tylko jeden błąd - 36

*kiedyś*

 

"Witaj, Camilla. Jak się dziś czujesz? Jesteś już w trzydziestym ósmym tygodniu ciąży. Ciążę uznaje się już za donoszą, więc chociaż maluszek nie jest jeszcze w pełni przystosowany do życia poza brzuchem, jest już gotowy do narodzin."

Już prawie koniec. Choć ciąża nie zawsze była przyjemna - towarzyszyły mi wymioty, puchnięcia kończyn, bóle pleców i dużo innych rzeczy - często myślałam, że jednak będę nostalgicznie wspominać ten czas. Nie zawsze było tak, jak chciałam, ale miałam dużo wsparcia - od Kathy, od moich rodziców, Mike'a... także Dylana. Choć jego obecność była jak tlen, to i tak bolała.

Nigdy nie prowadziłam pamiętnika, ale któregoś wieczora sięgnęłam po kartkę i długopis i zaczęłam pisać. Tak po prostu. Wszystko, co czułam od początku ciąży. Zapisałam datę pierwszego ruchu dziecka. Pisząc, wróciłam myślami do tego dnia.

 

Najpierw myślałam, że coś musnęło mnie po brzuchu. Potem, że to skurcze. Nie wiedziałam, co się dzieje. Spanikowana, wstałam od stołu i dłuższą chwilę stałam nieruchomo. Rodziców nie było w domu, byłam sama. Czy to możliwe, by zaczął się przedwczesny poród? Co się działo?

Dopiero potem się uspokoiłam. Zaczęłam myśleć racjonalnie. Przyłożyłam rękę do brzucha i nagle zrozumiałam. To był po prostu ruch dziecka. Delikatny, niczym ruch motyla. Zastygłam w bezruchu i błagałam cicho, by to się znów powtórzyło. Cudowne, niewinne uczucie.

Od razu zadzwoniłam do Dylana, ale przyjechał dopiero wieczorem, bo był na uczelni. Na twarzy miał jak zwykle maskę obojętności i zimna, ale w tamtym momencie mnie to nie obchodziło. Chciałam, by cieszył się razem ze mną. Zaprowadziłam go do pokoju i usiadłam na łóżku, ciągnąc go za sobą.

- Co robisz? - zapytał, marszcząc brwi.

- Dotknij - powiedziałam cicho, łapiąc go za rękę i przykładając ją do brzucha. Przez chwilę nie działo się nic, a potem znowu to poczułam. On też.

- Czy to... - Zaczerpnął głęboko powietrza i spojrzał na mnie pytająco.

- Tak - wyszeptałam, ledwo oddychając ze szczęścia. - Nasze dziecko się rusza.

Na krótką chwilę nie chodziło tu o nas, ale o nasze dziecko. Dylan na parę minut zapomniał o swojej nienawiści do mnie i po prostu dotykał brzucha i uśmiechał się. Tak jak powinno to wyglądać.

 

Z taką samą radością przyjęliśmy pierwsze kopniaki, a także ruchy dziecka, tak wyraźne, że było je widać przez skórę brzucha. Raz dostało czkawki, co odczuwałam jako łaskotanie, a mój brzuch śmiesznie się trząsł. Dylan wpatrywał się w to jak zahipnotyzowany.

Często mówiłam do swojego brzucha, a także przykładałam do niego słuchawki, w których puszczałam spokojną muzykę. Dylan raz przyłapał mnie na "rozmowie" z dzieckiem i choć nic nie powiedział, widziałam po jego minie, że też chciałby to robić. Widać jednak było, że krępowała go moja obecność, dlatego pewnego razu, kiedy siedział ze mną w pokoju, udałam, że zasnęłam. Leżałam na łóżku, odwróciłam głowę do ściany, by nie krępować Dylana i zaczęłam spokojniej oddychać, dając mu swobodę działania.

- Camilla? - spytał po chwili cicho. - Śpisz?

Nie odpowiedziałam i starałam się nie zdradzić, że tak naprawdę udaję. Osiągnęłam jednak to, co chciałam. Po chwili poczułam, jak Dylan delikatnie siada na łóżku, które ugięło się pod jego ciężarem. Ostrożnie podciągnął do góry moją koszulkę, odsłaniając brzuch. Po chwili zaczął cicho mówić:

- Cześć, maluchu. Tu tata. Nie słyszałeś mnie za często, ale wiedz, że tu jestem. Zawsze będę. Kłócimy się z mamą, ale to nie stanie mi na drodze w byciu najlepszym tatą pod słońcem. Już nie mogę się doczekać, aż cię zobaczę.

Mówił tak przez jakieś pół godziny, a mnie ciężko było wytrzymać. W pewnym momencie poleciały mi łzy, ale nie otarłam ich i starałam się oddychać równomiernie. Na koniec Dylan złożył na moim brzuchu krótki pocałunek. Wiedziałam, że był on przeznaczony dla dziecka, ale to w końcu było moje ciało, moja skóra. Krótki dotyk, a poczułam się, jakby przez moje ciało przebiegł prąd. Z trudem przełknęłam ślinę. Tak bardzo za nim tęskniłam, a nie wiedziałam, jak mam mu to powiedzieć.

Tydzień później dostałam smsa od Lacey. Urodziła śliczną i zdrową dziewczynkę. Pogodziła się też z rodzicami. Czytałam tę wiadomość z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie byłam pewna, czy jeszcze ją zobaczę, bo teraz była niewątpliwie bardzo zajęta - sama miałam niedługo tego doświadczyć. Cieszyłam się jednak, że wszystko się u niej ułożyło i że mimo wszystko znalazła chwilę, by mnie o tym poinformować. Odpisałam, że bardzo się cieszę i nie mogę się doczekać, by poznać jej córeczkę.

LACEY: A ty? Rozmawiałaś z Dylanem?

Palec zawisł mi nad ekranem. Nie wiedziałam, co jej odpisać. W końcu przecież obiecałam jej, że ja też spróbuję, a nie zrobiłam tego. Nie miałam do tego głowy. A może nie miałam odwagi? Łatwo było mi chować się za moim brzuchem, ponieważ to sprawiało, że Dylan traktował mnie inaczej. W końcu nosiłam jego dziecko. Moje ciało było jego ciałem. Ale co się stanie, kiedy dziecko w końcu ze mnie wyskoczy, a ja już całkiem przestanę się liczyć dla Dylana?

O tym nie pomyślałam. Skupiałam się na tym, by donosić ciążę, a potem jakoś dogadać się z Dylanem. Nagle kompletnie przeraziła mnie myśl, że kiedy urodzę, mogę mu nie być już potrzebna. Będę tylko matką dziecka, ale dla niego nikim, bo już nic nie będzie ode mnie zależało.

CAMILLA: Pracuję nad tym.

Ucięłam sobie krótką drzemkę, ale niepokój i tak we mnie pozostał. Wybrałam się więc na krótki spacer dookoła domu, żeby przewietrzyć umysł i nad wszystkim się spokojnie zastanowić.

Zawsze czułam się mała, zawsze czułam się niewidzialna i nieznacząca. Nie chciałam zgadywać, co Dylan do mnie czuł, czy w ogóle byłam dla niego ważna. Chciałam wierzyć, że tak, ale nie miałam pewności i czułam, że chyba nigdy nie będę jej mieć. Nie chciałam jednak być dalej taka nieznacząca. Zaraz miałam zostać matką. Musiałam coś w końcu zrobić ze swoim życiem, ze swoim charakterem. Całe moje życie byłam traktowana z góry. Pozwalałam na to. Uciekałam do swoich kryjówek, nie próbowałam niczego zmienić, czekałam po prostu na rozwój wypadków. Byłam cicha i bierna. Ta Camilla nagle kompletnie przestała mi się podobać. Chciałam coś znaczyć. Chciałam wyjść poza swoją strefę komfortu. Chciałam w końcu pokazać ludziom, że ja też jestem ważna i że nie mają prawa myśleć, że są lepsi.

Chciałam być jak żywioł.

Ta gonitwa myśli zaprowadziła mnie nagle do fryzjera, którego od razu uprzedziłam, że jestem w ciąży - zresztą zupełnie niepotrzebnie, bo mój ogromny brzuch było widać z odległości kilometra. Sama nie wiedziałam, czy dobrze robię. Nigdy nie decydowałam się na nagłe, duże zmiany. Ta stabilizacja pasowała do mojego starego charakteru, ale teraz chciałam być inna.

- Słonko, jak robimy? - Usłyszałam pytanie fryzjerki.

Zaczerpnęłam głęboko powietrza.

- Proszę ściąć aż do ramion. I przefarbować.

- Na jaki kolor? Blond chyba nie będzie pani pasował - zasugerowała fryzjerka. - Czarny? Rudy?

- Nie. Nie rudy... - Przez chwilę szukałam w głowie dobrego słowa. - Ognisty - dodałam ze stanowczością w głosie.

- Robi się, słonko. - Fryzjerka zacmokała i zabrała się do pracy, a ja czułam, że w końcu zmierzam w dobrym kierunku.

 

✰✰✰

 

*teraz*

 

Zapisałam się na kurs samoobrony, ale nowe zajęcia startowały dopiero za tydzień, więc musiałam trochę poczekać. Mimo wszystko cieszyłam się z mojej decyzji. Ledwo udało mi się załapać na listę, ale jednak się udało, co uznałam za wyjątkową szczodrość losu. Prowadzącą zajęcia była kobieta. Nie chciałam iść do mężczyzny, bo uznałam, że on nie nauczy mnie wszystkiego tak, jak powinien. Mężczyźni rzadko czuli się zagrożeni, za to kobiety były bardziej wrażliwe i narażone na niebezpieczeństwo. Stanowczo wolałam kobietę za nauczycielkę - tak jak wolałam superbohaterki od superbohaterów.

Nudziłam się w domu bez Dylana, więc postanowiłam wyskoczyć na kawę z Mikiem. Dawno się nie widzieliśmy, rozmawialiśmy też sporadycznie. Chciałam to zmienić. Zaniedbałam go przez okres mojej ciąży, a macierzyństwo też nie obfitowało w wolne chwile. Wysłałam mu smsa i liczyłam, że się zgodzi i będzie miał czas.

Dwie godziny później siedzieliśmy w kawiarni. Liama oczywiście zabrałam ze sobą. Siedział w dziecięcym krzesełku i podskakiwał wesoło, kiedy Mike go zagadywał. Ja w międzyczasie opowiadałam mu, co się ostatnio u mnie wydarzyło. Wspomniałam o ataku Coopera, na co Mike prawie udławił się kawą, ale nieco złagodniał, kiedy opowiedziałam mu o szybkiej reakcji Dylana i o tym, że nasze relacje się poprawiły.

- No cóż. Najwyższy czas, nie sądzisz?

- Stanowczo - potwierdziłam, przyglądając się Mike'owi. Tęskniłam za nim. Chętnie spotykałabym się z nim częściej, ale sprawę komplikował fakt, że Dylan wyjątkowo go nie znosił. Dalej obwiniał go za to, że nie przyjechał po mnie wcześniej w wieczór, kiedy zostałam zgwałcona. Jak dla mnie, wina była podzielona. Minęło na tyle dużo czasu od tamtego zdarzenia, że zdołałam to przeboleć i uważałam, że to po prostu był cholernie nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

- A co u ciebie? - spytałam w końcu. - Cały czas ja gadam.

- U mnie nic specjalnego. - Odgarnął włosy do tyłu. - Choć ostatnio prawie straciłem samochód przez jedną laskę.

- No co ty? Jak to?

- Po prostu fatalna randka. Czy może tak: randka fajna, tylko dziewczyna fatalna. Zamydliła mi oczy swoją niby niewinnością, a zanim się obejrzałem, zabrała mi kluczyki od samochodu. Przyłapałem ją w ostatniej chwili.

- I co zrobiłeś?

- Jakby to ująć... rzuciłem się na maskę. - Parsknął śmiechem, widząc moją minę. - No a co miałem zrobić? Ona już odjeżdżała. Moim samochodem! Musiałem jakoś zareagować. Stwierdziłem, że może i jest blacharą, ale morderczynią raczej nie. Więc rzuciłem się na maskę, a ona się zatrzymała. Musiałem z sobą walczyć, żeby jej nie wywlec na zewnątrz za te długie, doczepiane kudły.

Właśnie miałam się zakrztusić ze śmiechu, kiedy usłyszałam, że ktoś woła moje imię.

- Camilla! Camilla, to naprawdę ty?

Obróciłam się i zobaczyłam Lacey, która machała do mnie jak szalona z drugiego końca kawiarni.

- Lacey! - Ucieszyłam się i od razu wstałam, też do niej wymachując. Mike patrzył się na mnie z dezaprobatą, bo zapewne wyglądałam, jakbym chciała zatrzymać samolot.

- Ledwo cię poznałam! Super włosy! - Lacey podeszła do mnie, taszcząc w ręku nosidełko. Uściskałam ją serdecznie, po czym pochyliłam się, by zobaczyć jej córeczkę.

- Jaka śliczna! - Zachwyciłam się, patrząc na niebieskie oczka małej i jej rumiane policzki. - Taka podobna do ciebie!

- Naprawdę? To super. Oby zawsze wyglądała tak jak ja, a nie jak ten dupek, jej ojciec.

Mike chrząknął, subtelnie przypominając mi o swojej obecności.

- A, tak. Poznajcie się. - Dokonałam prezentacji, zauważając jednocześnie, że Mike'owi dosłownie zaświeciły się oczy na widok Lacey. No proszę. Nigdy nie miał szczęścia do dziewczyn, ale może właśnie miało się to zmienić? Co prawda Lacey była od nas trochę młodsza, ale w granicach rozsądku. No i była samotna. Pomyślałam, że byłaby dobra dla Mike'a - tylko czy on chciałby przyjąć w pakiecie cudze dziecko?

Zorientowałam się, że za bardzo wybiegam w przyszłość, więc postanowiłam zejść na ziemię.

- Dosiądź się do nas! - Zaprosiłam Lacey, jednocześnie przyciągając do naszego stolika sąsiednie krzesło. Usiadła i od razu zaczęła podziwiać Liama, który z ciekawością zerkał to na nią, to na jej córeczkę. Ja przyglądałam się Lacey. Wyglądała na szczęśliwą, dużo szczęśliwszą niż kiedy widziałam ją, będąc jeszcze w ciąży z Liamem.

- Jak tam? Co u ciebie? Wszystko dobrze? Pogodziłaś się z rodzicami? Jesteś zdrowa? Córeczka też? - Zasypałam ją pytaniami.

- Spokojnie! - zaśmiała się, odrzucając do tyłu swoje blond włosy. - U mnie wszystko ok. Naprawdę. Aż dziwne, biorąc pod uwagę moje żałosne położenie sprzed kilku miesięcy! Ale miałaś rację. Rodzice żałowali tego, co zrobili. Pogodziliśmy się i teraz kochają małą, tak jak ja. - Uśmiechnęła się, a potem cicho westchnęła: - Tylko nie wiem, co mam jej powiedzieć o jej ojcu, gdy podrośnie i zacznie o niego pytać. Nie chcę, żeby wiedziała, że był zwykłym dupkiem. Ale mam jeszcze trochę czasu do namysłu. Masz ślicznego synka! - Pochyliła się nad Liamem i pogłaskała po główce. - A gdzie Dylan?

- W pracy, a ja już nie mogłam wytrzymać w domu.

- Pogodziliście się?

- Pracujemy nad tym. Jest coraz lepiej, ale nie będę zapeszać. - Uśmiechnęłam się wstydliwie.

- A dopiero siedziałyśmy nad kawą z dużymi brzuchami. Dwie zaryczane baby - powiedziała Lacey, trącając mnie lekko. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.

- Tak właściwie, to tylko ty ryczałaś - zauważyłam.

- Może i tak, ale ty też byłaś tego bliska.

Dopiliśmy kawę i postanowiliśmy wyjść na spacer. Specjalnie nieco przycichłam, żeby Lacey zaczęła gadać z Mikiem. Szliśmy rynkiem - troje dorosłych i dwójka niemowlaków. Nic szczególnego, a jednak czułam się całkiem szczęśliwa. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze na lody. W końcu jednak zaczęło się ściemniać i rozdzwoniła się moja komórka.

- Halo? - odebrałam.

- Gdzie jesteście? - Usłyszałam zdenerwowany głos Dylana. No tak. Zapomniałam mu zostawić jakiejś kartki, a zbliżał się już wieczór.

- Jestem na spacerze ze znajomymi. Przepraszam, zapomniałam ci powiedzieć. Uspokój się.

- Jak mam być spokojny? Wróciłem do domu i was nie było.

- No wiem, przepraszam.

- Gdzie jesteście? Mam po was przyjechać?

- Nie musisz. Mike nas odprowadzi.

- Jesteś z Mikiem? - Głos Dylana automatycznie zrobił się bardziej pochmurny, ale to i tak był postęp, że nie wrzeszczał na mnie przez telefon, co na pewno by zrobił jeszcze nie tak dawno temu.

- I z Lacey.

- A kto to jest Lacey?

- Wszystko ci opowiem, jak wrócę.

- Tylko wróć niedługo, bo już się ściemnia.

- W porządku. - Rozłączyłam się.

- Dylan? - Domyślił się Mike, bardziej twierdząc niż pytając.

- Zgadłeś.

- Był zły?

- Nawet nie. Mówiłam ci, że się dogadujemy.

- A kiedy dogadacie się na tyle, żeby Liam miał rodzeństwo? - wtrąciła Lacey z uśmieszkiem, a ja dostałam ataku kaszlu.

- No, może nie przesadzajmy - wymamrotałam. - Jesteśmy tylko... - Urwałam. - Właściwie to nie wiem, kim jesteśmy. Po prostu żyjemy w przyjaznych stosunkach.

- Stosunkach, mówisz... - zaakcentowała Lacey, czym wywołała u mnie nerwowy chichot.

- Uspokój się! Nie znałam cię od tej strony. - Spojrzałam na nią z rozbawieniem.

- Bo tak naprawdę to wcale się nie znamy, ale czas to zmienić. Musimy częściej rozmawiać.

- Stanowczo.

- Hej, ja też tu jestem - wtrącił Mike, chcąc ponownie zaznaczyć swoją obecność. Wciąż widziałam, jak zerkał na Lacey. Miałam ochotę od razu im powiedzieć, żeby wymienili się numerami telefonów. - Ale wy chyba o mnie zapominacie, a ja też chcę z wami częściej rozmawiać.

- Założymy wspólny czat na facebooku - rzuciłam. - A teraz muszę już iść. Odprowadzicie mnie?

Pół godziny później byłam już w domu. Dylan od razu porwał Liama w objęcia, jakby go nie widział co najmniej miesiąc. Ja w spokoju przebrałam się w codzienne ciuchy, zastanawiając się, czy się pokłócimy, czy może Dylan postawi na spokojną rozmowę.

- Dobrze się bawiłaś? - spytał mnie, kiedy wieczorem zdejmowałam z łóżka narzutę, a on ubierał się w piżamę.

- Tak. Dobrze było wyjść z domu.

- Kiedy idziesz na samoobronę?

- Za tydzień. A co?

- Nic, tak pytam. - Dylan wzruszył ramionami, ale ja i tak się cieszyłam, bo wyraźnie interesował się mną i moim życiem. Bardzo mi tego brakowało.

- Dobranoc - powiedziałam w końcu, gasząc światło i kładąc się na materacu.

- Dobranoc. - Dylan też położył się do łóżka, a ja od razu poczułam bijące od niego ciepło. Nie miał na sobie koszulki. Jego ulubione zagranie. Zagryzłam mocno wargi, czując w kroczu delikatne pulsowanie. Nie mogłam mu póki co zaradzić, ale narastała we mnie pewna stanowczość i determinacja i wiedziałam już, że prędzej czy później w końcu nie wytrzymam i go pocałuję, czy będzie tego chciał, czy nie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Paradise 6 dni temu
    Ojej <3 no i jak tu nie być #teamDylan4ever? <3
    Ojej tyczy się każdego fragmentu z Dylanem <3 bez wyjątku :D
    Mike w końcu znalazł swoją drugą połówkę? :D
    Liczyłam na inną końcówkę, ale Dylan będzie tego chciał bardziej niż Camilli się wydaje :D
    Czekam na więcej <3
  • candy 6 dni temu
    Trzeba w końcu chłopinie kogoś znaleźć.
    Końcówka będzie inna za dwa rozdziały, obiecuuuuuję!
    <3
  • Elorence 6 dni temu
    #teamDylan4ever <3
    I co to za końcówka? Ja myślałam - po spoilerach Paradise - że coś tu się zadzieje (w wiadomą stronę) i co? :( Jak tak można? Czerwień jest piękna <3
    Hahahaha, nie no, już się ogarniam. Ogólnie ten rozdział poprawił mi humor :D
    Buziaki <3
  • candy 6 dni temu
    Hahah :D ona zawsze spoileruje.
    Zadzieje się, zadzieje <3 tylko bądźcie cierpliwe :D jeszcze dwa rozdziały!
    Buziaki <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania