Trudność kochania 33

Kiedy dam me serce,

To całkowicie,

Albo nigdy go nie oddam.

 

I chwila kiedy poczuje,

Że czujesz to tak samo,

Będzie tą, w której zakocham się w Tobie.

 

 

 

 

Stałam jak mumia. Nie mogłam wykonać żadnego ruchu, który tak bardzo chciałam wykonać. Patrzyłam na odchodzącego Ericka, który nawet nie spojrzał w moją stronę. W końcu ciemność go pochłonęła. Usiadłam na plaży, objęłam kolana i się rozpłakałam. Dlaczego on był taki? Dlaczego odszedł? Zostawił mnie samą na pustej plaży. Przecież nie mogłam być mu obojętna. Jego zazdrość wskazywała na to, że kochał mnie. Wiec czemu tak się zachowywał. Tyle pytań nasuwało mi się w głowie, na które nie znałam odpowiedzi. Potrzebowałam go tak samo, jak on mnie. Co się takiego wydarzyło, że mnie nie chciał.

 

Siedziałam i dalej płakałam. W oddali słyszałam muzykę i wesołe odgłosy, bawiących się ludzi. Pomyśleć, że przed momentem byłam tak samo radosna jak oni teraz.

 

- Rossi - usłyszałam swoje imię.

 

- Daj mi spokój - odpowiedziałam - Nie mam już siły na to wszystko.

 

- Nie mogę dać ci spokoju. Spójrz na mnie - podniosłam wzrok.

 

- Po co wróciłeś. Czemu mnie tak krzywdzisz? - patrzyłam przez łzy na jego smutną twarz.

 

- Nie mogę zostawić ciebie tu samej wśród obcych ludzi - nie spuszczał ze mnie wzroku.

 

- Nie martw się. Nie jestem tu sama - odparłam wstając z piasku. Jego oczy przepełniły się złością.

 

- Z kim tu jesteś? - jego ton był rozkazujący. Nie odpowiedziałam, tylko ruszyłam przed siebie - Stój do cholery! Rossalin Nilsson, przypominam ci, że jesteś moją żoną - złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.

 

- Teraz przypomniałeś sobie, że masz żonę? A gdzie byłeś, kiedy ciebie potrzebowałam? No pytam się! - darłam się na Ericka, nie mogąc się powstrzymać. Złość i gniew narastały we mnie.

 

- Tak było lepiej - puścił mnie - Bałem się o ciebie - powiedział cicho.

 

- I dlatego mnie zostawiłeś, bo się bałeś? No proszę cię, nie bądź śmieszny.

 

- Wysłuchaj mnie Rossalin - wziął moje dłonie w swoje.

 

- Sądzisz, że na tym polega małżeństwo? Na ucieczce? - złość mi nie przechodziła.

 

- Nie. Ale odkąd mnie poznałaś, działa Ci się krzywda. Nie mogłem na to patrzeć - usiadł na piasku i wskazał mi miejsce obok siebie - To przeze mnie straciłaś nasze dziecko. To wszystko moja wina. Nie mogę sobie tego darować - nie wiedziałam, że Erick tak przeżywał stratę naszego maleństwa.

 

- Sądzisz, że tylko ty je straciłeś? Erick, ja nosiłam je w sobie. To także było moje dziecko - powiedziałam przez łzy.

 

- Rossi, czy jest jeszcze szansa dla nas? - odwrócił się w moją stronę i wyczekiwał odpowiedzi na swoje pytanie.

 

- To zależy tylko od ciebie czy tego chcesz - wstałam - Zastanów się i jutro odpowiesz mi. A teraz muszę wracać - odwróciłam się i ruszyłam w stronę imprezy

 

- Nie pozwolę ci odejść - przyciągnął mnie do siebie i przywarł ustami do moich.

 

Od razu odwzajemniłam pocałunek. Dłońmi objęłam go za szyję i oddawałam się tej cudownej chwili. Nie liczyło się teraz nic. Byłam tylko ja i on.

 

- Rossi, kocham cię - wyszeptał mi w usta - Wybaczysz mi? - oparł swoje czoło o moje, lekko muskając mnie w nos.

 

Warto było wybaczyć mężczyźnie, który zostawił mnie w najgorszym dla mnie momencie? Czy wybaczając mu, mogłam mieć tą świadomość, że już nigdy ode mnie by nie odszedł? Czy zaufanie, którym go darzyłam nie zostanie już zniszczone?

 

- Kocham cię i wybaczam - miłość prawdziwa powinna przezwyciężyć wszystko, nawet ucieczkę w zagubieniu - Nigdy więcej mnie nie zostawiaj - pocałowałam go.

 

- Byłem głupcem, ale kocham cię jak wariat - wziął mnie podniósł i okręcił w koło - Kocham cię moja Rossi! - krzyczał na całą plażę.

 

- Postaw mnie wariacje - śmiałam się w głos.

 

W nocy, ta plaża należała do nas. Nigdy jeszcze nie okazywaliśmy sobie takich uczuć, a sex był nie zapomniany. Słychać było tylko nasze przyśpieszone oddechy i szum fal, uderzających o skałę. Było jak w raju.

 

Następnego dnia szukałam Pauli i jej faceta, ale w domku ich nie było. Z pewnością moja przyjaciółka zaciągnęła Berniego na plażę. Bidulek, nie miał nic do powiedzenia. Przebrałam się i poszłam szukać ich na plaży. Z daleka było słychać radosny śmiech mojej przyjaciółki. Podeszłam do nich, a ona rzuciła się w moją stronę.

 

- No opowiadaj, jak sprawy z Erickiem? Sex na zgodę był? - mogłam się tego spodziewać, że będzie zadawała mi mnóstwo pytań i to jeszcze intymnych.

 

- Perełko - wtrącił się Bernie - Takie pytania nie są na miejscu - zbeształ swoją dziewczynę.

 

- A ty nie podsłuchuj, bo to nie twoja sprawa - odwarkiwała się w jego stronę - Idź lepiej przynieś nam coś do picia - facet wstał i posłusznie poszedł, zostawiając nas same.

 

- Ale ty go krótko trzymasz - powiedziałam z uśmiechem na twarzy.

 

- Ktoś kogoś musi. Przestań zmieniać temat i opowiadaj - wygodnie rozłożyła się na leżaku, a ja obok niej.

 

- Pogodziliśmy się i było cudownie - na samą myśl przeszły mnie ciarki przyjemności.

 

- I tylko tyle masz mi do powiedzenia? - naburmuszyła się.

 

- Paula, było tak jak powinno. Nie będę przecież opowiadała ci o cudownych chwilach na plaży przy blasku księżyca - poderwała się do pozycji siedzącej.

 

- Kochaliście się na plaży? - coś zaczęło jej chodzić po głowie - Bernie, dlaczego ty nie chciałeś kochać się ze mną na plaży? - zawstydzony chłopak, podał nam sok.

 

- Boże, Paula jesteś niemożliwa - położył się na ręczniku - Ciebie jest trudno utemperować - uśmiechnął się.

 

- Guzik mnie obchodzi. Dziś noc spędzimy na plaży - położyła się na brzuchu i zamilkła, w końcu.

 

- Rossi, a gdzie jest Erick? - zapytał Bernie.

 

- Pojechał po jakieś projekty hotelu. Na obiad ma wrócić i idziemy zwiedzić szlak Waikamoi. Idziecie z nami? - Paula podniosła głowę i spojrzała na Berniego.

 

- Jeśli ten pan bzyknie mnie na plaży to pójdę - ona naprawdę była stuknięta. Wybuchnęłam śmiechem.

 

- Może jeszcze na noc zaprosimy kilka par, co? I zrobimy grupowy sex - nie mogłam powstrzymać śmiechu. Berni był niemożliwy.

 

- Wiesz co? Jesteś okrutny - zbulwersowała się Paula - Jak możesz proponować mi takie świństwo.

 

- Oj perełko, żartowałem. Pewnie, że będziemy się kochać na plaży. Nawet teraz jak chcesz - poderwała się i rozejrzała w koło.

 

- To nie głupi pomysł zwierzaku - podniosła się - Idziemy tam w ten lasek - pociągnęła go za sobą.

 

- Dlaczego ja musiałem to powiedzieć - przerażony poszedł ze swoją dziewczyną.

 

- Widzimy się na obiedzie - krzyknęłam za nimi, ale nie zwracali na mnie uwagi, bo Paula wskoczyła mu na plecy i zniknęli w zaroślach.

 

Nie spodziewałam się, że moja przyjaciółka była tak szalona i że znajdzie faceta, który całkowicie do niej pasował. Wierzyłam teraz, że wszystko się ułoży i każda z nas będzie w końcu szczęśliwa. Życie nabierało cudownych, kolorowych barw. Kochałam wreszcie swoje własne życie.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania