tylko jeden błąd - 24

*kiedyś*

 

Moja mama wykazała się nadzwyczajną wrażliwością. Przez te dwa tygodnie, które spędziłam w domu, ani razu nie zadała niewygodnego dla mnie pytania, choć widziałam, że bardzo chciała. Zaciskała jednak zęby, wyraźnie powstrzymując się od płaczu. Nic dziwnego. Wysłała córkę na studia, a ta wróciła po jakimś czasie kompletnie zniszczona - zostawiona przez chłopaka, zgwałcona, w ciąży.

Trwałam w jakimś letargu. Przez większość czasu zastanawiałam się, co mam w brzuchu, czy ktoś tam faktycznie żyje. Dotykałam go, choć nie był wcale większy, ale chciałam wierzyć, że dzięki mojemu dotykowi stanie się coś magicznego i wszystko będzie dobrze.

Dużo chodziłam do kościoła, czym sama byłam zdziwiona. Nigdy tego nie robiłam tak często. W kościele była jednak cisza i spokój, a tego właśnie najbardziej potrzebowałam. Mogłam wtedy rozmawiać z Bogiem i z samą sobą.

Zauważyłam, że mniej myślałam o gwałcie, odkąd dowiedziałam się o ciąży. Wszystkie moje myśli i cała moja energia skupiły się na niej. Owszem, w nocy dalej dręczyły mnie koszmary, a gdy patrzyłam na różowe blizny, zbierało mi się na wymioty i przechodziły mnie okropne dreszcze. Nadal nie mogłam znieść czyjegoś dotyku, nadal się bałam, dręczył mnie niepokój, ale wszystko zostało zepchnięte na dalszy plan. Myślałam tylko o tym, czy będzie mi dane zostać mamą.

Bardzo tego chciałam, choć wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Byłam w końcu taka młoda. Nigdy nie planowałam zakładać rodziny w tym wieku. W dodatku ojciec dziecka już mnie nie chciał, zostawił mnie. Może będę matką, ale samotną. Czy w ogóle dam sobie radę? Będę na tyle odpowiedzialna? Zapewnię mojemu dziecku przyszłość?

Dużo rozmawiałam z psycholog, Kathy. Wylałam u niej niezliczoną ilość łez, zmarnowałam pokaźne ilości chusteczek, ale przynajmniej miałam kogoś, z kim mogłam porozmawiać. Moi rodzice i Mike... to było co innego. Ta osoba była obca, obiektywna. Opowiadałam jej nie tylko o gwałcie, ale też o początku studiów, o poznaniu Dylana, jak do tego wszystkiego doszło.

- Niesamowite - powiedziała w pewnym momencie.

Spojrzałam na nią ze zdziwieniem. Była drobną kobietą, wydawała się jeszcze drobniejsza w ogromnym fotelu. Miała krótkie blond włosy i ciepły wyraz twarzy. Wydawała się być bardzo kompetentną osobą, jednak nie rozumiałam sensu jej wypowiedzi.

- Co jest tu niesamowitego?

- Czy słyszałaś, co przed chwilą powiedziałaś?

Prawdę mówiąc, nie słyszałam. Czułam się jak w transie. Cały czas mówiłam, ale po chwili słowa ulatywały z mojego umysłu, znikały, nie potrafiłam sobie ich przypomnieć.

Kathy podała mi swój notatnik, w którym zapisywała to, co jej mówiłam. Ze zdziwieniem spojrzałam na ostatnie zdania:

"Zostałam zgwałcona i było to straszne przeżycie. Nadal się boję. Czuję, że ciągle ktoś czai się na mnie za rogiem. Każdy mężczyzna wydaje mi się niebezpieczny, zwłaszcza jeśli wygląda niepozornie. To było straszne, jest częścią mnie, ale tak już zostanie i muszę to zaakceptować. Mam teraz inne rzeczy, którymi muszę się zająć"

- Nadal nie rozumiem, co w tym niesamowitego - przyznałam, oddając Kathy notatnik.

- Minęło niewiele czasu od tej sytuacji, a ty wydajesz się już z nią pogodzona - powiedziała powoli Kathy, bacznie mnie obserwując.

- Nie pogodziłam się z tym!

- Akceptujesz to, co się stało, akceptujesz swój ból, ale nie pozwalasz, żeby tobą zawładnął.

Zastanowiły mnie te słowa.

- Po prostu... nie mogę o tym myśleć - powiedziałam w końcu. - Nie teraz. To wspomnienie już nie zniknie, ale dowiedziałam się, że być może będę miała dziecko. To na nim muszę się skupić. Na tym, żeby w ogóle przyszło na świat. Boję się tylko, że... - Zawahałam się.

- Tak? - Zachęciła mnie Kathy.

- Boję się, że jeśli się okaże, że moje dziecko umrze... - Głos mi się załamał, pojedyncza łza pociekła mi po policzku. - To wtedy to wszystko się skończy. Ta moja siła, akceptowanie bólu. Wtedy on pochłonie mnie całą. - Ukryłam twarz w dłoniach, nie chcąc patrzeć na Kathy oczami pełnymi łez. - Nigdy nie myślałam o sobie jako o matce, ale teraz już wiem, że nie mogę stracić tego dziecka. Nieważne, że Dylan odszedł. Teraz tylko to dziecko trzyma mnie na granicy świadomości. Dzięki niemu jestem silna. Jako tako. Ale jeśli...

- Nie ma żadnego "jeśli". Jest tu i teraz. Liczą się fakty. A faktem jest, że alkohol i pobicie nie muszą oznaczać końca ciąży. Faktem jest, że jesteś niezwykle silna. - Poczułam ciepłe dłonie Kathy na moich. Powoli odsłoniła moją twarz. - Liczy się też wiara. Czyni cuda. Musisz wierzyć, że wszystko będzie dobrze.

- Nie chcę być samotną matką.

- Może nie będziesz musiała nią być.

- Ale Dylan mnie zostawił. Znowu... - westchnęłam głęboko, czując tępe, bolesne uderzenie serca. - Nie widziałam go od półtora tygodnia. Nawet nie wiesz, jak mi z tym dziwnie. Czasem po przebudzeniu myślę, że zaraz do mnie przyjdzie, a potem przypomina mi się to wszystko... kiedy krzyczał, że mi nie wybaczy... kiedy mówił, że mu na mnie nie zależy. - Skrzywiłam się.

- Naprawdę tak powiedział? Czy może ty sama to wywnioskowałaś?

Pytanie Kathy mnie zastanowiło. W natłoku wydarzeń już sama nie pamiętałam, jak to było.

- Zapytałam go o to. Spytałam, czy mnie kocha. Odpowiedział, że nie wie. Jakie niby ma to znaczenie? Nie powiedział, że kocha. To chyba przesądza sprawę?

- A czy zachowywał się tak, jakby mu na tobie nie zależało?

Cholera, dlaczego ona musiała zadawać tak trudne pytania?

- Ja już sama nie wiem, Kathy. Owszem, przez pewien okres czasu kompletnie mnie ignorował. Wychodził, upijał się, nic mi nie mówił...

- Nie mówię o tym okresie. Mówię o waszym związku, a także o czasie po nim.

Ciężko było mi zebrać myśli, ale w końcu wydukałam:

- Na początku było cudownie. Myślałam, że mnie kochał. Potem było okropnie, a później... sama nie wiem! - Zirytowałam się w końcu. - Wściekł się, kiedy usłyszał o wszystkim, co się stało, co zrobił mi Jack. Wcześniej przyszedł do klubu, bo chciał ze mną pogadać. Chyba chciał wszystko naprawić... - Przełknęłam głośno ślinę. Nie chciałam wracać myślami do tamtego wieczoru. - Sama nie wiem, naprawdę. Czasem zachowywał się, jakbym była dla niego ważna, ale potem sam sobie przeczył. Po co mam do tego wracać?

- A nie przyszło ci do głowy, że jemu na tobie zależało, tylko nie umiał tego wyrazić?

- Co masz na myśli?

Kathy poprawiła swoje czarne okulary i spojrzała na mnie poważnie.

- Pomyśl. Jego rodzice rozwiedli się, gdy był mały. Być może nie poświęcali mu wtedy za dużo uwagi, której dziecko potrzebuje. Dalej... mówiłaś, że ten cały Robert na jego oczach uprawiał seks z jego matką. Dylan jako dziecko wierzył, że mama po prostu się zakochała i dlatego był w stanie pogodzić się z rozpadem swojej rodziny. Potem matka została porzucona. Każdy wzór miłości, który Dylan widział jako dziecko, został zburzony. Nie nauczył się, jak odbierać miłość, jak ją wyrażać. Jestem przekonana, Camilla, że zależało mu na tobie, tylko nie potrafił ci tego odpowiednio powiedzieć. Nie potrafił się zachowywać tak, jak na to zasługiwałaś. W dużej części on jest jeszcze małym, zagubionym chłopcem, który sam nie wie, jak wygląda świat.

Patrzyłam na Kathy, jakby spadła mi z nieba. Nagle spojrzałam na Dylana z kompletnie innej perspektywy. Wszystko, co mówiła Kathy, miało sens. Nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Zagubienie Dylana, brak zdolności do poskramiania emocji, do stałego związku... brak deklaracji uczuć. Bo wiedział, że uczucia były nietrwałe, nauczył się tego nieświadomie jako dziecko, obserwując swoich rodziców. Łzy wylały się ze mnie potokiem. Serce ścisnęło mi się z żalu, gdy wyobraziłam sobie małego chłopca, który musiał obserwować, jak jego rodzina się rozpada, a on sam nabierał błędnego przekonania o tym, jak wyglądał świat.

- Ale dlaczego mnie zostawił? - Usłyszałam swój głos. - Nie walczył o mnie, nawet nie kiwnął palcem? Powiedział, że na mnie nie zasługuje i tak po prostu odszedł.

Kathy westchnęła. Dotknęła palcami swojej obrączki i zaczęła się nią bawić.

- Może zauważył, co zrobił. Może zauważył, że był nie w porządku i że to nie byłoby sprawiedliwe, narażać cię na dalsze błędy z jego strony. No i jeszcze to, co mówiłaś... o tych waszych błędach. Jak to było?

- Ja głupio zrobiłam i zgodziłam się na rozmowę z Robertem. Dla Dylana to było prawdziwym ciosem. A ja... nie mogę mu wybaczyć tego, że odszedł, kiedy za nim biegłam i wołałam go, żeby się zatrzymał. - Wspomnienia ponownie zalały mi głowę, zaczęłam w nich tonąć. Jack. Nóż. Sznur. - Może wtedy Jack by sobie odpuścił. Powiedziałam Dylanowi, że nie obwiniam go, ale mam do niego żal.

- Masz do tego prawo. To całkiem naturalna reakcja. Mógł cię ochronić, ale nie zrobił tego. Masz prawo czuć żal i czuć, że powinien był coś zrobić.

Spuściłam głowę jak malutka dziewczynka. Nagle poczułam się bardzo zmęczona.

- Nie wiem, co mam robić. Tak strasznie się boję.

Kathy podała mi pudełko chusteczek.

- Na razie przeczekajmy do pierwszego badania USG. Wtedy wszystko będzie znacznie prostsze.

- Tak myślisz? - Aż parsknęłam śmiechem. - A może znacznie trudniejsze?

Kathy uśmiechnęła się blado.

- Nawet jeśli, ty na pewno dasz sobie radę. Wiem to.

 

✰✰✰

 

- Na pewno nie chcesz, żebym z tobą poszła? - Mama patrzyła na mnie zatroskana, kiedy pakowałam do torebki wszystkie potrzebne rzeczy. - To może być dla ciebie szok... nie chcę, żebyś była sama. Zwolnię się z pracy na chwilę. To żaden problem.

- Wolałabym być sama - powiedziała z naciskiem, nie patrząc na nią. Wiedziałam, że chciała dobrze, ale stres tak mocno ściskał moje wnętrzności, że nie potrafiłam się zgodzić. Dziś był ten dzień. Szłam na wizytę do lekarza, który miał zrobić mi USG. Za godzinę wszystko miało się wyjaśnić. Byłam tak zdenerwowana, że wszystko leciało mi z rąk.

- No dobrze... chociaż zadzwoń, jak będziesz po wizycie.

- W porządku.

Ze zdenerwowania ledwo oddychałam. Dławiłam się powietrzem. Nie chciałam myśleć, co będzie, jeśli się okaże, że jednak wszystko poszło na marne, że dziecko umarło. Powtarzałam sobie, że stres mi nie służy, ale nie potrafiłam się uspokoić. W końcu zasunęłam torbę i wyszłam z domu, byle dotrzeć już na miejsce. Nie potrafiłam usiedzieć w spokoju. Gdy dotarłam do przychodni, nie byłam w stanie nawet siedzieć. Stałam przy ścianie i nerwowo stukałam obcasem o podłoże.

- Niechże się panienka uspokoi - usłyszałam nagle. Spojrzałam w bok, gdzie patrzyła na mnie jakaś starsza pani. - Panienka taka młoda, a taka zestresowana.

Zmusiłam się do krzywego uśmiechu. Nie wiedziałam, co jej odpowiedzieć.

- Pani Hudson. - Z gabinetu wyszedł lekarz i posłał w moją stronę ciepły uśmiech. Na sztywnych nogach podeszłam do niego, nawet nie odpowiadając nic staruszce.

- Powodzenia - powiedziała jeszcze, a ja mimo woli poczułam wobec niej falę wdzięczności. Weszłam do gabinetu, ledwo świadoma. Z nerwów nawet nie słyszałam, co lekarz do mnie mówił. Na szczęście znał już mój przypadek, więc nie musiałam mu nic tłumaczyć.

- No dobrze, w takim razie zobaczmy, co tam się u pani dzieje. Proszę się rozebrać od pasa w dół. - Gestem ręki wskazał mi drzwi, które prowadziły zapewne do łazienki. Szybko się rozebrałam i wyszłam, po czym skierowałam się w stronę fotela. Położyłam się na nim, słysząc, jak serce głucho obija się o moje żebra. Czułam je w całym ciele, bo dudniło tak, że zagłuszało wszystko inne. Zaczęłam głęboko oddychać i cicho liczyć.

- Proszę się rozluźnić.

Żeby to było takie proste. Patrzyłam, jak lekarz bierze sondę dopochwową, nakłada na nią powłoczkę i rozprowadza żel. Czułam się nieco dziwnie, obnażona przed obcym facetem, ale w końcu to był lekarz, który zaraz miał przekazać mi najważniejszą w moim życiu informację. Sprawnie wprowadził sondę, po czym poklikał coś na ekranie i zaczął obserwować obraz. Ja nie patrzyłam. Nie byłam w stanie.

Po dłuższej chwili usłyszałam, jak lekarz nabiera powietrza, by coś powiedzieć. Gwałtownie zacisnęłam powieki.

- Wiem, że się pani martwiła, ale mogę zapewnić, że nie ma czym. Wyraźnie widać pęcherzyk ciążowy.

Nie potrafiłam opisać uczucia, które w tej chwili mnie zalało. Miałam wrażenie, że byłam przywiązana do worka pełnego ciężkich kamieni, a nagle ktoś go ze mnie zdjął. Poczułam, jak oblewa mnie pot ulgi.

- Naprawdę? - spytałam głosem cienkim jak u dziecka, otwierając oczy. - I... moje dziecko żyje?

- Żyje - potwierdził lekarz, obracając ekran w moją stronę i coś mi na nim pokazując, choć ja nic tam nie widziałam. - O, tutaj mamy pęcherzyk. Z całą pewnością nie jest on pusty. Dziecko żyje i ma się dobrze.

Nawet nie wiedziałam, kiedy się popłakałam. Cały stres z ostatnich tygodni zszedł ze mnie w mgnieniu oka. Nawet nie obchodziło mnie, że płakałam przed lekarzem, siedząc na fotelu bez majtek i z sondą w pochwie. Wychlipałam tylko:

- Prze...przepraszam.

- Niech pani nie przeprasza. To całkiem zrozumiałe. Teraz proszę się tylko uspokoić i ograniczyć stres. Zamierzamy przecież donosić tę ciążę, prawda? - Uśmiechnął się do mnie, a ja miałam ochotę go przytulić.

Wyszłam z gabinetu całkiem odmieniona. Usta same mi się śmiały, świat nagle stał się piękniejszy. Miałam ochotę skakać, płakać i śmiać się jednocześnie. Wciąż pozostawało mnóstwo problemów do załatwienia, ale ten najważniejszy okazał się być tylko czarnym scenariuszem, który na szczęście się nie spełnił.

Starsza pani nadal tam siedziała. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się, rozciągając zmarszczki.

- No proszę. Już jest panienka całkiem inna. Wystarczyło się uśmiechnąć.

Byłam tak szczęśliwa, że z miejsca pochyliłam się i uściskałam ją. Starsza pani wyraźnie była zaskoczona, ale odwzajemniła uścisk. Oderwałam się od niej po chwili i ze łzami w oczach powiedziałam:

- Życzę pani wszystkiego dobrego.

- Ja panience również! - zawołała za mną, kiedy wychodziłam.

Na zewnątrz oparłam się o ścianę budynku i wzięłam kilka głębokich oddechów, by ochłonąć. Potem pogłaskałam się po brzuchu i szepnęłam:

- A więc jest nas dwoje, maluchu. Ty i ja. Jak szczęście nam dopisze, to będzie jeszcze i tata. Ale póki co, poradzimy sobie sami. Siedź w środku grzecznie i rośnij, dobrze? A za osiem miesięcy się poznamy.

Dzwoniłam do mamy, Kathy i Mike'a ze łzami szczęścia w oczach.

 

✰✰✰

 

*teraz*

 

Wciąż czułam duże rozbawienie, kiedy Dylan wrócił do mieszkania. Ja w międzyczasie rozpakowałam się, przebrałam w wygodny szlafrok i bawiłam się z Liamem, patrząc, jak wkłada sobie stopy do buzi i gaworzy. W telefonie szukałam przepisów na zupki warzywne dla niemowlaków, które chciałam zacząć przygotowywać od jutra.

Gdy Dylan wszedł z powrotem do mieszkania, posłałam mu łobuzerski uśmiech. To chyba te leki wciąż działały.

- Jak było? - spytałam niemal takim samym śpiewnym tonem jak Elena.

- Wyśmienicie - odpowiedział ironicznie Dylan, zdejmując kurtkę. - Naprawdę cię to bawi, prawda?

- A dlaczego nie? Przyznasz, że to była niecodzienna sytuacja - stwierdziłam wesoło, owijając się ciaśniej puchatym szlafrokiem. Pachniał szpitalem. Koniecznie musiałam go uprać.

Dylan usiadł obok mnie na kanapie, zachowując pewną odległość. Bacznie mi się przyglądał.

- Jesteś zadziwiająco radosna jak na kogoś, kto... - Zamilkł na chwilę. - Kto został zaatakowany.

- Ten brudny śmieć nie będzie miał nade mną władzy - odparłam, unikając jego wzroku. - Nic się tak naprawdę nie stało. Pozbieram się.

- Wiem. Zawsze tak robisz.

Chcąc nie chcąc, mimowolnie przywołałam obraz tamtej nocy i Jacka. Choć siedział w więzieniu, i tak na myśl o nim serce drgało mi niebezpiecznie mocno. Wiedziałam już jednak, jak kontrolować moje wspomnienia i jak nie dać się im stłamsić. Spojrzałam na Liama i od razu się uspokoiłam.

- Lepiej powiedz mi, czy Elena dalej będzie nas nachodzić. - Zmieniłam temat i odwróciłam się z powrotem do Dylana. Miał nieco zamyślony wzrok. - Bo jeśli tak, to może i ja zacznę paradować w samych cieniutkich szmatkach. Niby czemu mam być od niej gorsza?

- Daj spokój. To było kompletne dziwactwo - żachnął się Dylan. - Nie wiem, co jej strzeliło do głowy.

- Widocznie lubisz wariatki.

- Wcześniej lepiej to skrywała. Dziś chyba już jej się nie chciało. I nie, nie będzie nas nachodzić. Zabrałem jej klucz.

- Jesteś pewien, że nie dorobiła pięciu innych? - Wzięłam Liama na ręce i podałam go Dylanowi. Wziął go i pocałował w czoło, po czym znowu spojrzał na mnie.

- Nie - przyznał. - Ale jeśli tak, będziemy musieli zmienić zamki.

- My? - powtórzyłam.

- Tak. Znowu tu mieszkasz i mam nadzieję, że tym razem pójdzie nam lepiej. - Zajrzał mi w oczy tak głęboko, że aż przeszły mnie przyjemne ciarki.

- Ja też mam taką nadzieję - powiedziałam, posyłając mu niepewny uśmiech. Odpowiedział tym samym. W duchu nie mogłam się nadziwić, do czego musiało dojść, żebyśmy zaczęli zachowywać się jak cywilizowani ludzie.

- Zerwałem z nią - dodał Dylan.

Udałam wielkie zaskoczenie i rozpacz.

- Och, nie - jęknęłam, przesadnym gestem przykładając dłoń do czoła. - Kogo teraz Liam będzie obsikiwał?

- Tylko nas. Rzeczywiście szkoda.

- Idę spać - oświadczyłam. Podniosłam się, przez co pasek od szlafroka nieco się poluźnił i odsłonił moje udo. Od razu je zakryłam, nie chcąc patrzeć na moją ohydną bliznę, ale poczułam dziwną satysfakcję, widząc, jak wzrok Dylana od razu podążył w tamtą stronę. - I idę spać do łóżka - dodałam. - Mam już dość szpitalnych łóżek oraz tej kanapy.

- Jak sobie życzysz. - Dylan wstał, podtrzymując Liama. - Pójdę go wykąpać.

- Dzięki - rzuciłam i skierowałam się w stronę sypialni. Zatrzymałam się jednak, gdy usłyszałam pytanie Dylana:

- Naprawdę nie byłaś zazdrosna?

Odwróciłam się powoli. Miał minę, jakby nie obchodziła go moja odpowiedź, ale coś mi mówiło, że to była tylko maska. Uśmiechnęłam się szeroko i odpowiedziałam:

- Naprawdę. Musisz się bardziej postarać.

Po tych słowach odeszłam w stronę sypialni z głupim uśmiechem na twarzy.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Minia215 miesiąc temu
    Ona kocha jego, on kocha ja. Koniec. Kropka.
    Czemu się przed tym bronią?
    Czemu wciąż wszystko komplikują?
    To takie bez sensu.. Amen.
  • candy miesiąc temu
    Od kiedy relacje międzyludzkie są takie proste? Napisałam tyle rozdziałów właśnie po to, by pokazać, że tak wcale nie jest. Można się kochać, ale czasem sytuacja nie pozwala na bycie razem. Jeśli kochałabyś chłopaka, a on na przykład by cię zdradził, to nie przeszkadzałoby ci to? Nie spowodowałoby żadnych komplikacji? W życiu zawsze są problemy i czasem nie można ich obejść.

    Dylan był przez jakiś czas z Eleną. Co z tego, że Camilla go kocha? Miała olać wszystko i rzucić mu się w ramiona, wychodząc na nachalną?

    I jeszcze coś: skoro co chwilę piszesz mi, że coś u mnie jest niespójne / nielogiczne / bez sensu, to czemu to czytasz?
  • Minia215 miesiąc temu
    candy każdy ma prawo wyrazić własne zdanie.. Niestety na tym portalu posiadanie czegoś takiego wiąże się od razu z nienawiścią. Opowiadanie jako tako mi się podoba.
  • candy miesiąc temu
    Minia215 ale gdzie widzisz tu jakąś nienawiść? Ja też wyrażam swoje zdanie i wyjaśniam mój punkt widzenia jako autorki. Tylko jeżeli czytasz "jako takie" opowiadanie, to nie rozumiem, po co to robisz.
  • Minia215 miesiąc temu
    candy bo od czasu do czasu podczas czytania nie chce mi się myśleć? Jestem ciekawa czy będą razem czy w końcu pójdą po rozum do głowy.
  • candy miesiąc temu
    Minia215 nie mam pytań... tak czy inaczej celem tej historii jest właśnie pokazane, że życie nie jest takie proste, związki i relacje między ludźmi też nie
  • Minia215 miesiąc temu
    candy ja jestem przeciwniczka komplikowania sobie życia. Proste i jasne sytuację
  • candy miesiąc temu
    Minia215 Ok. Ale nie zawsze się tak da.
  • Minia215 miesiąc temu
    candy no nie będę się upierala że tak, bo doskonale wiem że nie.... Gdybym mogła zmienić świat.. Eh
  • Paradise miesiąc temu
    Brawo pani psycholog! W końcu ktoś jej uświadomił, co się dzieję z Dylanem :D ja chyba nigdy nie wyjdę z #teamDylan XD
    Końcówka bardzo mi się podobała i mam nadzieję, że po kąpieli Liama, Dylan dołączy do Camilli w sypialni :D oczywiście bez żadnych podtekstów, bo na to jeszcze za wcześnie. Dylan zaskoczony, że nie była zazdrosna? A chciałby, żeby była? Widocznie mu się podobało, jak zareagowała na smsa od tej zdziry jakiś czas temu :D Ale niech więcej nie daje jej powodów do zazdrości, bo zaczyna się wszystko prostować, a on znów zepsuje. OBY NIE. Czekam na więcej!

    Buziaki! <3
  • candy miesiąc temu
    Brawo ona! #teamDylan

    Może nie zepsuje :D może coś mu w tej główce zakiełkowało

    Buziaki <3
  • Elorence miesiąc temu
    O Boże! Uwielbiam taką Camillę! <3
    A Dylan. Kathy ma rację. Dylan miał ciężkie dzieciństwo, brak wzorców i jak dorósł, no cóż, dalej był wybrakowany. Nikt mu nie powiedział jak powinien okazywać uczucia, jak kochać... Smutne to... Strasznie :(
    Jednak #teamDylan4ever!
    Idę dalej, ale muszę przyznać, że gdyby Camilla taka została... mogliby się szybko zejść.
    No i Dylan, jak on nie ogarnął, że ta cała szopka to była zazdrość? Oj...

    Buziaki <3
  • candy miesiąc temu
    JESTEM W SZOKU! TY UWIELBIASZ CAMILLĘ?! :O

    #teamDylan4evermimowszystko!

    Buziaki <3
  • Elorence miesiąc temu
    candy, tylko w tym rozdziale xD
    W kolejnym już mnie zirytowała... A na koniec znów biłam jej brawo :D
  • candy miesiąc temu
    Elorence kobieta zmienną jest :D

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania