Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Warcraft - Krucjata - Rozdział 9

Rozdział 9

 

Operacja "Kometa"

 

Październik

 

"Wielka Krucjata", ogłoszona w celu podporządkowania sobie królestwa Lordaeronu, trwała już ponad trzy miesiące. Linia frontu nieustannie przesuwała się na wschód, choć nie bez swojej straszliwej ceny. Każda wioska, każde miasto, każdy fort kosztuje nocne elfy setki, a nawet tysiące żołnierzy. Jednak mimo strat, Imperium Kaldorei odnosi kolejne zwycięstwa, i każdego dnia jest coraz bliżej królewskiego pałacu.

 

W środkowej części Silverpine zamek Chaumont górował nad swoim otoczeniem. Jako że twierdza przecinała sieć ważnych dróg, to stała się ona łakomym kąskiem dla generałów Legionów. Niefortunnie dla nich, właściciel tej posiadłości, lord Jacques, był znany ze swojego temperamentu i nieustępliwości, i nawet na usta nie cisnełyby mu się takie słowa jak "rozejm", czy "kapitulacja". Sam zamek został zbudowany dość niedawno, przez co został on wzbogacony o najnowsze dokonania inżynierii. Forteca mogła wytrzymać niezliczone szturmy na mury, i przeczekać kilkuletnie oblężenie. Dodając do tego upartego lorda, którego serce było jak z kamienia, to Kaldorei czekałoby nie lada wyzwanie. Niestety, gdyby Jacques mógłby przewidzieć rozwój wypadków, to życzyłby sobie, by jego serce, miast z żelaza, było ze złota. Przez liczne wydatki na dopieszczenie fortyfikacji w najdrobniejszych szczegółach,jego skarbiec zaczynał bowiem świecić pustkami. W wyniku tego lord musiał znacznie obniżyć żołd dla swych żołnierzy. Podczas swej edukacji Jacques nauczył się wiele lekcji, choć obecnie, siedząc skulony w ciemnej komórce, bił się w twarz, że nie przyswoił sobie jednej. A brzmiała ona: "dni, w których żołnierze nie dostają pieniędzy, nie są dobrymi dniami dla ich dowódcy". Gdy Nocne Elfy zaproponowały oficerom załogi sporą sumę w zamian za otwarcie bram, ci zgodzili się bez wahania. W rezultacie zamek przeszedł w ręce Imperium Kaldorei bez oddania ani jednego strzału, a lord znalazł sobie nowe miejsce zakwaterowania w lochach poniżej, które sam zbudował z myślą o jego przeciwnikach politycznych.

 

Teraz zamek Chaumont, ze względu na jego strategiczne położenie, służył jako centrum dowodzenia wszystkich operacji w Silverpine. Gdy do miejscowego kościoła dostały się wojowniczki Armii Elune, wypędziły one stąd kapłanów i ich ministrantów, i zniszczyły wszystkie obiekty kultu Światłości. Następnie przemieniły one budynek na świątynie ich bogini. W środku zamku flagi i herby poprzedniego właściciela zastąpiono sztandarami Imperium Kaldorei. Jako że to miejsce miało być nową siedzibą Arcykapłanki i jej dworu, żołnierzom zakazano grabieży i gwałtów. A jeżeli już naprawde musieli, to mieli to robić szybko i cicho. Rzeczywiście, kradzieże były tak subtelne i tajemnicze, że właściciele drogocennych przedmiotów często za późno lub w ogóle nie zauważali ich braku, a kobiety dostawały od stęsknionych za swoimi żonami legionistów prezenty i porcje coraz to droższego jedzenia, by tylko nikomu nie wspominały o ich miłosnych przygodach.

 

W najwyższych piętrach zamku znajdowała się sala wojenna. Służyła ona do analizowania sytuacji na froncie, i ustalaniu odpowiedniej strategii. Tej nocy gościła ona kilka osób. Były nimi Arcykapłanka Tyrande Whisperwind, nowa właścicielka posiadłości, jej mąż Arcydruid Malfurion Stormrage, i Lady Generał Shandris Feathermoon, dowódca elitarnej "Armii Elune". Wcześniej, na ich życzenie, do twierdzy przybyli także generałowie, którzy mieli odegrać rolę w przyszłej ofensywie, między innymi Jarod Shadowsong i jego siostra, Maiev. Spotkanie odbyło się, gdyż Tyrande życzyła sobie zaplanowanie nowej operacji, która przesunie linie frontu o kilkadziesiąt kilometrów. Zbliżała się zima, a Nocne Elfy nie były przygotowane do walki w śniegu i mrozie. Toteż dyktatorka chciała poczynić maksymalnie możliwe postępy przed pierwszymi opadami. To, że będzie to kosztować zdrowie i życie kilkunastu tysięcy żołnierzy, kompletnie jej nie obchodziło.

 

Wodzowie stali nad położonym na środku pokoju stołem, który służył za bardzo szczegółową mapę całego rejonu Silverpine. Tym razem Tyrande nie nosiła już swojej sukni. Ubrana była w mundur, uszyty specjalnie dla niej. Chciała w ten sposób ukazać się zebranym nie jako kapłanka, lecz jako dowódca. Mimo to dalej między Arcykapłanką i jej przyboczną, a generałami odczuwalny był pewien kontrast. Mundur Tyrande, jak i Shandris, był biały jak śnieg, upiększony złotymi pagonami i zdobieniami. Na piersi nosiła medale, która zresztą sama sobie przyznała. Z lewej kieszeni zwisał jej na sznurku pozłacany zegarek,jej palce zdobiły pierścienie z kamieniami szlachetnymi, a pod koszulą miała potężną kolie, wysadzaną diamentami, szmaragdami, i rubinami. Maiev i jej brat, Jarod, nosili ciemnozielone, oszczędne mundury, bez zbędnych zdobień. Dla nich mundur miał na celu przypomnienie im o ich obowiązku, a nie popis przepychem i bogactwem. Jedyną biżuterią generał był jej srebrny naszyjnik, który został jej podarowany w odległych czasach przez jej pierwszą miłość.

 

- Prostytutka w mundurze dalej pozostanie kurwą - pomyślała Maiev, która oszacowała, że gdyby rozebrać Tyrande do naga, i położyć wszystko, co ma na sobie obok siebie, to wartość tego zbioru równałby się jej rocznemu wynagrodzeniu, a pensja lady Shadowsong, jako generał jednego z legionów, była jedną z najwyżyszych w całym imperium.

 

Mąż Tyrande, Malfurion, także był ubrany po oficersku, co Maiev uznawała za komiczne. Arcydruida nie obchodził za bardzo wojskowy ubiór i dryl, ale jego żona kazała mu zaprezentować się przed zebranymi jako wódz, a nie jako mędrzec w szacie. W końcu to on "nadzorował" swoich towarzyszy podczas tej krucjaty, przynajmniej na tyle, na ile był do tego zmuszony. Generał ubolewała nad tym, że Arcykapłanka wciągneła druidów w wojnę. Ta grupa społeczna miała badać przyrodę, i nauczać o biologii i alchemii, a nie zabijać na jakieś głupiej wojnie. Obok Stormrage'a stał jeden z najważniejszych przedstawicielu Kręgu Cenariusa, Fandral Staghelm. W odróżnieniu od swojego przełożonego, on kochał wojsko i uniformy. Popierał on agresywną ekspansję na południe, jak i inne wojny Imperium Kaldorei.

 

- No dobra, by uniknąć wszelkich nieporozumień i pomyłek, powtórze jeszcze raz to, co wcześniej ustaliliśmy - rzekł Jarod.

 

Elf był dowódcą pierwszego Legionu, najbardziej elitarnego z nich. Każdy ambitny żołnierz marzył o odbyciu tam służby, gdyż dostać się tam mogli tylko najlepsi. Jednak legioniści z "krwawej jedynki", tworzyli raczej zamkniętą społeczność, i byli nieufni i niechętni dla "kotów". Oczywiście powodowało to tylko jeszcze wiekszą chęć podjęcia wyzwania i dołączenia do najlepszych. Maiev rywalizowała ze swym bratem, i, choć XII Legion także był bardzo sławny w imperium, to nie mógł on przebić pierwszego. Jarod od tysięcy lat był na szczycie niepisanej hierarchii. Trzeba także dodać, że jej brat nigdy nie traktował tych nieoficjalnych zawodów poważnie. Jego siostra była jednocześnie jego najlepszą przyjaciółką. Elf doceniał jej siłę i zawziętość. Rodzina Shadowsong zawsze była związana z wojskiem, i Jarod cieszył się, że Maiev, choć niby z tej "słabszej płci", także poszła w jego ślady.

 

W Kalimdorze Jarod uchodził za wzór przystojnego mężczyzny. Gdy pojawiał się on na jakiś bankietach czy przyjęciach, to kobietom przyśpieszało tętno, a ich dłonie zaczynały się pocić. Każda marzyła o spędzeniu z nim nocy. Niestety dla nich generał był już zajęty. Kochał on swoją żonę, i, choć nie był ślepy na wdzięki pięknych elfek, to jednak zawsze zostawał przy swojej ukochanej. Jarod był raczej introwertykiem, spokojnym, i opanowanym. Od gwaru balów wolał ciszę swego domu.

 

- Operacje rozpocznie atak połączonych sił I, XII, i XXIII Legionu.- powtarzał Jarod. - Zgodnie z Pani zapewnieniami, Pani, i Arcydruida, zostaniemi także wsparci dwoma pułkami Armii Elune i druidami z Kręgu Cenariusa - generał zwrócił się do Tyrande. - Nasza akcja dywersyjna nad jeziorem była niezaprzeczalnym sukcesem, więc siły Przymierza Północy w rejonie ataku będą nieco uszczuplone, co pozwoli nam na przepchnięcie linii frontu. Naszym głównym celem jest zajęcie miasta Wexford . Posłuży nam ono jako wysunięta baza dla naszych wojsk, gdy nadejdzie już zima, i przerwiemy ofensywne działania. Sądze, że z naszym stanem wojsk powinno nam się udać.

- Shandris, gdy Jarod, Maiev i reszta odciągną uwagę wroga, to chce, abyś wzięła pięć pułków naszych wojowniczek, i ruszyła na górną flankę - rozkazała jej Tyrande. - Masz za zadanie osłanianie głównej ofensywy, i jednocześnie maksymalne wyniszczenie wroga.

- Moja pani, zarówno ja, jak i wszystkie moje podopieczne żyjemy tylko po to, aby służyć Księżycowej Matce i tobie. Odniesiemy zwycięstwo, albo zginiemy, próbując. Honor naszej bogini nie zostanie splamiony.

 

Maiev chciało się wymiotować od całego tego wazeliniarstwa. Shandris wypominała generał jej homoseksualność, lecz sama łasiła się do Tyrande jak pies do swojej pani. Lady Shadowsong nigdy nie zmuszała Naishy do niczego. Wiedziała, że ich związek może jej przysporzyć problemów, dlatego powtarzała jej, że może odejść, kiedy tylko zechce.

 

- Tak, Shandris, ty zajmij się jakże honorowym wyrzynaniem matek, dzieci, chorych, i starców, podczas gdy my będziemy walczyć z prawdziwym przeciwnikiem. - zadrwiła z niej Maiev.

-Nikt nie pytał cię o zdanie, ty pierdolona lesbijko. Lepiej wsadź swój wścibski nos między uda tej twojej dziwki, tak jak kiedyś wkładałaś go w krocze Velathii. I pomyśleć, że kiedyś nazywałam cię siostrą.

Maiev spojrzała na Shandris wzrokiem, który mógłby zabić, oparła się rękami o stół, nachyliła się do do niej, i wyszeptała:

-Coś ty kurwa powiedziała? Nigdy, przenigdy nie wspominaj w mojej obecności o Velathii. Ona była warta więcej niż ty, i cała twoja banda rzeźniczek razem wzięta.

-Spokój! - rozkazała niezwykle stanowczo Tyrande. - Jesteście w wojsku, a nie na babskim wieczorze, i będziecie się zachowywały jak na wysokich rangą żołnierzy przystało. Czy się rozumiemy?

- Tak, moja pani - pokornie potwierdziła Shandris.

- Tak jest - krótko odparła Maiev.

 

Gdyby Maiev odważyłaby się otwarcie skrytykować ulubioną pupilkę Arcykapłanki jeszcze kilka lat temu, to Tyrande natychmiast wyrzuciłaby ją z sali. Ale jako że lady Shadowsong była jej potrzebna podczas krucjaty, to dyktatorka odpuściła jej ten występek.

 

Jarod poczuł ulgę, że spór został natychmiastowo złagodzony. Bardzo dobrze znał on swoją siostrę, i wiedział on o miłości, jaką niegdyś darzyła ona Velathie. Choć pogodziła się ona z jej śmiercią, to bardzo kiepskim pomysłem było mówienie o byłej kochance Maiev w negatywnym świetle. Raz pokłócił się z nią o jakiś dawno już zapomniany temat. Jako że rozmowa była bardzo zażarta, i nie obyło się bez krzyków, rozbitej porcelany, i wyzwisk, a rodzeństwo zawsze było między sobą bezpośrednie, to pobili się. Wiedział on, że Maiev jest bardzo silna, lecz nie docenił jej furii i wściekłości. W rezultacie okupił on starcie podbitym okiem, złamanym palcem, i zwichniętym obojczykiem. Oczywiście odpłacił się jej tym samym, i Maiev musiała przez najbliższe tygodnie chodzić z ręką w gipsie. Lecz gdyby wtedy dyskusja skręciła dodatkowo w stronę Velathii, to jego siostra najprawdopodobniej w gniewie niechcący zabiłaby go. Po wyzdrowieniu rodzeństwo podało sobie ręce, i zapomniało o całej sprawie, jednak do dziś Jarod odruchowo zasłania ręką swój brzuch, gdy przechodzi obok niej.

 

- Może wróćmy do ustalania strategii - zaproponował. - Arcydruidzie, do przełamania pozycji wroga kluczowe jest panowanie w powietrzu. Krasnoludzcy najemnicy z Aerie Peak, dosiadający gryfów, zrzucają naszym legionistom na głowy bomby zapalające. By oczyścić niebo, potrzebujemy wsparcie hipogryfów i chimer. Czy możemy liczyć na waszą pomoc?

- Fandralu, czy mamy do dyspozycji takie jednostki? - zapytał się go Malfurion. - Nie jestem za bardzo na bieżąco z rozmieszczeniem naszych wojsk.

 

Rzeczywiście, Stormrage'a wojna obchodziła tyle, co zeszłoroczny śnieg. Wolał on spędzać czas w łóżku razem z Tyrande, lub na paleniu ziela, niż analizować sytuację wojenną.

 

- Oczywiście - odpowiedział Staghelm. - Moi towarzysze zgłaszają, że te majestatyczne istoty są w każdej chwili gotowe, by rozpocząć swe panowanie w chmurach. Bez żadnego problemu wypędzą te karły z powrotem do ich jaskiń.

 

Jarod sam raz dosiadł hipogryfa. Było to niezwykle ekscytujące przeżycie. Generał podniecał się uczuciem wiatru we włosach, choć ledwo trzymał się w siodle, a gdy raz spojrzał w dół, to nigdy więcej nie chciał tego zrobić. Przez to miał wielki podziw dla jeźdźców, którzy szybowali po przestworzach na tych bestiach. Suneli oni po niebie z oszałamiającą prędkością, wykonując skomplikowane i ryzykowne manewry, i bardzo celnie strzelali z łuków i kusz, i ciskali bombami. Starcia sił powietrznych Imperium Kaldorei i Przymierza Północy były niezwykle widowiskowe. Dochodziło nawet do tak absurdalnych sytuacji, jak to, że gdy nad głowami żołnierzy obu stronnictw rozpoczynały się tak zwane "dogfighty", to zapadałało chwilowe zawieszenie broni, by widzowie na ziemi mogli podziwiać sunące po niebie bestie. Wymieniali się tytoniem i jedzeniem, i obstawiali zwycięzców.

 

- Zatem każdy wie już, jaka jest jego rola. Tak więc kształt operacji "Kometa" został już ustalony. Arcykapłanko, czy zatwierdzasz plan?

-Zatwierdzam. Niech bogini ześle nam zwycięstwo.

 

Maiev pomyślała, że Elune pewnie ma trochę ważniejsze rzeczy do roboty, niż wtrącanie się w ten masowy mord, jakim była "Wielka Krucjata".

 

Narada skończyła się, i każdy z jej uczestników poszedł w swoją stronę. Tyrande udała się wraz z Malfurionem do ich prywatnych komnat, a Shandris ruszyła poinformować swe siostry o planowanej operacji. Jarod szedł przez długie korytarze zamku, gdy dostrzegł on swoją siostrę, stojącą oparta o ścianę. Paliła ona fajkę, spoglądając na medalion na swej szyi. Po policzkach płyneły jej łzy. Jarod wiedział, jak bardzo Maiev tęskni za Velathią. Shandris nie powinna była wspominać o niej.

 

- Hej, wszystko w porządku? - zapytał się jej, dotykając jej silnego ramienia.

- W jak najlepszym. Niezwykle raduje mnie fakt, że zakon, któremu kiedyś poświęciłam życie, stał się domem fanatyków i zbrodniarzy wojennych. Cieszy mnie także to, że wykonujesz każde polecenie tej kurwy bez mrugnięcia okiem.

- Przecież jesteśmy żołnierzami. Musimy wykonywać rozkazy. Ty też walczysz w jej imieniu. Skoro masz z tym taki problem, to może podaj się do dymisji?

-Masz rację, bracie. Nie powinnam cię w to mieszać. Po prostu, kiedy ten podnóżek Tyrande wspomniała o Velathii, to wyprowadziła mnie z równowagi. Kurwa, ona oddała życie za swoją wiarę, a teraz imię kościoła, z którym się związała, jest rujnowane przez te dziwki. Dlaczego ona musiała umrzeć, a takie szmaty jak Tyrande i Shandris przezyć? Zostawiła mnie samą w tym chorym cyrku, jakim stało się nasze imperium.

 

Maiev rozpłakała się. Jarod przytulił ją, i pozwolił, by jego siostra oparła głowę na jego ramieniu.

 

-Wszystko się jakoś ułoży, stara - pocieszał ją Jarod, pozwalając, by ta roniła łzy, obejmując swego brata. - Zobaczysz, lada moment król Terenas zorientuje się, że nie jest w stanie wygrać tej wojny, i zgodzi się na rozejm. Tyrande dostanie trochę ziemi, złota, i wszyscy wrócimy do domu. I wcale nie jesteś sama. Masz mnie i Naishę. Przecież wiesz, że ona cię kocha. Mogła odejść już dawno temu, ale dalej z tobą jest. Zrobiłaby dla ciebie wszystko. Jestem pewien, że Velathia siedzi właśnie w niebiosach u stóp Księżycowej Matki, i spogląda na ciebie. Ona nie chciałaby, byś tak cierpiała. Przeciwnie, życzyłaby sobie, abyś ułożyła sobie życie z twoją ukochaną.

 

Maiev była niezwykle wdzięczna za wsparcie, jakie okazał elfce jej brat. Doceniała to, że przez te tysiące lat nie stracił on rozsądku, i nie stał się bezmózgim niewolnikiem Arcykapłanki, jak reszta. Chyba tylko ona, Jarod, i Naisha zachowywali honor i godność w tym domu wariatów, pomyślała.

 

Niedaleko linii frontu

 

Żołnierze jednej z centurii XII legionu siedzieli w około ogniska. Korzystali oni z każdej chwili odpoczynku. Walki z Przymierzem Północy były coraz bardziej zacięte, i legioniści nauczyli się doceniać momenty przerwy. Obok siebie siedzieli Halvar i Galar, trzymając patyki, na których grzali oni kiełbasy. Po tym, jak Halvar uratował Galara w ratuszu w Kingsdow, szybko stali się przyjaciółmi. Elf opowiedział swojemu wybawicielowi historie jego życia. Otóż Galar był kłusownikiem, polującym na zwierzęta w Ashenvale. Oczywiście robił to nielegalnie, gdyż las, do którego chodził na łowy, należał do kościoła, i żeby w nim polować, trzeba było posiadać specjalne pozwolenie, na które myśliwy, jako że pochodził z niższych warstw społecznych, nie miał szans otrzymać. W końcu złapali go, jednak Galar miał szczęście, gdyż niedługo przed tym wybuchła wojna z Lordaeronem, i potrzebowano żołnierzy. Stanął on więc przed prostym wyborem: albo lochy, albo wojsko. Jako że kłusownik bał się ciemnych, ciasnych komórek, wybrał on wojaczkę, i tym sposobem znalazł się w XII legionie.

 

Do ogniska zbliżył się centurion Adrian, ich dowódca. Początkowo patrzył on niechętnie na swoich nowych ludzi, lecz w wyniku miesięcy walk nabrał do nich szacunku. Widzał on ich poświęcenie i zapał. Zaczynał powoli traktować ich jak swoich towarzyszy, a nie na numery, które bez skrupułów można poświęcić.

 

-No dobra, lenie, dośc tego opierdalania się - powiedział im z uśmiechem na ustach. - Dowództwo właśnie zatwierdziło nową operację, pod kryptonimem "Kometa". Mamy połączyć się z tymi bufonami z jedynki i z dwudziestki trójki, i przypuścić frontalny atak na pozycje wroga. Nie jesteście już żółtodziobami, dlatego wiem, że sobie poradzicie. Po prostu trzymajcie się razem, i nie panikujcie, a uda nam się. Zobaczycie, zrobimy im takie przedstawienie, że liczba "XII" stanie się pechowa w Lordaeronie. Zwijajcie obóz i pakujcie klamoty. Wymarsz za dwie godziny.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • jolka_ka 5 miesięcy temu
    O wow, sporo masz odwiedzin. Nie moja tematya, ale ładne opisy. Pozdrawiam.
  • MrAdam 5 miesięcy temu
    Reklamuje moją twórczość na stronie fanów tego uniwersum na facebooku, więc nabijają mi oni wyświetlenia.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania