tylko jeden błąd - 37

*teraz*

 

Pierwsze zajęcia zaczynały się w sobotę. Wstałam rano bardzo podekscytowana. Nie musiałam zaprzątać sobie głowy opieką nad Liamem, bo Dylan obiecał, że się nim zajmie. Wstałam o siódmej, choć zajęcia zaczynały się o dziesiątej trzydzieści.

- Ale będzie super - gadałam jak najęta, zmieniając Liamowi pieluchę. Dylan jeszcze leżał w łóżku, wyraźnie zaspany, ale mnie wprost rozsadzała energia. - Wyobrażasz to sobie?

- Co konkretnie? - ziewnął Dylan.

- Mnie, trenującą sztuki walki. No wiesz. Zadającą kopniaki, wykręcającą ręce.

- Szczerze... - Dylan wstał, przeciągnął się i podrapał się po głowie. - To nie bardzo.

- Co? - obruszyłam się.

- Nie wkurzaj się. - Posłał mi bezczelny uśmieszek. - Po prostu jesteś strasznie mała. I drobna. Nie wyobrażam sobie, żebyś mogła skopać mi tyłek.

- To się jeszcze zdziwisz - burknęłam pod nosem. Może i byłam mała i drobna, ale silna też mogłam być. Może nie jak zawodowa agentka, ale wierzyłam w siebie i swoje możliwości. Wiedziałam, że Dylan nie chciał mnie dobijać, tylko mówił szczerze, ale i tak zamierzałam mu coś powiedzieć na ten temat, gdyby nie przerwał mi dzwonek do drzwi.

- Kogo tu znowu diabli niosą? - spytałam z irytacją.

- Pójdę otworzyć - zaoferował się Dylan.

- Jakbyś nie pamiętał, to masz na sobie tylko spodnie - zauważyłam, dopinając pieluchę i biorąc Liama na ręce. - Chcesz w takim stroju otwierać ludziom drzwi? - Pospieszyłam otworzyć, bo znowu rozległ się dzwonek. Już podejrzewałam, kto może stać na zewnątrz.

- No, w końcu. Dodzwonić się tu nie można. - Moja mama wparowała do środka co najmniej tak, jak do siebie. - Ach, tu jesteś, mój malutki! - Wyjęła mi Liama z rąk, zanim zdążyłam zareagować. Czując lekką irytację, zamknęłam drzwi. Mama mówiła dalej: - Dzwoniłam do ciebie na komórkę, ale nie odbierałaś.

- Niech zgadnę - mruknęłam. - Narobiłaś za dużo jedzenia.

- Tak. I chciałam was odwiedzić. Co to za czasy, kiedy rodzona córka w ogóle z matką nie rozmawia, ani jej nie odwiedza nawet. Zobaczysz, kiedyś mnie zabraknie, a wtedy... - Urwała gwałtownie na widok wychodzącego z sypialni Dylana. A on dalej był bez koszulki.

- Witam - przywitał się z moją mamą, która wyraźnie osłupiała.

- Cześć, Dylan - bąknęła, po czym rzuciła mi nieprzychylne spojrzenie. Nie wiedziałam, o co jej chodziło. - Może włożysz coś na siebie? Tutaj są dzieci - powiedziała ganiącym tonem.

- Mamo! - zawołałam. - O co ci chodzi? Przecież nie paraduje nago - palnęłam pierwsze co przyszło mi na myśl.

Dylan chyba też nie wiedział, o co chodziło mojej mamie, ale potulnie poszedł się ubrać. Ja zabrałam swoje dziecko z rąk mamy i poszłam do kuchni, a ona oczywiście za mną. Gdy na nią spojrzałam miała rozszerzone oczy.

- Czy wy... znowu...? - spojrzała na mnie, a ja poczułam się na przesłuchaniu.

- Co?

- Jesteście razem?

- Nie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

Mama załamała ręce.

- Nie jesteście razem, ale uprawiacie seks? Dziecko! Myślałam, że wychowałam cię tak, abyś miała szacunek do samej siebie!

- O co ci chodzi, mamo? - burknęłam, momentalnie tracąc cały humor. - Dylan po prostu spał bez koszulki. Nie... nie uprawiamy seksu. - Czułam się co najmniej niezręcznie, gadając o takich rzeczach z moją nieobliczalną mamą. Co ją napadło? - A nawet gdyby, to chyba nie twoja sprawa? Zresztą, dopiero chciałaś, żebyśmy się pobierali. Kompletnie cię nie rozumiem.

- To ja nie rozumiem ciebie! - Mama opadła na krzesło, patrząc na mnie z pretensją w oczach. - Najpierw zaliczyłaś wpadkę. Nie powiedziałaś Dylanowi o dziecku. Nie wiem, co wtedy było między wami, ale okłamywałaś mnie, że jesteście razem, po czym wróciłaś do domu zapłakana i zostałaś u nas. Potem napadł cię ten zbir i znowu zamieszkałaś u Dylana. W co ty się znowu pakujesz? W związek bez przyszłości? Zaraz znowu będziesz przez niego płakała. Myślałam, że jesteś mądrzejsza.

Zagotowało się we mnie. Nie dość, że mama wpadała tu bez uprzedzenia jak do siebie, to jeszcze wtrącała się w moje sprawy, nie mając o niczym pojęcia. Owszem, nasz związek z Dylanem był skomplikowany i burzliwy, ale to było chyba moje życie? Mama zawsze zakładała wszystko z góry, nie pytała mnie o nic, tylko sama dopisywała sobie całą historię i oceniała. Musiałam się powstrzymać, żeby na nią nie wrzasnąć.

- To nie twoja sprawa - warknęłam. - To moje życie i mój potencjalny związek. Nie jesteśmy razem. Nie śpię z nim. Jesteśmy po prostu rodzicami Liama. Nawet, jeśli się w coś pakuję, to jest to mój wybór! Nie masz prawa mi mówić, jaka to nie jestem, jeśli nie masz o niczym pojęcia! - urwałam, bo do kuchni wszedł Dylan z zaciśniętymi szczękami. Zorientowałam się, że wszystko słyszał.

- Wyjdź, proszę - powiedziałam najspokojniej jak umiałam.

Dylan zaczął się odwracać, ale zawołałam:

- Nie ty! Mówiłam do mamy.

- Do mnie? - Mama oburzyła się tak, jakbym jej rozkazała zmywać tu podłogę.

- Tak, do ciebie. Nie życzę sobie, żebyś wpadała do nas z samego rana, bez zapowiedzi, mieszała się w nasze sprawy i jeszcze mnie obrażała - wysyczałam, dotykając Liama. Ten dotyk mnie uspokajał. - Nie masz o nas pojęcia. Nie rozumiem, o co ci chodzi. Ochłoń i przemyśl to.

- Dziecko, ależ ja się tylko o ciebie martwię! - Spojrzała na mnie z wyrzutem.

- Nie trzeba się o mnie martwić. Sama o siebie zadbam.

Koniec końców, mama wyszła, a ja byłam jednocześnie wzburzona i smutna. Chciało mi się płakać i kopać. Chodziłam w kółko, zastanawiając się, o co jej właściwie chodziło i czy w jej słowach nie było trochę racji. Dylan przyglądał mi się w milczeniu. W końcu powiedział:

- Za pół godziny masz zajęcia. Lepiej się pospiesz.

- Wiem. Muszę się uspokoić.

- Nie - zaprzeczył. - Zachowaj ten gniew. Będzie ci potrzebny. Idź skopać im tyłki - uśmiechnął się, a mi momentalnie poprawił się humor.

- Masz rację. - Odwdzięczyłam mu się uśmiechem i postanowiłam wyrzucić moją mamę z głowy.

 

✰✰✰

 

*kiedyś*

 

MIKE: Jak się czujesz? Niedługo rodzisz.

CAMILLA: Fakt. Jeszcze to do mnie nie dociera.

MIKE: Dotrze w pełni, kiedy będziesz leżała niczym rozkraczona żaba i darła się wniebogłosy :)

CAMILLA: Ha, ha, ha. Bardzo śmieszne.

MIKE: Żartuję. Zdecydowałaś już, czy chcesz cesarkę? Czy może chcesz spróbować swoich sił?

CAMILLA: Nie chcę cesarki. Jestem młoda i zdrowa. Dam radę urodzić naturalnie.

MIKE: Nie chcesz oszczędzić sobie bólu?

CAMILLA: Ból jest wpisany w moje życie.

MIKE: Trochę to dramatyczne.

CAMILLA: Bo może powinnam napisać jakiś dramat? Dylan byłby główną postacią. Żartuję.

MIKE: Właśnie widzę. Humor się ciebie trzyma. Spakowałaś torbę do szpitala?

CAMILLA: Czeka w honorowym miejscu.

MIKE: A Dylan? Jak cię traktuje?

CAMILLA: Tak jak można się tego spodziewać. Jestem tylko inkubatorem.

MIKE: Nie mów tak. Może jakoś się dogadacie.

CAMILLA: Zobaczymy... muszę na razie kończyć. Pa.

 

KATHY: Dawno do mnie nie przychodziłaś. Wszystko ok?

CAMILLA: Pewnie, wszystko świetnie. Po prostu jestem trochę zajęta.

KATHY: Kiedy termin porodu?

CAMILLA: Już za tydzień.

KATHY: Denerwujesz się?

CAMILLA: Oczywiście, że tak. To przełom w moim życiu.

KATHY: A jak wygląda sytuacja z Dylanem?

CAMILLA: Bez zmian. Nie zapowiada się na to, żeby cokolwiek miało się poprawić. Chyba do tego przywykłam.

KATHY: Camilla, wiesz, że musicie ze sobą porozmawiać.

CAMILLA: Przecież wiem, ale on nie chce ze mną rozmawiać. I niby kiedy miałabym to zrobić? W drodze do szpitala? A może w czasie porodu?

KATHY: Kiedy wszystko się uspokoi.

CAMILLA: Nawet nie wiem, co będzie ze mną jutro. Nie wiem, jak to załatwimy, czy będziemy mieszkać razem, czy osobno. Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów.

KATHY: W porządku, rozumiem. Jakby co, moje drzwi są zawsze otwarte.

 

DYLAN: Mogę dziś przyjechać później niż zwykle. Kupić ci coś?

CAMILLA: Nie trzeba, wszystko mam.

DYLAN: Spakowałaś torbę?

CAMILLA: Tak.

DYLAN: Czujesz jakieś skurcze?

CAMILLA: Nie. Może wszystko odbędzie się planowo.

DYLAN: Nie liczyłbym na to.

CAMILLA: Co masz na myśli?

DYLAN: Z tobą nic nigdy nie wychodzi planowo.

CAMILLA: Naprawdę, chcesz się teraz kłócić?

CAMILLA: Halo?

CAMILLA: Jesteś tam?

 

MAMA: Ciocia Ruth pyta, kiedy rodzisz.

CAMILLA: Przecież wiesz, że mam termin za tydzień, ale nie przewidzę, kiedy dziecko zechce ze mnie wyskoczyć.

MAMA: Powiedziałam jej, że to chłopiec. Nie masz nic przeciwko?

CAMILLA: Nawet nie do końca wiem, która to ciocia Ruth. Dlaczego miałabym mieć coś przeciwko?

MAMA: Nie wiem, może chciałaś to zachować w tajemnicy.

CAMILLA: Gdybym chciała, to nie pytałabym na USG o płeć.

MAMA: Coś ty taka drażliwa?

CAMILLA: Jestem wielkim balonem pełnym hormonów, który może w każdej chwili pęknąć. Mam prawo być drażliwa.

MAMA: My niedługo wracamy. A jak Dylan?

CAMILLA: Czemu wszyscy się uparli, żeby o niego pytać?

MAMA: Bo to ojciec dziecka, a zachowujecie się jak dwójka wrogów.

MAMA: Halo?

 

"Witaj, Camilla. Jak się dziś czujesz? Jesteś w trzydziestym dziewiątym tygodniu ciąży. To już prawie koniec. Uważaj na pierwsze objawy sygnalizujące poród. Nie przemęczaj się."

 

Byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. Tak, to było dobre określenie. Wyglądałam jak kobieta z dużą otyłością. Szybko się męczyłam, w nocy dokuczały mi skurcze nóg, a także uporczywe myśli: jak to będzie po porodzie? Czy dziecko będzie zdrowe? Czy poród będzie aż tak bolał? Jak zachowa się Dylan? Jak to wszystko zorganizujemy?

Starałam się nie denerwować, ale nagle zupełnie nie czułam się gotowa na macierzyństwo. To było dziwne i niespodziewane - miałam tyle tygodni, by się przygotować na to, co mnie czeka, a jednak dalej czułam lęk i to jeszcze większy niż przedtem. Bałam się porodu, ale jeszcze bardziej tego, co będzie po nim. Nie byłam przygotowana do macierzyństwa. Byłam za młoda. Nie umiałam jeszcze gotować tak dobrze jak moja mama i babcia, nie miałam rozeznania w chorobach ani lekach, w dodatku lubiłam spać. Nie wyobrażałam sobie, że nagle w moim życiu pojawi się mała istotka, która będzie ciągle krzyczeć i płakać. A Dylan? Co on zrobi? Czy będzie mnie traktował inaczej niż do tej pory? Czy dziecko sprawi, że zmięknie i w końcu uda nam się jakoś dogadać?

Może i sprawiłam sobie nową fryzurę, ale nie czułam się inaczej. Czułam się jak mała, przerażona dziewczynka, aczkolwiek zmiana wyglądu chyba była na plus. Mama co prawda mało nie dostała zawału, kiedy mnie zobaczyła, ale Dylanowi chyba się podobało. Nic oczywiście nie powiedział, ale gdy mnie zobaczył, wydawało mi się, że wyłapałam jakąś subtelną zmianę w jego mimice. Chociaż może jedynie sobie to wymyśliłam? Nie zapytał mnie o powód tak radykalnej zmiany, ale może to i dobrze.

Teraz już tylko czekałam na rozwiązanie. Wszyscy wokół pytali mnie, kiedy mam termin, kiedy rodzę, a ja powoli zaczynałam mieć tego dość. Byłam zmęczona i obolała. Chciałam już, żeby dziecko ze mnie wyskoczyło, bym mogła je przytulić i się nim zająć.

W końcu się tego doczekałam, a kiedy to się stało, ogarnęło mnie takie podniecenie i taki strach, że ledwo mogłam oddychać.

Spałam. Po raz pierwszy od wielu nocy było mi tak wygodnie, że mogłabym spać do końca świata. Nagle jednak we śnie poczułam jakąś wodę. To doznanie było na tyle silne, że się obudziłam i od razu poczułam, że jest coś nie tak. Zamglonym wzrokiem dostrzegłam na zegarku godzinę piątą rano. Odgarnęłam kołdrę i zobaczyłam na prześcieradle mokrą plamę. Nie była to plama krwi, a więc oznaczała jedno - odeszły mi wody. Potem poczułam skurcze. Tak bolesne, że nie mogłam się ruszyć. W głowie miałam tylko jedną myśl: muszę zadzwonić do Dylana. Szpital był w tamtej chwili sprawą drugorzędną.

Nie byłam w stanie się ruszyć, dlatego wrzasnęłam najgłośniej jak mogłam:

- Mamo! Tato!

Rodzice wpadli do mojego pokoju chwilę później i od razu zorientowali się, co się działo. Mama pomogła mi wstać i zabrała torbę do szpitala, tata w międzyczasie ubierał się i szukał kluczyków do samochodu. Wyjechaliśmy z piskiem opon. Jechał jak szalony, choć szpital był niedaleko.

- Mamo... - wydusiłam między kolejnymi bolesnymi skurczami. - Zadzwoń... do Dylana...

Kiedy mama łamiącym się głosem usiłowała wytłumaczyć Dylanowi, o co chodzi, ja sapałam jak lokomotywa i łapczywie łapałam oddech. Cholera, nikt nie uprzedzał, że to będzie aż tak bolało. Nie wiedziałam, w którą stronę mam się wygiąć, żeby zmniejszyć ten cholerny ból i skurcze.

W końcu dotarliśmy do szpitala, ale miałam za małe rozwarcie, więc położono mnie w jakiejś sali i musiałam po prostu czekać. To było najgorsze. Tak bardzo chciałam mieć już to za sobą, a musiałam leżeć i czekać, aż otwór między moimi nogami zrobi się dostatecznie duży. Co za ironia.

Dylan przyjechał chwilę po nas. Był nieźle roztrzęsiony, zwłaszcza, kiedy zobaczył mnie wyginającą się z bólu. Widziałam, że był bezradny, bo nie mógł nic zrobić, by mi ulżyć.

Nie wiem, ile tak leżałam, ile razy ktoś przychodził mnie badać. Miałam już dość. Byłam niewyspana. Zmęczona. Obolała. Dlaczego moje dziecko nie chciało wyjść na świat?

Na czoło co chwilę wstępowały mi krople potu, które Dylan ocierał wilgotną chusteczką.

- Może jednak chciałabyś cesarkę? - zapytał w końcu, kiedy po raz kolejny ktoś przyszedł mnie zbadać.

- Nie... - wystękałam. - Nie chcę.

- A chcesz się jeszcze tak męczyć tyle godzin?

- Obawiam się, że poród naturalny nie wchodzi w grę. - Usłyszałam posępny głos lekarki. - Dziecko jest nieprawidłowo ułożone.

- Co?! - zawołałam, mało nie dostając zawału. Oczywiście, że to się stało. W moim życiu nic nie mogło pójść planowo, Dylan miał rację. - Jak to: nieprawidłowo?!

- Ma już pani pełne rozwarcie, dziecko zaczyna wychodzić, ale nie czuję jego główki, tylko stópki. - Kobieta już podnosiła boki łóżka, by zawieźć mnie na salę operacyjną. - Ułożenie miednicowe. To pani pierwszy poród, więc naturalny nie wchodzi w grę. Musimy wykonać cięcie cesarskie.

- Dylan... - szepnęłam, cała spanikowana. Nie wiedziałam już, gdzie jest góra, a gdzie dół. Byłam skołowana i cała w stresie. Moje dziecko było nieprawidłowo ułożone. A jeśli coś mu się stanie? Po tylu tygodniach starań, coś mu się stanie na tym ostatnim etapie?

- Ona chyba traci przytomność! - Usłyszałam wołanie kobiety i czyjeś donośne kroki. - Panie doktorze, konieczna cesarka. Ułożenie miednicowe.

Ocknęłam się już na sali. Zorientowałam się, że leżę na stole i jestem znieczulona. Nie czułam nic od pasa w dół. Spanikowana, zaczęłam się rozglądać i zobaczyłam, że Dylan siedzi obok mnie i głaszcze mnie po włosach. Gdy na niego spojrzałam, cofnął rękę, zawstydzony.

- Co się dzieje? - wyszeptałam. W tej samej chwili usłyszałam:

- Skalpel, proszę.

- Nic się nie bój. Robią ci cesarkę. Wszystko będzie dobrze.

Zdołałam się uspokoić tylko trochę. Wiedziałam, że za chwilę zobaczę moje dziecko. Czekałam cierpliwie, starając się nie myśleć, że właśnie w tej chwili lekarz rozcina mi brzuch oraz macicę i że pewnie jest tam tona krwi. To wszystko było nieważne, bo w środku czekało na mnie moje dziecko. W końcu usłyszałam, że je wyciągnęli. Widziałam jak przez mgłę, że zostało podane innej lekarce, która pospiesznie odeszła z nim na bok i zaczęła go badać. Ogarnęła mnie szaleńcza radość, że już tu jest - moja mała perełka - ale w następnej chwili serce mi stanęło.

- On... on nie płacze - wyjąkałam i spojrzałam na Dylana, który pobladł. - Dylan! Dlaczego on nie płacze?!

Byłam gotowa wstać z tego stołu i rzucić się w stronę mojego dziecka, ale wtedy ciszę przerwał jego krzyk. Odetchnęłam z ulgą, a z oczu trysnęły mi łzy. Poczekałam, aż lekarka go zbada i owinie, po czym wreszcie zobaczyłam, jak odwraca się w naszą stronę i idzie do nas, pokazując nam nasze dziecko. Cholera. Nie mogłam go dotknąć. Byłam znieczulona! Spojrzałam na jego buzię. Był taki śliczny. Zaczęłam płakać. Chciałam go dotknąć, ale nie mogłam. Miałam nadzieję, że Dylan to zrobi.

- Dziesięć punktów w skali Apgar - oznajmiła kobieta. Spojrzałam na Dylana, rozsadzana szczęściem. Po zobaczeniu jego twarzy miałam mieszane uczucia. W ogóle nie patrzył na mnie. Wzrok miał utkwiony w naszym dziecku. Normalna sprawa. Ale to, czego się tak bałam, zaczynało się ziszczać - teraz już nie byłam dla niego ważna. Donosiłam jego dziecko. Urodziłam je. Moja rola się skończyła. Już się nie liczyłam.

- Umyję go i zaraz już państwu oddam - powiedziała przepraszająco kobieta, znowu się oddalając.

- Nie! - wyrwało mi się.

- Spokojnie. - Usłyszałam głos dobywający się gdzieś z okolic mojego brzucha. - Pozszywam panią i zaraz odwiozę na salę poporodową. Pani dziecko będzie tam już czekało.

Skinęłam głową, choć mnie nie widział i płakałam dalej.

 

✰✰✰

 

Karmiłam syna piersią. To było tak cudowne uczucie, że choć nie chciałam płakać, to nie mogłam się powstrzymać. Moje małe, śliczne dziecko. Tuliłam je do piersi i nie mogłam się nadziwić, że w końcu jest ze mną, że mogę go dotknąć. Dylan siedział obok i na nas patrzył. Nic nie mówił, ja zresztą też, bo nie wiedziałam, czy on w ogóle chce ze mną rozmawiać. Wolałam skupić się na dziecku, na tym cudownym uczuciu, które mnie wypełniało. Ciągle płakałam, ale to była chyba wina hormonów. A może jednak moja? W końcu każda moja wizyta u ginekologa kończyła się łzami. Może byłam stworzona do płaczu.

- Camilla... - odezwał się cicho Dylan.

Spojrzałam na niego.

- Tak?

Nie odpowiedział, jednak miał w oczach coś takiego… miałam wrażenie, jakby chciał mnie pocałować. Już nawet trochę nachylił się w moją stronę. Nie pamiętałam już, kiedy ostatnio mnie całował. W oczach miał ból pomieszany z radością.

Nagle jednak odsunął się ode mnie i rzucił:

- Już nic. Nieważne.

Później przyszli moi rodzice i zaczęli rozpływać się nad małym, a ja mogłam się w końcu przespać. Byłam wykończona. Gdy się obudziłam, byłam tak obolała, że potrzebowałam pomocy Dylana w dojściu do toalety. Co za masakra. Chodziłam jak stara babcia. Niesamowicie ciągnęła mnie blizna po cesarskim cięciu, na którą nie chciałam nawet spojrzeć. Nie chciałam jej mieć, chciałam urodzić naturalnie... ale ostatecznie, czym była blizna w porównaniu z dzieckiem?

Kiedy już wypisali nas ze szpitala, Dylan zawiózł mnie do siebie do mieszkania. Nie ustalaliśmy tego, tak po prostu wyszło. Tam trzymaliśmy wszystkie kupione rzeczy - pieluchy, łóżeczko, kołyskę i inne potrzebne sprzęty. Nie miałam siły protestować. Od razu padłam na łóżko, nie myśląc o niczym. Zdążyłam tylko wysłać smsy do Lacey, Mike'a oraz Kathy, że urodziłam zdrowego synka, a potem zasnęłam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Paradise 2 miesiące temu
    Super rozdział <3
    Dialogi świetne, uśmiałam się xD ale ta matka... omg ja bym ją wyrzuciła, co to za nachodzenie ludzi w domu i to tak z rana grrr
    Poza tym Dylan jest u siebie, może chodzić nawet w samych gaciach albo i nago(chciałabym zobaczyć minę Camilli tak swoją drogą XD), a jak teściową razi to niech nie przychodzi XD
    Co do drugiej części, to Dylan jest kochany i troskliwy, jak Camilla jest nieprzytomna. Wstydzi się chłopak xD
    Ale był przy niej i to się liczy :D no i nie zemdlał
    Mnie się podobał ten rozdział i to bardzo, a nie było czerwono :P
    Czekam na więcej! <3
  • candy 2 miesiące temu
    hahah, no, niech chodzi! :D
    Była krew, to i czerwono było :D czekaj cierpliwie, tak jak jaa!
    <3
  • Elorence 2 miesiące temu
    Dylan może chodzić w czym chce... Prawienie morałów... Jak ja tego nie lubię :(
    W pierwszej chwili myślałam, że puka ta, co ma pełno miłości w sobie xD Ale odetchnęłam z ulgą, że to tylko przewrażliwiona matka :D
    Czekam na kolejny! Ty wiesz :D
    Buziaki <3
  • candy 2 miesiące temu
    Hahah :D wesoło było z nią, może trzeba się przeprosić z Eleną?
    <3 <3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania