W.O. Część trzecia. Przygotowania po drugiej stronie V

Cała trójka obserwowała, jak McKenna wchodzi do pomieszczenia, gdzie sama ze sobą zabawiała się Sheera. Zgodnie z jej prośbą, nie podglądali. Ani przez weneckie lustro, ani przez drzwi. Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, było słychać jedynie szmer rozmowy za drzwiami. Potem Sheera zaczęła krzyczeć jak wcześniej, tylko ze zdwojoną, jakby, siłą. Usłyszeli grzmot flashbanga.

Hank palił papierosa. On, Parker i Krabschnittz popatrywali na siebie i posyłali sobie nerwowe uśmiechy. Mniej nerwowe między Parker a Krabem, pomyślał. Jak to życie dziwnie się układa... Ona, uratowana z Verdun. On, z plaży ze złotej ery piractwa. Oboje martwi w swoim czasie, żywi tutaj. Oby nic nie spsocili. Zanotował w pamięci, by przekazać Krabowi kilka ważnych informacji o drzewolasie. Chwilę później, gdy Kenna wyszła z pomieszczenia, rzuciła Hankowi zawleczkę z granatu.

-Wchodzi w to - rzekła. Podeszła do Parker i uściskała ją bez słowa, odgarnęła jej za ucho mały, rudy kosmyk i popatrzyła na nią, jak rzemieślnik patrzy na dzieło drugiego, z zupełnie innej dziedziny.

- Ten się już ogarnął? - spytała, patrząc z ukosa na Kraba.

Krab się zaczerwienił. Rodzeństwo parsknęło.

*

Sheera patrzyła, jak rozkładają przed nią ubrania, do złudzenia przypominające jej własne z czasów, gdy... Hm. Jej własne z czasów, gdy prawie została żoną księcia Korwansji, który okazał się, owszem, księciem tytularnym, tylko, i swoje "żony" prostytuował we własnych burdelach po całych Karaibach. Tyle drogich szmat, sukni, wisiorków, złota i klejnotów, co nakradła wtedy...

-To wszystko dla mnie? - spytała, gdy jeden z dziwnie czerwieniących się przy niej techników zaprowadził ją pod wielki stół z kostiumami i prezentował kolejne. Sheera nie przywykła do noszenia zbyt wielu sztuk odzieży na raz, bądź co bądź odzież to był jedynie środek transportu dla tych rzeczy, które nagle zmieniły właściciela, właścicielkę właściwie; albo sposób na umiejętne odkrywanie zalet i zakrywanie wad. Technik spłonął kolejnym rumieńcem i z zainteresowaniem przyglądał się własnym stopom. Gdy Sheera odwróciła się do pozostałych, skorzystał z okazji i ulotnił się. Wzruszyła ramionami i zaczęła przymierzać.

Za jej plecami stali Oxley i Tussenvoegsel i patrząc na okrągłe, podskakujące pośladki Sheery, rozmawiali ze sobą po cichu. Przyuważył ich Krabschnittz, który podszedł do nich, gdy już znaleziono dla niego odpowiednie przebranie.

- Panie Oxley, kapitanie Tussenvoegsel. - przywitał się. Ogromny Holender grzmotnął spod brody jakieś mrukliwe pozdrowienie po holendersku. Oxley odwzajemnił pozdrowienie Niemca.

- Panie Krabschnittz. Jak się pan miewa w... w obecnej sytuacji? - zagadnął go, kołysząc się na piętach. - Powiem panu szczerze, Orrick, byłem bardzo niepocieszony faktem, że odebrał pan sobie życie. Szczerze, naprawdę szczerze mnie to dotknęło - urwał, widząc minę Kraba, który odwrócił wzrok ze szklanymi oczami. - Już, już, Orrick. Już, już. Już wszystko dobrze, prawda? Żyje pan, proszę się nie załamywać. Naprawdę nie chciałem pana zasmucić.

Krabschnittz pociągnął nosem. Zaszurał nogami. Chrząknął kilka razy i zdołał wreszcie, po kilku próbach, spojrzeć panu Oxleyowi w oczy. Oxley mrugał do niego, lekko uśmiechnięty. Dookoła oczu miał kurze łapki, gdy się uśmiechał.

- To był horror, panie Oxley. Najprawdziwszy horror. Cieszę się, że nie musiał pan tego oglądać - rzekł.

-Gadverdomme - zagrzmiał Tussenvoegsel i odwrócił Krabschnittza o sto osiemdziesiąt stopni, by i ten zobaczył to, na co i tak patrzyli prawie wszyscy mężczyźni na hali. Oto Sheera de Tenteges stała ubrana w kostium zaprojektowany tak, by właściwie wszystko odkrywał i pozostawiał wyobraźni bardzo niewiele pola do popisu... Ale jednak. Na głowie miała potężny trikorn ozdobiony koronkami i czaszkami; przewiązane chustą, za małe o co najmniej dwa rozmiary bikini i spódniczkę, która sugestywnie z jednej strony zwisała i zasłaniała mocowanie drewnianej nogi, a z drugiej strony pokazywała krągłe, opalone biodro.

- Jest to, zaiste, widok zapierający dech w piersiach i wymazujący zaprzeszłe okropieństwa - rzucił Oxley, sięgając do kieszeni po swoją fajeczkę. Nikt nie oponował. Któryś technik nawet przypałętał się z zapalniczką, ale Ślimak podziękował i przyjął od Holendra zapałkę.

- Czas mi się kończy - powiedziała Sheera, zerkając na opaskę, którą zapięła jej Parker. Odmierzała czas za pomocą gaszenia niebieskich światełek - relikt z Verdun, gdy przestraszone, uratowane dzieci przerzucano grupkami w odstępach czasowych. W tym momencie świeciły się jeszcze dwa, czyli zostało jeszcze dziesięć minut. Zaczęła się denerwować. Ta wielka, straszna i podniecająca kobieta powiedziała, że jak nie połknie tabletki zanim zgaśnie ostatnie światełko... Wolała o tym nie myśleć.

- Czas mi się kończy! - pisnęła. Mało kto usłyszał, mimo że wszyscy byli w nią wpatrzeni. Szum, podniecenie akcją, w dodatku przy tym, co się tu kroi... Stracili głowę, pomyślał Hank, patrząc spod ściany, przymierzając jeden z kostiumów. Całkowicie ich popierdoliło, chyba wszystkim będzie trzeba rozdać ten brom. A propos... Przycisnął przycisk na nadgarstku.

-Niech ktoś doniesie bromu, bo wszystkim nam się przyda. Ludzie tu ledwo pracują przez tą całą de Tenteges. Oby rozpoznała tatuśka i obyśmy zdołali jednak ją opanować... - nawijał do opaski na nadgarstku Hank, informując wszystkich z taktycznego i ze wsparcia technicznego o tym, o czym myślał. Ci co ważniejsi i istotniejsi mieli mozliwość nadawania na kanale. Reszta mogła tylko słuchać.

-Już do was idę - powiedziała Parker. Drzwi obok Hanka otworzyły się automatycznie z głośnym sykiem. Spojrzał w tamtym kierunku.

Pierwszą zobaczył nogę, która niczym w zwolnionym tempie wychynęła z przejścia. Była blada, zakończona butem zaokrąglonym w migdał z przodu i na wysokim, ostrym i cienkim jak szpikulec do lodu obcasie. Powyżej, ocenił Hank, była kombinacja kolorów, która powinna być zakazana przez konwencję genewską: blade, jędrne i gibkie ciało Parker, przyzwyczajone do munduru, prezentowało się znakomicie w obcisłej sukience koloru... Coś pomiędzy fuksją a szkarłatem. Jej rude włosy zachodziły lekko na twarz z jednej strony, by z drugiej odsłaniać łuk szyi od ucha aż po sam dekolt. W jednej ręce miała małą, czarną kopertówkę, w drugiej - wielki strunowy worek pełen białych kulek z bromem.

Kilka stuknięć jej butów później, Krabschnittz znowu nie pamiętał jak się mówi i z chęcią przyjął pod język małą pigułkę bromu. Nikt nie odmówił, poza Oxleyem i Tussenvoegselem, którzy zgodnie i unisono powiedzieli (no, Holender zagrzmiał), że takie rzeczy są dla tych, którym same głupoty w głowach. Sheera ochoczo połknęła aż dwie, nawet Hank sypnął sobie kilka do kieszeni.

- Jak się masz, Orr? Jesteś gotowy? - spytała z uśmiechem Parker, której obecna aparycja odebrała resztki mowy wszystkim mężczyznom w pomieszczeniu. Poza tymi, którzy uzgadniali ważne technikalia związane z akcją, oczywiście. Ale i oni zerkali. To na nią, to na Sheerę. Wykruszający się, zaganiani przez Hanka komendami technicy, zerkali ostatni raz na widowisko pośrodku pomieszczania, wzdychali i wychodzili.

Orrick Sand von Krabschnittz byłby może i coś powiedział, ale gdy otworzył usta, w słowo weszła mu inna osoba, która właśnie teraz przeskoczyła do pomieszczenia, robiąc nie lada zamieszanie wśród wszystkich: Sheera odskoczyła, Tussenvoegsel wciąż nieprzyzwyczajony do przeskoków zaklął, Oxley uśmiechnął się, Parker spojrzała jak na zwariowaną ciotkę - a on sam poczuł się skrępowany. Znowu.

- Hank! - krzyknęła do brata McKenna. Hank odwrócił się do niej. Ubrana tak samo jak wcześniej, w pełnej czerni, z kolorowymi włosami i z kapelusikiem, stała obok grupki, na którą składali się: nieprzebrani Tuss i Oxley, Jessica Rabbit Parker, Sheera przebrana z piratkę rodem z filmu pornograficznego i...

- Hank, ja jednak idę z Tygryskiem! - zawołała wesoło, wskazując Krabschnittza. Spojrzała prosto na Kraba, zapakowanego w plusz od stóp do głów. Maska zwisała mu smętnie na rzepach pod szyją. - Hej, tygrysku... Pobrykamy? Roarr...

Zrobiła gest łapy z pazurami w stronę Kraba, który natychmiast pożałował dobór przebrania. Tyle z tego dobrego, pomyślał Hank, że chociaż trochę się to rozładowało. Skończył wiązać buty i złapał maskę potwora Frankensteina. Klasnął kilka razy, by zwrócić uwagę wszystkich.

- Dobra, jak już jesteśmy wszyscy gotowi, jedziemy z tym koksem!

Kazał każdemu powtórzyć swoją część, które ustalili nieco wcześniej, po czym skinął głową na czekającego w kącie technika. Ów pstryknął kontrolerem i otworzył migocący przeskok.

Wszyscy zebrani weszli w plamę migocącego światła. McKenna szła przodem, uśmiechnięta i dygocąca z ekscytacji. Za nią szła Parker, majestatycznie sunąc pod rękę z Sheerą. Za nimi człapał Krabschnittz-Tygrysek. Pochód zamykali Oxley z Tussenvoegselem i Hank.

Sekundę po przeskoku wszyscy byli już na swoich miejscach i rozchodzili się w grupkach po całym lobby.

Do wielkiego otwarcia pozostało kilka minut.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Ritha 9 miesięcy temu
    "Jak to życie dziwnie się układa... Ona, uratowana z Verdun. On, z plaży ze złotej ery piractwa. Oboje martwi w swoim czasie, żywi tutaj" - ładnie ujęte

    "Podeszła do Parker i uściskała ją bez słowa, odgarnęła jej za ucho mały, rudy kosmyk i popatrzyła na nią, jak rzemieślnik patrzy na dzieło drugiego, z zupełnie innej dziedziny" - i to też

    "Tyle drogich szmat, sukni, wisiorków, złota i klejnotów, co nakradła wtedy..." :)

    "Powiem panu szczerze, Orrick, byłem bardzo niepocieszony faktem, że odebrał pan sobie życie. Szczerze, naprawdę szczerze mnie to dotknęło" :D (no takie zdanie wypowiedzieć, to rzadkość :D)

    "kombinacja kolorów, która powinna być zakazana przez konwencję genewską" :)

    "Sheera odskoczyła, Tussenvoegsel wciąż nieprzyzwyczajony do przeskoków zaklął, Oxley uśmiechnął się, Parker spojrzała jak na zwariowaną ciotkę - a on sam poczuł się skrępowany. Znowu" - zamieszanko, lubię

    "Spojrzała prosto na Kraba, zapakowanego w plusz od stóp do głów. Maska zwisała mu smętnie na rzepach pod szyją" - haha, idealnie, Krabschnittz <3

    Duperelki:
    "Za jej plecami stali Oxley i Tussenvoegsel i patrząc na okrągłe" - chyba przecinek przed drugim "i"
    "- Panie Oxley, kapitanie Tussenvoegsel. - przywitał się" - kropka niepotrzebna
    "-Gadverdomme" - spacji zabrakło (tu i w kilku innych miejscach przy dialogach też)

    Widzę, że się rozkręciłaś i dodajesz więcej, super. Część dobra, wkręcam się z powrotem coraz bardziej. Pozdrawiam :)
  • Canulas pół roku temu
    "Jessica Rabbit Parker, Sheera przebrana z piratkę rodem z filmu pornograficznego i..." - za.

    Dobra cześć. Obrazowe przygotowania. Jesteś uroczo zboczony. Aprobuję.
  • Okropny pół roku temu
    Kto, że ja?
  • Canulas pół roku temu
    Okropny, gdzieżby
  • Okropny pół roku temu
    Canulas ale, ale...

    Ale tak napisałeś!
  • Okropny pół roku temu
    Canulas ale, ale...

    Ale tak napisałeś!
  • Canulas pół roku temu
    Okropny - pewnie "ogromnem niechcącem"

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania