tylko jeden błąd - 02

*kilka lat wcześniej*

 

Po ponad miesiącu na naszym roku pojawił się nowy chłopak. Przyglądałam się jemu zagubionemu wyrazowi twarzy i zastanawiałam się, czy być może właśnie pojawiła się dla mnie szansa na jakąkolwiek znajomość tutaj. Pogodziłam się z faktem, że trafiłam na ludzi wyjątkowo nieczułych. Dziewczyny były wredne, obgadywały, plotkowały. Choć początkowo desperacko pragnęłam akceptacji, stwierdziłam potem, że wcale nie chciałabym się z nimi kumplować. Ten chłopak wyglądał na miłego, postanowiłam więc zrobić pierwszy krok i jakoś zacząć znajomość. Podeszłam do niego na jednej z przerw.

- Cześć. – Uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Miał krótkie brązowe włosy i zielone oczy. Ładne, choć podkrążone. – Jestem Camilla.

Uśmiechnął się blado i uścisnął moją rękę.

- Mike – przedstawił się. – Fajnie, że choć jedna osoba się do mnie odezwała. Tak czułem, że gdy zjawię się tu już po rozpoczęciu roku akademickiego, to będę niewidzialny. Jak widzę, wszyscy już się odnaleźli w towarzystwie – zerknął na grupkę dziewczyn stojącą niedaleko nas. Wydawały się całkowicie niezainteresowane nowym kolegą.

- Ja tu przyszłam od razu, a i tak wciąż się czuję, jakbym tu nie pasowała – przyznałam się, zadzierając głowę, by spojrzeć Mike’owi w oczy. Był wysoki, a ja z moimi sto sześćdziesięcioma pięcioma centymetrami czułam się niczym mała dziewczynka. – Nie potrafię się z nimi dogadać.

- No to jest nas dwoje. Mam wrażenie, jakby chcieli zjeść mnie żywcem.

I tak oto, od słowa do słowa, zaczęliśmy się dogadywać, a ja zobaczyłam światełko w tunelu. Naprawdę się ucieszyłam. Wyglądało na to, że znalazłam przyjaciela. Z zaskoczeniem odkryłam, że z Mikiem rozmawiało mi się nawet lepiej niż z koleżankami z liceum. Wszystko sprowadzało się do jednej teorii – baby są po prostu wredne.

Z początku było niezręcznie, zwłaszcza, gdy spytałam go o powód późniejszego dotarcia na uczelnię. Odpowiedział, że niedawno zmarła mu mama i przez to całkowicie zapomniał załatwić wszystkie sprawy związane z uczelnią, z rekrutacją na studia i wszystko się opóźniło. Słysząc to, zmartwiałam. Nie byłam pewna, jak zareagować, jednak Mike szybko mnie uspokoił:

- W porządku. Nie potrzebuję litości ani obchodzenia się ze mną jak z jajkiem. To jasne, że tęsknię i jest mi smutno. Kochałem mamę. Ale wiem też, że byłaby wściekła, gdybym po jej śmierci zapomniał o własnym życiu. Długo chorowała. Wszyscy się tego spodziewali. Teraz przynajmniej już nie cierpi. Jest w lepszym miejscu i tego się trzymam.

Mike zaskoczył mnie swoją prostotą w postrzeganiu życia. Parę dni później w przerwie między wykładami poszliśmy na pobliski cmentarz na grób jego mamy. Czułam się trochę dziwnie, ale w końcu była to zwyczajna sprawa – wszyscy w końcu będziemy spoczywać w tym samym miejscu. Jednocześnie poczułam się, jakby to wzmocniło relację między mną a Mikiem, choć znaliśmy się dopiero kilka dni. Dzięki temu poczułam, że w końcu nie jestem sama.

 

✰✰✰

 

Wykład na ósmą rano. Koszmar. W dodatku w porze jesiennej, kiedy rano jest jeszcze ciemno. Wstałam o szóstej, czując się, jakby był środek nocy. Byłam tak niewyspana, że tylko ostatkiem sił powstrzymałam się od rzucenia się z powrotem na łóżko. Akademickie warunki były naprawdę do kitu, dlatego darowałam sobie robienie kawy. Szybko się ubrałam, spakowałam do torby potrzebne rzeczy, umyłam się i o siódmej trzydzieści wyszłam na zewnątrz.

Najpierw myślałam, że jest duża mgła. Potem jednak, już na wykładzie, zrozumiałam, że mgła co najwyżej jest w moich oczach. Widziałam niewyraźnie, oczy lekko mnie szczypały, nie tylko od niewyspania. Definitywnie działo się coś złego.

- Mike – zagadnęłam go na przerwie. – Spójrz mi w oczy.

- Próbujesz mnie uwieść? – zażartował.

- Tak, jasne – roześmiałam się krótko, trącając go ręką. – Poważnie, spójrz, proszę. Są zaczerwienione czy coś?

Posłusznie zniżył się i zajrzał mi w oczy.

- Trochę tak – potwierdził. – Co jest? Gorzej widzisz?

- Tak – potwierdziłam, zmartwiona. Nigdy nie miałam kłopotów ze wzrokiem, ale wyraźnie dwadzieścia lat to był już odpowiedni wiek na jakieś skutki uboczne długiego gapienia się w ekran laptopa. Moje oczy w końcu zemściły się za katowanie ich serialami w nocy. – Ale może samo przejdzie.

- A może niedługo pokryją ci się bielmem, kompletnie oślepniesz i tylko będziesz straszyła ludzi – powiedział Mike niewinnym głosem. – Więc może jednak warto zapisać się do okulisty, bo jak będziesz czekała aż „samo przejdzie”, to możesz się nie doczekać.

Oczywiście miał rację, dlatego po powrocie do akademika zadzwoniłam do najbliższej przychodni i umówiłam się na wizytę za trzy dni.

Dotarłam na miejsce punktualnie. Nadal źle widziałam i zaczynało mnie to męczyć, więc miałam nadzieję, że lekarz coś na to poradzi. Na sam początek zakroplił mi atropinę i kazał poczekać około pół godziny, żeby zaczęła działać. Usiadłam na małej kanapie obok gabinetu i czekałam, aż mnie z powrotem zawoła na badania.

Kilkanaście minut później pożałowałam, że nie ma ze mną na przykład Mike’a, który trzymałby mnie za rękę i kierował mną albo chociaż mówił, gdzie mam iść. Gdy atropina zaczęła działać, mój wzrok całkowicie odmówił posłuszeństwa. Nic nie widziałam. Źrenica rozszerzyła mi się zapewne jak u narkomana, wszystko było rozmazane, a próba wyostrzenia wzroku skutkowała jedynie bólem głowy.

Bardzo chciało mi się pić. Z tego, co zapamiętałam, parę kroków od tej kanapy, na której siedziałam, znajdował się dystrybutor wody. Miałam nadzieję, że do niego trafię. Powoli wstałam i małymi kroczkami zaczęłam się kierować tam, gdzie sugerował mi to mój mózg. Czasem jednak opłacało się mieć pamięć wzrokową – bez problemów trafiłam do dyspozytora. Na oślep nalałam sobie chłodnej wody i odwróciłam się, by wrócić na kanapę. Czułam się jak ślepiec i to nie było przyjemne uczucie. Zrobiłam dwa kroki, po czym nagle wpadłam na kogoś. Uderzenie nie było mocne, ponieważ szłam powoli, jednak poczułam, jak plastikowy kubek wypada z mojej ręki wprost na tego kogoś.

- Przepraszam! – powiedziałam szybko, rozpaczliwie usiłując jakoś odnaleźć się w tej sytuacji. Musiałam wyglądać idiotycznie – jak dziewczyna, która uciekła z psychiatryka. Rozszerzone źrenice, szalony wzrok, niepewny chód. Nawet nie widziałam, na kogo wpadłam. – Przepraszam – powtórzyłam. – Nic nie widzę, mam atropinę w oczach. Nie chciałam.

- Dobrze, że mówisz o atropinie, bo już myślałem, że się mocno naćpałaś – usłyszałam męski głos, jednak wciąż nie mogłam dopasować go do rozmówcy. Trochę zszokowała mnie jego bezpośredniość. W dalszym ciągu nic nie widziałam i zaczynało być to frustrujące. Tak jakbym oglądała film z samym dźwiękiem, bez obrazu. – Dlatego wybaczę ci to, że oblałaś mnie wodą.

Poczułam, jak się czerwienię.

- Bardzo? – zapytałam ze wstydem, spuszczając głowę. Może lepiej, żebym moim szalonym wzrokiem patrzyła w dół, a nie na gościa, którego oblałam.

- A poprawi ci humor, jeśli powiem, że tylko trochę?

Miałam wrażenie, jakby facet się ze mnie naśmiewał, ale przecież nic nie mogłam zrobić.

- Tak.

- W takim razie załóżmy, że woda w ogóle nie wylądowała na mnie, tylko na podłodze. Chce ci się jeszcze pić? Mogę ci dolać.

- Nie, dziękuję. Chyba już mi wystarczy wrażeń na dziś. Pewnie za chwilę oblałabym siebie. – W tym momencie usłyszałam, jak okulista woła mnie z powrotem do gabinetu. – Tak czy inaczej, dzięki za zrozumienie. Muszę już iść.

Jak powiedziałam, tak zrobiłam, chcąc jak najszybciej zniknąć z miejsca tego wstydliwego zdarzenia. Chyba powiedział jeszcze „powodzenia”.

 

✰✰✰

 

Szybko okazało się, że muszę nosić okulary. Podeszłam jednak z pewnym dystansem do tego rozwiązania – nie lubiłam okularów, uważałam, że do mnie nie pasowały. Zdecydowałam się więc na soczewki. Z początku czułam się dziwnie i miałam wrażenie, że wydłubię sobie oczy, ale szybko nauczyłam się w miarę szybko wkładać soczewki na miejsce. Poczułam ulgę, gdy mój wzrok w końcu się wyostrzył, choć nadal lekko brzydziło mnie dotykanie palcami swojej własnej gałki ocznej.

- Mogłaś sobie wziąć takie soczewki, które zmieniają kolor oczu – zasugerował mi potem Mike. – Zdaje się, że mówiłaś, że nie lubisz tego nudnego brązu? Mogłaś sobie wziąć soczewki, które zmieniłyby ci kolor na niebieski. Albo na jakiś totalnie inny, na przykład żółty.

- No pewnie, bo nie mam na co wydawać pieniędzy – odparłam, pół żartem, pół serio.

- Przynajmniej nie musiałabyś się za bardzo wysilać w Halloween.

Czasem w duchu nadal śmiałam się z tego momentu, kiedy wpadłam na jakiegoś chłopaka i oblałam go wodą. Nie powiedziałam o tym Mike’owi, bo w sumie nie było o czym. Nic wtedy nie widziałam, słyszałam tylko głos. Jakie istniało prawdopodobieństwo, że znowu spotkam tego faceta i że w ogóle go rozpoznam?

Na prawdopodobieństwie się nie znałam, ale było tak znikome, że w końcu dałam sobie z tym spokój. Ta sytuacja poszła w niepamięć.

 

✰✰✰

 

*teraz*

 

Obudził mnie płacz. Od razu otworzyłam oczy. Wokół mnie było ciemno, musiał być środek nocy. Co prawda, łóżeczko Liama znajdowało się w sypialni, tam, gdzie spał Dylan, ale byłam tak wyczulona na każdy dźwięk, że słyszałam go, nawet leżąc w salonie. Powoli wstałam, czując, jak buntują mi się zesztywniałe mięśnie. Uważając, by się o nic nie potknąć, poszłam w kierunku sypialni.

Okazało się, że Dylan też już zdążył się podnieść. Gdy wyciągałam ręce, by podnieść synka, nieoczekiwanie dotknęłam ręki Dylana, który też sięgał do łóżeczka. Odskoczyłam, jakby jego dotyk mnie oparzył. W ciemnym pokoju widziałam jedynie zarys jego sylwetki.

- Możesz wracać do spania. Załatwię to – powiedziałam chłodnym tonem, tak jakby chodziło o podpisanie papierów w urzędzie.

Tak naprawdę, cały ten system był do dupy. Gdy Liam płakał, budziliśmy się oboje. Gdybyśmy byli kochającą się parą, pewnie ustalilibyśmy coś, by się nawzajem wyręczać. A tak – i ja się budziłam, i on. Nawet w takiej kwestii nie mogliśmy dojść do porozumienia.

- Już i tak wstałem, więc może się na coś przydam – odparł. Jego głos był cichy, zmęczony, jednak czaiła się w nim pewna gotowość, by stawać ze mną do walki. Z każdej naszej rozmowy robiła się kłótnia, dyskusja, o to, kto ma rację, kto ma przewagę. Zaczynałam mieć tego dosyć. Dosyć takiego życia.

- O ile nie masz piersi pełnych mleka, chyba nie przydasz się na nic. Ani jemu, ani mnie – zauważyłam. Dylan nic nie odpowiedział, ale po raz pierwszy od dawna ta cisza nie była wymowna. Choć nie dał po sobie niczego poznać, wiedziałam, że zrobiło mu się przykro.

Normalnie byłabym na siebie wściekła, ale Dylan cały czas mnie prowokował. Sprawianie mi przykrości nie było dla niego żadnym problemem, a ja nie zamierzałam być dłużna. Poczułam, jak zabrał rękę i powoli wrócił do łóżka. Ja podniosłam płaczącego synka i przytuliłam go do siebie. Kwilił cicho. Poszłam z nim do saloniku, by nie musieć przebywać z Dylanem w jednym pomieszczeniu.

- Będzie dobrze – wyszeptałam do małego, choć nie mógł mnie zrozumieć. Chcąc nie chcąc, zaczęłam się zastanawiać, ile jeszcze potrwa ta pasywna sytuacja. W końcu Liam będzie dorastał, zauważy, że coś tu jest nie tak, że jego rodzice nie potrafią się dogadać. Ba – nie potrafią na siebie spojrzeć. Będzie pytał. I co ja mu wtedy powiem? Że nie potrafiliśmy zakopać topora wojennego? Że byliśmy na tyle głupi, a emocje wzięły górę i tak już pozostało?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 10 miesięcy temu
    Hmm, dlaczego oni są wciąż razem? I co to za durny układ?
    Przecież jeśli oni wciąż będą skakać sobie do gardeł, spotykać się z innymi partnerami, to wyrządzą dziecku więcej krzywdy niż gdyby się rozstali jak cywilizowani ludzie...
    Nie ogarniam takich "par". W dupie mają dziecko i traktują je jak kartę przetargową.
    Zirytowałam się ;/

    Buziaki <3
  • candy 10 miesięcy temu
    A owszem, owszem. Dlatego w późniejszych rozdziałach będzie wiele rozterek na ten temat. Przepraszam za irytację :D

    Buziaczki <3
  • Paradise 10 miesięcy temu
    Czyżby ten tajemniczy głos należał do Dylana? :D
    Cały czas się zastanawiam, co się takiego między nimi stało, że teraz tak się zachowują? I jeszcze to jego "załatwię to"... też się zirytowałam i zgadzam się z Elorence.
    Też na początku miałam więcej rozdziałów napisanych, ale szybko się skończyły XD mam nadzieje, że w Twoim przypadku będzie inaczej, bo fajnie tak mieć na zapas :D Tak na luzie, bo dzisiaj już jestem zła na siebie, bo postawiłam sobie za cel wrzucać, co tydzień, a tu jeszcze nie mam co... W każdym razie, życzę duuuużo weny!
    Czekam na więcej! <3
    Piąteczka oczywiście i cieplutkie pozdrowienia! :D
  • candy 10 miesięcy temu
    No jasne, Dylan musiał sie w końcu pojawić xD
    Jeszcze trochę mi pewnie zajmie, zanim się wszystko wyjaśni.
    Dużo weny także i Tobie życzę, buziaaaaki <3
  • Ameliia 9 miesięcy temu
    Kiedy czytam, to nie pamiętam o rzeczywistości, a to właśnie na tym polega. Umiesz wciągnąć czytelnika, naprawdę mi się podoba, 5 ;)
  • candy 9 miesięcy temu
    Super, dziękuję bardzo :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania