Trudność kochania 36

Huk, krzyk, krew i pogotowie. Nie wiedziałem co się stało. Widziałem lekarza coś mówiącego do jakiegoś mężczyzny w białym fartuchu. Światło oślepiało mnie i zamknąłem oczy. Ogarnęła mnie ciemność, a palący ból w klatce, rozrywał mnie od środka. Wszystko było dziwne. Gdzieś w oddali słyszałem głos, znajomy głos. Był taki piękny, melodyjny i czuły. Znałem go doskonale. Chciałem otworzyć oczy i zniknąć z tej ciemności, która pochłaniała mnie od środka. Coś się działo ze mną, ale nie wiedziałem co. Pierwszy raz w życiu bałem się.

 

ROSSALIN

 

Kiedy samochód w coś walnął, poczułam coś pod nogami. Po omacku podniosłam przedmiot, który okazał się być bronią. Nie wiedziałam skąd ona się tu wzięła. Sprawdziłam co z Paulą. Na szczęście wszystko z nią było dobrze. Nagle otworzyły się drzwi i zobaczyłam mężczyznę, z którym tańczyłam pierwszego wieczora na wyspie. Mierzył do nas z broni, uśmiechając się w przeciwnym kierunku. Zauważyłam Ericka stojącego na przeciwko bandyty. Wycelowałam w stronę naszego porywacza i wtedy on odwrócił głowę. Szybko zmienił swój cel i w tym samym momencie wystrzeliliśmy. Trafiłam go, a on upadł. Spojrzałam na chłopców i zaczęłam krzyczeć.

 

- Nie! - wyskoczyłam razem z płaczącą Paulą - Erick, nie! - klęczałam obok niego, a jego głowę miałam na kolanach.

 

- Rossi - odezwał się z dużą trudnością - Jesteś - krew wypływała z pod jego koszulki.

 

- Trzymaj - Bernie podał mi kawałek materiału - Musisz uciskać ranę. Pogotowie zaraz będzie - zrobiłam to co mi kazał.

 

- Kochanie, jestem i zawsze będę - uciskałam mocno ranę, ale krew nadal się sączyła.

 

- Kocham cię - powiedział i zamknął oczy.

 

- Proszę cię, twórz oczy. Błagam ciebie Erick, zostań ze mną - lamentowałam.

 

W oddali było słychać karetkę. Błagałam Boga, by nie zabierał mi Ericka. Przecież należeliśmy do siebie. Nikt tak jak my nie zostaliśmy przez los skrzywdzeni. Wystarczyło już cierpienia i tych wszystkich wylanych łez.

 

Później wszystko toczyło się jak w zwolnionym tempie. Sprawdzanie parametrów życiowych, podłączenie defibrylatora, przywrócony oddech i zabranie go do szpitala. W międzyczasie przyjechała druga karetka do Pauli, która miała kilka ran na twarzy i głowie. Ja oprócz paru zadrapań nie miałam nic. Dopiero po czasie zorientowałam się, że nie posiadałam dolnej bielizny. Obawiałam się, że zostałam zgwałcona. Zgłosiłam zaraz lekarce z pogotowia i zabrali mnie razem z Paulą. Odjeżdżając z miejsca, słyszałam radiowozy policyjne. Bałam się skutków tej całej strzelaniny. Miałam nadzieję, że nikt na tym nie ucierpi.

 

Niby byłam obecna, a tak naprawdę ciągle myślami byłam przy mężu. Nikt niczego nie chciał mi powiedzieć. Denerwowałam się i nerwy coraz gorzej wpływały na moją psychikę. Paula była na badaniach, Berniego zatrzymała policja do wyjaśnienia sprawy i nie miałam nikogo, kto by ze mną był. Telefonu również nie posiadałam, bo oni mi zniszczyli. Siedziałam pod pokojem lekarskim i czekałam na przybycie pani doktor. Miałam nadzieję, że moje obawy co do gwałtu, zostaną rozwiane.

 

- Pani Nilsson, zapraszam - odezwała się kobieta po trzydziestce, o kruczoczarnych włosach. Weszłam do środka - Proszę się rozebrać od pasa w dół - co ja mogłam zdjąć, jak oprócz sukienki nie miałam nic na sobie - Gdy będzie pani gotowa proszę powiedzieć - usiadłam na fotelu.

 

- Jestem gotowa - podeszła do mnie i założyła rękawiczki.

 

- Teraz proszę się rozluźnić - jak ja nie znosiłam tego rodzaju badań. Po krótkiej chwili było po wszystkim.

 

- I jak pani doktor? - zapytałam zdenerwowana.

 

- Nic nie wskazuje na gwałt. Może pani odetchnąć z ulgą - i tak właśnie zrobiłam.

 

Zadała mi kilka pytań związanych z moimi podejrzeniami. To co mówiłam notowała.

 

- Teraz panią zostawię i niestety będzie musiał pani złożyć zeznania. Policjant już czeka - wiedziałam, że będzie mnie to czekało, ale ja jeszcze nie byłam na to gotowa.

 

- A czy po tym wszystkim będę mogła zobaczyć męża? - lekko się uśmiechnęła.

 

- Zaprowadzę panią do lekarza, który wszystko pani powie - wyszła, a za nią zaraz wszedł mężczyzna w średnim wieku.

 

Za bardzo nie wiedziałam co on do mnie mówił. Ciągle wszystko kłębiło mi się w głowie. Nie chciałam siedzieć z nim w jednym pokoju. Chciałam być przy Ericku i dowiedzieć się, w końcu co się z nim działo.

 

- Pani Nilsson, jak doszło do porwania? - musiałam wszystko opowiedzieć ze szczegółami - Kolejne pytanie. Czy znała pani tych ludzi? Czy coś pani zrobili? - miałam dosyć tego wypytywania. Nie miałam na to siły - Ostatnie pytanie. Czy Erick Nilsson i Bernie Collins są przestępcami - co to w ogóle było za pytanie? Jak on mógł coś takiego powiedzieć.

 

- Panie Dudli, mój mąż i nasz przyjaciel ratowali nas z rąk tych bandytów.

 

- Rozumiem, ale nadal nie odpowiedziała mi pani na pytanie - jak on mnie wkurzał.

 

- Nie! - wydarłam się - Oni nas uratowali, do cholery. Coś jeszcze? Bo chciałabym, w końcu dowiedzieć się co z mężem - wstałam z krzesła.

 

- Nie, to wszystko. Dziękuje - wyszłam i trzasnęłam drzwiami wpadając na panią doktor.

 

- Już po wszystkim? - zapytała.

 

- Tak. Może mnie zaprowadzić do Ericka? - poprowadziła mnie przez długi korytarz do windy. Wjechaliśmy na drugie piętro - Proszę udać się do pokoju 208 - podziękowałam i poszłam w głąb korytarza. Zapukałam.

 

- Proszę - usłyszałam. Na widok mężczyzny ucieszyłam się ogromnie.

 

- Nick, jak dobrze, że to ty - rzuciłam się w jego ramiona.

 

- Już spokojnie Rossi. Nie płacz - pocieszał mnie.

 

- Powiedz mi, co z Erickiem? - oderwałam się od niego, by spojrzeć na jego twarz.

 

- Było bardzo poważnie Rossi - zastygłam. Resztę jego słów nie przyswajał mój słuch. Usiadłam - Rossalin? Teraz już jest dobrze. Będzie żył - podniosłam na niego wzrok i z lekkim uśmiechem zapytałam.

 

- Mogę do niego pójść?

 

- Oczywiście - zaprowadził mnie w drugi koniec korytarz - Powiedz mi jak ty się czujesz?

 

- Teraz już lepiej, odkąd wiem, że mój mąż wyjdzie z tego. Dziękuje - ucałowałam jego zarośnięty policzek.

 

- Musiałem go uratować... To mój syn Rossi - zaskoczył mnie tym co powiedział.

 

- Jak twój syn? - wiedziałam, że Erick nie znał swojego prawdziwego ojca, ale żeby Nick dopiero teraz się do ojcostwa przyznał.

 

- Elizabeth mi powiedziała dzisiaj przed operacją. Ja nie wiedziałem, naprawdę - Eliz, tyle lat ukrywała prawdę o ojcu Ericka. Nic nie powiedziała, kiedy jej syn chciał go znaleźć.

 

- Gdzie ona jest?

 

- Przy Ericku. Idź do nich - dotknął mojego ramienia - Obydwoje ciebie teraz potrzebują.

 

Weszłam do środka i zobaczyłam płaczącą Elizabeth i nieprzytomnego Ericka. Matka trzymała syna za rękę i co chwilę całowała go w nią. Nie chciałam przerywać jej tej chwili, więc stałam przy drzwiach i się przyglądałam. Jednak moja niezgrabność dała o sobie znać i niechcący szturchnęłam nogą w krzesło. Eliz szybko się odwróciła.

 

- Moje dziecko, jesteś cała - podeszła do mnie i przytuliła - Tak bardzo się o ciebie martwiłam - złapała mnie za ramiona i spojrzała na mnie - Nic ci nie jest?

 

- Nie, jestem cała - lekko wygięłam usta w uśmiechu.

 

- Cieszę się bardzo.

 

- Erick jeszcze nie odzyskał przytomności? - patrzyłam na niego z tęsknotą w sercu.

 

- Jeszcze nie. Usiądź przy nim, a ja przyniosę nam kawę - wyszła zostawiając mnie samą z mężem. Podeszłam do niego i ucałowałam jego czoło.

 

- Kochanie, to ja... Twoja Rossi - złapałam go za ciepłą dłoń - Jestem przy tobie skarbie... Obudź się - głaskałam kciukiem jego rękę - Tak bardzo się martwiłam o ciebie, mój ty bohaterze. Kocham cię, Ericku - wtedy poczułam jego lekki uścisk dłoni - Erick? Otwórz oczy. Wiem, że mnie słyszysz - jak na zawołanie, otworzył oczy i spojrzał na mnie.

 

- Rossi - moje serce radowało się z każdym jego biciem - Też cię kocham - powolne łzy, spływały mi po twarzy.

 

Teraz byłam pewna, że zaczęły wybijać godziny naszego prawdziwego szczęścia. Mogliśmy zacząć wszystko na nowo, bez żadnych nieporozumień i złych ludzi. Nasza miłość przezwyciężyła wszystko, smutek, ból i łzy. Mój cudowny mąż, uratował mi trzeci raz życie. Był moim bohaterem, bez którego nie potrafiłam żyć. Kochałam go ponad życie.

Następne częściTrudność kochania - Epilog  

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania