Twoja na zawsze. 28

Rozdział dwudziesty ósmy.

 

Na miękkich nogach przekraczałem bramę cmentarza. Nie chciałem tam iść i z chęcią bym zawrócił, ale Monika szła za mną, jakby pilnowała, żebym nie stchórzył i nie uciekł. Jeśli wczoraj miałem odwagę przyjść tutaj kompletnie pijany, to na trzeźwo tym bardziej.

- Idź cały czas prosto — usłyszałem — gdy dotrzesz do rozwidlenia, skręć w lewo. Ja nie będę tam z tobą szła. Trafisz bez problemu. Są tam tylko trzy groby.

Odwróciłem się i spojrzałem na nią. Wyglądała na smutną i przygnębioną. Chciałem chwycić ją za rękę, ale zrobiła kilka kroków w tył. Zachowywała dystans, była chłodna i taka dziwnie obca.

- A ty? - chciałem spojrzeć jej w oczy, ale odwróciła głowę — nie chcesz mi towarzyszyć?

- Nie. Poczekam na ciebie w samochodzie. Powinieneś pożegnać się z nią w samotności, bez świadków. Poza tym nie byłabym tam mile widziana. Nie sądzisz?

Skinąłem głową na znak zgody. Rozumiałem ją doskonale. Gdybym był na jej miejscu, również bym się na to nie zdecydował. Zrobiła wystarczająco wiele. Za wiele, bym teraz wymagał od niej jeszcze tego.

- To nie potrwa długo — powiedziałem, z trudem łapiąc oddech.

-Możesz tam być, tak długo, jak zechcesz.

Odwróciłem się na pięcie i poszedłem w kierunku, który wskazała mi chwilę wcześniej.

 

Stałem nad grobem i zastanawiałem się, co dalej. Czułem wewnętrzną pustkę, w głowie miałem mętlik. Jak miałem teraz żyć ze świadomością, że to przeze mnie leżała teraz kilka metrów pod ziemią? Spieprzyłem wszystko. Zawiodłem ją.

- Jagoda — szepnąłem — wiem, że już nic nie przywróci ci życia, ale chciałbym cię przeprosić. Za wszystko. Nie zasłużyłem na twoją miłość i zmarnowałem szansę, która mi dałaś. Chcę jednak, byś wiedziała, że kochałem cię na swój chory i popieprzony sposób. Byłaś najlepszym, co mnie spotkało. Żałuję, że nie mogę cofnąć czasu i naprawić tego, co straciłem bezpowrotnie. Gdziekolwiek teraz przebywasz, mam nadzieję, że jesteś szczęśliwa. Będziesz patrzyła z góry i nie pozwolisz popełnić mi już więcej żadnego błędu.

Dręczyły mnie wyrzuty sumienia i poczucie winy. Zabiłem ją i paradoksalnie nigdy nie będę mógł za to odpowiedzieć. Nagle stwierdzenie nie ma zbrodni bez kary, wydało mi się tak śmieszne i nieprawdopodobne. Oczy zaczęły mi wilgotnieć i wiedziałem, że jeszcze chwila, a kompletnie się rozkleję.

- Fabian? - usłyszałem tuż za sobą — dobrze cię widzieć trzeźwego.

Odwróciłem się za siebie i niepewnie skinąłem głową. Przede mną stał Maciek. Nie miałem ochoty zastanawiać się, co tutaj robił.

- To ja — mruknąłem — a raczej to, co zostało.

- Wyglądasz jak wrak człowieka.

I dokładnie tak się czułem. Moje dotąd poukładane życie, rozsypało się jak domek z kart i zabrakło mi pomysłu, jak mógłbym je teraz posklejać.

- Uważasz, że powinienem skakać do góry z radości?

Przecząco pokręcił głową i przestąpił z nogi na nogę. Nadal utrzymywał bezpieczną odległość, jakby czegoś się bał.

- Nie, ale widziałem ją — warknął — miałeś czelność przyprowadzić tutaj dziewuchę, która jeszcze kilka dni temu rozłożyła przed tobą nogi? Myślisz, że to jest w porządku?

Tak geniuszu, jeśli tego wcześniej nie zauważyłeś, to trener założył monitoring. Wszyscy widzieliśmy jak... Ty i ona...na litość Boską! Sądziłeś, że nikt się nie dowie o twoich schadzkach?

Krew odpłynęła z całego ciała. Nieświadomie stałem się gwiazdą porno! Tylko tego brakowało. Czy ten stary dziad przypadkiem nie powinien o tym nas powiadomić? Jawnie naruszył cudzą prywatność. W głowie zapaliła się czerwona lampka.

- I poczułeś się w obowiązku, zdać relację z tego Jagodzie?

Zrobił jeden krok do przodu. Przeciągnął dłonią po włosach i westchnął.

- Nie ja — posłał mi spojrzenie pełne pogardy — trener od dawna szukał czegoś na ciebie. Chciał się zemścić za rozwalony nos i kiedy odtworzył zapis z kamery, uznał, że to będzie idealne. Starałem się, przekonać go by tego nie robił, mówiłem mu, że ona jest w ciąży, ale nie chciał słuchać. Całość nagrał na płytę i wysłał do niej.

- Myślisz, że…? - z wrażenia nogi ugięły się pod ciężarem ciała — Jezu!

Powinienem się wściec i iść do tej gnidy obić mu mordę, ale nie mogłem. To i tak już niczego nie zmieni. Jeśli Jagoda faktycznie zdążyła obejrzeć, jak pieprzyłem się z Moniką…

- Wiesz co? - znów zrobił jeden krok w przód — możesz się rzucić na mnie z pięściami i skopać mi dupę za to, co powiem, ale mam to gdzieś! Jagoda była doskonała pod każdym względem. Zazdrościłem ci jej, zresztą nie tylko ja. Gdy opuszczałeś siłownię, nie raz zastanawialiśmy się z chłopakami, co taka dobra, inteligentna i porządna dziewczyna, widzi w takim zimnym skurwysynu, jak ty. Zniszczyłeś ją, od początku wiedziałem, że ten związek źle się skończy; tylko nie brałem pod uwagę czegoś takiego. Za swoją miłość do ciebie, przypłaciła własnym życiem. Fabian, masz krew na rękach i już nigdy nie uda ci jej zmyć.

Może kiedyś wpadłbym w szał i siedząc na nim, okładałbym go pięściami, ale nie teraz. Nie miałem nic, na swoją obronę.

 

Wracałem z cmentarza, pogrążony we własnych myślach. Chciałem zniknąć, przestać istnieć. Przypadkowe spotkanie i rozmowa z Maćkiem, utwierdziły mnie w przekonaniu, że byłem wszystkiemu winien. Gdy doszedłem do samochodu, starałem się nie patrzeć na Monikę. Nie potrzebowałem zatroskanych spojrzeń i pocieszania.

- Co z tobą? - zapytała, gdy byliśmy w drodze powrotnej — cały czas milczysz i patrzysz w szybę. Ja wiem, że wizyta na cmentarzu mogła być wstrząsem, ale…

- Skąd możesz wiedzieć, co czuję? - warknąłem — zamiast dawać mi złote rady, lepiej skup się na drodze.

Gwałtownie zatrzymała auto, sprawiając, że przez niezapięte pasy, uderzyłem klatką piersiową w deskę rozdzielczą.

- Jagoda nie żyje, ale świat się nie skończył — kontynuowała, nie zwracając uwagi na moje pogardliwe prychnięcia i mordercze spojrzenia — nie możesz skupiać się tylko na swoim cierpieniu i przez cały czas użalać się nad sobą. To do ciebie nie pasuje; zawsze walczyłeś do samego końca.

Może kiedyś, ale teraz jaki sens miałaby walka? Życie wygrało ze mną walkowerem. Od początku stałem na przegranej pozycji. Jeśli na górze, faktycznie wszystko było zapisane znacznie wcześniej i z króla życia miałem stoczyć się na samo dno, to tak się właśnie stało. Plan został wykonany.

- Daj spokój — schowałem twarz w dłoniach — mam ochotę się napić i zapomnieć.

Posłała mi w odpowiedzi, niechętnie spojrzenie. Tors bolał, jak cholera.

- I co? - warknęła — znów ockniesz się po kolejnych pięciu dniach, z czarną dziurą w głowie? Zastanów się nad sobą, Przecież masz dla kogo żyć. W tym świecie jest pewna osoba, której jesteś potrzebny, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Więc weź się w garść do cholery!

- To się nie uda — zacząłem - nie chcę teraz wchodzić w kolejną emocjonalną relację. Jeśli zrobiłem ci nadzieję, to…

- Mówię o twojej córce do cholery! - krzyknęła — o niej też zapomniałeś? Straciła matkę, ale nie może stracić jeszcze ojca! W przeciwieństwie do ciebie, cały czas walczy i powinieneś wziąć z niej przykład.

Róża. Moja córka. Coś boleśnie zakuło mnie w piersi. Jej losy nadal się ważyły i nie były przesądzone.

Średnia ocena: 1.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • oldakowski2013 2 miesiące temu
    ...leżała kilka metrów pod ziemią? - pytanie, gdzie tak głęboko zakopują?
    ...poczekam... - byłoby lepiej zaczekam (poczekam , forma używana )
    --- która.. - którą...
    ...nagle stwierdzenie nie ma zbrodni bez kary... - chyba powinno być: nagłe stwierdzenie, że nie ma kary...
    ...byłaś najlepszym, co mnie spotkało... - nie bardzo rozumiem, chyba powinno być : byłaś najlepsza w tym co mnie spotkało.
    ...odwróciłem się za siebie ... - odwróciłem się - wiadomo, że jak się odwracasz, to za siebie, a więc "za siebie" niepotrzebne.
    ....gwałtownie zahamowała samochód itd... - dwa razy powtórzone.
    Pozdrawiam.
  • Minia215 2 miesiące temu
    Już dawno nikt nie poprawiał mi błędów.. Już nie ma dwukrotne powtórzenia to po pierwsze... Po drugie napisane jest zrozumiale przynajmniej dla innych...
  • Minia215 2 miesiące temu
    Dziękuję za anonimowa ocenę..
  • oldakowski2013 2 miesiące temu
    To dobrze , że usunęłaś, nie miej do mnie pretensji, że poprawiam błędy, gdyby ich nie było nie pisałbym i nie poprawiałbym. To nie ja dałem jedynkę, gdybym oceniał, to tylko byś miała ode mnie trójkę, za błędy. Treści nie oceniam, bo nie czytałem poprzednich części.
  • Minia215 2 miesiące temu
    Nie mam pretensji, tylko uważam że te błędy są mocno przesadzone. Kilka metrów to może być metr lub dwa...ja nie jestem grabarzem i nie znam się na tym.
  • Elorence 2 miesiące temu
    Minia, ja błędów Ci nie wypisuje, bo od strony technicznej u mnie też nie jest idealnie, więc nie mam zamiaru się mądrzyć, ale oldakowski chciał dobrze. I łapanka błędów nie jest przesadzona. Sprawdź u mnie, jak niektórym tekstom się obrywa pod względem technicznym. Każdy przecinek wyłapią i nie jestem z tego powodu zła. To poprawia wygląd i odbiór tekstu :)

    A co do treści:
    "Krew odpłynęła z całego ciała. Nieświadomie stałem się gwiazdą porno! Tylko tego brakowało. Czy ten stary dziad przypadkiem nie powinien o tym nas powiadomić? Jawnie naruszył cudzą prywatność. W głowie zapaliła się czerwona lampka."
    ŻE CO?! Ten koleś bardziej martwi się zostaniem gwiazdą porno niż faktem, że ZDRADZIŁ SWOJĄ KOBIETĘ? A nie przeszło mu przez myśl, że gdyby MYŚLAŁ MÓZGIEM i jej nie zdradził, to wszystko byłoby w porządku? Co za młot. Jezu. Powinni odebrać mu prawa rodzicielskie. Jak taki debil ma wychować dziecko? Wychowa na kopię samego siebie? Kopię, która jak dorośnie, zacznie ranić i niszczyć innych?
    Bo on tylko to potrafi. Przez całe opowiadanie nie zrobił nic dobrego. Nic. Wiecznie był zapatrzony w czubek swojego nosa. Miał gdzieś innych. Tylko ja, ja i ja.

    Ugh. Ale jestem zła...
    Masakra xD
  • Minia215 2 miesiące temu
    Ja nie jestem zła za poprawę błędów tylko tyle razy to czytałam, że naprawdę tego nie dostrzegam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania