Wilkołak - Wstęp [I/IV]

Pewnej Nocy...

 

Noc. Tylko blask pełni księżyca białego jak obłok chmury na pogodnym niebie o poranku dawał lekkie światło w ciemności jaką przemierzałem. Jak zwykle zamiast siedzieć wygodnie w skórzanym fotelu i rozleniwiać się, nie mogłem spauzować. Powinienem oglądać te same głupoty w moim starym telewizorze oraz popijać należącą mi się szklankę whiskey, oczywiście z dwoma kostkami lodu, po ciężkim dniu w robocie. Zamiast tego ganiałem za jakimś szczylem po mieście. Normalnie nie zajmuję się takimi błahostkami jak ta, ale Lindsay mnie o to prosiła. Po ostatnim włamaniu do jej małego sklepiku na rogu, w pobliżu mojego domu, chodziła ciągle przerażona. Wtedy nic nie skradziono, bo na szczęście w porę zdążyła wrócić na miejsce. Nie wiem w ogóle po cholerę stamtąd wychodziła, ale musiała to być ważna sprawa bo od tak nie zostawia się majątku na wolną rękę. Co mnie to z resztą obchodzi? Istotny jest wyłącznie cel.

Tym razem ja zaczaiłem się na niego licząc, iż powróci. Korzystając z dedukcji i doświadczenia stwierdziłem, że to typ który nie kończy na jednym włamie. Po pierwsze nie zostało nic skradzione. Może przez brak czasu bo sprzedawczyni wróciła, a może tylko chciał sprawdzić co i jak, rozeznanie w terenie i wypad. Kolejną ciekawostką jest zniszczona kamera, którą znalazłem. Było to jedyne urządzenie na obiekcie nagrywające otoczenie, co sprawca raczej wiedział. Psując ją zaścielał sobie łóżeczko. Nic tylko wpaść ponownie. Zero dowodów przestępstwa, brak winowajcy. Zastanawiające jest również to, że mimo sklep był otwarty, to podejrzany rozbił szybę kamieniem. Ale i to da się wytłumaczyć. Przestępca sprawdzał alarm. Chciał się dowiedzieć czy w szybie znajduje się czujnik, po którym włącza się sygnał lub był imbecylem i nie widział, że wystarczy pociągnąć za klamkę. W sumie cwany złodziejaszek. Albo bardzo głupi. Któryś z nich na pewno.

Ten typ włamań kojarzył mi się z tylko jednym przestępcą, który od dłuższego czasu okrada właśnie małe sklepiki. Robi rozeznanie, upewniając się wcześniej, że nikt się nie dowie o włamaniu prędzej niż o poranku i dokonuje kradzieży. Przeważnie wracał on tego samego dnia, którego wcześniej sprawdził grunt.

Pod osłoną nocy czaiłem się w pobliżu, niepozornie schowany w bocznej alejce, za koszami na śmieci. Praca detektywa często jest żmudna. Zanim dojdzie do finału i rozwiązania problemu, mija trochę czasu. Tak było i teraz. Stojąc i czekając na nieuniknione, zacząłem rozmyślać o właścicielce. Hmmm...Lindsay...tak ładnie się do mnie uśmiecha. Odkąd pamiętam pociągały mnie jej zgrabne, długie nogi, osłonione cienkimi, ledwo widzialnymi rajstopami, które wyłaniały się spod czerwonej sukni. Talia osy sprawiała, że leżała na niej idealnie, a ponadto doskonale pasowała do równie krwisto czerwonych szpilek. Twarz zawsze była wymalowana zauważalnym make upem, a rudawe włosy, idealnie ułożone w fryzurę jaką chciała. W zwyczajny dzień wyróżniała się w tłumie szarych ludzi. Zawsze lubiła się przymilać. Szkoda, że tylko gdy czegoś potrzebowała. Zresztą...ona nie była w moim typie. Jest jedną z tych, które chcą słabego, wątłego mężczyzny, który będzie nieustannie spełniał ich zachcianki. W sumie tej osoby nie można nazwać mężczyzną. To wypierdek, który jest na usługach gangreny, jaka przyczepia się na długo i mocno jak kleszcz. Nie zmienia to faktu, że ma jednak boskie ciało. Rozmarzyłem się.

Warto było czekać. Wreszcie się zjawił. Niski, ubrany w luźne, dresowe spodnie i brązową bluzę. Idealne na lekkość i zwinność. Nie mogłem rozpoznać twarzy bo zasłaniał ją kaptur. No nic. Na razie czekałem na rozwój sytuacji. Może to tylko podpucha. Nie działał on pochopnie. Zanim pomyślał o sklepie, uważnie się rozejrzał czy nikogo nie ma w pobliżu. Nie dość uważnie. Włożył zaraz potem rękę do kieszeni. W pewnym momencie widać było przez ułamek sekundy chropowato okrągły obiekt lecący w stronę szyby. Rozbił ją jak poprzednio. Cholera, Lindsay świeżo co wstawiła nową i znów koszta. Cel dobrze wiedział, że żadna syrena nie zacznie wyć. Trzask szkła i podejrzany zbliżający się do interesu Li to był znak. Wkroczyłem do akcji. Jego czujność nie pozwoliła mi go zaskoczyć. Zauważony zaczął uciekać. Biegłem za nim, między uliczkami, zaułkami i skwerami, przeskakując przez posesje i próbując capnąć. To był długi pościg w którym chciałem wpędzić go w jakiś kozi róg. Miał biegane, lecz starałem się nie odstawać od niego. Wtedy byłem w całkiem dobrej formie i nawet nie męczyłem się tak szybko jak kilka lat wcześniej.

Doganiałem go po jakiś dziesięciu minutach wyścigu o twarz. Czułem, że już nie miał siły dłużej uciekać przede mną. Zaprzestałem biegu, gdy on zniknął mi z oczu pomiędzy kontenerami. Muszę teraz uważać, chodziło po głowie. Trafiłem na teren, który był objęty zakazem wkraczania nadanym przez gang Scotta rządzący tą częścią slumsów czyli - Old Development.

Ahh...slumsy. Lubią one raczyć swoim jestestwem, a raczej chorobą Down City. Co z tego, że ja też tu mieszkam? Tak, żyją tu także normalni ludzie. Nie pochłonięci wystarczająco przez to miasto, ale są oni mniejszością. Już i tak bez tych plugawych okolic jest ciężko. Wysoko postawieni bogacą się kosztem słabszych, wyciskając z nich ostatniego dolara, a niżej dziwki, dilerzy i gangi na każdym rogu proponujące różne rzeczy za to czego nienawidzę najbardziej - forsę. To wokół niej wszystko się kręci. Nie wiem czy jest osoba, która nie zrobiłaby wszystkiego za odpowiednią sumę. Nawet ja nie jestem święty. Mam czasami problemy z alkoholem, ale to wszystko przez stres w pracy. No bo jaki detektyw nie ma wyrzutów sumienia, gdy coś pójdzie nie tak jak powinno. Nadal widzę twarz tej małej dziewczynki w różowej sukience w białe kropki, idącą z mamą za rękę i trzymającą loda w drugiej. Uśmiechniętą, jak gdyby szła odwiedzić jakąś krainę zabawek. Heh. Wtedy nie wiedziała, że leci w nią rykoszet. Nie mogę nadal sobie tego wybaczyć. Od tamtej pory nie biorę w dłoń żadnej broni palnej. Mimo, że kule zawsze leciały tam, gdzie ja im rozkazałem tego dnia nie poszło wszystko tak jak powinno.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Margerita tydzień temu
    pięć podoba mi się tekst i czekam na next
  • Lancelot tydzień temu
    dzięki
  • Justyska tydzień temu
    Witaj, nie czytuję kryminałów i właśnie dlatego zajrzałam. Lubię narrację w pierwszej osobie i niby wszystko fajnie i swobodnie, ale jakoś mnie nie przekonała ta historia. Wybacz, ale wolę szczerze. Nie podeszło. Jednak to nie mój gatunek:)
    Kilka wątpliwości, które wpadły w oko:

    "Istoty jest wyłącznie cel." literówka istotny

    "Ten typ kradzieży kojarzył mi się z tylko jednym przestępcą," tu jakoś nie pasuje określenie "kradzieży" bo chwilę wcześniej bohater tłumaczył, że włamywacz nic nie ukradł. Może lepiej "typ włamania"?

    "które wyłaniały się z czerwonej sukni. Talia osy sprawiała, że sukienka leżała na niej idealnie," tu chyba lepiej "spod czerwonej sukni" i tak na moje oko dwa razy ta sukienka trochę zgrzyta.

    "Jest to wypierdek, który jest na usługach gangreny," dwa razy "jest" zbyt blisko

    "Zauważony zaczął uciekać przede mną." moim zdaniem "przede mną" możesz wywalić jednocześnie unikniesz powtórzenia, bo w kolejnym zdaniu jakie skopiowałam jest ten sam zestaw.
    "Czułem, że już nie miał siły dłużej uciekać przede mną. Zaprzestałem biegu, gdy on zniknął mi z oczu pomiędzy kontenerami. "

    To oczywiście tylko moje sugestie. Interpunkcji się nie chwytam, bo za cienka jestem:)
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Lancelot tydzień temu
    cieszę się ze skusiłaś się na zawitanie i przeczytanie mimo że całkowicie nie twoje klimaty. dzięki za podpowiedzi, poprawione. pozdrawiam :)
  • jolka_ka 6 dni temu
    * Twarz zawsze była wymalowana zauważalnym make upem, a rudawe włosy, idealnie ułożone w fryzurę jaką chciała" — Nie gra mi tutaj " zauważalny make-up". Skoro wymalowana no to wiadome, że był makijaż. Może raczej Twarz zawsze miała wyraźnie umalowaną, na twarzy miała wyraźny/mocny make-up. A, no i nie "w fryzurę", tylko WE. Jest jeszcze kilka błędów.
    *"Tego dnia nie poszło wszystko tak jak powinno". Może inny szyk: Tego dnia nie wszystko poszło tak, jak powinno.
    *"Doganiałem go po jakiś dziesięciu minutach wyścigu o twarz." - tego zdania nie rozumiem. O twarz to znaczy?
    *" Z resztą...ona nie była w moim typie. Jest jedną z tych (...)" - Spójrz, tutaj masz najpierw czas przeszły, a potem piszesz: "jest". Musisz trzymać się konsekwentnie jednego czasu. I taki błąd masz w kilku innych zdaniach.
    *"Zanim pomyślał o sklepie, uważnie się rozejrzał czy nikogo nie ma w pobliżu. Nie dość uważnie." - To uważnie czy nie? Może coś w stylu: Zanim pomyślał o sklepie, uważnie rozejrzał się, czy nikogo nie ma w pobliżu. Jednak coś przeoczył. Albo coś w tym stylu, żeby uniknąć pówtorzenia.
    Poza tym przecinki, raz stawiasz je przed "który", a raz omijasz.

    Styl całkiem fajny, taki luzacki, bez zbędnych udziwnień. Może będzie z tego coś fajnego :P
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania