Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wciąż chcę z tobą być - Rozdział 3

Jak może tak tu stać i udawać, że nic się nie stało? Kasjan wpychał jej język do gardła. Pieprzył tak mocno, że pewnie wbijał jej drobne ciało w materac.

Znowu przypominam sobie tamtą imprezę. Dotykał jej ud, a ona ocierała się o niego jak kotka. Z każdym kolejnym ruchem bioder, sukienka robiła się coraz krótsza. Kasjan chował twarz w jej włosach. A kutas wypychał mu spodnie, gdy obijałem mu twarz.

Zaciskam zęby i odwracam głowę.

Pociągam porządny łyk piwa. Widzę kątem oka, że się odwraca.

– No tak. Twoja ulubiona dyscyplina. Pierdolona ucieczka.

Nie panuję nad sobą. Jestem wkurwiony, bo mam ochotę złapać ją za włosy i zmiażdżyć usta. Na pewno będzie zajebiście smakować. Kurwa.

– Przepraszam – mówi skruszona.

Zastygam. Obracam powoli głowę, piorunując ją spojrzeniem.

– W dupie mam twoje przeprosiny.

– Nie powinnam…

– Tak, kurwa, nie powinnaś.

Dostrzegam smutek w jej dużych oczach. Nie złamie mnie. Nie ma, kurwa, takiej opcji.

– Pójdę sobie.

Zaciskam palce na butelce, chociaż złość rozsadza mnie od środka.

Dlaczego się zgodziła? Dlaczego podeszła? A ten uśmiech?

Zamawiam u barmana jeszcze jedno piwo, a w ciągu godziny, kolejne dwa. Muszę utopić wspomnienia w alkoholu. Może to pomoże usunąć poczucie beznadziejności. Myślałem, że będę w stanie kontrolować sytuację. Miałem taką nadzieję. Ale nie mogłem stać i patrzeć, jak się uśmiecha. Moje serce zwariowało. A tak nie powinno być! Nie zasłużyła na to…

– Stary, jak się trzymasz? – pyta Błażej, siadając obok.

– Mam nadzieję, że jesteście z siebie, kurwa, zadowoleni – syczę. – Wróciła i wszystko zjebała. Sonia się wkurwiła. Wyszła obrażona z mieszkania.

– Wiki jest jedyną przyjaciółką Ady.

– Pierdolenie.

– Dobrze wiesz, że Sonia nie była nawet brana pod uwagę…

– A na świecie istnieje tylko… ona? Nie ma, kurwa, żadnej innej dziewczyny, która mogłaby zostać świadkową twojej dziewczyny?!

Błażej wzdycha ciężko. Kiwa na barmana i zamawia piwo.

– Mogę tylko się domyślać, że ta sytuacja jest dla ciebie cholernie trudna.

– Trudna? – prycham. Patrzę na niego lodowato. – Wiesz, co chciałem zrobić jak ją zobaczyłem?

Kręci głową.

– Pocałować, rozumiesz? – Stawiam z hukiem butelkę na blacie. – Kurwa!

– Wciąż ją kochasz? – pyta zaskoczony Błażej. – Przecież…

– Nie wiem, kurwa! I nie chcę się nad tym zastanawiać… Mam Sonię.

– Wiem, że to nie jest dobry moment, ale… – Wypuszcza głośno powietrze z płuc. – Dlaczego z nią jesteś?

Wzruszam ramionami.

– Nie wiem.

– Zajebisty powód – drwi. – Ona nie jest zabawką.

– Nie traktuję jej w ten sposób.

– Tak? To dlaczego tu przyszedłeś, skoro się pokłóciliście? Wiedziałeś, że będzie Wiktoria. Co chciałeś ugrać?

Wbijam wzrok w butelki, równo poustawiane na półkach za plecami barmana. Wiki zawsze była perfekcyjna. W jej mieszkaniu wszystko miało swoje miejsce. Myślałem, że ja również mam swoje miejsce w jej sercu…

– Nie wiem – mówię cicho.

– Powinieneś szczerze porozmawiać z Sonią. Wyjaśnić jej kilka spraw.

– Dlaczego jej wybaczyłeś?

– Co i komu?

Przenoszę wzrok na Błażeja, który wydaje się być szczerze zdziwiony.

– Dlaczego wybaczyłeś Wiktorii?

– A, o to chodzi. – Wzdycha, drapiąc się po głowie. – Gdyby nie ona, prawdopodobnie wciąż tkwiłbym w toksycznym związku. Dopiero po zerwaniu zrozumiałem, że Aśka nie była tak cudowna jak mi się wydawało. Ada jest zupełnie inna. Myślałem, że kochałem Asię, ale… – Kręci głową z szerokim uśmiechem. – Dopiero teraz rozumiem, czym jest prawdziwa miłość. Kocham Adę nad życie i jestem cholernie szczęśliwy, wiedząc, że niedługo będzie moja już na zawsze.

– To świetnie.

– Na pewno na tym świecie istnieje dziewczyna, która…

Parskam śmiechem.

– Daruj sobie te bzdury.

– Mówię poważnie.

– Ja też.

Błażej wzdycha ciężko po raz kolejny.

– Szczęście samo nie przyjdzie. Czasami trzeba po nie sięgnąć.

Udaję, że nie słyszę tej pseudo–mądrości. Odwracam się w stronę parkietu i zamieram. Wiki tańczy, zmysłowo ruszając biodrami. Z jej twarzy nie schodzi uśmiech. Oczywiście wokół niej kręci się stado śliniących idiotów. No przecież. Przez tyle lat nie straciła swojego uroku, a wręcz przeciwnie. Wiek zadziałał na jej korzyść. Jest cholernie podniecająca.

Wkurwiony, odwracam wzrok, próbując skupić go na czymkolwiek. Przed oczami przewijają mi się obrazy nagiej Wiktorii, zakopanej w mojej pościeli. Powoli czuję dyskomfort w spodniach…

Ten wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej.

 

 

Opieram się ramieniem o ścianę. Patrzę na drzwi i pukam po raz trzeci. Ledwo trzymam się na nogach. Jestem zmęczony i narąbany. Do głowy ciągle wpycha się Wiktoria ze swoim seksownym ciałem. Gdybym został dłużej w klubie… Pewnie straciłbym kontrolę.

Tęsknota to suka i robi ze mną co chce.

Znowu pukam. Wreszcie drzwi się otwierają. Sonia przeciera dłońmi zaspane oczy. Ramiączko koszulki zwisa z jej ramienia, odkrywając kawałek piersi.

– Hej – mówię, wchodząc do środka.

Przygląda mi się nieufanie.

– Wiesz, która jest godzina?

– No i co z tego? – prycham, przysuwając się do niej. Łapię ją w pasie i przyciągam. – Stęskniłem się.

– Tak?

Nienawidzę się za nadzieję, którą dostrzegam w błyszczących oczach.

Nie potwierdzam, tylko wpijam się w jej usta, miażdżąc wargi. Nie jestem sobą. Czuję się cholernie niezaspokojony. Sonia niepewnie obejmuje moją szyję, próbując za mną nadążyć. Protestuje, gdy wsuwam dłonie pod koszulkę, ale nie odpuszczam. Dotykam nagich piersi, a w spodniach robi mi się ciasno.

Obejmuje dziewczynę mocniej w pasie i zanoszę do łóżka. Toniemy w pościeli. Odrywam się na chwilę od jej warg tylko po to, aby ściągnąć koszulkę. Jedną ręką łapię Sonię za włosy, a drugą majstruję przy rozporku, chcąc jak najszybciej pozbyć się spodni. Z ust przenoszę się na szyję. Zasysam kawałek skóry, czując przyjemne dreszcze przebiegające mi po plecach. Całkowicie się zatracam.

Ciepłe dłonie dotykają mojej klatki piersiowej, a po chwili czuję napór. Sonia próbuje mnie odepchnąć. Wracam do jej ust, ale obraca głowę. Chwytam ją za podbródek. Walczy ze mną, unikając mojego wzroku. Na policzku dostrzegam łzy i nieruchomieję. Automatycznie cofam dłoń.

– Sonia?

Na krótką chwilę nasze spojrzenia się krzyżują.

– Widziałeś się z nią, prawda? – pyta łamiącym głosem.

Nie odpowiadam. Jestem tak zaskoczony, że nawet nie protestuję, gdy wyplątuje się z moich objęć i ucieka do łazienki.

Siadam na łóżku, przecierając dłońmi twarz.

Kurwa, co ja chciałem zrobić? Przelecieć ją, mając w głowie zupełnie inną dziewczynę? Co jest ze mną, kurwa, nie tak?

Słyszę płacz. Wstaję i targany wyrzutami sumienia, idę do łazienki. Otwieram drzwi, nawet nie pytając o pozwolenie. Sonia siedzi zgarbiona na kafelkach. Od razu kucam, chcąc ją przytulić, ale odpycha moje ręce.

– Sonia…

– Zostaw mnie!

Ukrywa twarz w dłoniach, głośno zawodząc.

– Ja nie…

– Nie wiem, co ja sobie myślałam. Byłam zawsze obok, licząc, że kiedyś o niej zapomnisz. Miałam nadzieję, że…

– Ona się dla mnie nie liczy.

Gwałtownie podnosi głowę. Po policzkach ciekną jej łzy, a oczy są przepełnione bólem.

– Nie? Kogo ty oszukujesz!

– Uwierz mi, że…

– Wyjdź stąd!

– Sonia, musimy…

– Wyjdź stąd, Aleks!!!

Kręcę głową, łapię ją za rękę i siłą przyciągam do siebie. Wyrywa mi się, ale jestem silniejszy. Szybko unieruchamiam jej dłonie, zamykając w swoich ramionach.

Nie chcę być powodem czyiś łez.

Oplatam ją ciasno rękami, przyciskając policzek do jej skroni. Drży. Do oczy napływają mi łzy.

Co ja jej zrobiłem?

– Przepraszam – szepczę, tuląc ją mocniej.

 

 

Nie spałem całą noc.

Sonia ciągle płakała, chociaż przynajmniej przestała mnie odpychać. Przytulona, zaciskała dłonie na mojej koszulce. Milczała. Gdyby zaczęła mówić, pewnie musiałbym wyrwać sobie serce, bo jestem nieczułym draniem.

Nie potrafię pokochać dziewczyny, która daje mi siebie. Mam wszystko. Dlaczego nie umiem tego docenić? Dlaczego szukam szczęścia wśród demonów przeszłości? To droga w jedną stronę, do wiecznego cierpienia.

Spoglądam na spokojną twarz dziewczyny, mając podwójne wyrzuty sumienia. Może byłoby lepiej, gdybym przestał być egoistycznym dupkiem i pozwolił jej odnaleźć szczęście u boku innego faceta. Ale kto wtedy byłbym moim wsparciem? Kto podnosiłby mnie z klęczek? Kto byłby w stanie tyle mi dać, nie oczekując niczego w zamian?

Ona pragnie tylko mojej miłości. To przecież, kurwa, nie może być nieosiągalne.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • candy tydzień temu
    No i dalej mi jej szkoda no! Widać że dziewczyna chce miłości, a Aleks powtarza tylko jak mantrę "mam Sonię", chociaż wie, że nie powinien myśleć o Wiki i wie, że robi źle. A swoją drogą, Wiki jaka nagle potulna. Bardzo trafny tekst z tą ucieczką xD brawo Aleks!
  • Elorence tydzień temu
    No szkoda, bo ona nie ma nic :( Wiki potulna, ale wiadomo jak to ona :D Na razie ma wyrzuty sumienia.
    Hahaha, no tak, cały Aleks :D
  • Keraj tydzień temu
    Miłość to uczucie głupie, czasami ktoś się oszukuje że to jest ta/ten jedyna/y, idziesz ulicą trafia Cię piorun i dopiero teraz widzisz prawdziwą miłość, lub gdy szukasz odskoczni, twej miłości coś się stało, dopiero wtedy czujesz ile straciłeś/aś. 5
  • Elorence tydzień temu
    Czy ta miłość jest jedyna... to się czuje. Jeśli ktoś inny jest w stanie skraść serce, nie było mowy o żadnym uczuciu :(
  • pasja 6 dni temu
    Witam
    Ciekawe rozważania mężczyzny stojącego pomiędzy dwoma światami równoległymi. Rozterki i niedomówienia, powracanie do tamtej miłości i uświadamianie sobie, że ona wciąż jest obok. Ucieczka nic nie daje. krzywdzi siebie i Sonię. Powinien odpowiedzieć sobie, czy kocha tak naprawdę Sonię i czy chce z nią być. Uciekanie i powracanie nic nie da. Mam wrażenie, że ten związek od strony Aleksa ma bardziej opiekuńczy charakter i jest wsparciem dla niego. Facet znalazł ukojenie w ramionach innej i gra jakąś rolę skrzywdzonego.
    Stanowczy wydaje się być koniec... Ona pragnie tylko mojej miłości. To przecież, kurwa, nie może być nieosiągalne.

    Pozdrawiam serdecznie
  • Elorence 6 dni temu
    Witaj,
    tak, masz rację. Aleks traktuje ten związek inaczej niż Sonia. I to też sprawia, że krzywdzi tę dziewczynę.
    Czasami jest tak, że człowiek może stawać na głowie, a i tak nie będzie w stanie pokochać... :(
    Dziękuję, że wpadłaś i pozdrawiam cieplutko :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania