tylko jeden błąd - 07

*teraz*

 

Obudziło mnie piknięcie telefonu. Tak przynajmniej sądziłam. Dopiero po chwili zorientowałam się, że tak naprawdę obudził mnie Dylan, który stał nade mną z trudną do określenia miną, a mój telefon pikał, położony na ławie.

Od razu przetarłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej.

- Dlaczego nade mną sterczysz? – burknęłam do Dylana, który dalej nade mną stał, niczym jakiś kat.

- Budzę cię, bo wychodzę – rzucił krótko. Dopiero zauważyłam, że był już ubrany do pracy, w ręce trzymał klucze od mieszkania. – Strasznie mocno spałaś. Nie będę ryzykował, że prześpisz też płacz dziecka.

- Na jego płacz jestem wyczulona – odgryzłam się, odrzucając kołdrę i wstając chwiejnie z kanapy. – Za to twoje wychodzenie z domu mało mnie obchodzi.

Od razu poszłam do kuchni w celu zrobienia kawy. W międzyczasie wzięłam telefon ze stolika i zobaczyłam, że mam smsa od Mike’a. Już miałam mu odpisać, gdy usłyszałam głos Dylana z przedpokoju:

- Mike wpadnie też dzisiaj?

Znieruchomiałam. Położyłam komórkę na blacie w kuchni i powoli cofnęłam się na korytarzyk. Byłam przekonana, że Dylan już wyszedł, ale nie, stał przy drzwiach i wyraźnie czekał, aż mu odpowiem.

- Skąd wiesz, że tu był? – spytałam podejrzliwie. Czy on miał jakiś radar? A może zainstalował tu kamery? Cholera wie, do czego byłby w stanie się posunąć.

- Gość od kilku lat używa tych samych perfum – prychnął Dylan, patrząc na mnie z nienawiścią. – Rozpoznałbym je wszędzie.

- No dobrze, był tu – wymamrotałam z zaciśniętymi zębami. – Czy coś to zmienia?

- Nie chcę, żeby dotykał swoimi cholernymi łapami moje dziecko. – Dylan cisnął teczkę z dokumentami na podłogę i podszedł do mnie z wściekłością wymalowaną na twarzy.

- To także moje dziecko – warknęłam. Nie mogłam się powstrzymać i dźgnęłam go palcem wskazującym w twardą klatkę. – A to mój przyjaciel. Jeśli będę chciała się z nim spotkać, to się spotkam. Tobie nic do tego. Sam powiedziałeś, że gówno cię obchodzą moje spotkania. Dylan milczał przez chwilę, po czym rzucił:

- Nie chcę go więcej widzieć w moim domu.

Poszedł do drzwi, a ja wpatrywałam się w jego plecy. Mruknęłam pod nosem:

- Jak ja cię, kurwa, nienawidzę.

Miałam nadzieję, że nie usłyszał. On jednak odwrócił się powoli i zmroził mnie spojrzeniem, które mogło zabijać.

- Z wzajemnością – odpowiedział, zaciskając szczęki, po czym wyszedł. Nawet nie trzasnął drzwiami. Zamknął je cicho, a ja poczułam się gorzej, niż gdyby faktycznie użył większej siły.

Nie mogłam tak dłużej żyć, po prostu nie mogłam. Musiałam w końcu podjąć decyzję o wyprowadzce stąd. Już nie obchodziło mnie, co Dylan na to powie. Nie decydował o mnie. Niestety, był rodzicem Liama i o nim musieliśmy decydować wspólnie. Dlaczego to musiało być tak cholernie trudne?

Wróciłam do kuchni i odczytałam smsa od Mike’a:

MIKE: Wszystko ok?

Aż się cicho zaśmiałam i wystukałam odpowiedź:

CAMILLA: Nic tu nie jest ok.

 

✰✰✰

 

*kiedyś*

Następnego dnia Mike oczywiście zapytał mnie kąśliwie, jak poszła randka. Nie miałam ochoty mówić mu, że najwyraźniej miał rację. Burknęłam więc tylko:

- Nieważne. Nie muszę ci się ze wszystkiego spowiadać.

Zachowywałam się jak suka, ale byłam wściekła. Nie chciałam jeszcze słuchać wywodów Mike’a pod tytułem „a nie mówiłem”. Punktu kawy unikałam jak ognia, podobnie zresztą jak korytarzy uczelni. Nie chciałam natknąć się na Dylana. Pragnęłam wykasować go z pamięci, co nie było takie łatwe.

Tamtego wieczoru, kiedy wybiegłam z cukierni, wysłał mi smsa. Tylko jednego. Jego treść brzmiała: „Przepraszam, wszystko poszło nie tak, chciałbym ci to jakoś wynagrodzić”. Początkowo zamierzałam go skasować, ale jednak zostawiłam wiadomość. Czytałam ją czasem po kilka razy, tak jakby nagle między wierszami miało pojawić się jakieś wyjaśnienie. Myślałam, że będzie próbował się tłumaczyć, ale może też nie zamierzał mi się spowiadać. Nie odpowiedziałam na jego smsa, więc może stwierdził, że szkoda zachodu i poszedł szukać innej panny.

Świetnie. Życzyłam mu połamania nóg – dosłownie.

Mój humor pozostawiał wiele do życzenia. Byłam ciągle zła: zła na siebie, że dałam się podejść, zła na Dylana, że okazał się dupkiem i wciąż wściekła na Mike’a, że od początku był negatywnie nastawiony do Dylana. Było mi przykro, bo nie umiałam pozbyć się tej złości. Z Mikiem nie gadało mi się już tak super, jak na początku. Nie było jednak czasu rozwodzić się nad moim żałosnym życiem, bo zaczęła się sesja. Dużo się uczyłam, ponieważ egzaminy tłamsiły mnie jeden za drugim. Nie chciałam później ich poprawiać, więc usiłowałam się skupić, by zdać wszystko od razu. Normalnie pewnie uczyłabym się z Mikiem, ale wszystko się popieprzyło. Po raz kolejny.

Minęło półtora tygodnia. Czekał mnie przedostatni egzamin. Siedziałam przed salą. Do egzaminu zostało jeszcze pół godziny, ale ja wolałam przyjść wcześniej i się pouczyć. Siedziałam z nosem w notatkach, kiedy zorientowałam się, że ktoś mnie obserwuje. Podniosłam gwałtownie głowę i zobaczyłam Dylana. Stał parę metrów ode mnie, opierając się o kolumnę i patrzył na mnie bez słowa.

Policzki od razy zalały mi się purpurą, a serce przyspieszyło, ale postanowiłam go zignorować. Przybrałam niemal znudzoną minę i z powrotem spojrzałam na notatki. Byłam ciekawa, czy sobie pójdzie. Po chwili zobaczyłam jednak, jak kieruje się w moją stronę. Ukucnął przy mnie.

- Zamierzasz mnie ignorować? – spytał cicho. Do moich nozdrzy doleciał zapach jego perfum. Ja jednak dalej uparcie patrzyłam w notatki.

- Mam egzamin – rzuciłam krótko. – Więc, gdybyś był tak miły i dał mi się pou…

Jednym, gwałtownym ruchem złapał mnie za przedramię i poderwał do góry. Wszystko stało się tak szybko, że nie zdążyłam nawet złapać tchu. Notatki rozsypały się po ziemi, a ja stałam oszołomiona, wpatrując się w Dylana ze zmarszczonymi brwiami.

- Oszalałeś? Co ty wyprawiasz? – Czym prędzej schyliłam się po notatki i zaczęłam je zbierać.

- Musiałem jakoś zwrócić twoją uwagę. – Dylan również się pochylił i pomagał mi zbierać rozrzucone kartki. – No dobra, może i masz powody, by mnie ignorować, ale chciałbym ci to wyjaśnić.

Podniosłam się i w milczeniu usiłowałam złożyć kartki w kupkę. Usiłowałam wyglądać na niezainteresowaną, ale byłam ciekawa, jaką wymówkę mi podsunie.

- Ten w cukierni… to był mój dawny kolega. Hilary jest jego siostrą. Spotykałem się z nią przez jakiś czas…

- Po co mi się tłumaczysz? – przerwałam mu, zadzierając głowę, by na niego spojrzeć. Uśmiechnęłam się łagodnie, ale z goryczą. – Prawie cię nie znam.

- Uważam, że jestem ci to winien. – Zmarszczył brwi.

- Prawie się nie znamy – powtórzyłam. – Nie musisz mi się tłumaczyć. Nic o tobie nie wiem. Znam twoje imię, wiem, że masz królika, że w poniedziałki masz wolne i wtedy robisz za specjalistę od kawy. To cztery rzeczy, Dylan, prawie nic. Ludzie składają się z tysięcy takich detali. Nie musisz mi się tłumaczyć – powtórzyłam i odwróciłam wzrok, byle tylko na niego nie patrzeć.

Dylan przez chwilę milczał.

- Sądziłem, że coś z tego wyjdzie – rzucił nagle. – Spodobałaś mi się… przynajmniej do momentu, w którym zaczęłaś mnie oskarżać, nawet nie wiem o co.

Zarumieniłam się, słysząc komplement i jednocześnie zirytowałam, że w jednym zdaniu zdążył mnie i pochwalić i upokorzyć.

Ale czy nie miał racji? Moje zachowanie podsycał Mike i jego głupie teorie. Teraz ja sama nie wiedziałam już, o co mi chodziło. Całość dopełniło zachowanie kolegi Dylana i już – obrazek ułożył się w całość. Dylan po prostu nie wyglądał na takiego chłopaka, który mógłby się zainteresować akurat mną. Wyglądał raczej na takiego, który zalicza inną dziewczynę co noc.

Milczałam. Dylan patrzył na mnie uważnie, po czym rzucił:

- Brązowy.

- Słucham? – Zerknęłam na niego, nie wiedząc, o co mu chodzi.

- Kolor twoich oczu – powiedział Dylan, wpatrując się we mnie niczym w obraz. – Zauważyłem go od razu, choć przy naszym pierwszym spotkaniu nie było łatwo, bo miałaś rozszerzone źrenice i tylko one były widoczne na pierwszy rzut oka. Ale zauważyłem. Teraz wiem też, że prawdopodobnie pogorszył ci się wzrok, bo widzę, że nosisz soczewki – dodał. Stałam jak wmurowana i nie wiedziałam, co powiedzieć. – Nie są łatwe do zauważenia, jeśli ktoś dokładnie nie przyjrzy się oku. Myślisz, że dbałbym o takie detale, gdybym chciał cię tylko wykorzystać?

Byłam tak zaskoczona, że nie powiedziałam ani słowa. Dopiero tłum studentów zbierający się wokół nas uświadomił mi, że do egzaminu zostało ledwie parę minut.

- Mam zaraz test – powiedziałam automatycznie. – Przemyślę to. Daj mi trochę czasu. W porządku?

Ledwo zauważalnie skinął głową.

- W porządku. Powodzenia – rzucił i zaczął odchodzić. Wpatrywałam się w jego sylwetkę, aż zniknął za rogiem.

- Cholera, Dylan – wymamrotałam pod nosem. – Punkt dla ciebie.

Na egzaminie musiałam naprawdę mocno się skupić, by przypomnieć sobie cokolwiek z notatek, a nie myśleć o słowach Dylana. Wyszłam z sali po godzinie. Miałam przeczucie, że poszło mi nawet dobrze i że powinnam zdać. Pocieszona tą myślą, wróciłam do akademika, rzuciłam notatki w kąt, po czym przebrałam się w sportowe ciuchy i poszłam pobiegać. Było zimno i zaczynało się ściemniać, ale musiałam oczyścić umysł.

Zapomniałam wziąć słuchawek, żeby posłuchać muzyki, ale może tak było lepiej – mogłam w spokoju w końcu zastanowić się nad słowami Dylana. Musiałam przyznać, że nie spodziewałam się takiego ruchu z jego strony. Gdy zaczął mówić o moich oczach, moja złość automatycznie zmalała. Jedno trzeba było mu przyznać – było to dobre posunięcie. Poczułam, że może faktycznie skupiał się na mnie jako osobie, a nie panience do zaliczenia. Może jednak zarówno Mike, jak i ja pomyliliśmy się w osądach. Nikt nie był idealny. Pozostawało jeszcze tylko wyjaśnić do końca sprawę z Hilary, a później… kto wie. Może jednak opłacało się wejść do tej rzeki. Wiedziałam, że w tym momencie już nie wyrzucę Dylana z głowy.

Biegłam przed siebie. Ściemniało się, więc widziałam coraz mniej. Z moich ust wydobywała się para, ale biegłam dalej. W pewnym momencie wpadłam na kogoś, czy może raczej – ktoś wpadł na mnie. Wysoki chłopak, ale o dość dziecinnym wyrazie twarzy, o czym przekonałam się, podnosząc głowę i patrząc na niego w świetle latarni.

- Przepraszam! – rzucił szybko. – Nie zauważyłem cię.

Przyglądał mi się wnikliwie, aż poczułam się nieswojo.

- Nie ma sprawy – powiedziałam, choć walnął mnie dość mocno. Zaczęłam biec dalej. Zorientowałam się, że byłam blisko okolicy, w której mieszkał Mike. Postanowiłam wykorzystać fakt, że moja złość zmalała i się z nim pogodzić. W końcu chciał dobrze.

Pięć minut później dobiegłam do jego bloku. Zadzwoniłam pod siódemkę. Domofon trzeszczał niemiłosiernie, ale w końcu usłyszałam głos Mike’a:

- Słucham.

- Cześć, to ja – powiedziałam. – Mogę wejść?

Domofon znowu zatrzeszczał, otwierając drzwi. Pokonałam schody paroma susami. Mike już czekał w drzwiach, choć minę miał niepewną.

- Co za niespodzianka – powiedział, przesuwając się, by mnie przepuścić. – Myślałem, że nie chcesz ze mną gadać.

- Mike, przepraszam – powiedziałam prosto z mostu, zacierając ręce, by je ogrzać. Weszłam do środka i przestępowałam przez chwilę z nogi na nogę. – Głupio wyszło. Rozumiem, że miałeś obiekcje wobec Dylana, ale ja też zachowałam się źle, byłam niemiła. Chcę się pogodzić.

Mike przez chwilę milczał, po czym powiedział:

- Słuchaj, jesteś moją jedyną przyjaciółką. A ten gość… - Przez chwilę szukał słów. – Wydawał mi się podejrzany. Stwierdziłem, że powiem ci, co sądzę, żeby później nie było, że cię nie ostrzegałem. I dalej będę tak robił, jeśli coś mi się nie spodoba, bo nie chcę, żeby ktoś cię skrzywdził. – Rozłożył ręce, a ja podeszłam i z wdzięcznością się do niego przytuliłam. Chyba po raz pierwszy w życiu ktoś aż tak się o mnie troszczył. To było bardzo miłe uczucie.

- Ale jesteś lodowata – stwierdził Mike po chwili, odsuwając się ode mnie. – Chodź, zrobię ci herbatę.

I nagle wszystko znowu było dobrze.

 

✰✰✰

*teraz*

Liam spał smacznie w łóżeczku, a ja, choć był już prawie wieczór, nie mogłam zasnąć. Siedziałam przy oknie, kiedy z nieba zaczęły spadać maleńkie płatki śniegu. Najwyższy czas – był już dziesiąty grudnia. Patrzyłam przez chwilę na świat za oknem, który powoli stawał się biały. Choć nienawidziłam zimna, zawsze lubiłam obserwować padający śnieg. Uspokajał mnie.

Cztery dni temu Liam skończył cztery miesiące. Wspominałam przez chwilę ten dzień. Szósty września, było jeszcze ciepło, choć niekiedy wiał zimny wiatr. Poczułam skurcze nad ranem. Od razu się obudziłam, przerażona, z mocno bijącym sercem. Od razu obudziłam rodziców, oni zawieźli mnie do szpitala. Tata jechał jak szalony, mama w międzyczasie dzwoniła do Dylana. Bałam się. Bałam się tego, co miało nastąpić. Ciąża była jak przerwa w związku moim i Dylana, a gdy Liam postanowił wyjść na świat, nagle przerwa się skończyła. Ciężki głaz znowu zaczął się szybko toczyć, gotowy mnie zmiażdżyć. Wszystko ruszyło do przodu.

Coraz bardziej przekonywałam się do myśli, że muszę porozmawiać z Dylanem o naszej sytuacji i o wyprowadzce. Póki Liam był niemowlakiem, nic nie zauważał, ale co będzie, gdy dorośnie? Gdy będzie na tyle duży, żeby zauważać i rozumieć, jak odnoszą się do siebie jego rodzice? Nie chciałam wpajać mu takich zasad, nie chciałam, by dorastał w przekonaniu, że dwoje ludzi powinno się tak nienawidzić. Tak po prostu nie dało się żyć ani tym bardziej wychowywać dziecka.

Nie czułam się jednak jeszcze gotowa na tę rozmowę. Dylan wciąż był wściekły, nabuzowany, czegokolwiek bym nie powiedziała. Teraz w dodatku rozjuszyła go wizyta Mike’a. Musiałam poczekać na lepszy moment, by zwiększyć szanse na kulturalną i racjonalną dyskusję.

Później wróciłam myślami do jeszcze dalszych wydarzeń. Przypomniało mi się moje pierwsze spotkanie z Dylanem, i kolejne. Mimowolnie uśmiechnęłam się na wspomnienie mojego egzaminu w sesji i tego, jak Dylan znikąd zjawił się obok, gotów przekonywać mnie, że wcale nie jest taki, za jakiego go uważałam. Brzmiało to zabawnie, ale wtedy dawało mi się prawdziwym problemem.

Nasze początki były dość burzliwe, ale to, co działo się teraz, przechodziło wszelkie pojęcie.

Postanowiłam choć pozornie wrócić do tych czasów, kiedy jeszcze wszystko było proste i przyjemne.

Z szuflady wygrzebałam na wpół zjedzoną tabliczkę gorzkiej czekolady i cynamon. Zaparzyłam kawę, dolałam trochę mleka, po czym wsypałam do środka kubka cynamon oraz cienkie paseczki czekolady, którą starłam na tarce. Wyglądała i smakowała prawie jak ta, którą zamówiłam kiedyś w punkcie kawowym u Dylana. Uśmiechnęłam się smutno. Dał mi wtedy swój numer. Wyszedł z inicjatywą. Teraz był pierwszy do kłótni. Upiłam łyk kawy, czując się znowu jak dwudziestolatka. Beztrosko.

Przeniosłam się z kawą do salonu, akurat w momencie, kiedy Dylan otwierał drzwi. Siedziałam w półmroku, więc nawet mnie nie zauważył. Kierował się w stronę sypialni, kiedy nagle stanął w miejscu i spojrzał w bok. Dostrzegł mnie, skuloną na kanapie, z kubkiem kawy w ręce. Byłam ciekawa, czy zorientuje się, co piję. Bardziej jednak spodziewałam się, że rozpozna kawę, ale to zignoruje – jak całą moją osobę.

Pociągnął lekko nosem. Kawa pachniała dość mocno. Patrzyłam, jak powoli kładzie teczkę na oparciu kanapy i podchodzi do mnie. Usiadł obok, a ja aż wstrzymałam oddech. W półmroku ledwo widziałam jego twarz, ale po raz pierwszy od dawna nie wyrażała ona chęci do kłótni czy ataku.

- Znajomy zapach – powiedział cicho.

Byłam w takim szoku, że na chwilę odebrało mi głos.

- Chciałam poczuć się jak kiedyś – oznajmiłam. Bardzo starałam się, żeby w moim głosie nie było goryczy, ale nie dało się ukryć, że był przepełniony żalem.

- Mówiłaś, że mogłaś ją bez problemu zrobić w domu. Widzę, że w końcu ci się udało.

W moim podbrzuszu zakiełkowało dziwne uczucie – mieszanina smutku i zadowolenia, że on też wciąż pamiętał te chwile. Nie pamiętałam, kiedy ostatnio siedzieliśmy obok siebie w ciszy, nie krzycząc na siebie ani niczego sobie nie wypominając.

Milczałam, Dylan też. Ciekawa byłam, czy w tym momencie, tak jak ja, rozpamiętywał przeszłość. Tak bardzo tęskniłam za tymi czasami, że momentami sprawiało mi to fizyczny ból.

- Jestem zmęczona – odezwałam się nagle, nie mogąc dłużej znieść tego napięcia. Automatycznie odstawiłam kawę na stolik. Nie zastanawiałam się nad tym, ale mój ruch wyszedł dość gwałtowny. Przez twarz Dylana przebiegł grymas, jakby bolesny. – Położę się. Zajrzysz do Liama?

Jego oblicze znowu stało się chmurne. Gwałtownie wstał.

- Jasne.

Kawa została na stoliku, zimna i zapomniana. Tak jak nasza przeszłość.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Elorence 3 miesiące temu
    "- Nie chcę, żeby dotykał swoimi cholernymi łapami moje dziecko." - może przestawisz szyk? Np.: "- Nie chcę, żeby dotykał mojego dziecka swoimi cholernymi łapami."?

    Och, ona zaczyna mnie irytować... Odnoszę dziwne wrażenie, że zawiniła o wiele bardziej niż on. Tak łatwo da się nią manipulować... Nie rozumiem tej przyjaźni z Mikiem, ale w pełni rozumiem, że Dylan nie chce go w swoim domu i nie chce, żeby dotykał małego. To jest zrozumiałe, a ona musi wyrazić zgodę. Bo to ICH dziecko, a nie tylko jej. I z tym, że Dylan jest pierwszy do kłótni... No ja zauważyłam coś innego... Ona tylko czeka, aby się odgryźć.
    I w ogóle, co to ma być? Dorośli ludzie, którzy nie potrafią rozmawiać? Pójść ze sobą do łóżka potrafili, ale rozmawiać to już nie? Łatwiej uprawiać seks niż mówić?
    Co za czasy...
    Ale jestem zirytowana!

    I na koniec Dylan... On zmiękł. Sam pewnie wracał często do przeszłości. Przecież ona dała mu dziecko. Faceci... nie mogą być aż tak nieczuli, tym bardziej, że on kocha syna.

    Zaraz będę tu płakać...

    Buziaki <3
  • candy 3 miesiące temu
    Pomyślę nad tym szykiem :)
    Boże, Ty to będziesz tylko płakała przeze mnie :(

    I myślę, że właśnie poruszyłaś bardzo smutny, ale prawdziwy temat, że faktycznie w dzisiejszych czasach łatwiej iść do łóżka niż porozmawiać szczerze. XXI wiek...
  • Paradise 3 miesiące temu
    Pierwsza część taka smutna ;<
    Porządny chłopak, a ona go oskarża o nie wiadomo co, przez tego Mike'a... a on zapamiętał jej kolor oczu i te soczewki zauważył, taki słodki i kochany <3
    Co do reszty zgadzam się z Elorence, też mnie zaczyna już wkurzać ta dziewczyna. I mnie też się wydaje, że ona to pierwsza do kłótni, zwłaszcza z tą końcówką mnie wkurzyła. Przecież widocznie Dylan miał już dość tych ciągłych kłótni, mogliby powspominać, pogodzić się porozmawiać, ale jak lepiej jest powiedzieć, że się nienawidzi niż przyznać do błędu... Dylan według mnie wyszedł z inicjatywą siadając obok niej i zaczynając rozmowę, a ona nie wiem spanikowała...
    Ja też tu zaraz będę płakać...
    Pozdrawiam cieplutko <3
  • candy 3 miesiące temu
    Ja to widzę tak: on się do niej tak często odnosił z pretensją / gniewem, że ona spanikowała, że za chwilę znowu coś takiego się wydarzy. Zapobiegła konfrontacji.
    Ale od siebie dodam, że Dylan nie będzie wcale taki niewinny xD

    Pozdrowionka <3
  • Ameliia 2 miesiące temu
    No to jest piękne! Chciałabym sobie kupić tę książkę. Wszystko jest przemyślane, a od tej strony pisarskiej dopracowane. Cały tekst pochłonęłam z zaciekawieniem. Dobrze, przyjemnie i szybko się czyta. A to podsumowanie o kawie po prostu genialne! ❤ 6!
  • Ameliia 2 miesiące temu
    A co do powyższych komentarzy, to odebrałam ich zachowanie tak, jak Ty wyżej wyjaśniłaś. Osobiście lubię całą trójkę i mam nadzieję, że nie znielubię haha ;)
  • candy 2 miesiące temu
    Ależ jesteś kochana <3 naprawdę, aż mi się cieplej na sercu robi. Bardzo, ogromnie dziękuję :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania