TW#7 Ciekawy przypadek Joanny Tulskiej (część I)

TW#7 Ciekawy przypadek Joanny Tulskiej (część I)

 

Postać: ciocia muzyk

Zdarzenie: drugi wielki wybuch

Gatunek: kryminał

 

Spokojny czerwcowy poranek. Wiatr kołysze liśćmi starych dębów, znaczących przebieg ukrywającej się przed światem alei na Wilanowie. Spośród gęstych koron, na które padają już pierwsze promienie wschodzącego słońca, dobiega melodyjny świergot gnieżdżących się ptaków. Harmonię tej chwili niszczy znienacka fala uderzeniowa. Sprężone powietrze rozszarpuje otoczenie na pół, wypluwając przy tym tysiące elementów stojącego nieopodal domu. Spłoszona chmura skrzydeł podrywa się w panice do lotu, uciekając przed niespodziewanym gradobiciem. Lecz w chwili, gdy odłamki znikają w trawie, powraca spokój. Ptaki zawracają, a wiatr swym dotykiem uśmierza właśnie co doznane krzywdy.

 

– Przez rok?

– Tak, rok, dwanaście miesięcy.

– Żesz kurwa! – wymknęło się mu niechcący.

Nastała nieręczna cisza. Odrywając wzrok od drogi, raz jeszcze szybko go przeskanował od góry do dołu. „Żesz kurwa!” – powtórzył w myślach.

– Dobra, słuchaj. Nic do ciebie nie mam, ale nie przywykłem do niańczenia stażystów i to jeszcze tak długo. Pracuję sam. – Kowalski próbował coś powiedzieć, ale nie dał mu dojść do słowa. – Widzę, że ani ty, ani ja wyjścia nie mamy, więc dobrze. Jakoś przeżyjemy. – Posłał mu kwaśny uśmiech. – Tylko nie kombinuj i rób to, co ci mówię, jasne?

– Tak jest!

Wjechali na dziedziniec, a Wittberg jakby nigdy nic stanął w poprzek dwóch miejsc parkingowych.

– I nie bądź sztywniakiem – rzucił, odpinając pas i wysiadając z auta. Rozejrzał się dookoła i uświadomił sobie komizm własnych słów wypowiedzianych akurat w tym miejscu. – Ani dosłownie, ani w przenośni.

 

– Miałem ostatnio studentów tutaj... No, no... Słuchaj... Z Grabowskim postanowiliśmy się rozerwać i wyciągnęliśmy z szafy tego bezdomnego, co go Zieleniak znalazł pod mostem w zaawansowanym rozkładzie…. Tak… Jak zgniłe jabłko… Nikt się po niego nie zgłosił…Wiesz, przepisy… Dopóki nie miną trzy miesiące i bla bla bla… – Profesor Kerc nie odrywając ucha od telefonu, spostrzegł ich kątem oka zaraz po tym, jak wparowali przez drzwi, niezdarnie naciągając na siebie białe kitle. Wskazał im jednym lekceważącym gestem krzesła pod ścianą. – No i wyciągamy go… Cały napuchnięty jak ciasto drożdżowe, skóra fioletowa, a fetor… Co ja będę ci mówił? Sam wiesz… Świeżaki zzieleniały już na początku, ale najlepsze nastąpiło po pierwszym cięciu tuż poniżej mostka...– Profesor wyraźnie dumny, zarechotał. – Z małego cięcia bebechy wystrzeliły pod wpływem uwolnionych gazów jak noworoczne fajerwerki! Wydzieliny śluzowe rozprysły się wokół, a piękny zielony obłoczek unosił się pod sufitem. Gdybyś to widział! – Ryknął ponownie akurat w chwili, gdy pochylał się nad zwłokami i trzymając palec w ich ustach, podwijał wargę, oglądając stan uzębienia. Wittberg z Kowalskim wymienili tylko zdegustowane spojrzenia. – No, słuchaj dalej… Z pięciu studentów, trzech zasłabło od razu, czwarty w trakcie sprzątania, tylko piąty cholernik okazał się odporny na wszystko… Ale…

– Ekhm! - chrząknął wymownie Wittberg, chcąc dłużej nie marnować czasu.

Profesor niezadowolony skinął mu uspokajająco.

– Dobra, muszę kończyć... Mam tu niecierpliwych petentów... Nie, tym razem żywych… Na razie.

Wytarł ręce, wyjął zakleszczony między ramie i ucho telefon, by schować go do kieszeni.

– No dobra, detektywie, w czym mogę pomóc?

– My w sprawie śmierci Joanny Tulskiej

– Aaa… Słynna sprawa wybuchu na Wilanowie. – Łapiąc za brzeg stołu pchnął go niedbale w stronę długiej ściany, w której tkwiły hermetycznie zamknięte włazy. Kółka zaskrzypiały, nieprzyjemnie kując w bębenki. – Rzadko gościmy tu arystokratki. Hmmm, poszukajmy…

Wycieczkowym krokiem przemierzył długość całej ściany, powtarzając pod nosem nazwisko denatki. Dwaj śledczy podążali za nim jak cienie. Wreszcie złapał za jeden z uchwytów i przekręcając go, wysunął zawartość. Dwie minuty później ciało Tulskiej wypakowane z białego worka spoczywało pośrodku sali, skąpane w świetle laboratoryjnej lampy.

Kowalski wydawał się trochę nieswój.

– Wszystko w porządku? Żyjesz? – zapytał dyskretnie Wittberg, widząc stan towarzysza.

– Nic mi nie jest, róbmy swoje.

– Tak...– zaczął profesor.– Odcień twarzy pana kolegi jest adekwatny do stanu zwłok. Poparzenia całej powierzchni ciała... Szczątki ubrań i biżuterii wtopione w skórę…

– Co było bezpośrednią przyczyną śmierci?

– Wbrew pozorom oparzenia są dość powierzchowne. - Łapiąc za skalpel zaczął odcinać pojedyncze, zwęglone skrawki i oglądać pod lupą. – Na pewno już wiecie, że wybuch zadziałał jak katapulta i wystrzelił denatkę przez okno. Znaleziono ją około trzydziestu metrów od miejsca zdarzenia.

– Czyli upadek?

Pauza, profesor wciąż oglądając strzęp ciała, zapomniał na chwilę o ich obecności i przykładając próbkę do ust, ostrożnie nagryzł jej brzeg. Przypominał teraz degustatora win, mlaszczącego i próbującego odkryć niezauważalne dla laików właściwości. Gdy się zreflektował, wyraźnie zakłopotany przeleciał po ich zszokowanych twarzach.

– E, no wiecie, specyfika zawodu… – posłał im blady uśmiech i spluwając do kuwetki, odstawił skalpel, przybierając profesjonalną pozę. – Na czym to stanęło? A no tak. Przyczyna. To dość ciekawe…

– Ja muszę wyjść… – przerwał Kowalski. Zapewne ostatnie zdarzenie pogorszyło jego stan. Wpadał w lekko szmaragdowy odcień.

– Idź!

– Za drzwiami jest łazienka! – zdążył jeszcze dodać profesor, zanim tamten opuścił w pośpiechu prosektorium. – Ach, ta młodzież, taka mało odporna. – Szukał u Wittberga krztyny porozumienia, ale się nie doczekał.

– Więc co jest przyczyną śmierci?

– Niech pan podejdzie – skinieniem ręki przywołał go do siebie. – Obracając stół, ustawił zwłoki w odpowiednim kierunku. Głowę Tulskiej przekręcił na bok tak, by ukazać lewą stronę, gdzie na połączeniu kości skroniowej z ciemieniową widać było wyraźny ślad na wypalonej skórze. Ślad biegnąc w dół, w stronę karku, rozdwajał się, okalając szyję.

– Bruzda wisielcza…

– Dokładnie! Poparzenie nie dość, że nie zakamuflowało bruzdy, to jeszcze dodatkowo uwidoczniło, nadając jej lekko niebieskawą barwę. – Założył rękawiczkę i rozwarł wcześniej własnoręcznie dokonane nacięcie na szyi. – Wybroczyny naczyń krwionośnych, obrzęk tkanek… Do tego nadwyrężone ścięgna i naruszone kręgi szyjne niezawodnie wskazują, że powieszenie było bezpośrednią przyczyną śmierci.

– Ale to nie ma sensu… – powiedział do siebie, skupiając uwagę bardziej na bruździe niż na zaprezentowanej zawartości gardła. – Widywałem już ślady powieszenia, ale te są zadziwiająco głębokie.

– Tak, też mnie to zastanowiło. Ostatecznie ustaliłem, że powieszenie nastąpiło za pomocą struny od wiolonczeli.

– Wiolonczeli? - upewnił się.

– Ano, wiolonczela słynnej wiolonczelistki. Cóż w tym dziwnego?

– Raczej wszystko.

– Ja tylko stwierdzam fakty, ich łączenie to już nie moja działka. Marnotrawny bratanek zdobywa w ostatnich dniach medialną sławę wielkiego celebryty. Może warto byłoby go ponownie przesłuchać?

– Może… – rzucił na odchodne, idąc szukać partnera.

 

CDN.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jesień2018 4 miesiące temu
    Na moje oko - pełna profeska! Ten patolog jak z europejskiego serialu:)) sprawa istotnie intryguje, no i bardzo fajny wstęp z drzewem i ptaszkami. Lubię kryminały, a tu nic mnie nie zabolało. Chce się czytać dalej:) Trzymam kciuki za dalszy ciąg!!
  • Basileus 4 miesiące temu
    Dzięki Jesień :)
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Witamy nowy tekst! :)
  • pkropka 4 miesiące temu
    Ładnie poprowadzony kryminał. Cierpliwie okrywasz karty, dajesz miejsce na zainteresowanie. Super, aż chce się więcej.
  • Basileus 4 miesiące temu
    Cieszę się, że przypadło do gustu :)
  • Ritha 4 miesiące temu
    Basileo, wrzuć ten link jeszcze raz, bo nie działa ;p
  • Ritha 4 miesiące temu
    Kryminał, noo, fajnie, lubię.

    „Zieleniak znalazł pod mostem w zaawansowanym rozkładzie….” – wielokropek trzy kropki (jedna za dużo tutej)
    „cięciu tuż poniżej mostka...– Profesor wyraźnie” – tutaj spacji zabrakło po wielokropku
    „Gdybyś to widział! – Ryknął ponownie akurat w chwili” – wydaje mi się, ze „ryknął” z małej (odnosi się do mówienia), ale głowy nie dam
    „– Ekhm! - chrząknął wymownie Wittberg” – mała kreseczka się wdarła
    „Łapiąc za brzeg stołu[,] pchnął go niedbale w stronę długiej ściany”
    „– Tak...– zaczął profesor.– Odcień” – tutaj dwukrotnie brakuje spacji
    „– Tak...– zaczął profesor.– Odcień twarzy pana kolegi jest adekwatny do stanu zwłok. Poparzenia całej powierzchni ciała... Szczątki ubrań i biżuterii wtopione w skórę…” – tam wcześniej miałeś wielokropki, bo rozmawiał przez telefon i wypowiedź była urywana, ale tu już średnio potrzebne (subiektywna opinia, nie lubię jak jest za dużo wielokropków)
    „– Wbrew pozorom oparzenia są dość powierzchowne. - Łapiąc za skalpel” – znów krótka kreseczka się zaplatała
    „Łapiąc za skalpel[,] zaczął odcinać pojedyncze, zwęglone skrawki i oglądać pod lupą.”
    „– Wiolonczeli? - upewnił się.” – i znów kreseczka

    „Pauza, profesor wciąż oglądając strzęp ciała, zapomniał na chwilę o ich obecności i przykładając próbkę do ust, ostrożnie nagryzł jej brzeg.” – o fuuu, świr czy co :o

    Bardzo w me gusta opowieść, kryminały uwielbiam równie mocna jak horroły. Czekam na ciąg dalszy :)
    Miłego urlopu, Basileo :)
  • Basileus 4 miesiące temu
    Dzięki Ritha. :)
    Ale musisz przyznać, że przynajmniej w przecinkach jest zdecydowana poprawa. :P
    Pozdrawiam
  • Ritha 4 miesiące temu
    Basileus jak najbardziej, z przecinkami jest o niebo lepiej. Pamiętam Pokój 112 (swoją drogą też świetny tekst), tam była przecinkowa masakra, tutaj jest baja.
    :)
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Dzień dobry!
    Przypominamy o obdarowywaniu zestawami – jutro o godz. 20.00.
    Pozdrawiamy :)
  • Aga jednostrzały 4 miesiące temu
    Hej,
    Fajne opowiadanie. Nic nie wytrąciło mnie z rytmu czytania. Jest ok.
    Pozdrawiam
  • Basileus 4 miesiące temu
    Dzięki Aga. :)
    Mam nadzieję, że niedługo coś dodasz, bo nie ukrywam, że czyham na Ciebie od dłuższego czas. :P
  • Trening Wyobraźni 4 miesiące temu
    Basileus, oto Twój zestaw:
    Postać: Przyłapany na ściąganiu
    Zdarzenie: Walka o honor

    Gatunek (do wyboru): Postapo lub Komedia/groteska/makabreska lub Horror i pochodne

    Powodzenia :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania