Trzy przystanki na północ

Ten ociekający gorzką furią grymas mówił wszystko. Przełknął resztki eliksiru szczęścia ze śliną i rzucił butelką o krawężnik. Szkło rozproszyło się na wszystkie strony w głuchym dźwięku pośród chwilowej ciszy. Takich momentów nie było jak na lekarstwo. Jawiły się jako niezwykle cenne, wręcz upragnione. On doświadczył tej chwili. Kolejny powód do gorzkiej radości.

Wieczorny chłód panoszył się pomiędzy szarymi blokowiskami, nucąc senną melodię strapienia. Słychać było skrzypiące kroki, niedaleko. W kilku oknach naprzeciwko przystanku, pod którym stał Wieszcz pojawiło się światło. Wydawało mu się, że dłonie wciskające plastikowe włączniki zgrały się idealnie, a przynajmniej na tyle, aby tak uznały jego oczy. Bez sensu, ale warte odnotowania. Ostatnie dni nie gardził nudą i pustką zimowej chandry. Mróz nie odpuszczał. Martwe truchła psów, które Wieszcz zwykł mijać codziennie, z kolejnymi godzinami stawały się zapomnianymi figurami z brudnej porcelany i tak samo kruchymi. Powykrzywiane pyski przypominały, że żyje na oparach egzystencji, a kiedy przyjdzie pora, dołączy do zgrai porcelanowych darmozjadów.

Podrapał się po brodzie i poprawił czapkę. Wszystko, czego dotykał było dziwnie lepkie, odpychające. Nawet płaszcz w kolorze porannych wymiocin. A przecież z punktu widzenia Wieszcza był całkiem nowy. Ledwie rankiem przygarnął funkcjonalny ciuch. Już nie pamiętał dokładnie, gdzie to było. Na pewno niedaleko. Wieszcz należał do tej grupy osób, którym nie dana została odwaga na odejście od domu dalej niż trzy przystanki tramwajem, mniej więcej. Tylko czy aby na pewno dom? Czuł się tam dobrze. Tyle wystarczy, żeby blaszany garaż nazwać domem.

W oddali ujrzał znajome reflektory. Mimowolnie na twarzy Wieszcza zagościł uśmiech. Tramwaj był już bardzo blisko. Dźwięk hamulców rozniósł się wokoło, wypełniając ciszę. Wsiadł spokojnie i zajął miejsce na końcu. Smród tytoniu papierosów wypełniał wnętrze tramwaju, otumaniając siedzących w nim ludzi. Poszarpana tapicerka foteli zdawał się krzyczeć ''uciekaj'' natrętnie do granic. Zignorował wszystkie myśli, dziwne przeczucie. Znajomy sygnał rozbrzmiał dziwnie cicho, niepewnie, po czym tramwaj ruszył. Minął znajome osiedle i zatrzymał się obok martwego o tej porze roku parku. Żółte światło lamp padało na oblodzoną aleję wychodzącą tuż przy przystanku. Stała na niej kobieta. Wieszcz czuł powoli, że eliksir szczęścia zaczyna wprowadzać jego umysł w pierwszą fazę zadowolenia. Staruszka nieruchomo jak marmurowy posąg czatowała, gapiąc się na stojący tramwaj. Po chwili jej wzrok osiadł na twarzy Wieszcza. Mięśnie momentalnie zdrętwiały, obraz zaczął się rozmywać, tramwaj ruszył. Spojrzał w ostatniej chwili jeszcze raz na kobietę. Stała cały czas. Może następny będzie tym właściwym. Fioletowy płaszcz staruszki utkwił mu w pamięci. Tylko raz w życiu widział podobny i tak samo nocą. Wtedy postać przyodziana w płaszcz wyłoniła się z krzewów kilka kroków od jego ''domu''. Spojrzała na Wieszcza i zniknęła w tych samych zaroślach. Kiedy to było? Zbyt dawno, żeby zaczął się obawiać.

Słodki sen. Nie wiedział, co to znaczy. Dla niego sen był chwilową ucieczką z bagna w jeszcze większe bagno. Budził się dziękując wszystkiemu, że stamtąd wrócił. Świat ociekający strachem, najgorsza wizja życia powtarzająca się co noc. Do usranej śmierci. Smród papierosów ukołysał go lepiej niż najlepszy eliksir szczęścia. Jeszcze przed wkroczeniem w druga fazę — radość absolutną, jego świadomość była tam, gdzie nic nie jest warte poświęcenia, gdzie ucieczka jest wyrokiem ostatecznym. Ostatnim obrazem była kałuża krwi w asfaltowej koleinie. Ta sama co zawsze. I krzyki, mnóstwo krzyków. Ktoś znalazł w końcu prawą dłoń.

Trzecia stacja. Granica. Dalej był wielki świat. Za betonowymi blokowiskami znajdowały się kolejne, a dalej był wielki świat. Wysiadł tak jak większość pasażerów. Tramwaj odjechał szybko, znikając za zakrętem. Ławka była znowu wolna. Żaden miejscowy szczęściarz nie przygarnął jej sobie jako leżaka. Przysiadł na niej tak jak zawsze i spojrzał w dal. W pustą ciemność. Jak jest na czwartym, piątym przystanku? Jacy są tam ludzie? Mimo tylu pytań wiedział, że nigdy nie uzyska odpowiedzi. Po prostu wróci. Kolejne stacje na północ pozostaną tylko wyobrażeniem.

Średnia ocena: 4.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Wrotycz 3 tygodnie temu
    Wieszcz-kloszard i jego ograniczenia.
    Dobry tytuł. Motyw tramwaju o innym pożądaniu.
    Senny horror. Ciekawy obraz i jakby lęk przed pójściem w pisanie tego gatunku literatury.
    Śmierć, prawa ręka.

    Niezłe!
  • marok 3 tygodnie temu
    Dzięki bardzo. No strach tam z tyłu pleców był
  • Canulas 3 tygodnie temu
    Kurcze no. Znów treść, ale znów gość jest dla treści tłem. Treść dominuje.
    "On doświadczył tej chwili. Kolejny powód do gorzkiej radości." - już tu się zaczyna. Od "On". Już tu pokazujesz, że losy postaci są wymówką dla samych słów. Taki Pies Pluto — kolorowanka, który istnieje tylko po to, by się pochwalić zajebistością nowych kredek.
    Potem jest z 10x Wieszcz. Czyli masz 10 możliwości, kątów, sposobów, by uderzyć, coś pokazać, przybliżyć, upypuklić. Nic. Tylko Wieszcz.

    Fajna jest tajemniczość i sfera niedopowiedzeń, ale nie cały czas.
    No wkurwiłeś mnie.

    Ale sam zamysł świetny.

    Odkrajam jedną gwiazdkę. Sorry. Masz 188 możliwości, by się zemścić czy cuś ;)
    Za dobrze już latasz, by Cię traktować ulgowo, a i zapewne byś nie chciał.
  • marok 3 tygodnie temu
    No zjebałem, ale co zrobić? Może mi nie uwierzysz ale staram się jakoś to napisać, żeby było git. Nie wychodzi. No nie wiem jak mam robić żeby to było poprawnie.
  • Canulas 3 tygodnie temu
    marok, ale to nie jest tak. Ty piszesz coraz lepioej, ale i granice oczekiwań rosną.
  • marok 3 tygodnie temu
    Canulas, no właśnie granice rosną a moje doświadczenie niekoniecznie. Przynajmniej nie tak szybko. Robie coś źle i staram się to naprawić, ale wychodzi znowu to samo. Myślałem że tym razem wyszło git, ale widocznie coś przegapiłem
  • Canulas 3 tygodnie temu
    marok, ale to tylko ja. Nie pękaj. Jedna opinia w morzu innych. Miss Wrotycz (a ogarnięta to zaprawdę bestyja) jest na tak.
  • marok 3 tygodnie temu
    Canulas i tak już więcej nie będzie, więc twoje zdanie jest znaczące również, jak z trzech :)
  • Canulas 3 tygodnie temu
    marok, nastawienie w stylu. Eee, nie opłaca się wieszać i tak się gałąź złamie.
  • marok 3 tygodnie temu
    Canulas czyste fakty. Nie kłamię, nie użalam się. Po prostu tak jest, a dobrze wiem dlaczego, walcze z tym
  • Canulas 3 tygodnie temu
    marok - walcz. Co Cię nie zabije, to... co inne dobije.
  • Canulas 3 tygodnie temu
    Ale tytuł robi kubeł dobrej roboty. Jest jak kebab na Bemowie. 2,5 kg mięcha 32zł
  • marok 3 tygodnie temu
    Canulas no to smacznego

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania