Wpis 1

Słowem wstępu. Od razu piszę, iż nie wiem jak często będę wrzucać wpisy, na pewno nie będą się pojawiać regularnie. Zastrzegam wszystkie prawa autorskie, tak więc jak chcesz wykorzystać moje opowiadanie lub fragment to chociaż napisz, nie gryzę. Mam nadzieję, że ktoś polubi moje bazgroły. Koniec wstępu, życzę miłej lektury. ;)

 

Szedłem ciemnym korytarzem, który zdawało się nie miał końca. Głucha cisza przeszywająca moje uszy niczym tysiące igieł doprowadzała mnie niemalże do paraliżu. Jedyne co wprowadzało zamęt w ten stan to odgłos mojego oddechu i kroki, które odbijały się cichym echem na kamiennej posadzce. Ciągłe uczucie czyjegoś wzroku na karku doprowadzało do psychicznych stanów, miałem ochotę pobiec ze spazmatycznym krzykiem, lecz nie mogłem, instynkt nakazywał zachować spokój i czujność. Nie wiedziałem skąd się tu znalazłem, gdzie mnie prowadzi ten ciemny korytarz...

Jakaś odgórna siła nakazywała mi, bym uparcie szedł przed siebie. Szedłem niestrudzenie lecz po jakimś bliżej nie określonym czasie poczułem delikatne aczkolwiek radykalne zmiany. Odczuwałem, że siły powoli mnie opuszczają, co utrudniało poruszanie się. Czułem, że moje ciało lekko drży, byłem na tyle osłabiony, że musiałem opierać się o chropowatą, kamienną ścianę by jakoś iść. Nagle poczułem na swoim tułowiu żelazny, lodowaty uścisk. Siła, która oplątywała mnie od ramion do bioder unieruchamiała całkowicie, w dodatku towarzyszący ból na ciele niczym drut kolczasty potęgował jeszcze bardziej negatywne odczucia. Każdy mój ruch był krępowany, chciałem krzyczeć lecz z moich płuc wydobył się tylko zgłuszony jęk. Wnet lodowate pnącza chwyciły mnie za ramiona i zaczęły bezlitośnie i powoli ciągnąć na boki. Z każda sekundą przerażający ból trawił moje ciało z coraz większą zażyłością. Czułem jak mięśnie ramion są powoli rozrywane jakby ktoś chciał się napawać moim cierpieniem. Czy Śmierć zabawia się tak z każdą duszą w chwili jej gaśnięcia? Podejrzewałem, że tak.

Nagle wszystko ustało. Przerażająca cisza znów dzwoniła w uszach. Upadłem na czworaka, brakowało mi tchu, dojmujący chłód wywoływał dreszcze i lekki niedowład kończyn. Nie wiem ile tak klęczałem w bezruchu, nie przejmowałem się już warunkami tu panującymi, słuchałem donośnej ciszy z zapartym tchem. Ciemność pochłaniała moje ciało po małym kąsku, czułem jak powoli sunie wzdłuż moich łydek. Zacisnąłem dłonie w pięści. Nagle usłyszałem ciche szmery jakby ktoś w oddali biegł boso, coraz bliżej i bliżej. Coś musnęło mnie po karku, moje ciało przeszył obezwładniający dreszcz. Klęczałem tak nadal, nie mogłem się ruszyć choćby o milimetr. Usłyszałem cichy śmiech odbijający się echem o kamienne ściany, słuchałem tej melodii z szeroko otwartymi oczami. Z trudem uniosłem głowę by choć się rozejrzeć. Przede mną stała istota, mierząc na oko nie więcej niż półtorej metra. Jej ciało było tak białe, że prawie przezroczyste, duże błękitne oczy zdobiła źrenica w kształcie czteroramiennej gwiazdy, a włosy lekko falowały w rytm jej oddechu. Była taka smukła i krucha jakby najlżejszy dotyk miał ją zabić. Wyciągnęła dłoń w moją stronę.

- Chodź... - powiedziała nie poruszając ustami. Jej głos był zmysłowy, aksamitny, odbijał się dalekim echem od ścian. Mój mózg zaczął pracować na pełnych obrotach. Co jeśli to pułapka? Kim ona jest, skąd się wzięła? Co zamierza ze mną zrobić? Dokąd mnie chce zabrać? Istota nadal cierpliwie czekała z wyciągniętą dłonią, z jej ciała biło nikłe biało światło. Przechyliła głowę w bok.

Niewiele więcej myśląc dotknąłem przezroczystej dłoni. Jej oczy się uśmiechnęły, po czym zniknęła. Z moich płuc wydobył się rozdzierający krzyk, skierowałem swój wzrok w dół, ujrzałem dwa gunbladesy przeszywające moją klatkę piersiową, o dziwo nie krwawiłem. Upadłem na twarz, byłem zbyt wykończony psychicznie i fizycznie by nawet oddychać. Coś uświadomiło mnie, że kres mego istnienia jest bliski. Dojmujący chłód, ból i cierpienie to na pewno nierozłączne towarzyszki Mrocznego Żniwiarza. Pogodziłem się ze swoim marnym losem, cóż innego pozostało jak bezradność? Moja dusza będzie się tułać w czeluściach ciemności, a zewsząd będę czuł lodowate i oślizgłe macki Śmierci. Pomimo ciemności zamknąłem oczy, zapewne to koniec...

Następne częściWpis 2  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Canulas ponad tydzień temu
    Mnie, mój, moim, mi - użyte zostało dokładnie dwadzieścia trzy razy. Cierpisz więc na chorobę zwaną: zbytnio dookreślm.
    Przynajmniej w połowie przypadków z samego kontekstu wiadomo o co chodz i "moim" "mi" "mnie" - jest zbędne.
    Poza tym, całkiem ok.
    Treść jest.
    Opisy w porządku.
    Pozdrawiam.
  • Eunori ponad tydzień temu
    Postaram się poprawić, dziękuję za opinię. :3
  • Pan Buczybór ponad tydzień temu
    No, niezłe, niezłe. Napisane bardzo poprawnie, mi tam nic nie zgrzytało. Opisy ładne, przejrzyste, akcja jak należy... I pytanko jedno: z czego to fanfiction?
  • Eunori ponad tydzień temu
    Dziękuje za miły komentarz. We Wpisie 2 wyjawię tą małą tajemnicę. :3

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania