Trudność kochania 35

- Co ty jej kurwa dałeś! - patrzyłem na nieprzytomną Rossalin - Dlaczego ma siny policzek? - to pieprzony gnojek. Jakim prawem ją uderzył. Przegiął.

 

- Stawiała opór - widziałem, że się bał mojej reakcji.

 

- Z kobietami trzeba łagodnie.

 

- Ona zadzwoniła do niego - odwróciłem się od dziewczyny i zwróciłem w jego stronę.

 

- Jakim kurwa cudem? - myślałem, że rezerwę go rękoma - Niech pomyślę... Ty pierdolnięty kutasie, telefonów nie zniszczyliście?

 

- Szefie, Louis miał się tym zająć.

 

- A ty od czego jesteś? Od bicia kobiet? - musiałem obmyślić inną siedzibę - Wypierdalaj stąd, póki nie rozzłościsz bardziej - wyszedł szybko.

 

Usiadłem obok kobiety i spoglądałem na jej piękną twarz. Kurwa, idealna była, pięknie pachniała i kusiła. Nie mogłem o niej zapomnieć. Ciągle widziałem ją w tej kusej sukience, kiedy tańczyła i ocierała o mnie. Od tamtej pory wiedziałem, że musiałem ją mieć, że musiała być moja i tylko do mnie należeć. Głaskałem jej zgrabne nogi, miała cudownie miękką i jedwabistą skórę. Podniecała mnie kurewsko. Sukienka podciągnęła się jej do góry, odsłaniając jędrne pośladki. Nie mogłem się powstrzymać by ich nie dotknąć, by nie pocałować i powąchać. Włożyłem rękę pod sukienkę, by mieć lepszy dostęp do dotykania ciała. Nie panowałem nad sobą i podniecenie wypełniało moje spodnie. Wiedziałem, że jeszcze długo będzie pod działaniem narkotyku i wyjąłem ze spodni swojego kutasa. Był twardy jak skała. Doszedłem do niej z tyłu i ocierałem się nim o jej cudną dupę. Wyobrażałem sobie jak wchodzę pomiędzy jej pośladki i posuwam ją w czekoladowe oczko. Pierdolnęło mnie coś i zerwałem z niej majtki. Ułożyłem wyżej jej tyłek i na celowałem na środek odbytu. Kurwa, musiałem Rossalin w tym momencie pieprzyć, musiałem. Pomału próbowałem wepchnąć swojego grubasa, ale było ciężko. Pośliniłem palce i na smarowałem jej wejście. Byłem już tak blisko, by zerżnąć to dupsko ostro. Wpychałem go i gdy już byłem cały to pierdolony Louis wparował do środka.

 

- Co jest kurwa! Wołałem cię? - szybko podciągnąłem spodnie. Tak byłem blisko posunięcia tej piękności.

 

- Szefie, kilkoro dziwnych typków kręci się po okolicy - powiedział zniesmaczony.

 

- Niech więcej ludzi pilnuje wejścia. Ty szykuj dziewczyny i za dwie godziny wyjeżdżamy stąd - czułem, że będą kłopoty, a ja kłopotów unikałem.

 

- Robię się szefie. Zabrać ją stąd? - zapytał.

 

- Jeszcze nie. A teraz wynocha. Zawołam cię - wyszedł pośpiesznie, zostawiając mnie samego z tą pięknością.

 

Byłem tak podniecony, że musiałem ocierać się o jej usta by się spuścić. Ulga nadeszła.

 

ERICK

 

Po telefonie Rossi wskoczyłem do motorówki z Bernie i ruszyliśmy na lotnisko. Po drodze wynająłem prywatny odrzutowiec i w krótkim czasie byliśmy na miejscu. Bernie zadzwonił do swoich ludzi, by jak najszybciej namierzyli telefon Rossalin. Okazało się, że był wyłączony. Bernie kazał im sprawdzić dostępność numeru Pauli. Udało się i

po pół godzinie już wiedzieli gdzie przebywały dziewczyny.

 

- Bernie niech sprawdzą Howarda. Czuję, że to on stoi za tym porwaniem - jakoś on mi przyszedł do głowy - Ostatnio Rossalin wspominała o nim, że spotkała go przed tym jak ją Arthur porwał.

 

- Zaraz przekażę i będziemy wiedzieć czy to on ma coś z tym wspólnego - przyjaciel zadzwonił do któregoś ze swoich i przekazał im to co ja powiedziałem - Gotowy jesteś na akcję? - spojrzał na mnie.

 

- Jak najbardziej. Zabije każdego kto skrzywdzi nasze kobiety.

 

Nie mogłem sobie darować, że pozwoliliśmy im lecieć same. Jeśli coś by się stało mojej żonie to nie darowałbym sobie. Dojechaliśmy pod jakiś magazyn, z którego wyszło dwóch facetów i otworzyli bramę. Wjechaliśmy do środka, gdzie czekała już na nas niezła ekipa. Załadowali się wszyscy do wozu i ruszyliśmy odbić nasze ukochane. Tym razem nic nie mogło się stać mojej Rossi.

 

ROSSALIN

 

Obudziłam się kiedy ktoś wynosił mnie na rękach. Czułam się tak jakbym nie była w swoim ciele. Głowę miałam ciężką, ręce bezwładnie opadały w dół, a oczy widziały wszystko za mgłą. Gdzie ja byłam i co ten ktoś chciał ze mną zrobić. Nagle zostałam położona na czymś twardym i zimnym. Huk zamykanych drzwi, sprawił mojej głowie ogromny ból.

 

- Pomocy - próbowałam głośno powiedzieć, ale nie mogłam otworzyć zbyt dobrze ust. Zaczęłam się szamotać.

 

- Uspokój się! - usłyszałam ten sam głos mężczyzny, który mnie uderzył.

 

- Proszę, puść mnie - błagałam go.

 

- Zapomnij - ryknął śmiechem.

 

- Mój mąż wam nie daruje - zatrzymał się na chwilę.

 

- Nie bądź śmieszna, twój mężulek nigdy ciebie nie znajdzie - wrzucił mnie na tył Vana i zamknął drzwi.

 

- Wypuść mnie! - darłam się

 

- Rossalin? - usłyszałam za sobą tak dobrze znany mi głos.

 

- Paula. Jak dobrze, że jesteś - na czworakach podeszłam do niej.

 

- Oni nas zabiją - płakała.

 

- Nie zrobią tego. Uciekłam i zadzwoniłam do Ericka. Uratują nas - wtuliła się we mnie.

 

- On chciał mnie zgwałcić - oniemiałam - Broniłam się, a on mnie bił - przytuliłam ją.

 

- Kochanie, już dobrze. Nie pozwolę ciebie już skrzywdzić - płakałam razem z nią.

 

W myślach prosiłam, by chłopaki zdążyli zanim nas stąd wywiozą. Ukrywałam strach przed Paulą, aby bardziej się nie załamał. W środku wszystko przekręcało mi się w drugą stronę, serce waliło jak szalone.

 

Usłyszałam jak ktoś się z kimś kłócił. Chciałam podsłuchać o co się sprzeczali, ale nagle samochód ruszył, by po chwili się zatrzymać. Znowu te strzały i krzyki.

 

- Paula, znaleźli nas. Będziemy wolne - powiedziałam uradowana.

 

- Skąd wiesz, że to oni? - osłabionym głosem zapytała.

 

- Czuję to. To nasi chłopcy - auto ponownie ruszyło i rozpędziło się, uderzając w coś.

 

Byłyśmy przerażone, obijałyśmy się o ściany wozu. Strzały rozbrzmiewały z każdej strony.

 

ERICK

 

Czatując w krzakach, widzieliśmy jak wyprowadzali Paulę. Jej ubranie było całe podarte, twarz w niektórych miejscach miała przyschniętą krew. Po chwili jakiś koleś niósł Rossi na ramieniu i wrzucił ją na tyły dużego Vana. Złość i furia, gotowała się w nas. Odczekaliśmy chwilę i uderzyliśmy ostro na całą zgraję. Nie zważaliśmy na nic, strzelaliśmy do każdego kto zatarasował nam drogę. Nie było litości, w tamtym momencie nie znaliśmy tego uczucia. Pierwszy raz w życiu tak się czułem. Nie zauważyliśmy jak ktoś wsiadł do auta i zaczął odjeżdżać.

 

- Bernie, trzema mu odciąć drogę! - powiedziałem, zabijając jednego z przeciwnej grupy.

 

- Kurwa! On ucieknie - wkurzony Bernie biegł za samochodem, pokazując mi ręką na inny samochód.

 

Dobiegłem do niego i odpaliłem silnik. Pędziłem za nim, by nie zdążył wyjechać na autostradę. Po drodze zabrałem przyjaciela i z dużą prędkością uderzyliśmy w goniące auto. Samochód zjechał do rowu i się zatrzymał. Kierowca wyszedł i otworzył bagażnik. Dobiegliśmy do niego i wtedy on, ze zwycięskim uśmiechem, celował w nasze dziewczyny. Zamarłem. Nagle rozległy się strzały.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania