tylko jeden błąd - 00

Muzyka grała tak głośno, że ledwie słyszałam własne myśli. Wokół było dużo ludzi, więc wolałam trzymać torebkę na kolanach. Nie chciałam ryzykować, że ktoś mi ją ukradnie, gdy przewieszę ją przez oparcie wysokiego stołka przy barze. Przez cienki materiał czułam, jak w środku wibruje moja komórka. Po trzecim nieodebranym połączeniu wymknęłam się do łazienki, by móc w spokoju odebrać telefon i przestać się zastanawiać, co się dzieje, że trzeba do mnie co minutę wydzwaniać.

W łazience nie było wcale lepiej. Muzyka nadal dudniła mi w uszach, w dodatku wokół były same pijane, rozchichotane dziewczyny, których wysokie obcasy niemiłosiernie stukały o posadzkę przy każdym kroku. Westchnęłam, patrząc na moje buty – na grubszym obcasie, zaledwie kilkucentymetrowym. Przynajmniej miałam pewność, że się na nich nie wywalę.

Komu podobał się bar jako miejsce na pierwsze spotkanie? Mnie się nie podobało, ale nie chciałam też wybrzydzać. Ten facet, David, wydawał się być w porządku i nawet dobrze nam się rozmawiało – o ile rozmową można nazwać krzyczenie do siebie, by wzajemnie się usłyszeć w tym huku muzyki. Wolałam iść do jakiejś restauracji, by coś zjeść, zwłaszcza że nie mogłam pić alkoholu. David zamówił sobie drinka i uniósł brwi, kiedy ja poprosiłam tylko o mrożoną herbatę. Wolałam mu nie opowiadać, dlaczego nie mogłam wlewać w siebie procentów, dlatego okłamałam go, że jestem na antybiotykach. Wyraźnie się wtedy zawstydził, ale skoro już tu byliśmy, nie opłacało się wychodzić i szukać wolnego stolika w restauracjach. A przecież mogłam mu to wcześniej zasugerować. Dlaczego, w wieku dwudziestu trzech lat, wciąż byłam tak mało asertywna?

Zaczęłam przepychać się do wyjścia, by odebrać telefon na świeżym powietrzu, gdzie niewątpliwie było ciszej i spokojniej. Nie było to łatwe; musiałam najpierw przebrnąć przez morze ludzi. Trzymając komórkę w ręce, czułam, jak ponownie zaczyna wibrować. Zaczynałam panikować. Co takiego mogło się stać? Akurat w ten wieczór, kiedy zaplanowałam coś innego niż siedzenie w domu w rozciągniętym dresie?

W końcu, potykając się o czyjeś stopy, wyszłam na zewnątrz. Wzięłam najpierw haust cudownie świeżego powietrza, którego niestety nie było w środku. Był za to smród alkoholu, potu tańczących i ogólna duchota. Na samą myśl o ponownym wdychaniu tego paskudztwa aż odechciewało mi się tam wracać.

Odebrałam w końcu ten pieprzony telefon.

- Dlaczego nie odbierasz?! – usłyszałam wyrzut wypowiedziany niecierpliwym głosem, zanim zdążyłam w ogóle powiedzieć „halo”. Przygryzłam mocno wargę. Mogłam się spodziewać, że właśnie tak to się skończy. Pozostawało tylko pytanie, czy to była rzeczywiście pilna sprawa, czy może Dylan znów coś wymyślił, byle tylko zepsuć mi wieczór.

- Przepraszam. Było głośno, nie słyszałam, jak dzwoniłeś.

Dlaczego właściwie go przepraszałam? Dylan nie był wobec mnie taki uprzejmy. I dlaczego skłamałam? Przecież czułam, jak komórka wielokrotnie wibrowała. Chciałam tylko odwlec moment, kiedy będę musiała odebrać to połączenie, usłyszeć jego głos i dowiedzieć się, o co chodzi tym razem. Gdyby dzwonił ktokolwiek inny, odebrałabym piorunem. Pewnie spoglądałabym na telefon co chwilę, sama z siebie. Ale z Dylanem nigdy nie mogłam mieć pewności, że naprawdę o coś chodzi.

- To trzeba było nie wychodzić, skoro nie jesteś w stanie nawet usłyszeć dzwoniącego telefonu. – Jego głos ociekał złośliwością. – A jeśli dzwonię, to chyba logiczne, że czegoś potrzebuję. Wolałbym, żebyś tego nie ignorowała.

- Nie ignoruję cię, pacanie. – Nie wytrzymałam i warknęłam. – Nie słyszałam komórki. O moim wyjściu uprzedzałam cię już tydzień temu, więc nie miej do mnie teraz pretensji. Nie zignorowałam niczego, oddzwoniłam. Czy możesz mi więc powiedzieć, o co chodzi?

Po co w ogóle z nim dyskutowałam? Wiele razy powtarzałam sobie, żeby być głuchą jak pień, nie reagować na jego złośliwości, bo tylko takie rozwiązanie przychodziło mi do głowy. Gdy tylko zaczynałam się odgryzać, robiły się z tego wielogodzinne kłótnie, które potem musiałam leczyć dużą ilością kawy, herbaty, chusteczek oraz tabletek uspokajających. Szkoda było nerwów, a jednak cały czas to robiłam. Miałam po prostu dość tego, że Dylan ciągle mieszał mnie z błotem. Nie byłam cichą osóbką, pokornie przyjmującą złośliwości. Po prostu nie byłam.

- Chodzi o to… - Nagle zmienił ton głosu na sztucznie przesłodzony. Jakby mówił do osoby niepełnosprawnej. – Że zostawiłaś za mało mleka. Mały jest głodny.

- Zostawiłam tyle, ile zawsze zostawiam – powiedziałam spokojnie, choć moje serce przyspieszyło. Wyobraziłam sobie nagle moje dziecko, głodne i płaczące. Z mojej winy.

- Widocznie był dziś wyjątkowo głodny, bo już nic nie zostało, a ja nie mogę go uspokoić. Musisz wracać.

- Oczywiście… - odparłam z przekąsem, myśląc, że wcale by mnie nie zdziwiło, gdybym jednak wróciła do domu i okazałoby się, że mleka jak najbardziej wystarczyło. – Co tylko rozkażesz.

- Daruj sobie – rzucił sucho. – Chodzi o twoje dziecko, a nie o moje problemy.

- A jaki masz problem? – rzuciłam zaczepnie, zanim zdążył się rozłączyć. – Masz problem z tym, że się z kimś spotykam? – Wstrzymałam oddech, czekając na odpowiedź.

Dylan przez chwilę milczał, po czym zaśmiał się krótko i odparł:

- Gówno mnie interesuje, z kim się spotykasz, kiedy, gdzie i co robisz podczas tych spotkań. Ale zakończysz je, choćby było nie wiem jak interesujące, bo twoje dziecko cię potrzebuje. – Po tych słowach usłyszałam dźwięk zakończonego połączenia.

Opuściłam telefon. W tym jednym miał rację – czegokolwiek bym nie robiła, rzuciłabym wszystko, by pobiec do dziecka w razie potrzeby. Czułam się jednak, jakbym dostała w twarz. Bez cienia wątpliwości, Dylan zawsze wiedział, co powiedzieć i w jaki punkt uderzyć, by mnie zabolało.

Z żalem wróciłam do środka i próbowałam odnaleźć Davida. Siedział tam, gdzie go zostawiłam, pijąc drinka. Podeszłam do niego i dotknęłam jego ramienia. Odwrócił się z uśmiechem.

- Przepraszam, ale muszę iść – powiedziałam ze skruchą. – Wypadło mi coś ważnego. Może umówimy się kiedy indziej?

Muzyka tętniła wokół nas z niewyobrażalną głośnością. David zmarszczył brwi. Najpierw pomyślałam, że wybitnie nie podoba mu się moja decyzja, ale szybko okazało się, że chyba nawet nie słyszał, co do niego mówiłam. Dopił drinka i zaczął wyprowadzać mnie na zewnątrz. Ponownie poczułam ulgę, gdy znalazłam się z dala od tego smrodu i muzyki, katującej bębenki.

- Przepraszam. Straszny tam jazgot. Co mówiłaś?

- Muszę iść – powtórzyłam. – Wypadło mi coś ważnego. Naprawdę mi przykro.

- Nie ma sprawy. Obowiązki wzywają – uśmiechnął się lekko, choć nie mógł wiedzieć, jak poważne są moje obowiązki. Poczułam falę wdzięczności za to, że mimo wszystko zrozumiał. – Umówimy się kiedy indziej?

- Jasne. Jak tylko znajdę czas – obiecałam. – Ale teraz naprawdę muszę już lecieć.

- Przyniosę ci płaszcz – zaoferował się i wszedł z powrotem do budynku. Uśmiechnęłam się na ten miły gest. Naprawdę żałowałam, że musiałam wracać.

 

✰✰✰

 

Korki były tak duże, że do mieszkania dotarłam dopiero po pół godzinie. Zdjęłam szybko buty, czując na stopach pęcherze. Nie byłam stworzona do noszenia obcasów. Nic mnie to jednak nie obchodziło, ponieważ już z głębi mieszkania słyszałam płacz. Popędziłam do saloniku, gdzie Dylan już na mnie czekał. W oczach miał mord.

- Gdzie byłaś? – warknął. Jego oczy ciskały gromy. – Dłużej się nie dało?

- Odczep się – wymamrotałam przez zaciśnięte zęby. Czułam przemożną ochotę, by go uderzyć, ale nie mogłam, bo trzymał na rękach płaczące dziecko, a poza tym – jak już mówiłam – nie byłam na tyle asertywna. – Były korki. Miałam zamawiać samolot, żeby dotrzeć szybciej? Myślisz, że zrobiłam to specjalnie?

Nie odpowiedział, tylko podszedł i podał mi mojego synka. Choć widać było, że jest wściekły, dziecko traktował z najwyższą delikatnością. Zaraz potem odwrócił się i poszedł do kuchni. Obserwowałam jego szerokie plecy, aż do momentu, kiedy stanął do mnie bokiem, nalewając do czajnika wodę. Nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe, że choć był tak zły, nadal był przystojny. Te czarne, gęste włosy, które skradły moje serce od pierwszego momentu, miodowe oczy, szerokie barki, silne ramiona, które najpierw nosiły mnie, a potem Liama, mojego syna. Naszego syna.

Przytuliłam go do piersi. Chyba poczuł mój zapach, bo na chwilę przestał płakać, jedynie cichutko kwilił. Czym prędzej opuściłam górną część sukienki, biustonosz i podsunęłam mu pierś do maleńkich usteczek. Usiadłam na kanapie, gładząc go po miękkiej główce, gdy zaczął jeść. W międzyczasie Dylan wyszedł z kuchni z kubkiem herbaty i poszedł do pokoju. Usłyszałam, jak włącza telewizor. Zrobiło mi się przykro. Nawet nie zapytał, czy ja też chciałabym herbatę. Otarłam szybko łzę, która niespodziewanie wymknęła mi się spod oka. Nie mogłam uwierzyć, co się z nami stało.

A przecież kiedyś byliśmy dla siebie wszystkim.

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 10

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • oldakowski2013 5 miesięcy temu
    a więc:
    ...w oczach miał mord... - zmieniłbym to zdanie, ale decyzja do ciebie należy.
    ...podetknęłam mu pierś... - ... raczej podsunęłam mu pierś...
    .... czy ja też chciałabym herbaty... - może "czy ja też chcę herbaty(ę)"...
    Muszę przyznać, że podobało mi się to opowiadanie, lekkie, przyjemne. Masz czwórkę! Pozdrawiam.
  • candy 5 miesięcy temu
    Dziękuję ;) ten mord raczej zostawię, ale dziękuję za pozostałe wskazówki.
  • Freya 5 miesięcy temu
    Bardzo dawno nie czytałem nic z twojej półki i tak jakoś teraz zobaczyłem, że zaczynasz coś nowego, więc pozostawiam znak iż jestem obecny :)
    Ciekawy początek zastosowałaś, ponieważ od razu widać jakim tokiem będzie się snuć kanwa tego opka, czego będzie dotyczyć kierunkowość, podzielność wątków, którymi potoczą się dalsze wydarzenia oraz wyraźnie są zasygnalizowane ich dążenia, porażki życiowe jak również priorytety. W sumie sporo już można przewidzieć; zapewne będzie się splatać czas bieżący z odnośnymi retrospektywnymi wspomnieniami dotyczącymi gł. bohaterów, rozpadowi związku, chwil szczęśliwych i przeciwnych temu - no i teges...
    Masz pokaźne doświadczenie w tego rodzaju tematyce, więc można polegać, iż nie powinno być przesadnie nudnie - jak to w życiu bywa... :) Pozdrawiam serdecznie
  • candy 5 miesięcy temu
    Cieszę sie bardzo :) nie miałam weny od długiego czasu, próbuję teraz z tym. Tak, dokładnie tak, stosuję póki co retrospekcję, staram się to przeplatać bez zbytniego chaosu. Zobaczymy jak się wszystko rozwinie :) pozdrawiam również :)
  • Paradise 5 miesięcy temu
    Taka niespodzianka :D cieszę się, że mogę w końcu przeczytać coś od Ciebie, a właściwie mogłam, bo już przeczytałam :D bardzo mnie zaintrygowało, muszę przyznać i nie mogę się już doczekać kolejnej części :) ja tam nie mam nic do mordu w oczach, wręcz przeciwnie według mnie jak najbardziej pasuje. Życzę weny! Pozdrawiam ciepło :)
  • candy 5 miesięcy temu
    Super, że wpadłaś, dziękuję bardzo <3
  • Paradise 5 miesięcy temu
    Nawet nie zauważyłam, że mnie poinformowałaś, że wrzuciłaś :D Bo na telefonie się logowałam i jak zobaczyłam, to od razu wzięłam się za czytanie :D
  • candy 5 miesięcy temu
    Paradise oo widzisz :D jak miło :D
  • Elorence 5 miesięcy temu
    Jestem i ja <3
    Kurczę, zaczęłaś od razu z grubej rury. I to taki temat, który od razu wywołuje we mnie całą gamę różnych emocji. I oczywiście smutnych... Jest dziecko. Są rodzice, którzy kiedyś byli parą... Coś nie poszło. Został syn, jedyna "rzecz", która ich łączy.
    Na pewno będzie ciekawie, chociaż myślę, że kilka razy wybuchnę. Temat dzieci omijam w swoich opowiadaniach, bo to dla mnie dość ciężki temat.
    Ale na pewno będę czytać :)
    Pozdrawiam ciepło! :*
  • candy 5 miesięcy temu
    Witam! :D
    A no cóż, czasem trzeba poruszyć trudne tematy. Nie może być za kolorowo. Mam nadzieję, że sprostam oczekiwaniom :) równie ciepło pozdrawiam w ten zimny wieczór <3
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    też o tym pomyślałam, że ten temat jest dla mnie bardzo "delikatny", nie wiem czy wytrzymam tyle emocji ;)
  • jesień2018 5 miesięcy temu
    Ładnie i lekko, choć tematy ciężkie. Czasami się dziwię, że tu na portalu znajduję tak zgrabnie napisane rzeczy, a zdarzało mi się trafiać na już wydane popularne powieści, które były napisane tak, że nie dało się czytać. I w których były błędy! Daję 5:)
  • candy 5 miesięcy temu
    Ooo, dziękuję bardzo za docenienie mnie :)
  • Ameliia 4 miesiące temu
    Piękny tekst, zaciekawił mnie, 5.
  • candy 4 miesiące temu
    Dziękuję bardzo :)
  • weatherwax83 4 miesiące temu
    Hej, stwierdziła, że zajrzę z ciekawości, podoba mi się twój styl, ale na twoim profilu tyle publikacji, że zastanawiam się, kiedy znajdę na to czas :) Podoba mi się te kilka zdań o tobie - jakbyś wyjęła mi to z ust :) (tyle, że ja nie mam 19)
  • candy 4 miesiące temu
    Witam serdecznie ;) nie musisz przecież wszystkiego czytać, trochę już tu jestem, to i historii wpadło :)

    Haha, dopiero mi uświadomiłaś, że od dawna nie zmieniałam tej rubryczki... mam już 21 :((((
  • Ritha 4 miesiące temu
    Niucham sobie tu i tam i zaniuchałam do Ciebie.
    Imię Dylan kojarzy mi się z Beverly Hills.
    Fajne wprowadzenie w akcję, in media res, dużo informacji, wyraźnie zaznaczona przeszłość, trudna sytuacja - wspólne dziecko, a drogi się jakby rozeszły. Szkoda mi dziewczyny.
    Błędów nie szukałam, ale tez nic mi się w oczy nie rzuciło. Narracja przyjemna. Tytuł nienajgorszy jak na miłosne opko.
    Zostawiam gwiazdy, pozdrawiam
  • candy 4 miesiące temu
    Witam ;)
    Beverly Hills, w sensie z serialem? Nie oglądałam, ale słyszałam.

    Dziękuję ;)
  • patix882 3 dni temu
    super sie czyta :) Wydaj książkę , bo naprawdę masz fajny styl <3
  • candy 3 dni temu
    dziękuję bardzo :)
    oj, żeby to było takie proste... ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania