Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Warcraft - Krucjata - Rozdział 6

Rozdział 6

Przymierze Północy

 

W stolicy królestwa Lordaeronu dochodził już wieczór. Słońce powoli zachodziło za horyzontem, co spowodowało wyjście mieszczan na ulice, którzy nie musieli obawiać się już odbierającego siły żaru. Chodzili oni między straganami, targując się o wcale niepotrzebne im bibeloty, upijali się w tawernach, czy głośno rozmawiali ze sobą w grupach. Częstym tematem dyskusji była wojna z Imperium Kaldorei. Ludzie głośno deklarowali swoje zamiary wstąpienia do wojska, lub oskarżali magów o celowe wywołanie tej wojny. Zgodnie z logiką pospólstwa, jeżeli coś niedobrego działo się w państwie, to właśnie magowie albo bankierzy z Ironforge musieli być za to odpowiedzialni.

 

Król Terenas znajdował się w królewskim pałacu, i szedł właśnie na specjalną naradę, którą sam zorganizował. Zwołał na nią wszystkie państwa, które mogłyby pomóc mu odeprzeć Wielką Krucjatę, ogłoszoną przez Arcykapłanke, lady Whisperwind. Zaprosił on przedstawicieli Quel’Thalas, Dalaranu, Ironforge, i Stromgarde. Chciał omówić z nimi plan obrony królestwa, i dowiedzieć się, ile wojsk mogą wysłać do Lordaeronu. Na pozostałych nie było co liczyć. Genn Greymane już pewnie ustala z Tyrande rozbiór Lordaeronu, pomyślał.

 

Terenas otworzył drzwi do sali narad, i wszedł do środka. Przy masywnym, okrągłym stole czekały już zaproszone przez króla osoby.

- Przepraszam za spóźnienie. - oznajmił Terenas. - Otrzymałem bardzo ważny list z linii frontu, i musiałem się z nim zapoznać.

- Na wstępie chciałem podziękować wam za niezwłoczne przybycie. Nie mogę wyrazić dostatecznie dobrze swojej wdzięczności, że nasi starzy sojusznicy nie odwrócili się od nas w chwili potrzeby. Skoro uprzejmości mamy za sobą, to przejdę już do sedna sprawy.

 

- Dwa dni temu Imperium Kaldorei dokonało inwazji na prowincje Silverpine. Przejeli oni kontrolę nad linią brzegową, i obecnie starają się podbić ten rejon. Gdy upadnie Silverpine, będą mieli wolną drogę do stolicy.

- Czy wiemy, ilu żołnierzy zostało wysłanych z Kalimdoru? - zapytał Antonidas, członek Rady Sześciu, która władała państwem - miastem Dalaran, i jej oficjalny reprezentant.

- Nasi szpiedzy szacują, że jest ich około czterystu tysięcy. To prawdopodobnie największa armia, jaka kiedykolwiek zbierze się na tych ziemiach. Według szacunków naszych generałów, obecnie możemy wystawić do dwustu tysięcy ludzi, rycerzy i pospólstwa. Kaldorei mają więc dwukrotną przewagę. Jest to przeciwnik, którego sami nie pokonamy. Przyszłość Lordaeronu, jak i całego północnego wschodu, zależy więc od was, sojusznicy. Zależy od tego, jak spore siły będziecie w stanie wystawić nam na pomoc.

 

- Terenas, stary druhu, dobrze wiesz, że gdy potrzebujesz mojej pomocy w pobiciu jakiś imperialistów, to nie musisz mnie dwa razy prosić - oznajmił król Thoras, władca Stromgarde. Był on krzepkim mężczyzną o gorącej krwi, wolącym spędzać czas na polowaniach i w wojennych obozach, a nie na siedzeniu na tronie, musząc wysłuchiwać niekończących się petycji i opinii swoich podwładnych. Nie dziwiło to, że jako pierwszy zaoferował pomoc swemu staremu przyjacielowi.

- Mam do dyspozycji siedemdziesiąt tysięcy żołnierzy, i, gdy ta rozmowa dobiegnie końca, natychmiast wysyłam ich do Silverpine. - dodał. Pokażemy tym elfom, co to znaczy ludzki potencjał! Bez urazy, królu Anasterianie, i wy, siostry Windrunner.

- Właśnie, Anasterianie - zwrócił się do niego Terenas. - Czy wy także wspomożecie nas w godzinie próby?

- Cóż, prawdę mówiąc, to gdy wy upadniecie, ten sam los czeka i nas. Tyrande już raz chciała zamordować moich przodków, po Wojnie Starożytnych, i tylko cudem udało im się uciec na wschód. Założe się, że Arcykapłanka nie planuje popełnić dwa razy tego samego błędu. Na pewno więc udzielimy wam wsparcia. Niestety, problem polega na tym, że obecnie nie mamy za bardzo czego wystawić. Może lepiej wytłumaczy wam to nasza najwyższa generał. Lady Sylvanas, powiedz im, na czym polega problem.

- Tak, mój królu. - odpowiedziała mu.

Sylvanas Windrunner była środkową siostrą w swej rodzinie. Pełniła ona funkcję naczelnego dowódcy sił Quel’Thalas, odpowiadając jedynie przed swym królem. Tytuł ten miała początkowo objąć Alleria, jej starsza siostra, lecz ta nie była nim za bardzo zainteresowana. Wolała służyć w Rangerach, elitarnej formacji komandosów, znanej na całe Azeroth. Najmłodsza siostra, Veressa, została zastępczynią Sylvanas, i zawsze była dla niej oparciem w trudnych sprawach.

 

- Po tym, jak trolle zostały zepchnięte w głąb dżungli, i przestały stanowić większe zagrożenie dla naszego królestwa, nie widzieliśmy potrzeby, by utrzymywać liczną i drogą armie - zaczeła wyjaśniać Sylvanas. - Woleliśmy przeznaczyć zaoszczędzone w ten sposób pieniądze na kultywację sztuki, rozwój medycyny, czy dalsze badania nad magią arcane.

- I pewnie też na złote sedesy Anasteriana, i jego małą prywatną armię prostytutek, żigolaków, i pijaków. Kurwa mać, po co mi przodkowie ratowali ich tysiąclecia temu? - pomyslał Terenas.

- Obecnie nasze siły zbrojne składają się z małej ilości zawodowych żołnierzy, którzy w pełni nam wystarczą do ochrony naszych poddanych.- kontynuowała. - Jeżeli chodziło o trolle, to Rangerzy Allerii zawsze rozwiązywali ten problem - wskazała na swą siostrę. - Tak więc zanim pomożemy wam w walce z Imperium Kaldorei, musimy najpierw wprowadzić powszechny pobór, i przeszkolić rekrutów. Myśle, że proces ten zakończy się około grudnia. Do tego czasu powinniśmy zmobilizować od stu do stu dwudziestu tysięcy żołnierzy.

- Grudnia? - zdziwił się Terenas. - Przecież mamy lipiec! Jak niby mamy wytrzymać pięć miesięcy bez waszego wsparcia?

- Rozumiem twoje niezadowolenie, królu, ale musisz zrozumieć, że obecnie nie mamy możliwości udzielenia wam pomocy. Siły, które teraz posiadamy, są nam konieczne do obrony naszych własnych granic, w razie, gdyby Tyrande przypuściła inwazję na Quel’Thalas.

- Jeżeli natychmiast nie wspomożecie lorda Gustava w obronie Silverpine, to gdy flaga Imperium Kaldorei będzie powiewać na szczycie tego pałacu, z pewnością będziecie musieli bronić swych granic przed nocnymi elfami. Tylko czy wtedy poradzicie sobie bez pomocy mojej, i reszty ludzkich królestw?

- Królu Terenasie, Królu Anasterianie, Sylvanas. - przerwała im Alleria. Chyba znam kompromis, który usatysfakcjonuje obie strony. Czy mogę przemówić? Jako że moja matka, Lireesa, nie mogła być dziś obecna na spotkaniu, to upoważniła mnie, bym mówiła w jej imieniu.

- Lady, wiesz, że przy tym stole twoje zdanie jest tak samo ważne jak każdego z nas - odpowiedział jej Anasterian. Śmiało, Allerio.

 

Alleria była bardzo piękną kobietą, podobnie jak reszta jej sióstr. Można było zakochać się w tych błękitnych tęczówkach i złotych włosach, a jej muskularne, lecz kształtne ciało wzbudzało podziw i zazdrość każdej kobiety świata.

 

- To prawda, że nasza obecna armia zawodowa jest nam potrzebna w domu. Jednak posiadamy jeszcze jedną siłę, która może wam pomóc. Mowa tu o moich Rangerach. To stosunkowo niewielka, lecz niezwykle zaprawiona w bojach grupa. Jeszcze nie tak dawno temu przeprowadziliśmy karną ekspedycję na Zul’Aman, by wybić trollom z głowy myśli o ataku na nas. Zdaje mi się, królu Terenasie, że sam wysłałeś nam wtedy pomoc. Założe się, że powracający do Lordaeronu rycerze wypowiedzieli się o moich towarzyszach w samych superlatywach.

- Tak. Doniesiono mi, że twoi podopieczni to jedni z najlepszych wojowników, jakich spotkali.

- Proponuje więc, by do czasu zmobilizowania odpowiedniej liczby żołnierzy w Quel’Thalas, do Silverpine wysłać właśnie Rangerów. Mamy do dyspozycji siedem tysięcy komandosów. Niewiele, wiem, ale każdy z nich jest wart przynajmniej pięciu szeregowców. Wiem o tym, bo sama starałam się nadzorować ich szkolenie. Co o tym myślisz, królu, i wy, siostry?

- Uważam, że jest to najlepszy kompromis, jaki możemy osiągnąć - oznajmił Anasterian. - Masz moje poparcie, Allerio.

Widziałam wiele razy twoich pupilków w akcji, siostro - zwróciła się do niej Sylvanas. - Jestem pewna, że doskonale poradzą sobie w tej wojne, i co ważniejsze, dadzą mi, Veressie i Lor’themarowi dość czasu, by zmobilizować, wyszkolić, i uzbroić nasze wojska.

- Zgadzam się z Sylvanas. - powiedziała Veressa. Myślę, że w tej kwestii możemy w pełni zaufać Allerii.

- Cóż, nie mam większego wyboru, jak tylko przystać na te propozycje. - odparł Terenas. - A więc postanowione. Podczas gdy wy będziecie mobilizować wasze siły w Quel’Thalas, wspomogą nas ludzie lady Liressy. Dobrze, to teraz kolej na ciebie, Antonidasie. Powiedz mi, jak dużą pomoc może zaoferować nam Rada Sześciu?

- Nie trudno sobie wyobrazić, jaki los czeka Dalaran, gdy dotrą pod niego Kaldorei. Biorąc pod uwagę ich rasizm do Szlachetnie Urodzonych, i spalenie licznych bibliotek zawierających pradawną wiedzę, to jestem pewien, że nasze miasto zostanie zrównane przez nich z ziemią, a nasza wiedza na temat magii, którą tak długo gromadziliśmy, zostanie zapomniana w imię jakiejś prymitywnej wiary i przesądów. Dlatego wspomożemy was wszystkim, czym mamy. Możemy wystawić trzydzieści tysięcy żołnierzy, gwardzistów, strażników, i najemników. Użyczymy w tej wojnie także do dwóch tysięcy magów. Niektórzy z nich to wciąż adepci, ale mimo to każdy z nich jest wart więcej niż niejeden żołnierz.

- Wiedziałem, że nie zostawicie nas w potrzebie - oznajmił Terenas. Na Dalaran zawsze można liczyć, jeżeli chodzi o ochronę magii. Nadszedł czas na dowiedzenie się, co planują krasnoludy. Muradinie, czy możemy liczyć na twojego brata?

- Miałem takie przeczucie, że o to spytasz, królu, dlatego wcześniej wysłałem list do Magniego, by dowiedzieć się o jego oficjalnym stanowisku. Niestety, nie przynoszę dobrych wieści. Uważa on, że Imperium Kaldorei nie zagraża jego klanowi, i nie widzi powodu, by pomagać wam w tej wojnie.

- Czy nie możemy zrobić nic, by przekonać go do zmiany zdania?

- Braciszek kazał mi przekazać, że oficjalnie nie może was poprzeć, ale zawsze jest możliwość zakupu krasnoludzkiej broni i amunicji, oraz wynajmu licznych najemników. Oznajmił, że cena jest do negocjacji. Chciałbym zrobić dla was więcej, ale niestety musze słuchać jego poleceń. Nie jestem już wam w takim razie tu potrzebny. Gdybyś chciał jeszcze porozmawiać ze mną, królu, to znajdziesz mnie w ambasadzie. Powodzenia na wojnie.

 

Muradin wyszedł z sali. Pośród zebranych dało się usłyszeć szepty.

 

- Cóż, lepsze to niż nic. - podsumował Terenas. - Zatem wszystko zostało już ustalone. Spodziewałem się czegoś więcej, ale będziemy musieli radzić sobie tym, co mamy. Panowie, panie Windrunner, chciałbym wyjść tutaj z propozycją utworzenia Przymierza Północy, militarnego sojuszu między Lordaeronem, Quel’Thalas, Dalaranem, i Stromgarde, które zjednoczone staną do walki przeciwko Imperium Kaldorei. Czy ktoś chciałby się wycofać?

 

Nikt nie zgłosił sprzeciwu.

- W takim razie postanowione.- oznajmił. - Skrybowie zaraz spiszą dokumenty, które niebawem wszyscy podpiszemy. Na chwilę obecną jednak proponuje wznieść toast, za przetrwanie Północy, i za niechybną wygraną w tej wojnie.

Wszyscy obecni wstali, i wznieśli swe kielichy.

- Za Północ! - wykrzyczeli.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania