Trudność kochania - Epilog

Słońce pieściło moją skórę, fale wygrywały swoją melodię, uderzając o skały. Lekka bryza rozwiewała moje włosy i chłodziło ciało. Każdy jeden dzień na Huelo, był najpiękniejszym dniem w moim życiu. Dopiero tu nauczyliśmy się tak naprawdę żyć i kochać. To tu nasza miłość rozkwitła jeszcze bardziej. Staliśmy się prawdziwą, kochającą się rodziną. Przeszłość nauczyła nas, by każdy dzień stawał się dla nas wyjątkowy i robiliśmy wszystko aby tak było. Ktoś obserwujący nas z tyłu, stwierdziłby że byliśmy nie zrównoważeni psychicznie. A to dlatego, że nie potrafiliśmy powstrzymywać się od okazywania sobie miłości. Nie sądziłam, że można aż tak kochać. Minęło pięć lat od naszego prawdziwego ślubu, a my nadal szaleliśmy za sobą jak para małolatów, którzy byli zakochani pierwszy raz.

 

- Mamo, mamo! - mój synek podbiegł do mnie.

 

- Tak bąbelku?

 

- Tatuś nie chcę ze mną się bawić - był taki słodki, kiedy się smucił.

 

- Skarbie, tata ma dziś ważne zebranie - odpowiedziałam, biorąc go na ręce - Jak chcesz to razem się pobawimy - wyciągnął do mnie ręce.

 

PIĘĆ LAT WCZEŚNIEJ

 

Chyba tego niedzielnego popołudnia nie zapomnę nigdy. Erick wyciągnął mnie na poobiedny spacer. Niby nic nie było w tym dziwnego. Poszliśmy do parku, była słoneczna pogoda. Wiaterek lekko rozwiewał nam włosy. Szliśmy za rękę jak para zakochanych, nagle podszedł do mnie jeden mężczyzna i bez żadnego wyjaśnienia wręczył mi róże. Miło mi się zrobiło, że obcy facet dał mi piękną, czerwoną różę. Po kilku krokach podszedł kolejny i zrobił to samo co pierwszy. Zaskoczona spojrzałam na Ericka, który z zazdrością patrzył się na mnie.

 

- Erick, co tu się dzieję? - zapytałam.

 

- Wiesz, pięknej kobiecie należą się kwiaty, ale przecież ty jesteś moja - zrobił dziwną minę.

 

Przechodząc alejkami przez park, kilkunastu mężczyzn wręczyło mi takie same, czerwone i piękne róże. Coś mi się tu nie podobało. Kiedy otrzymałam dwudziestą róże, Erick padł przede mną na kolana z najpiękniejszym uśmiechem na twarzy.

 

- Pamiętasz jak się poznaliśmy? Wtedy nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku. Cały czas patrzyłem i patrzyłem i nie mogłem nasycić się twoim widokiem. Miesiące mijały, a ja nie mogłem ciebie spotkać. W końcu zjawiłaś się u mnie w firmie. Kilka razy mnie spoliczkowałaś, ale było warto przejść te katusze - zaśmiał się wesoło - Nie mogłem zrozumieć dlaczego tak się dzieje, ale teraz już wiem - Jestem w tobie zakochany - wyjął czerwone pudełeczko z marynarki i je otworzył. Moim oczom ukazał się piękny, delikatny, złoty pierścionek z brylantem. Rozpłakałam się - Rossalin, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną po raz drugi? - uklęknęłam przy nim i objęłam za szyję.

 

- O niczym innym nie marzę, mój bohaterze - nasze usta się złączyły i rozbrzmiały brawa w okół nas. Nie podejrzewałam swojego męża o taki romantyzm. Był cudowny i tylko mój.

 

Przygotowania do ślubu i wesela szły wielkim krokiem. Nie chciałam żadnego hucznego ślubu. Pragnęłam ceremonii tylko w gronie najbliższych mi ludzi. Erick popierał mnie całkowicie.

 

Nadszedł dzień naszego ślubu, który miał odbyć się na Huelo. Plaża, szum wody i wokoło pełno pięknych kwiatów, a po środku my oboje. Ten ślub wyglądał zupełnie inaczej niż ten pierwszy. Tym razem wszystko rozumiałam. Patrzyłam na Ericka z miłością, którą tak bardzo go darzyłam. Gdyby ktoś powiedział mi kilka miesięcy temu, że Erick Nilsson będzie moim mężem, wyśmiałabym go. A teraz stałam na przeciwko niego i wkładaliśmy sobie obrączki. Miłość nie zna dnia i godziny, kiedy stanie przed nami.

 

CZAS OBECNY

 

ERICK

 

Stałem przed domem i patrzyłem na dwoje ludzi, których kochałem najbardziej na świecie. Moja urocza żona grała w piłkę z moim czteroletnim synkiem Maximem. Był podobny do swojej mamy, jedynie miał mój kolor oczu. Biegali w ogrodzie za piłką z uśmiechami na twarzy. Jaki ja byłem szczęśliwy mając tak wspaniałą rodzinę. Podszedłem do nich i złapałem syna. Przewróciliśmy się i Rossi z Maximem zaczęli mnie łaskotać. Piękne chwilę były przed nami, a życie jeszcze cudowniejsze.

 

- Ciocia Paula, wujek Bernie! - zachwycony maluch poleciał w stronę naszych gości.

 

- No w końcu jesteście - powiedziała moja żona.

 

- Kochana, wiesz jak ciężko z brzuchem się chodzi? - przyjaciółka dotknęła swój zaokrąglony brzuch.

 

- No co ty nie powiesz - Rossi stanęła obok Pauli z identycznym brzuszkiem. Wybuchnęły śmiechem.

 

- Miło cię widzieć stary - poklepaliśmy się po plecach.

 

- Nawet nie wiesz jak się cieszę z przyjazdu do was. Paula i jej zachcianki, wykańczają mnie - zaśmiałem się.

 

- Musimy przez to przejść mój drogi przyjacielu.

 

- Kochanie, zaraz masz spotkanie - powiedziała Rossi.

 

- Dziękuję motylku. Ja teraz lecę i nie długo wracam - wsiadłem do samochodu i odjechałem.

 

Miałem dla Rossalin niespodziankę. Chciałem podarować jej coś cennego. A tym była wyspa, nasza wyspa Huelo. Nie wiedziała o tym jeszcze, że Bernie z Paulą będą mieszkać z nami na wyspie. Chciałem dla niej wszystkiego co najlepsze.

 

ROSSALIN

 

Przyjechali również Elizabeth z Nickiem i naszą kochaną Bunią. Wszyscy, których kochałam byli tu ze mną. Paula - szczęśliwa mężatka - stała u boku swojego męża, który głaskał jej brzuch i coś pieszczotliwie mówił w jego stronę. Przyglądałam się mojej wspaniałej rodzinie z miłością. Każdy z nas był szczęśliwy. Na podwórko wjechał mój mąż, który w jakiś sposób był bardzo uszczęśliwiony.

 

- Rossi. Moja piękna i ukochana żono - wszyscy patrzyli na niego w dziwny sposób.

 

- Kochanie, czy ty aby przypadkiem nie masz temperatury? - podeszłam do niego i sprawdziłam mu czoło.

 

- Motylku, motylku - złapał mnie w pasie - Jesteś moim szczęściem, moim życiem i powietrzem. Dzięki tobie stałem się innym człowiekiem, lepszym. Dlatego w podziękowaniu, że wytrzymujesz ze mną kupiłem ci wyspę - zaniemówiłam z wrażenia.

 

- Żartujesz?

 

- Nie. Ta wyspa jest twoja kochanie - byłam taka szczęśliwa - I jeszcze jedna niespodzianka. Paula z Berniem będą mieszkać tu - większej niespodzianki nie mogłam dostać.

 

- Naprawdę? - spojrzałam na przyjaciółkę.

 

- Jeśli tylko pozwolisz - uśmiechnęła się.

 

- Innej opcji nie ma.

 

ERICK

 

Świat nie mógłby być już piękniejszy niż był teraz. Doczekałem się syna Maxima i córki Julii oraz cudownych wnuków. Z Rossi byliśmy już dobrze po sześćdziesiątce i nadal kochaliśmy się jak za młodu. Każde święta spędziliśmy w gronie naszych najbliższych. Dobrze, że mieliśmy bardzo duży dom. Moje udziały w firmie podzieliłem równo i przekazałem swoim dzieciom, a ja w końcu przeszedłem na emeryturę. Rossi założyła na wyspie przedszkole i prowadziła je razem z Paulą i jej córką Anastazją. Ja natomiast z Berniem zrobiliśmy pole golfowe koło hotelu i organizowaliśmy różnego rodzaju zawody.

 

Doczekaliśmy się cudownej starości i cudownych dzieci. Życie było piękne.

 

KONIEC

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas 9 miesięcy temu
    Że tak powiem, sporo części jak na jeden dzień. Dobrze ze jest limit dwóch na dzień, bo swym ruchem zrzuciłabyś z głównej wszystko inne.
  • kesi 9 miesięcy temu
    Przepraszam, więcej się to nie powtórzy. Nawet nie pomyślałam.
  • Ritha 9 miesięcy temu
    Kilka miesiecy orzerwy i kilkanascie czesci naraz.
    Jedno jest pewne, przez ten zabieg nikt tego nke przeczyta w calosci. Daremny trud...

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania