie pofatyguje. Byłam wściekła na Blane'a. Pieprzony kabel. Chciałam jak najszybciej iść na siłownię i dać upust złości. Oszczędzając bolącą rękę oczywiście. Drzwi gabinetu się otworzyły i stanął w nich blond przystojniak o kocich, zielonych oczach. No dobra, tego się nie spodziewałam. Za sam wygląd mogłam mu wybaczyć, że musiałam na niego tyle czekać.

- Przepraszam za spóźnienie. - powiedział z szerokim uśmiechem. - Jestem Shaun Logan. - wyciągnął do mnie rękę, więc musiałam wstać.

- F. - uścisnęłam jego dłoń starając się, by grymas bólu nie pojawił się na mojej twarzy.

- Ta F? - zapytał zaskoczony.

- Słyszałeś o mnie? - zdziwiłam się.

- Jesteś jedną z najlepszych agentów specjalnych i jeszcze się dziwisz? - zaśmiał się. - Dobra, co my tu mamy?

- Przeciążyłam bark, więc wysłali mnie do ciebie.

- Dobra, rozbierz się do pasa.

Zdjęłam rękawiczki, rozpięłam kombinezon i zdjęłam rękawy posykując z bólu. Logan podszedł do mnie i poczułam zapach jego perfum. Ładnie pachniał, ale przy zapachu K się umywał. Rozpoczął badanie barku wypytując jak to się stało, kiedy pojawia się ból, jaki to ból i inne pierdoły. Kazał mi ruszać ręką i mówić, kiedy boli. Potem sam ruszał moją ręką znowu pytając o moment pojawienia się bólu.

- Przeciążenie barku z ograniczeniem ruchomości. Zaraz coś na to poradzimy. Usiądź na kozetce. - powiedział.

Tak też zrobiłam, a on usiadł za mną. Bez żadnego ostrzeżenia odpiął mi ramiączko stanika.

- Co ty wyprawiasz, Logan? - warknęłam.

- A co, wolisz zdjąć wszystko? - zapytał. - I ładnie to tak po nazwisku?

Przez ton jego głosu, wiedziałam, że się uśmiecha.

- Nie moja wina, że masz dwa imiona zamiast nazwiska.

- Musiałem odpiąć, żeby nie przeszkadzało w masażu.

- Jeśli twoja dłoń znajdzie się tam, gdzie nie powinna to ci połamię ręce.

- Jesteś sławna ze swojego ciętego języka, wiesz?

- Tylko nie mów potem, że nie ostrzegałam.

Zaśmiał się i zaczął mnie masować. Oczywiście do masażu użył oliwki i moje myśli podążyły w zdecydowanie złym kierunku. Mój umysł podpowiadał mi coraz to nowe sposoby, na które moglibyśmy z K wykorzystać tą oliwkę. To nie czas i miejsce na takie myśli.

- Jesteś strasznie spięta, F. - głos Logana przywrócił mnie do rzeczywistości.

- To może masuj, a nie gadaj?

- Ja tylko mówię, że mięśnie się spięły w obronie jak przeciążyłaś ten bark. Po masażu zrobimy rozciąganie metodą PIR, a na koniec obkleję cię plastrami, żeby utrzymać efekt i pomóc mięśniom.

Okey, przyjęłam do wiadomości. Muszę przyznać, że masaż był przyjemny. Rozciąganie trochę mniej, ale facet z takimi dłońmi przydałby się na co wieczorny masaż po ciężkim dniu. Ciekawe czy K... Nie, masaż z K zaraz przerodziłby się w coś więcej. Ale właściwie gdzie ja w tym widzę problem? Może w tym, że o tym to mogę tylko pomarzyć.

- Dobra, ostatni plaster przyklejony. Możesz się ubrać. - powiedział Logan wyrywając mnie z zamyślenia.

Nie wiem czemu bardziej pasuje mi do niego Logan niż Shaun, ale skoro jego nazwisko to też imię, to będę tak do niego mówić. Nie zgłosił sprzeciwu, więc chyba mu to nie przeszkadza. Sięgnęłam po odpięte ramiączko i pojawił się problem. Sama sobie nie zapnę z tyłu. Westchnęłam. Muszę go poprosić o pomoc.

- Logan, ale jak już odpiąłeś to ramiączko, to byś chociaż zapiął.

- Mam na imię Shaun. - powiedział ponownie siadając za mną. - Daj.

- Logan to też imię. - podałam mu ramiączko już zapięte z przodu.

- Jednak wolę Shaun.

- A ja wolę, żebyś nie majstrował przy moim staniku.

- Już nie majstruję. - podniósł ręce do góry, kiedy się odwróciłam do niego.

Jego oczy oczywiście powędrowały do mojego biustu.

- Oczy mam tutaj. - warknęłam chwytając go za podbródek i zmuszając, by na mnie spojrzał.

- Naruszasz moją przestrzeń osobistą. - powiedział niby zirytowany, ale po chwili się uśmiechnął. - Mam naruszyć twoją?

- Możesz spróbować. - puściłam jego podbródek i też się uśmiechnęłam.

- Nie uśmiecha mi się jeszcze umierać, więc podziękuję.

- Nie przesadzaj, aż tak bym cię nie pobiła. - zaśmiałam się.

- Nie przesadzam. I nie mówiłem o tobie. - powiedział z tajemniczym uśmiechem.

Patrzyłam na niego zaskoczona. Skoro nie mówił o mnie, to o kim? W moim umyśle natychmiast pojawił się K. Moje serce przyspieszyło. Nie, to niemożliwe, żeby się znali. Chociaż... Nie, no bez przesady. Może mówił o kimś innym na przykład przełożonym czy coś. Zaczęłam się ubierać. Ale w środku czułam, że mówił jednak o K. Nie trudno było sobie wyobrazić, co by mu zrobił, gdyby Logan tylko mnie dotknął. Miałam mały problem z prawym rękawem, ale dałam sobie radę. Wstając założyłam rękawiczki.

- Dzięki, Logan. - powiedziałam będąc już przy drzwiach.

- Polecam się na przyszłość, F.

 

 

- Josh? Znowu się zamyśliłeś? - głos Iris przywrócił mnie do rzeczywistości.

- Mówiłaś coś?

- Znowu taki jesteś. Nie wiem nad czym tak ciągle myślisz, ale zaraz odciągnę twoją uwagę. - powiedziała zdejmując okulary.

Zanim zdążyłem coś odpowiedzieć, usiadła mi na kolanach i zaczęła całować oplatając ręce wokół szyi. Nie chciałem się z nią całować, ale nagle w moim umyśle pojawiła się F i już zapomniałem, że to Iris siedzi mi na kolanach. Zacząłem oddawać pocałunki kładąc dłonie na jej talii. Pocałunki stawały się coraz gorętsze i nawet nie wiem kiedy rozpiąłem jej bluzkę, a potem pozbyłem się swojej koszulki. Po chwili leżeliśmy już na kanapie. Zacząłem składać pocałunki na jej szyi i zorientowałem się, że nie pasuje mi jej zapach. To nie zapach F. Co ja wyprawiam? Iris sięgnęła dłońmi do moich spodni i rozpięła je. Złapałem ją na rękę zanim dobrała się do bokserek.

- Nie. Iris przestań. Ja... Nie mogę. - powiedziałem i wstałem szybko z kanapy.

Zapiąłem spodnie i założyłem koszulkę. Co mi się stało? Jak mogłem ją pomylić z F? Iris usiadła i patrzyła na mnie zaskoczona.

- Zrobiłam coś nie tak? - zapytała.

- Musimy pogadać. - powiedziałem siadając na kanapie. - Nie możemy się dłużej spotykać. - spojrzałem na nią. - To się nie uda.

Zapięła ostatni guzik bluzki i sięgnęła po okulary.

- Wiedziałam, że prędzej czy później to nastąpi. - westchnęła. - Wiedziałam, że nie powinnam była się w to pakować. Przecież widziałam jak ona na ciebie patrzy, jak ty patrzysz na nią. Wiedziałam, że nic z tego nie będzie, ale musiałam spróbować. Żeby potem nie żałować, że tego nie zrobiłam. - uśmiechnęła się lekko. - Było fajnie, ale to od samego początku nie miało sensu.

- Przepraszam, ja... - zacząłem, ale mi przerwała.

- Nie przepraszaj, to nie tylko twoja wina. Jesteśmy tak samo winni, ale cieszę się, że spróbowaliśmy. I nie martw się, nie złamałeś mi serca. - pocałowała mnie w policzek.

Wstała zabierając swoją torebkę i ruszyła w stronę drzwi.

- Żegnaj, Josh. Jesteś wspaniałym facetem. Mam nadzieję, że ona jest ciebie warta. - powiedziała i wyszła.

To było... Szybkie. Skoro oboje wiedzieliśmy, że nic z tego nie będzie, to czemu się spotykaliśmy? Iris powiedziała, że chciała spróbować. Ja też. Chciałem się przekonać, czy mogę być z kimś innym niż F i dostałem swoją odpowiedź. Tylko co teraz? Mam biec do F i powiedzieć jej, że nie spotykam się już z Iris? I co wtedy będzie? Rzuci mi się na szyję i jak gdyby nigdy nic będziemy razem? Jaaasne. I może jeszcze będziemy chodzić po kwaterze głównej MAO za rączkę? Może lepiej o tym nie myślę, bo mi się mózg zagotuje. Przecież nie muszę jej tego mówić jak tylko ją zobaczę. Ale z drugiej strony chcę, żeby już wiedziała. Ledwo zdążyłem włączyć konsolę, żeby skupić się na czymś innym niż F, dostałem wezwanie. Zerwałem się na równe nogi i mgnieniu oka się przebrałem. Jeszcze chwila i ją zobaczę. A czy jej powiem jakoś nie miało już znaczenia. Jak zwykle na miejscu byłem pierwszy i czekałem na nią pod szefostwem. Gdy tylko zobaczyłem ją idącą korytarzem, moje serce oszalało, a w spodniach zrobiło się ciasno. No nie, nie w takiej chwili. "Te, partyzant! Spocznij!" Skierowałem polecenie prosto do mojego członka. Ja pierdole, gadam do penisa?

- Siema, K. - powiedziała F i uśmiechnęła się tak jak lubię.

- Siema, F. - odpowiedziałem i przybiliśmy piątkę.

Weszliśmy po wytyczne misji i niedługo potem już byliśmy w drodze. Nie rozmawialiśmy, ale czułem na sobie wzrok F. Też zerkałem w jej stronę, ale tylko raz udało mi się złapać jej spojrzenie. Muszę skupić się na pilotowaniu, a nie zerkaniu na F, bo jeszcze w coś uderzę. Dopóki nie wylądowaliśmy i nie wysiedliśmy ze statku pamiętałem, co było celem naszej misji. Ale wystarczyło tylko, że spojrzałem na pośladki idącej przede mną F i wszystko wyparowało z mojej głowy. Czemu ona musi mieć taki perfekcyjny tyłek? Nie mogłem sobie przypomnieć, po co tu przylecieliśmy. Szedłem za F, bo ona najwyraźniej wiedziała. Nagle zatrzymała się tak gwałtownie, że prawie na nią wpadłem.

- Uciekaj, K. - powiedziała szybko nawet na mnie nie patrząc.

- Co? - zaskoczony spojrzałem w kierunku, w którym ona patrzyła.

Drogę zagrodził nam mężczyzna o śniadej cerze, błękitnych oczach i długich, niebieskich włosach zebranych w kucyk. Na twarzy miał kilkudniowy zarost. F odwróciła się do mnie przerażona.

- Na co czekasz?! Uciekaj, do cholery! - krzyknęła.

Usłyszałem śmiech i F odwróciła się w stronę tego mężczyzny.

- Widzę, że mnie pamiętasz, F. Cieszę się. - powiedział.

- F? Kto to jest? - zapytałem wychodząc zza niej i stając u jej boku.

Nie odpowiedziała. Stała jak sparaliżowana ze wzrokiem utkwionym w niebieskowłosym facecie.

- Wybacz, K. Nie poznajesz mnie, bo nie widziałeś mojego prawdziwego oblicza. Pewnie dalej sądzisz, że nie żyję.

- Że co? Kim, do cholery, jesteś? - zacisnąłem dłonie w pięści.

Nie podobało mi się to. Mówił tak, jakbyśmy się już spotkali. Z pewnością bym zapamiętał, gdyby tak było. I o co chodzi z tym "prawdziwym obliczem"?

- Jestem Eoghan Mevaney. To moje prawdziwe ciało. Ostatnim razem opanowałem umysł jakiegoś przypadkowego przechodnia, bo wiedziałem, że się zjawicie. Nie sądziłem, że przebijecie się przez tarczę i zniszczycie to ciało, mimo kontroli umysłu F. Należą się wam gratulacje.

Zaraz, zaraz. Czy to jest ten świr, który opanował umysł F i zmusił, by mnie zabiła? Który sprawił jej tyle bólu? To dlatego jest taka przerażona. Tylko skąd wiedziała jak wygląda naprawdę? Pokazał jej wtedy? Wydawało mi się, że gdzieś już słyszałem to nazwisko, ale nie mogłem sobie przypomnieć gdzie.

- To ty. - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.

Nagle F krzyknęła i zgięła się w pół.

- F! - chciałem ją złapać, bo wyglądała jakby miała się zaraz przewrócić, ale odepchnęła mnie z taką siłą, że wylądowałem na ziemi.

Chwyciła się za głowę i zrobiła kilka kroków do przodu zataczając się jak pijana.

- Nie! - krzyknęła. - Wyłaź z mojej głowy! Nie pozwolę ci!

- Przestań się opierać. To bezcelowe. Dostanę to, czego chcę. To, że jesteś silniejsza niż wtedy, nie znaczy, że ja osłabłem. - powiedział świr.

- Wal się! - krzyknęła opuszczając ręce, ale nadal była przygarbiona.

Eoghan wyciągnął rękę w jej kierunku i zaczęła wrzeszczeć. Upadła na kolana, znów chwyciła się za głowę i skuliła się uderzając czołem o ziemię. Nagle pojawiły się jej skrzydła. Piękne, kruczoczarne, lśniące w słońcu, prezentowały się w całej okazałości. Zerwałem się na równe nogi i podbiegłem do niej. Upadłem przy niej na czworaki.

- F!

- Nie! - wystawiła rękę zabraniając mi się zbliżyć. - Nie... Podchodź... - wydyszała przekręcając głowę w moją stronę, by mogła patrzeć na mnie jednym okiem. - Nie... Chcę... Ci zrobić... Krzywdy...

- F, co ty...

- Odejdź ode mnie! - wrzasnęła obracając głowę w moją stronę.

Jej twarz była wykrzywiona bólem i niewyobrażalnym wysiłkiem związanym z opieraniem się mocy tego świra.

- Uparta jesteś, F. Ale już niedługo. Nie możesz ze mną walczyć w nieskończoność. - powiedział Eoghan. - Oby tak dalej, K. Rozpraszając ją ułatwiasz mi zadanie.

Co takiego? Nie, ja wcale nie chciałem pomóc jemu. Chciałem pomóc F, a tylko pogorszyłem sytuację. Odsunąłem się szybko od niej wyciągając broń. Wycelowałem w psychola. Ten się tylko zaśmiał. Strzeliłem kilka razy i déjà vu. Pociski odbiły się od niewidzialnej tarczy, która zmaterializowała się na moment zetknięcia z nimi. Kurwa. Nie mogę go zranić. Nie mogę pomóc F, która cierpi katusze na moich oczach. Nie mogę nic zrobić. Jestem bezużyteczny. Muszę coś wymyślić. Muszę go jakoś powstrzymać.

- Myślałeś, że stanąłbym przed wami kompletnie bezbronny? Wiem, do czego jesteście zdolni. Ale jak tak bardzo chcesz poczuć, to co F, to proszę bardzo. - wbił we mnie swój wzrok, a ja czekałem aż uderzy we mnie fala bólu.

Czekałem i czekałem, ale nic takiego się nie stało. Eoghan zmarszczył brwi.

- Znowu ta dziwna blokada. - powiedział. - Co to jest? Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Ostatnim razem dałem sobie spokój, ale teraz nie dam tak łatwo za wygraną.

Wyciągnął drugą rękę w moją stronę. Tą pierwszą trzymał skierowaną na F. Jedyne, co poczułem, to tylko ból w okolicy łopatek. Znowu? Ostatnio pojawia się coraz częściej. Masaże Shauna przestają wystarczać.

- Co to jest? Co to za pokręcona bariera? Im bardziej napieram, tym bardziej mnie odpycha. Kto ci to zrobił, K? Kto ma moc mogącą przeciwstawić się mojej? - gadał coraz bardziej poirytowany.

Nie miałem pojęcia o czym on mówi. Bariera? W mojej głowie? Kto mógł mi coś takiego zrobić? I kiedy? Nie pamiętam żadnego wydarzenia w moim życiu, które pasowałoby do tego. Ból w okolicy łopatek narastał i zaczynało mnie to denerwować. Jak zwykle, w najmniej odpowiednim momencie.

- Dowiem się, ale nie dzisiaj. - opuścił rękę. - Teraz skupię się na tej upartej Anielicy Śmierci.

- Nie! Wyłaź z mojej głowy! - krzyknęła F. - Przestań! Przestań! PRZESTAŃ!

Nagle usiadła wyprostowana odchylając głowę do tyłu cały czas wrzeszcząc. Ręce bezwładnie opadły jej wzdłuż ciała. Skrzydła wzdłuż pleców. Prawie w całości leżały na brudnej ziemi. Nie mogłem dłużej patrzeć jak cierpi. Słuchać jak zdziera sobie gardło. Zabiję tego gnoja. Zabiję i już więcej jej nie skrzywdzi. Rzuciłem się do niego. Skupił całą swoją uwagę na F. Prawie ją złamał, ale ona dzielnie walczyła dalej. Zacisnąłem dłonie w pięści i przygotowałem się do wyprowadzenia prawego sierpowego. W głowie miałem tylko jedną myśl: Zabiję go. Ku mojemu zdziwieniu bariera się nie pojawiła i moja pięść trafiła go prosto w twarz. Eoghan był zaskoczony tak samo jak ja. Siła mojego ciosu powaliła go na ziemię. Przez to wszystko nie zarejestrowałem, że F przestała wrzeszczeć. Świr dotknął dłonią swojej twarzy.

- Jak to zrobiłeś? - zapytał zszokowany.

Nie odpowiedziałem, tylko sięgnąłem po broń. Wyrzuciłem magazynek z paraliżującymi pociskami i wsadziłem ten z prawdziwymi. Wycelowałem w niego i nacisnąłem spust. Niestety pociski odbiły się od tarczy. Znowu. Rzuciłem broń na ziemię. Tarcza działała pewnie tylko na pociski. Psychol zdążył już pozbierać się z ziemi, kiedy się na niego rzuciłem. Ku mojemu zdziwieniu moje pięści uderzyły w barierę, która na ułamek sekundy się zmaterializowała.

- Już myślałem, że znasz jakąś sztuczkę. - powiedział z uśmiechem Eoghan. - Nie wiem jak przebiłeś się przez moją tarczę, ale jak widać, to był jednorazowy incydent. Macie dzisiaj szczęście. Nie mam już więcej czasu, żeby się z wami bawić, a F była grzeczną dziewczynką i wykonała swoje zadanie. Przekazała mojej córce wiadomość ode mnie. Dlatego nie zabiję was dzisiaj.

- Że co, kurwa? Akt łaski? A może tchórzostwa? Posrałeś się w gacie, że przebiłem się przez tarczę? - warknąłem.

- Nie testuj mojej cierpliwości, K. - powiedział marszcząc brwi. - Do zobaczenia, moi ulubieni agenci MAO.

Odwrócił się do mnie tyłem i... Zniknął. Rozpłynął się, kurwa, w powietrzu. Pierdolony tchórz. Podniosłem broń z ziemi i strzeliłem w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą był. Pociski nie napotkały żadnej tarczy. Myślałem, że mnie rozsadzi od środka. Najchętniej bym coś rozwalił. A przez "coś" rozumiem jego głupi łeb. Stałem tak wpatrując się w miejsce, gdzie zniknął i wyzywając w myślach. Ale miałem wrażenie jakbym o czymś zapomniał. O, Boże! F! Odwróciłem się i natychmiast do niej podbiegłem. Upadłem tuż przy niej na kolana. Nadal była w tej samej pozycji, z głową odchyloną do tyłu patrzyła tępo w niebo. Ręce i skrzydła wiszące bezwładnie przy jej ciele. Poczułem ukłucie w sercu i ból w okolicy łopatek. Wyglądała jakby uleciało z niej życie.

- F... - jęknąłem. - Co on ci zrobił...

Ani drgnęła. Nie wiedziałem czy mogę ją dotknąć. Bałem się, że zrobię jej krzywdę. Musiałem coś zrobić, nie mogłem patrzeć na nią w takim stanie. Delikatnie położyłem dłonie na jej ramionach. Zero reakcji.

- F... - powiedziałem łagodnie i delikatnie nią potrząsnąłem.

Nawet nie mrugnęła. Znowu nią potrząsnąłem. Nic. Spróbowałem jeszcze raz, tylko mocniej. Ani drgnęła. Serce tłukło mi się w piersi, a w żołądku poczułem nieprzyjemny ucisk.

- F! Co z tobą? - ująłem jej twarz w swoje dłonie i przechyliłem w moją stronę. - F!

Nadal to samo. Patrzyła tępo przed siebie. Jak lalka. Przeraziłem się. W żołądku zacisnął mi się supeł, w gardle pojawiła się gula, a do oczu cisnęły się piekące łzy. Znowu złapałem ją za ramiona i potrząsnąłem. Nic. Jakbym trzymał pieprzoną lalkę. Ale przecież oddychała. Widziałem jak jej pierś się unosi i opada. Co jej się stało? Czy to przeze mnie? Dlatego, że go uderzyłem, kiedy wdzierał się do jej umysłu? Przerwałem mu i coś jej zrobił? Objąłem ją siadając okrakiem, posadziłem między moimi nogami i przytuliłem. Nie było to łatwe, bo wielkie skrzydła przeszkadzały, ale udało mi się. Przecież ona żyje. Czuję ciepło jej ciała. Słyszę bicie jej serca. Czemu nie reaguje na żadne bodźce? Ten świr coś jej uszkodził? Niebo się zachmurzyło i po chwili zaczął padać deszcz. Z każdą chwilą padało coraz bardziej. F nadal ani drgnęła. Niby żyła, a jakby wcale jej tam nie było. Jakby została tylko pusta skorupa w postaci ciała.

- F... Proszę cię, ocknij się... - jęknąłem tuląc ją do siebie. - Wróć do mnie...

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Tanaris ponad tydzień temu
    Ile się działo w tym rozdziale.
    wrzeszczałam cały czas okładając do pięściami. - go*
    I ta kąpiel mleczna mrrr. Końcówka bardzo smutna. Ciekawe, co też się stało. 5 leci :D
  • Paradise ponad tydzień temu
    U mnie nie może być nudno :D dzięki za wyłapanie ten literówki :D już poprawiona. Może uda mi się napisać rozdział przed świętami to się dowiesz, co się stało :D dziękuję :D
  • Tanaris ponad tydzień temu
    Paradise a tak z innej beczki, ostatnio mnie wzięło na pisanie dodatków do "Wrócić na stare śmieci". Jak masz czas i ochotę, to zapraszam.
  • katharina182 ponad tydzień temu
    ok, przeczytałam. Już od dłuższego czasu mam ochotę po prostu trzepnąć w łeb jednego i drugiego bohatera, żeby się w garść wzięli:D Niech w końcu wyrzucą dumę do kosza, nie wstydzą się dłużej uczuć i ze sobą szczerze porozmawiają!
    Z tym bluszczem to była niezła historia. K jak kot na kociej miętce:D hihi, masakra:P i jeszcze go potem o gwałt oskarżyła... oj nie ładnie. Totalny brak zaufania.
    Na końcu się nieźle podziało. Ciekawe, jak to pociągniesz.
    Oczywiście 5 dla ciebie leci.
  • Paradise ponad tydzień temu
    Haha no przydałoby się ich trzepnąć w łeb :D może w końcu się opamiętają :D dziękuję :D
  • candy ponad tydzień temu
    Powiedział, że chce, żebym była jego, ale spotyka się z tym kocim szlaufem, bo nie jest mną? Że co, kurwa? - zdanie rozdziału 1 XDD
    Ja pierdole. Zaraz mi łeb rozsadzi. - zdanie rozdziału 2 xD i ja codziennie...
    - Słyszałem za pierwszym razem. - odparłem. - I co? Mam ci bić brawo? - ZDANIE ROZDZIAŁU 3!

    Na początek taka mała refleksja - mój były chłopak miał na imię Karol i często w skrócie mówiłam (częściej pisałam) o nim K, i teraz tak czytam, czytam i takie "kurde, to znowu się zaczyna" xD a co do rozdziału, zajebisty jak zwykle, dobrze, że F trochę się przygasiła i w końcu przeprosiła K, no ja rozumiem, że jest jaka jest, ale trochę pokory tez by się przydało :D tylko niech się ocknie! ;-;
  • Paradise ponad tydzień temu
    Aż 3 zdania rozdziału :D widzę, że sie postarałam :D haha xD zgadzam się, że F powinna mieć trochę pokory xD no właśnie! Niech sie ocknie :( dziękuję :D
  • Elorence ponad tydzień temu
    Tyyyleee się działo!
    K. wyszedł tu jak bohater, chociaż ta sprawa z Iris... ma u mnie za to krechę, która teraz troszkę zmalała. F. - uparta z niej bestia, ale walczyć to potrafi.
    Kurczę, czekam aż się dogadają, chociaż teraz może być ciężej :D
    Czekam już na kolejny! :D
  • Paradise ponad tydzień temu
    Haha chyba od samego początku mieli ciężko, żeby się dogadać :D może w końcu im się uda :D postaram się napisać jeszcze przed świętami :D dziękuję :)
  • Ayano_Sora 3 dni temu
    Nareszcie mogłam w spokoju przeczytać za jednym razem <3
    Rzekłabym, że rozdział bez mokrego snu Josha to rozdział stracony, jednak nie mogę tego tak ująć xD
    Kurde, dla mnie bardzo emocjonalny gdzieś ten rozdział. Z jednej strony rozdarta Tina, z drugiej storny rozdarty Josh. Nie było aż takiej złości jak wcześniej, był po prostu smutek, trafiło do mnie. Super, że wspomniałaś o tym motywie ze skrzydłami, bardzo mi się podoba ten pomysł, mam nadzieję, że jeszcze pociągniesz temat. Jestem pod wrażeniem zachowania Josha, oczywiście jak każdy facet, kierują nim męskie instyknty,a jednak nie stracił rozumu, chociaż miał okazję wykorzystać Tinę. Aż mi go szkoda było szkoda :3 No i skończył swoją przygodę z Iris, bardzo ładnie rozwiązałaś ten wątek, bez żadnych zbędnych zgrzytów. Dla rozluźnienia emocji dialog Tiny z Loganem (też wolę go tak nazywać, ot co) bardzo udany. Poprawił mi humor, dosłownie! Chociaż zaraz potem znowu zasiałaś niepokój tym zakończeniem, standardowo. Pozostaje mi czekać na ciąg dalszy i liczyć na to, że Tina nic złego (aż tak, hihi) Joshowi nie zrobi znowu będąc pod wpływem ;_; Coś często ostatnio nie jest sobą, ale cóż xD
  • Paradise 3 dni temu
    Doczekałam się w końcu Twojego komentarza <3 warto było, bo uwielbiam takie długie komentarze :D co do motywu ze skrzydłami to zobaczysz w kolejnym rozdziale, który mam nadzieję napisać jeszcze przed świętami :D dziękuję za super długi komentarz <3 no i życz mi weny :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania