W.O. Część trzecia. Oxley II

Oxley i Tussenvoegsel zagrali w "marynarza" o to, którym okrętem wyruszyć - nie było potrzeby zabierać obu na tak krótki rejs, a każdy chciał, żeby było śmieszniej, popłynąć okrętem tego drugiego. Tussenvoegsel chciał przetestować, ile jest wart nowy okręt flagowy jego rodzimej Holandii, odkąd Zeven Provincien zostało uprowa... Nie, nie tak. Odkąd Zeven Provincien zostało uratowane i wyremontowane, nie szczędząc środków, przez panią Lockpick. A Oxley był przyzwyczajony do "Kaszalota" i wciąż odrobinę się boczył na Mary Ann za tą podmiankę. Ale zagrali uczciwie, do trzech, i Oxley przegrał. "Humbak", z jeszcze świeżą farbą na wszystkich napisach, odpłynął wraz z odpływem w stronę wysepki z fortem, gdzie zostawili Wilkinsona i Sheerę.

Oxley patrzył na Holendra, w oczach którego odbijało się światło księżyca. Jeśli ów żył po coś, to dla takich momentów: pokład pod nogami, pod drewnem mnóstwo wody, wiatr w żaglach i niech ktoś gadver raczy to spieprzyć... Oxley uśmiechnął się i zaśmiał cichutko, do siebie. Tussenvoegsel opierał się o reling, odwrócił oblicze do Oxleya.

-Mówił pan coś, Oxley? Zamyśliłem się - powiedział olbrzym przepraszająco.

-Nic, nic. Proszę sobie nie przeszkadzać, kapitanie. - powiedział Oxley, dotykając po koleżeńsku ogromnego ramienia w czarnym płaszczu. Milczeli obaj chwilę. -Piękny jest, co? - spytał Oxley, patrząc na księżyc.

-Ten eikelvreten patałach Tromp nie pływałby na niczym innym. - westchnął zadumany Holender, a jego wydech mógłby naciągnąć żagiel rejowy.

-Miałem na myśli księżyc. - powiedział Oxley. Holender mruknął coś w swoim języku, co zabrzmiało jakby zawalił się komin na magazyn blaszanych rondli. Coś o tym, że gdyby Tromp wiedział, gdzie wbić żagiel, to już nazwałby to okrętem flagowym. Oxley nie wnikał.

Stali tak i patrzyli, aż nadszedł świt.

*

-Raport z bocianiego gniazda, panie Oxley - rzekł ktoś z załogi. Oxley zrobił gest, że tamten ma mówić.

-Wyspa Oxleya na horyzoncie - powiedział tamten. Tussenvoegsel spojrzał na niego, potem na Oxleya. Poruszył brwiami niespokojnie. Oxley uśmiechnął się z przymkniętymi oczami.

-Wie pan, Tussenvoegsel, dałem rozkazy żeby tu płynąć, bo strasznie mnie korci, żeby... - Oxley nie skończył, spojrzał z ukosa na tamtego, żeby sprawdzić, czy tamten nadąża. Oxley uniósł brwi zachęcająco. Holender podniósł swoje, wskazał wzrokiem ogromne działo pokładowe, wrócił do Oxleya i znowu.

-Czy myśli pan, kapitanie, o tym samym, co ja? - zapytał gromko, aczkolwiek nieśmiało.

-Oczywiście, kapitanie. Jedziemy sobie jebnąć z armat!

Zachmurzony dotąd ogromny Holender w mig się rozpromienił i wyszczerzył wszystkie zęby. Błysnęło złoto tu i ówdzie. Złapał się relingu, aż drewno zatrzeszczało. Ryknął na załogę, żeby zagęszczali ruchy, nie obijali się i pamiętali, że przed miłosiernym panem eikelvreten bogiem jeszcze jest on i że co pan Oxley sobie pomyśli, że tamci się tak strasznie obijają i że nie chcą zawstydzić żadnego z nich. Oxley wyciągnął kartkę z kieszeni marynarki.

-Tu mam listę celów, w które Mary Ann prosiła, żeby przyładować najpierw. - rzekł, podając kartkę ogromnemu Holendrowi. Ten spojrzał na nią, uśmiechnął się i zatarł ręce.

-Jeśli pan pozwoli, chciałbym najpierw przykurwić z tej czterdziestofuntówki. - zwrócił się do Oxleya.

-Sam chciałem to zaproponować, Tussenvoegsel. - Skinął głową na kilku marynarzy, wskazał palcem ogromne działo.

-Tak! Tak! - ekscytował się Holender, gdy tamci ładowali i we dwóch nieśli ogromną kulę na specjalnym nosidełku.

Wyspa była już tuż, tuż.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Nazareth dwa lata temu
    Ależ piękna męska przyjaźń między tymi dwoma rozkwita :)
  • Ritha dwa lata temu
    Fajny sport, to walenie z armat :)
    Tuss i Oxley to duet doskonały i charakterny. Kartka z "celami" Mary Ann... ma rozmach kobita.
    Kolejna klimatyczna część. 5 oczywiście.
    Acha, zapomniałabym:
    "co zabrzmiało jakby zawalił się komin na magazyn blaszanych rondli" XD
  • Adam T dwa lata temu
    Blaszane rondle, tak, to było COŚ ;)) Bardzo symaptyczny portret dwóch kapitanów, ucieszny :) Piona.
  • betti dwa lata temu
    Rewelacyjny ten fragment... pióra można tylko pozazdrościć. Jakbym tam była... Bardzo się cieszę, że tutaj trafiłam. Niezwykłe miejsce.
    Dałabym 10, ale niestety - ograniczenia.
    Pozdrawiam.betti
  • Okropny dwa lata temu
    Wiesz, że to tylko jedna z wielu części?
  • Canulas 7 miesięcy temu
    Se tak przeczytałem dla sportu też komentarze i... wedle przedmówców bezbłędnie cześć.
    No to... ja się wyłamię. Przyjaźń pomiędzy kapitanami faktycznie się rysuje, ale słowo Oxley pada tu stanowczo zbyt wiele razy.
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Oxley i Tussenvoegsel — przyjaciele jak diabli ;))
  • Agnieszka Gu 2 miesiące temu
    Oxley i Tussenvoegsel — przyjaciele jak diabli ;))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania