W.O. Część trzecia. Hank IV

Hank przeskakiwał już tyle razy w czasie i przestrzeni, że wszystko zaczynało mu się mieszać, i pewnie stąd ta cała awantura z trupem Krabschnittza. Potrzebował zmusić się do lepszej organizacji, więc postanowił przeskoczyć na moment w swoje ulubione miejsce: na "groblę olbrzyma", gdzie lubił siadywać i palić, gdy trzeba było coś przemyśleć. Po dłuższej chwili przeskoczył z powrotem prosto do magazynu, skąd zabrał sobie pda z gatunku tych, które nosi Parker i techniczni wyższego szczebla. Gdy przeskoczył do sterowni, Kwiatuszek akurat dłubał w nosie.

-Kwiatuszek, jak stoimy ze strojami? Jak pałac? Zaczęło się już? Mówżesz, człowieku! - ponaglił go Hank, gdy zawstydzony Kwiatuszek wycierał obsmarkany palec w chusteczkę.

-Ekhem. Mamy wszystkie stroje z wszystkich pasujących operacji, ale nie zmieściłyby się tutaj, więc mamy je w najbliższej hali. Są dopasowywane do wszystkich, którzy będą brali udział w akcji, przez krawców i krawcowe ściągnięte przez ciebie zaocznie z całego terytorium i wszystkich czasów. Audiomagi, które kazałeś przygotować, są już w użyciu. Po wszystkim się ich uśpi z powrotem. Tylko musimy pamiętać, żeby nikogo nie pominąć.

-Ty musisz o tym pamiętać - powiedział Hank. - Ja mam na głowie powodzenie całej operacji. Wiesz, że tu zostajesz, prawda? Muszę mieć kogoś zaufanego wewnątrz sterowni, pilnującego wszystkich wejść, wyjść i gości. Nadążasz? Ty nie wchodzisz, ja wchodzę, Parker wchodzi, Oxley, Krab i reszta wchodzą i musimy dyskretnie wydobyć Fergusa i najlepiej by było go na miejscu zapierdolić. Tylko musimy się najpierw na sto procent dowiedzieć, w kogo tym razem wpadł. I tu jest pies pogrzebany. - Hank odpalił papierosa, wydmuchnął chmurę dymu. - Masz już listę gości? Obraz z kamer? Jakieś info o tym, co się tam dzieje?

Kwiatuszek podał mu folder. Był bardzo cienki i nie wróżył nic dobrego. Hank otworzył go i westchnął przeciągle. Była to szczątkowa lista gości, która leciała mniej więcej tak: Lady Warfare, Prezydent XX z rodziną, Prezydent YY z rodziną, Król ZZ ze świtą. Obok w nawiasach były prawdopodobne liczby. Pierwsza dziesiątka z listy, nie licząc Lady Warfare, miała w nawiasach obok swoich nazwisk łączną sumę osiemdziesięciu dwóch osób.

-Co oni, kurwa, z całą rodziną przyjechali? - spytał Hank, wypuszczając kolejne kłęby dymu. -Całą świtę zabrali? - jął potrząsać listą przed nosem Kwiatuszka.

-Serio, kurwa, mer Paryża z małżonką, burmistrz Nowego Yorku, Prezydent L.A.? Wszyscy z żonami i dziećmi? Przecież jak on wpadnie w jakieś kurwa dziecko czy coś, to go nigdy nie odnajdziemy!

-Ekhem... - zaczął Kwiatuszek. - Jeśli wolno mi nieco rozjaśnić ten ponury obraz, panie McHenry, Hank... Zrobiliśmy próbny przeskok według koordynatów z uszkodzonego kontrolera. I są dwie wiadomości, zła i dobra. Dobra jest taka, że w momencie przeskoku, na sali goście dopiero zaczęli się zbierać i właściwie rozpoczęcie miało... No, rozpocząć się, to, wielkie otwarcie miało nastąpić dopiero za godzinę, no nie, i właściwie nie było jeszcze tych wszystkich dzieciaków i pociotków, bo oni mieli się zjawić dopiero na bal, o ile dobrze zrozumiałem. Więc tyle dobrze, że dzieciaki, siostry i niezliczone zastępy szwagrów i opiekunek raczej - raczej na pewno - możemy odliczyć od ogólnej liczby.

Hank uniósł brwi, nieco uspokojony. Jego twarz na moment rozjaśniła się w grymasie ulgi. Po ułamku sekundy jednak dotarło do niego, że Kwiatuszek nie skończył wypowiedzi i czeka, aż do Hanka dotrze. Dotarło. Hank uniósł brwi jeszcze raz, tym razem jego oblicze wyrażało niecierpliwość i niepokój.

-A zła wiadomość? - prawie wybuchł w tej przeciągającej się ciszy. Kwiatuszek miał czas, żeby się przygotować do tej chwili, ale nie wykorzystał go najlepiej.

-Zła wiadomość jest taka, że Lady Warfare i wszystkie szyszki były już na miejscu, do spółki z całą służbą i zastępami uzbrojonej ochrony, która pozostała wewnątrz.

Hank zauważalnie odetchnął. Nie było aż tak źle - gdyby okazało się cokolwiek naprawdę nie tak, po prostu porwałby Lady Warfare z balu, i martwiłby się o konsekwencje później. Ale lepiej, naprawdę najlepiej byłoby, gdyby udało się utrzymać całość w tajemnicy. Operacja "Karnawał" odbywała się w czasie rzeczywistym i przeskoki do niej mogły odbywać się tylko w tył, nigdy w przód - czyli nie można było przeskoczyć do dwudziestej trzeciej, gdy miała się odbyć prezentacja kawałka perydotu, za który Lady Warfare mogłaby z powodzeniem wybudować autostradę pomiędzy Islandią a półwyspem Labrador, a za resztę kupić piramidy w Gizie. A to tylko kawałek.

-...No i nie znamy dokładnego czasu przeskoku, bo kontroler był nastawiony na przyszłość, która z tamtej perspektywy jeszcze się nie wydarzyła, a która została wgrana automatycznie kilka sekund wcześniej, i nie została jeszcze przekonfigurowana i przekalibrowana przez technika. - dodał cicho, łamiącym się głosem Kwiatuszek. Na sam koniec prawie szeptał.

Hank stał i patrzył chwilę na Kwiatuszka, nie rozumiejąc do końca. Odpalił kolejnego papierosa, mimo że ten, którego palił obecnie, był dopiero wypalony do połowy.

-Czyli chcesz mi powiedzieć, że Fergus użył nieskalibrowanego, zapasowego kontrolera, którym - pozwól mi się dobrze zrozumieć - skoczył w przyszłość?

Kwiatuszek już od samego myślenia o tym był blady i spocony. Teraz dodatkowo zrobiło mu się zimno i momentalnie zaczął się trząść.

-Teoretycznie tak. I, Hank...

-Co - raczej sucho stwierdził, niż spytał Hank, który analizował rzeczywistość, przeszłość i przyszłość i w żadnej konfiguracji nie było niczego dobrego.

-Nie wiemy, kto i jak będzie przebrany na balu. - Dodał, miał nadzieję, mocniejszym głosem Kwiatuszek, ale wyszło nieco mniej cicho a bardziej skrzekliwie. - To miała być niespodzianka. Szychy wchodzą w strojach wieczorowych, idą się przebrać i wracają... Chuj wie jak! - dodał rozpaczliwie Kwiatuszek.

Hank nie pozwolił sobie ani na milisekundę paniki.

-Dzwoń do sekcji eksperymentalnej laboratorium i każ przywieźć tu mózg Hawkinga, razem z całym tym delfinem, czy co to jest.

-Ale...

-I podłącz do panelu kontrolnego tym grubym światłowodem. O, tamtym - wskazał gruby kabel leżący na ziemi. - Popatrzył na Kwiatuszka i dostrzegł, że tamten jest o krok od załamania nerwowego. Albo krok za. -Kwiatuszek! Masz się natychmiast wziąć w garść! To rozkaz! - Potrząsnął nim, trzymając go za ramiona Hank. - Ogarniaj! Sam tego bez ciebie nie zrobię! Pułkownik jest tam! - wskazał konsolę sterowniczą. - Jesteśmy sami! Zapierdalaj po delfina i niech się bierze za analizę danych, kurwa, bo nie udupimy tutaj sami! Wrzuć do kompa wszystko, co mamy i co wiemy o Fergusie i o Wilkinsonie, wprowadzimy tyle kamer na sobie ile wejdzie i znajdziemy każdego gościa, przesłuchamy każdego kelnera, każdego kucharza, wszystkie damy do towarzystwa i ochroniarzy. Wszystkich. I będziecie z rybą analizować.

-Ale...

-Dowiedz się też, gdzie jest Mckenna Applegarth i sprowadź ją tutaj choćby siłą. - Pstryknął petem i wyszedł przez otwarty przeskok.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha dwa lata temu
    Można by było z tego zrobić film i ogladałabym go pewnie z takim samym zaciekawieniem, z jakim to czytam. Choć może i nie, książki zawsze są bardziej wciągające. A wciąga bardzo. Mocno skomolikowałaś akcję, ale to na plus, jest złożone ale przejrzyste. Gut. Ocenę znasz, pozdrawiam:)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    "Potrząsnął nim, trzymając go za ramiona Hank." - nim, go się gryzie.

    Noo, mógłby z tego serial wyjść pierwsza klasa.
    Część spoczi, taka serialowa właśnie.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    "Potrząsnął nim, trzymając go za ramiona Hank." - nim, go się gryzie.

    Noo, mógłby z tego serial wyjść pierwsza klasa.
    Część spoczi, taka serialowa właśnie.
  • Okropny 7 miesięcy temu
    W serialu nie byloby powtórzeń ;)
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Taaa, jak jeszcze byłem chujowszy w technikaliach, a miałem już wyobraźnię, chciałem pisać, ale potem robić z tego własne audiobooki. Tylko u mnie się rozchodziło bardziej o interpunkcję i gramatykę, a tekie rzeczy audiobook by zamaskował
  • Okropny 7 miesięcy temu
    Taa, tutaj czuć, że nacisk szedł na wypierdzenie treści, niedorosły niedoświadczony ten user, tyle tych błędów, tragedia. Następnym razem...
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Nie jest źle, nie pękaj na robicie.
  • Okropny 7 miesięcy temu
    A spierdalaj, nie pękam. Patrzę z właściwą dozą samokrytyki i autoironii.
  • Canulas 7 miesięcy temu
    To już lepiej, zuch.
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    tu też fajny koniec, taki... teatralny
    "Pstryknął petem i wyszedł przez otwarty przeskok."

    ok, tyle na dziś - kuniec przerwy - lecem dalej dręczyć pacjentów... ;))
  • Okropny 2 miesiące temu
    Dzięki za wizytę, nie przestawaj dręczyć dziadów!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania