Ucieczka Sophie

Sophie nigdy nie czuła się dobrze w towarzystwie ludzi. Wystarczyło, że turysta zapytał ją o drogę lub ktoś zwrócił jej uwagę . Wpadała w paranoje, ludzie z naprzeciwka nie byli już zwyczajni, zakładali maski zwierząt i wpatrywali się w nią swoimi wielkimi ślepiami. Sophie próbowała uciekać, ale to również jej nie pomagało. Kelner przybrał wygląd dzikiego lwa, a staruszka obok wyglądała jak czyhający w zaroślach krokodyl.

Dziewczynę zawsze wyróżniała wyobraźnia, bowiem od najmłodszych lat lubiła fantazjować i wcielać się w różne postacie. Nie miała pojęcia, że za parę lat każdy jej dzień będzie koszmarem. Być może stało się tak za sprawą matki, która całe swoje życie poświęciła na pilnowaniu Sophie. Kiedy jej koleżanki mogły późnymi godzinami włóczyć się ulicami miasta ona musiała siedzieć w domu. Nie wolno jej było wychodzić, według jej matki świat jest zbyt niebezpieczny, a ona nie jest na to gotowa. Jedyne, co nie pozostało zniszczone to jej umysł, który roił się od przeróżnych historii. Nocami śniła o dalekich podróżach, o miejscach, których nie ma na mapie. Wszystko to skończyło się pewnego ranka, kiedy Sophie postanowiła uciec.

- Miała pójść tylko po jagodzianki.- szepnęła kobieta, przecierając twarz. Ręce miała całe czarne od spływającego po policzkach tuszu.

- Gdzie można kupić owe jagodzianki?- spytał policjant, który bez przerwy pisał w swoim notesie.

- Tutaj.. za rogiem. Innego sklepu nie ma.- powiedziała drżącym głosem i sięgnęła po białą, aksamitną chusteczkę.

- O której godzinie wyszła?

- Bardzo wcześnie, 9 rano.

- Wcześnie?

- Mamy sobotę.- spojrzała z pogardą na mężczyznę i zamoczyła usta w zimnej kawie.

- Pani Rose. Jak tylko będziemy coś wiedzieć, od razu zadzwonimy. Przez ten czas, proszę dokładnie obserwować ulicę i natychmiast zadzwonić, gdyby zobaczyła pani coś niepokojącego.- powiedział policjant, poczym włożył kurtkę i wyszedł.

***

Sophie siedziała na niewysokim murku obrośniętym trawą. W ręce trzymała bułeczki cynamonowe, które jadła powoli, tak jakby przełykanie sprawiało jej ogromny kłopot. Była sama, szczęśliwa, pierwszy raz w życiu poczuła smak wolności. Nie chciała tego kończyć, chciała aby ta chwila trwała jak najdłużej.

***

- Dzwoniła pani z ciastkarni ,,Daisy&Tedd’’, znalazła martwe ciało w swojej spiżarni. – powiedział Owen zagryzając pączka.- To ta ciastkarnia, do której dzisiaj miała udać się Sophie Rose, siedemnastoletnia córka Annie Rose, od której dzisiaj dostaliśmy zawiadomienie.- dodał, odstawiając przekąskę. Wytarł ręce i szybko usiadł do komputera.- Według opisu właścicielki jest to młoda dziewczyna, ma krótkie ciemne włosy, zielone oczy i białą sukienkę. Tom? Tom! Gdzie jest zdjęcie panny Rose?

- Tutaj.- powiedział z przerażeniem i spojrzał się w stronę Owena.

- Dzwoń do Anny i sprawdź wszystkie kamery w mieście.- jego głos był stanowczy, on sam sprawiał wrażenie bardzo przejętego i podekscytowanego. – Musimy znaleźć mordercę, zanim dojdzie do kolejnych tragedii.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Anonim 01.07.2015
    Mogło mi coś umknąć, bo jestem trochę roztrzepany teraz, ale... mordercą była nieśmiałość? One odebrała sobie życie? Jej odejście z domu, było tak naprawdę odejściem z życia. Fajnie wymyślone, daje 5 :)
  • Hannah 01.07.2015
    Bardzo dziękuję, ale niespodziewałam się, że tak to rozumiesz ;d pomimo tego bardzo mnie cieszy, że każdy będzie interpretował tekst inaczej. Mordercą jest ktoś.. jeden z bohaterów, nie mogę zdradzić. Wszystko się wyjaśni w 2 części. ;)
  • Anonim 01.07.2015
    Aha :D No zapędziłem się we wnioskach, ale ja tak mam ;) Ocena i tak bez zmian, bo poruszyłaś mi wyobraźnią :)
  • Kasta28 01.07.2015
    Bardzo ładne opowiadanie. Pomysłowe ;) daję 5
  • KarolaKorman 01.07.2015
    Smak wolności Sophie był cynamonowy. Ładnie napisane, zostawiam 5 i czekam na kolejną część :)
  • Hannah 01.07.2015
    Dziękuję

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania