Poprzednie częściVel Etil  

Vel Etil cz. II

Piasek i drobne kamienie chrzęściły pod jej butami. Szła przez wioskę, mijając kolejne zbite z desek domy, których pokryte słomą dachy mieniły się w blasku słonecznym. Dotarła do okrągłego placu, na którym rozstawione były stragany. Przy nich stali kupcy i przekupkowie. Tutaj mieszkał także piekarz i rzeźnik. Przechodziła wzdłuż kramów, przeglądając ofertę. Jej koszyk szybko zaczął zapełniać się produktami. Swe miejsce wśród ziół znalazły także marchewka, seler i inne warzywa, oraz kilka jabłek, które przybyły z pobliskiego sadu. Po odwiedzeniu piekarni dołączył do nich także bochenek chleba. Przystanęła jeszcze przy straganie krawca, przyglądając się nowym sukniom.

- Panienka Alayne?

Oderwała wzrok od towarów i spojrzała na osobę, która zadała pytanie. Była nią elfka w średnim wieku. Włosy koloru ciemny blond miała spięte w kok. Na głowie nosiła białą chustę. Niebieskimi oczami spoglądała teraz wyczekująco na dziewczynę.

- Pani Selia. Miło panią widzieć. Jak czuje się mąż?

Oblicze kobiety rozświetlił uśmiech.

- Już lepiej. Dzięki tym naparom i maściom, które panienka przypisała, choroba wyszła z niego jak ręką odjął! Teraz wraca już do zdrowia. Gdyby nie ja, już pewnie by ruszył na pole pracować przy zbiorach. Pilnuję go jednak i mówię, żeby jeszcze do końca tygodnia wyczekał, jak panienka przykazała.

- Bardzo dobrze - odparła Alayne - proszę mi tylko powiedzieć, czy pani mąż nie zachowuje się ostatnio jakoś dziwnie, bądź nie ma nawrotów choroby?

Kobieta zamyśliła się przez chwilę.

- Jeśli o to chodzi, to czasem budzi się w nocy, strasznie zgrzany. Wtedy ma taki obłęd w oczach, jakby się czegoś czy kogoś przeraził. Ignorowałam to, bo uznałam, że po prostu śnią mu się koszmary, ale jeśli panienka pyta.

- Bardzo dobrze, że pani mówi. Proszę przyjść do mnie wieczorem, przygotuję specjalny napój. Będę prosiła, aby podawać mu go codziennie przed snem, a koszmary powinny ustać.

- Dziękuję. Co będzie panienka chciała w zamian?

- Nic pani Selio. Zapłaciła mi już pani za leczenie pani męża. Wzięcie od pani jeszcze jakichś pieniędzy byłoby występkiem.

Selia aż cofnęła głowę, a jej usta rozchyliły się delikatnie ze zdziwienia.

- Ależ czy aby na pewno? - zapytała

- Tak, proszę się nie martwić.

- Zaprawdę jest pani wielką osobą. Nie rozumiem, jak ten kapłan może mówić o pani takie kłamstwa - odparła, kręcąc głową - jeśli jednak kiedyś by panienka...

W powietrzu poniósł się dźwięk uderzających o ziemię podków. Selia przerwała swoją wypowiedź i spojrzała w kierunku, z którego dobiegał. Podobnie postąpiła Alayne.

Środkiem drogi, na swych wierzchowcach, jechała grupa zbrojnych. Ich ciała chroniły kolczugi i napierśniki, a na głowach nosili stożkowe hełmy. Każdy trzymał w dłoni włócznię i tarczę z wymalowanym symbolem rodowym należącym do Kalirenów, rodu, z którego wywodził się ich władca, Gealris. Jego godłem był czarny kruk na białym tle z rozłożonymi skrzydłami i dziobem skierowanym do przodu, który trzymał w szponach strzałę. Jeździec na przedzie, w odróżnieniu od reszty miał także pancerz na nogach, a jego konia chronił kropierz. W dłoni trzymał kopię. Jego twarz skrywała charakterystyczna przyłbica, której boki przypominały skrzydła. Jadąc sięgnął do niej ręką i podniósł do góry, ukazując zgromadzonym twarz młodego Tenlisa Kalirena, syna Gealrisa.

- Piękny, nieprawdaż? - zapytała szeptem Selia.

Zielarka nie odpowiedziała, jedynie przyglądała mu się uważnie. Nie mogła zaprzeczyć, młody Kaliren był niezwykle urodziwy. Słyszała jednak, że był on przy tym niezwykłym zawadiaką ze skłonnością do kobiet.

Kiedy jeźdźcy przejeżdżali obok, szlachcic spojrzał w stronę kramu i napotkał jej wzrok. Delikatnie się uśmiechnął. Chwyciła mocniej koszyk i odwróciła głowę.

- Och, panienko, szczęściara z ciebie - powiedziała Selia, gdy minęła ich grupa zbrojnych.

- Słucham?

- Widziałam to spojrzenie. Wpadła mu panienka w oko.

Alayne prychnęła.

- Jak każda w promieniu mili.

- Nie prawda. Niech panienka tak nie mówi - obruszyła się jej rozmówczyni - zresztą na mnie się nie spojrzał.

" Tak, to stanowczo musiało zaboleć" pomyślała zielarka.

- Ach, ile ja bym dała, żeby...

Alayne nie była zainteresowana, ile pani Selia dałaby, żeby. Uprzejmie pożegnała się ze swoją rozmówczynią i ruszyła dalej przez wioskę.

Niedługo potem minęła ostatnie zabudowania osady, szerokim łukiem obeszła także wzgórek świątynny. Przystanęła przy dróżce prowadzącej w stronę lasu. Poprawiła koszyk na ramieniu i ruszyła w dalszą drogę.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Karawan 2 miesiące temu
    czy pański mąż nie zachowuje - pański dotyczy własności pana; pański koń, pańska żona. Własność pani to po prostu pani; a więc pani koń, pani mąż, pani kapcie ;))
    Ich ciała chroniła kolczuga i napierśniki - jedna kolczuga na wszystkich? Taka wielka? Wszak to pojedyncza zbroja, a więc kolczugi ;))
    W jednej dłoni trzymali włócznie, w drugiej tarcze - ten sam byczek - przecież to było ileś dłoni! Może więc "każdy trzymał w dłoni", a może jeszcze inaczej? ;)
    Z grupy wyróżniał się jeździec na czele. - - albo "na czele grupy wyróżniał się" albo "wyróżniającym się z grupy był jadący na ..." ;)
    był on przy tym niezwykłym zawadiakom - był winien zawadiakom dwieście złotych, Kim czym ? zawadiaką, oni zawadiacy i im zawadiakom. ;)

    Znowu wiele detali, moim zdaniem zbędnych. Proponuję zabawić się ze sobą; przepisać tekst, wycinając co czwarte słowo. Bez litości i zważania na sens. Potem przeczytać ten nowy twór i uzupełnić wyłącznie tam gdzie zdanie całkiem sens straciło. Zobaczysz wtedy, ze treść nie zubożała bardzo, a tekst w wielu miejscach zyskał. Powodzenia ;) 4.
  • Francis - Gorzalka 2 miesiące temu
    "Włosy koloru ciemnobląd miała spięte w kok." - czy tutaj już nikt nie myśli?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania